O przyjmowaniu Komunii świętej

O przyjmowaniu Komunii świętej

Synod plenarny Kościoła w Polsce rozważa możliwość wprowadzenia zwyczaju podawania Ciała Pańskiego na rękę również u nas, jak to ma miejsce w wielu krajach Europy. Wolą Kościoła jest również stopniowy powrót do starodawnej praktyki Komunii pod dwiema postaciami. Spróbujmy w świetle tradycji liturgicznej Kościoła popatrzeć na argumenty przeciwników i zwolenników tych innowacji.

Niniejsze przemyślenia wzbudziła dyskusja o sposobie udzielania Komunii, która miała miejsce na łamach „Tygodnika Powszechnego” w ubiegłym roku, jak również teksty zwolenników tzw. liturgii przedsoborowej. Niektórym czytelnikom poniższe dywagacje wydawać się będą niepotrzebne. Zapytają: czy warto kruszyć kopie o to, jak przyjmujemy Komunię, skoro ważniejsze jest, że ją przyjmujemy, i to, Kogo w niej przyjmujemy? Nie można jednak zapominać, że w liturgii uświęcenie człowieka wyraża się i urzeczywistnia poprzez ryty, czyli znaki widzialne. Stąd zasadne jest pytanie, czy dobrze służą one swemu celowi, czy prawidłowo wyrażają tajemnicę zbawienia i czy pomagają chrześcijanom w drodze do świętości.


Komunia „na rękę” czy do ust?

Temat ten ostatnio stał się modny. Synod plenarny Kościoła w Polsce rozważa możliwość wprowadzenia zwyczaju podawania Ciała Pańskiego na rękę również u nas, jak to ma miejsce w wielu krajach Europy. Jednocześnie odezwało się wiele głosów przeciwnych tej innowacji. Spróbujemy w świetle tradycji liturgicznej popatrzeć na argumenty przeciwników i zwolenników udzielania Komunii na rękę.

Zarzuty tradycjonalistów dobrze streszcza internetowe przesłanie członków grupy dyskusyjnej Unam sanctam. Czytamy w nim, że rozdawanie Komunii na rękę jest świętokradztwem. Powoduje z konieczności zbezczeszczenie Ciała Pańskiego. Nigdy nie było powszechną praktyką Kościoła. Co więcej, było zwalczane przez papieży, sobory i synody. Obecnie wprowadzenie tego zwyczaju spowodowało „niemal całkowity zanik wiary” w prawdziwą obecność Pana i wzrost kradzieży Hostii dla celów satanistycznych.

Jeżeli jest to świętokradztwo, to jest nim ono zawsze i wszędzie, bez względu na okoliczności. Jednakże praktyka udzielania w Kościele Ciała Pańskiego na rękę jest wyraźnie poświadczona i popierana przez świętych Ojców Kościoła, między innymi Cyryla Jerozolimskiego (330–390), Bazylego Wielkiego (329–379) i Jana Damasceńskiego (690–760). Jeżeli autorzy tradycjonalistycznego manifestu mają rację, musi to oznaczać, że owi święci popierali świętokradztwo. Jak wtedy uzasadnić ich kult i, w przypadku dwu ostatnich, tytuł Doktora Kościoła oznaczający, że ich nauczanie stanowi wybitny wkład w rozumienie wiary katolickiej? Już tylko z tego powodu zarzut jest niepoważny.

Również twierdzenie, że ta forma nie była w Kościele nigdy powszechna, jest co najmniej karkołomne. Wystarczy przestudiować sobie antologie patrystycznych pism o Eucharystii, by zobaczyć, że teza przeciwna jest o wiele bardziej uzasadniona. Wiemy na przykład, że taka praktyka istniała w Rzymie jeszcze w VIII wieku, gdyż zachowały się rytuały papieskie z tego okresu. Prawdą zaś jest, że w pewnym momencie historii Kościoła przestano udzielać Komunii na rękę i rozpoczęto podawać ją bezpośrednio do ust. Pierwszym jednoznacznym świadectwem tej praktyki był synod w Rouen w 878 roku. Zmiana ta była na Zachodzie równoległa z przejściem od celebracji na chlebie kwaszonym do użycia chleba przaśnego. Stanowiła jednocześnie część procesu, w którym coraz bardziej podkreślano niegodność człowieka wobec Eucharystii, komunikowano coraz rzadziej i adorowano coraz częściej.

Bardziej oczytani przeciwnicy Komunii na rękę zdają sobie z tego wszystkiego sprawę. Nie kwestionują samego faktu powszechnej kiedyś praktyki, interpretują ją tylko jako relikt przeszłości, zmieniony pod wpływem rosnącej czci wobec Najświętszego Sakramentu. Jest to poważniejszy argument za utrzymaniem dotychczasowego zwyczaju. Ma on jednak aspekt niebezpieczny, bo sugeruje jakoby chrześcijanie pierwszych wieków mieli mniejszy szacunek wobec Eucharystii. Lektura tekstów patrystycznych pokazuje, jak bardzo taka opinia jest krzywdząca.

Przytoczmy kilka świadectw. Św. Bazyli Wielki, w liście pisanym około roku 372 i skierowanym do patrycjuszki Cezarii, mówi o przyjmowaniu Komunii:

Jeśliby zaś ktoś w czasie prześladowań, gdy brak kapłana lub posługującego, zmuszony był Komunię przyjmować z rąk własnych, to zbędną jest rzeczą wskazywać, iż nie ma w tym nic zdrożnego, jako że od dawna stosowany zwyczaj praktykę taką poświadcza. Wszyscy mnisi przebywający na pustyniach, gdzie nie ma kapłana, przystępują do Komunii u siebie, przyjmując Ją z rąk własnych. W Aleksandrii i Egipcie każdy nawet należący do ludu niemal zawsze ma Żertwę u siebie w domu i przyjmuje Ją, kiedy chce, z rąk własnych. Kiedy kapłan bowiem dopełnił już raz ofiarowania i przekazał wiernemu Żertwę, ten, kto Ją otrzymał jako zupełną, gdy przyjmuje Ją codziennie, winien być przeświadczony, że godziwie Ją otrzymał i przyjmuje. Kapłan bowiem w Kościele udziela cząstki Żertwy i ten, kto Jej dostąpił, posiada Ją z całą możnością spożycia, a zatem własną ręką może Ją sobie podać do ust. Ma przeto jedno i to samo znaczenie, czy od kapłana przyjmuje się jedną cząstkę Żertwy, czy też rozdziela się nieraz wiele Jej cząstek.

Tekst ten bezpośrednio dotyczy udzielania Komunii sobie samemu poza mszą świętą. Taka była częsta praktyka pierwotnego Kościoła: wierni z otrzymanego w niedzielę Ciała Pańskiego przechowywali część, aby móc przyjmować Pana Jezusa w dni powszednie rano, zaraz po wstaniu. Zwyczaj codziennej Komunii jest jak widać starszy niż codzienne sprawowanie mszy św. Dla naszego tematu ważne jest nauczanie Bazylego, mówiące, że skoro wierny otrzymał Eucharystię z rąk kapłana, może podać Ją sobie do ust własną ręką.

Św. Cyryl Jerozolimski (lub jak uważają niektórzy badacze, jego następca Jan), w tzw. Piątej Katechezie Mystagogicznej, zwróconej do nowo ochrzczonych dorosłych, uczy ich, jak mają przyjmować Komunię:

Nie wyciągaj przy tym płasko ręki i nie rozłączaj palców. Podstaw dłoń lewą pod prawą niby tron, gdyż masz przyjąć Króla. Do wklęsłej ręki przyjmij Ciało Chrystusa i powiedz: „Amen”. Uświęć też ostrożnie oczy swoje przez zetknięcie ich ze Świętym Ciałem, bacząc, byś zeń nic nie uronił. To bowiem, co by spadło na ziemię, byłoby utratą jakby części twych członków. Bo czyż nie niósłbyś złotych ziarenek z największą uwagą, by ci żadne nie zginęło i byś nie poniósł szkody? Tym bardziej zatem winieneś uważać, żebyś nawet okruszyny nie zgubił z tego, co jest o wiele droższe od złota i innych szlachetnych kamieni. A kiedy już spożyłeś Ciało Chrystusowe, przystąp do kielicha Krwi. Nie wyciągaj tu rąk, lecz skłoń się ze czcią, mówiąc w hołdzie: „Amen”. Uświęć się przez to przyjęcie Krwi Chrystusowej. Kiedy twe wargi są jeszcze wilgotne, dotknij ich rękami i uświęć nimi oczy, czoło i inne zmysły. Następnie zatrzymaj się na modlitwie, dziękując Bogu za to, że tak wielkimi zaszczycił cię tajemnicami.

Ten piękny tekst, to nie tylko świadectwo wiary w realną obecność Pana (którą to wiarę Komunia na rękę ma ponoć wykorzeniać), ale i głębokiej czci dla Eucharystii. Wierny czyni ze swych rąk tron, by przyjąć Króla. Dotykanie zmysłów Ciałem Pana i rękami, które dotknęły Jego Krwi, jest wyraźnym znakiem wiary w uświęcające działanie Sakramentu dla duszy i dla ciała. Biskup napomina, by uważnie przyjmować i baczyć, by nic nie upadło na ziemię. Jak widać, troska o to, by nie uronić nawet partykuły z Ciała Pańskiego, nie jest domeną zwolenników Komunii do ust, a udzielanie jej na rękę nie musi wcale prowadzić do świętokradztwa. Cały zaś tekst tchnie miłością, szacunkiem i adoracją Eucharystii. Czy postawa wymagana przez autora rzeczywiście „powoduje z konieczności zbezczeszczenie Najświętszego Sakramentu”?

Przytoczmy jeszcze dwa teksty:

Należy rozważyć, jak podczas świętego misterium bierzemy członki Oblubieńca, całujemy je, obejmujemy je i dotykamy nimi naszych oczu. (Teodoret z Cyru)

A zatem z wszelką bojaźnią i czystym sumieniem oraz niezachwianą wiarą przystępujemy (do tych tajemnic), a stanie się nam na pewno wszystko tak, jak bez wahania wierzymy. Uczcijmy to (misterium) czystością wszechstronną, a więc zarówno duszy, jak i ciała, gdyż i w Nim jest dwojakość. Zbliżmy się z gorącym pragnieniem i mając dłonie ułożone na sobie w kształt krzyża, bierzmy na nie ciało Ukrzyżowanego, a zwracając ku niemu oczy, usta i czoło, przyjmujemy boski ten węgiel, aby ogień naszej tęsknoty połączony z jego żarem, spalił grzechy nasze i oświecił serca, a uczestnictwo w Bożym płomieniu rozpromieniło nas i przebóstwiło. (św. Jan Damasceński)

Praktyka całowania Hostii przed jej przyjęciem i inne zwyczaje polecane przez Ojców są świadectwem wielkiej czci wobec sakramentu Eucharystii. Trudno się zgodzić z tymi, którzy uważają, że prowadziły one do zabobonnej czci dla konkretnej Hostii przyjętej przez wiernego czy też do spaczenia teologii rzeczywistej obecności. Nie ma jakichkolwiek poważnych podstaw dla takiego twierdzenia. Były to formy pobożności inne, ale nie gorsze. Nadmienić trzeba, że praktyki te utrzymywały się długo, coś z nich dotarło nawet do czasów nowożytnych. Przykładem może być ryt dominikański, który nakazywał kapłanowi przed Komunią ucałować patenę i skraj kielicha, co jest wedle wszelkiego prawdopodobieństwa pozostałością z czasu, kiedy całowano Hostię. Robili tak bracia dominikanie jeszcze w XX wieku, czynił to Tomasz z Akwinu w wieku XIII. Czy on również jest przedstawicielem zabobonnej czci i spaczonej teologii Eucharystii?

Zarzut, jakoby wprowadzenie Komunii na rękę spowodowało „niemal całkowity zanik wiary” w prawdziwą obecność Pana, jest przede wszystkim nie udokumentowany. Powyżej cytowane teksty jasno ukazują, że nie działo się tak w starożytności. Można również udowodnić, że w obecnej dobie nie musi to koniecznie prowadzić do upadku wiary w Rzeczywistą Obecność. Potwierdza to choćby przykład wielu wspólnot chrześcijańskich w Europie Zachodniej, gdzie Komunia udzielana na rękę idzie w parze z wielkim respektem wobec Eucharystii, częstą praktyką adoracji Najświętszego Sakramentu, wystawianego w monstrancji, z troską o czystość wiary, miłością Kościoła i posłuszeństwem wobec papieża. Charakterystyczne, że obrońcy starego porządku w liturgii programowo nie zauważają takich wspólnot.

W podtekście tego zarzutu mamy do czynienia z wyrażanym przez lefebvrystów przekonaniem, jakoby udzielanie Komunii na rękę było świadomym ustępstwem wobec XVI–wiecznych reformatorów, którzy postulowali takie udzielanie Komunii. Miało to doprowadzić z czasem do przejęcia protestanckiej doktryny o Eucharystii. Nawet gdyby zignorować prezentowaną tu spiskową teorię dziejów i tak trzeba stwierdzić, że to pokrętny argument. Reformacja wzywała chrześcijan do osobistej lektury Pisma świętego: czy Kościół katolicki się protestantyzuje, gdy zachęca do tego samego? Czy prowadzi to do usunięcia z Biblii ksiąg deuterokanonicznych, których protestanci nie uznają za natchnione? Nie wszystko, co postulowali Luter czy Kalwin, było złe i prowadziło koniecznie do wypaczenia wiary.

Pamiętać też należy, że nawet udzielanie Komunii bezpośrednio do ust nie jest wcale gwarantem tego, że nikt nie dopuści się świętokradztwa. Wydarzenie takie opisane w Dolinie Issy Miłosza nie jest wcale, niestety, odosobnionym przypadkiem i doskonale o tym wiedzą duszpasterze. Nie sam sposób przyjmowania Komunii będzie decydował z konieczności o grzechu.

Wypada zająć się jeszcze jednym argumentem zawartym w liście grupy Unam sanctam, jakoby cząstki Hostii zawsze pozostawały na rękach wiernych. Otóż każdy ksiądz, który z czcią dba, by z dotykanej przez niego podczas mszy Hostii niczego nie uronić, dobrze wie, że nie zawsze tak się dzieje, mimo że Ciało Pańskie ma w ręku o wiele częściej niż przyjmujący je wierny. Widzieliśmy zresztą, że Kościół pierwotny jasno uczył swoich wiernych pilnej uwagi, by nic nie stracić z Przenajświętszego Ciała.

Odnieśliśmy się krytycznie do argumentów przeciwników Komunii na rękę. Nie oznacza to jednak, że jej zwolennicy mają we wszystkim rację. Będą oni przede wszystkim mówić, że jest to powrót do dawnego, pięknego zwyczaju. I tutaj wypada wnieść zastrzeżenie. Obecna forma jest bowiem nowa w stosunku do tego, co wiemy o starożytnym rytuale. Przede wszystkim jest to Komunia dawana „na rękę”, a w starożytności była Ona udzielana „na (obie) ręce”. Nie ma już w większości przypadków ani głębokiego ukłonu, ani spożywania Hostii bez chwytania jej palcami przez podniesienie do ust, zagłębienia dłoni. Tak tylko bowiem można było przyjąć Eucharystię, gdy kapłan położył Hostię na prawej ręce (w kulturach starożytnych, gdzie jadło się palcami, używano do spożywania wyłącznie prawej ręki, lewą jeść nie wolno — jest tak do dzisiaj w Indiach i Pakistanie). Obecnie przyjmuje się zazwyczaj Ciało Pańskie na rękę lewą, palcami prawej podnosi i spożywa. Podobnie ma się sprawa Komunii z kielicha, którego nie dotykano rękami (w pewnym okresie stało się wręcz nie do pomyślenia, by dotykał kielicha ktoś inny niż kapłan czy diakon). Nie ma już wszystkich gestów, skłonów, dotykania oczu, ucałowań i prostego zwyczaju mycia rąk bezpośrednio przed wejściem do kościoła, co w starożytności było przedmszalną oczywistością. Jeżeli zaś Komunia na rękę zostanie odarta z całego rytuału, wyrażającego cześć, miłość i wiarę, to czy warto ją wprowadzać?

Inny argument mówi, że skoro Pan powiedział: „Bierzcie i pożywajcie”, to trzeba brać rękami. W takim razie i kielich Krwi Pańskiej należałoby brać rękami, jednak Kościół pierwotny tego nie robił, jak o tym świadczy katecheza św. Cyryla.

Według niektórych, podawanie Komunii na rękę podkreśla godność ciała człowieka, które jest świątynią Ducha Świętego. Należałoby jednak sprawdzić, czy chrześcijanie obrządków wschodnich, którzy przyjmują Święte Postacie do ust, są mniej świadomi świętości ciała od ich braci chrześcijan na Zachodzie. W świetle listu apostolskiego Jana Pawła II pt. Orientale lumen, mówiącego o tych bogactwach chrześcijańskiego Wschodu, z których zachodni wierni mogą z powodzeniem czerpać, wydaje się, że jest akurat odwrotnie.

Istnieja też argumenty z dojrzałości. Jedni mówią, że nie wypada być karmionym jak dziecko. Jeszcze inni, że Komunia udzielana na rękę to sposób bardziej zaangażowany i odpowiedzialny. Wszystkie te zdania wobec tajemnicy Eucharystii są duchowo mało dojrzałe. Kiedy przystępuję do Stołu Pańskiego, nie mam kontemplować siebie i swojej godności, ale Chrystusa, który się mną, grzesznikiem, nie brzydzi. Nieprzypadkowo przedtem mówimy „Panie, nie jestem godzien…”, a Ojcze nasz wprowadzono w starożytności nie tyle ze względu na prośbę o chleb powszedni, co o przebaczenie win. A kimże jestem wobec tego Sakramentu, jak nie małym dzieckiem, niezdolnym nawet do oceny wielkości daru, który przyjmuję? Te argumenty w gruncie rzeczy powodują chęć podtrzymania dotychczasowego zwyczaju.

Jeszcze inni zwolennicy Komunii na rękę podnoszą sprawę higieny: poprzez udzielanie do ust przenosi się zarazki. Może więc, żeby zapewnić pełną higieniczność, należałoby zaopatrzyć szafarzy Eucharystii w sterylne rękawice zabiegowe?

„Chrześcijanie z innych krajów mogą, a u nas nie można”. To całkiem zrozumiałe. Jest starą, jak chrześcijaństwo, zasadą, że Kościoły lokalne mają prawo do pewnej autonomii, także w sprawach liturgii. Nie wszędzie musi być tak samo. Co więcej, stara zasada mówi, że wierni–przybysze powinni stosować się do przepisów liturgicznych obowiązujących na danym terenie. Będąc w Polsce, powinni więc przyjmować do ust. W świetle tego dziwi propozycja, która pojawiła się podczas obrad trwającego obecnie synodu plenarnego, by pozostawiwszy w Polsce zwyczaj komunikowania do ust, zrobić wyjątek dla gości zza granicy i udzielać im Eucharystii na rękę. W imię czego? I czy mają pokazywać paszport?

Bardzo niebezpiecznym argumentem za dopuszczeniem Komunii na rękę jest ten, który mówi: skoro księża mogą brać Pana Jezusa do ręki, to dlaczego świeccy nie mogą? Czy są gorsi? Ta argumentacja może być podszyta, dość typowym dla części polskiej inteligencji, wizerunkiem kapłana dbającego zazdrośnie o swe prerogatywy i posiadany status, na pewno zaś wprowadza fałszywy egalitaryzm: „ksiądz taki sam chrześcijanin, jak świecki”. Otóż i tak, i nie. Taki sam, bo wezwany do modlitwy, nawrócenia i ofiary z siebie, jak każdy inny. Nie taki sam, bo przeznaczony w szczególny sposób do służby Bożej, wyświęcony, aby działał podczas liturgii w osobie Chrystusa, aby był Jego żywą ikoną. Przy czym warto pamiętać, że ksiądz, który przyjmuje Komunię świętą poza mszą — jak to jest na przykład w Wielki Piątek, stosuje się do zasad przyjętych dla wszystkich wiernych, a więc w Polsce otrzyma Komunię do ust. Celebrans zajmuje inną pozycję niż kapłan, który aktualnie nie odprawia.

Wydaje się jednak, że bardzo częstym powodem pragnienia Komunii na rękę u wielu wiernych jest pobożne pragnienie spokojnego i namaszczonego przyjęcia Najświętszego Sakramentu. Nie ma co ukrywać, że księża, którzy tak szybko i bez szacunku rozdają Ciało Pańskie, nie zawsze są godnymi szafarzami. Komunia, która spoczywa na rękach chrześcijanina, wydaje się gwarancją, że przyjmie ją powoli, z czcią i właściwą pobożnością. Taka motywacja, jeśli połączyć ją z tym, co wiemy o sposobie komunikowania w pierwszych wiekach, zasługuje na poważne potraktowanie.

Nie należy się chyba bać samego udzielania Komunii na rękę. Wprowadzenie tego zwyczaju do lokalnego Kościoła, w którym nigdy go wcześniej nie było, bo taki jest przypadek Polski, wymaga poważnego przemyślenia motywacji. Osobiście, nie jestem zwolennikiem Komunii na rękę, w tej przynajmniej formie, jaka znana jest gdzieniegdzie za granicą. Zgodziłbym się tylko na taki ryt Komunii, który zagwarantuje odpowiednią i pełną szacunku postawę. Takie są w tradycji liturgicznej Kościoła tylko dwa ryty: Komunia podawana bezpośrednio do ust albo udzielana według przepisów Ojców Kościoła. Jeśliby zaś wprowadzać ten zwyczaj, to wypadałoby przynajmniej rok albo dwa przeznaczyć na rzetelną pracę we wszystkich parafiach i kościołach; prowadzić misje eucharystyczne, tłumaczyć obrzędy mszy świętej, wprowadzać częste adoracje Najświętszego Sakramentu, zadbać szczególnie o praktykę regularnej i dobrej spowiedzi, w końcu postawić wspólnocie kościelnej zadania zadbania o ubogich i pojednania z sąsiadami (ważne zwłaszcza w parafiach wiejskich). Jeżeli wprowadzimy możność przyjmowania Komunii na rękę bez tego wszystkiego, sami sobie wyrządzimy krzywdę. Zmiana dla samej zmiany nie ma sensu, a może nawet być szkodliwa. Wypada się jednak zastanowić, czy warto w ogóle o nią walczyć, skoro mamy przed sobą ważniejsze, wydaje się, zadanie: powrót do przyjmowania Komunii pod dwiema postaciami.


Komunia pod dwiema postaciami

W Kościele starożytnym jako regułę traktowano udzielanie Eucharystii pod obiema postaciami. Wyjątki były dwa. Małym dzieciom podawano często Krew Pańską pod postacią wina. Poza mszą świętą chrześcijanie — zwłaszcza chorzy — przyjmowali Komunię pod postacią chleba. Nawet wtedy jednak zdarzało się, że podawano choremu Ciało Pańskie umoczone w niekonsekrowanym winie, jak to się do dziś czyni w bizantyjskiej „liturgii darów uprzednio konsekrowanych”. Ślady tej praktyki na Zachodzie mamy jeszcze w XIII wieku 1. Były jednak i przypadki udzielania chorym Komunii pod dwiema postaciami: tak komunikowano jeszcze w XII wieku w Czechach, a może i u nas 2. Natomiast powody zaprzestania udzielania Komunii pod dwiema postaciami tak przedstawia św. Tomasz z Akwinu:

Przy korzystaniu z tego sakramentu należy zwrócić uwagę na dwie rzeczy: na sam sakrament i na tych, którzy go przyjmują. Biorąc pod uwagę sam sakrament — właściwe jest spożywanie Ciała i Krwi, obu tych rzeczy, ponieważ obie składają się na pełnię sakramentu Eucharystii. Toteż skoro do zadań kapłana należy zarówno konsekrowanie, jak i dopełnienie sakramentu, kapłan nie powinien w żadnym razie spożywać Ciała bez Krwi. Biorąc zaś pod uwagę spożywających, dla uniknięcia wszystkiego, co mogłoby narazić na zniewagę tak wielką Tajemnicę, konieczne jest największe uszanowanie i najwyższa ostrożność. Zniewaga mogłaby się przytrafić głównie przy spożywaniu Krwi, którą przy braku ostrożności łatwo rozlać. Wobec ilości chrześcijan, a pośród nich dużej liczby starców, młodzieży i dzieci, nie posiadających czasami należytego rozeznania i ostrożności, jakich wymaga korzystanie z tego sakramentu, w niektórych Kościołach przezornie wprowadzono zwyczaj nie dawania Krwi ludowi. Krew spożywa tylko kapłan.

Komunia pod dwiema postaciami należy do doskonałości Sakramentu, stąd przynajmniej i przede wszystkim kapłan powinien ją tak spożyć. Zawsze jednak trzeba pamiętać o najwyższej czci dla Eucharystii. Akwinata jest świadkiem, że Komunia pod dwiema postaciami w jego czasach jeszcze zupełnie nie zanikła: tylko niektóre Kościoły wprowadziły rozdawanie samego Ciała Pańskiego pod postacią chleba. Powodem tej zmiany w stosunku do starożytnego zwyczaju była troska o to, by Krwi Pańskiej nie rozlać. Widać z tego, że Komunia Ciała i Krwi była udzielana osobno. Prawdopodobnie komunikujący był pojony z kielicha, którego nie dotykał jednak rękami. To szafarz trzymał kielich w ręku i przystawiał wiernemu do ust. Ten sposób wymagał dużej uwagi i harmonii ruchów, nie zawsze było to łatwe dla starców i dzieci. Widać z tego, że Komunia Krwi Pańskiej zanikła ze względu na szacunek dla Eucharystii. Jednak przez całe średniowiecze zdarzały się w Kościele miejsca, gdzie komunikowano wiernych pod dwiema postaciami. Nigdy, z nielicznymi wyjątkami, nie przestały w ten sposób komunikować Kościoły wschodnie i orientalne.

Na praktykę Kościoła łacińskiego w tej kwestii decydująco wpłynęła sytuacja w XVI wieku. Reformatorzy głosili, że nie wolno udzielać Komunii pod jedną tylko postacią. Odpowiedzią na to była nauka Soboru Trydenckiego, który zajął się sprawą podczas dwóch sesji w roku 1562. I tak, Ojcowie soborowi orzekli, iż: żaden nakaz Boży nie zobowiązuje laików i duchownych nie celebrujących do spożywania Eucharystii pod dwiema postaciami oraz że do zbawienia wystarczy Komunia pod jedną postacią (nie wymienioną w dokumencie), gdyż Chrystus jest cały obecny pod każdą z postaci.

Nauka Soboru Trydenckiego nie stanowi w żadnym razie nieprzekraczalnego zakazu udzielania Komunii pod dwiema postaciami, jak by to chcieli widzieć niektórzy tradycjonaliści. Posuwają się oni nawet do twierdzenia, że lepiej jest przyjmować samo Ciało Pańskie, bo wyraża to pełniej prawdę wiary, że Chrystus jest realnie obecny pod każdą z postaci eucharystycznych. To istotna prawda, ale czy z tego powodu mam się koniecznie powstrzymywać od Komunii pod dwiema postaciami? Czy w Kościołach wschodnich szerzy się niewiara w tę prawdę, gdyż komunikują również Krew Pańską?

Wolą Kościoła jest stopniowy powrót do tej starodawnej praktyki. Widzimy to w Konstytucji o Liturgii świętej (55) ostatniego Soboru, która zawiera takie zdanie:

Przy zachowaniu ustalonych przez Sobór Trydencki zasad dogmatycznych, w wypadkach, które określi Stolica Apostolska, biskup może pozwolić na Komunię świętą pod obiema postaciami, tak duchowieństwu diecezjalnemu i osobom zakonnym, jak i świeckim, na przykład tym, którzy w danej Mszy otrzymali święcenia lub złożyli śluby zakonne, czy nowo ochrzczonym we Mszy, następującej po ich ochrzczeniu.

We wstępie do Mszału Rzymskiego określono dokładnie wypadki, gdy można udzielać również Komunii z kielicha. Było ich siedemnaście, ich liczba od tego czasu jest zwiększana, a konferencje episkopatów i biskupi diecezjalni mają prawo udzielać odpowiednich pozwoleń na swoim terenie. Wyraźnie widać wolę Kościoła, by obyczaj ten stopniowo rozszerzać.

Widzieliśmy już, że komunikowanie w sposób tradycyjny (bez dotykania kielicha) pośrednio stało się przyczyną zaniechania Komunii pod dwiema postaciami. Poradził sobie z tym problemem Kościół bizantyjski, podając Ciało Pańskie zanurzone we Krwi, oczywiście bezpośrednio do ust. Ten sam zwyczaj jest dość powszechnie stosowany w Polsce, podczas mszy konwentualnej w zgromadzeniach zakonnych. Jest to sposób godny, nie grożący rozlaniem Krwi Pańskiej, tradycyjny i nie umniejsza w niczym szacunku, jaki się należy Najświętszemu Sakramentowi.

Komunia z ołtarza czy z tabernakulum?

Jedną ze starożytnych zasad, odświeżonych przez ostatnią reformę liturgiczną, było zalecenie, aby preferować udzielanie Eucharystii nie z rezerwy przechowywanej w tabernakulum, lecz z tego, co podczas danej mszy konsekrowano na ołtarzu. Wymaga to przygotowania w każdej mszy świętej odpowiedniej ilości chleba. To zalecenie kwestionują niektórzy przeciwnicy liturgii ostatniego Soboru. Uważają oni, że „usilne naleganie na konsekrowanie w każdej mszy świętej «większej ilości chleba», aby wierni otrzymywali Komunię z bieżącej mszy, godzi w wiarę w obecność Chrystusa, która trwa tak długo, dopóki istnieją postacie eucharystyczne” 3. Tak fantastyczny wniosek może tylko zdumieć i poddać w wątpliwość dobrą wolę tych, którzy tak twierdzą. Komunikowanie z Hostii przemienionych podczas tej samej Ofiary eucharystycznej było bowiem praktyką powszechną w nie podzielonym Kościele, a nie powodowało to bynajmniej utraty wiary w trwałość obecności Chrystusa pod postaciami sakramentalnymi. Można wspomnieć o papieskim zwyczaju, znanym w II wieku, jakim było przesyłanie Ciała Pańskiego innym biskupom na znak jedności kościelnej — nie czyniono by tak bez odpowiedniej wiary. Można mnożyć starożytne przykłady udzielania Komunii poza mszą świętą tym, którzy nie mogli w niej uczestniczyć, zawarte choćby w żywotach świętych. Do dziś istniejący zwyczaj łączenia Ciała i Krwi w kielichu wziął się — między innymi — z reguły przestrzeganej w starożytnej mszy pontyfikalnej. Otóż przed Komunią przynoszono papieżowi de sancta, to znaczy ułomek Chleba konsekrowanego przezeń na poprzedniej mszy świętej, a on wkładał Hostię do kielicha Pańskiego. Był to jasny znak wiary w to, że mimo mnogości celebracji, zawsze uczestniczymy w tej samej jedynej Ofierze Chrystusa. Gest ten byłby pozbawiony jakiegokolwiek sensu, gdyby nie wierzono w trwałość przemiany eucharystycznej.

Komunikowanie siebie samego

Gdzieniegdzie, zwłaszcza podczas mszy sprawowanych w małych grupach, zdarza się, że celebrans pozostawia na ołtarzu Ciało i Krew Pańską i zaprasza obecnych, by sami podeszli do ołtarza, i sami udzielili sobie Komunii. Zwolennicy tego typu praktyki będą powoływać się na to, że Pan Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy mówił: „Bierzcie i jedzcie”, zapominając przy tym, co w tym samym wersie Ewangelii jest powiedziane, że to On sam rozdawał uczniom Swe Ciało i Krew. Inna argumentacja opiera się na dowartościowaniu aktywnej roli wiernych i ich godności. Ocenę tego typu argumentacji podaliśmy już powyżej. Zobaczymy, co mówi nam o tym tradycja liturgiczna Kościoła.

We wczesnych opisach celebracji mszy św. — na przykład w Apologii świętego Justyna — mowa jest o tym, że to biskup, kapłan lub diakoni rozdają Eucharystię obecnym. Oczywiście istniała praktyka komunikowania samemu, jak to poświadcza cytowany już wyżej list św. Bazylego, jednak dotyczyła ona miejsc i czasów, gdzie brakło kapłana, Kościół poddany był prześladowaniom, albo pragnienie codziennej Komunii eucharystycznej trzeba było pogodzić z rzadką, bo coniedzielną tylko praktyką celebrowania mszy. Zawsze jednak była to Eucharystia otrzymana najpierw w kościele od kapłana.

Najciekawsze są jednak świadectwa późniejsze, a dotyczą one udzielania Komunii duchownym. Najstarsze chyba znane źródło liturgiczne, mówiące na ten temat, pochodzi z Kościoła wschodniosyryjskiego (Persja). Zaznaczyć należy, że ten ryt zachował wiele najstarszych zwyczajów liturgicznych. Zasada, o której mowa, znana jest z dokumentu wydanego za katolikosa Mar Iso’yahba I (518–596), przepisującego sposób przyjmowania Komunii przez duchownych. Kapłan, który został wybrany, by konsekrować, przyjmuje Eucharystię zawsze jako pierwszy. Gdy we mszy uczestniczy biskup, to on komunikuje innego celebransa, a potem sam przyjmuje Komunię od niego. Jeśli nie ma biskupa, Komunii celebransowi udziela najstarszy spośród obecnych kapłanów, a potem sam przyjmuje Ciało i Krew Pańską. Widzimy, że nawet główny celebrans nie udzielał Komunii sam sobie. O wiek późniejszy, anonimowy komentator kanonów Kościoła perskiego, powie nam dlaczego: zbawienie jest nam dane za pośrednictwem naszego Pana. Nawet kapłan, który na obraz Chrystusa jest pośrednikiem zbawienia dla wiernych, musi otrzymać Ciało i Krew Pana, Cenę naszego zbawienia, od innego duchownego.

W łonie tego samego Kościoła przepisano również reguły przyjmowania Komunii świętej wtedy, gdy obecny był jedynie celebrans i diakon. Było już wówczas zasadą, że duchowny niższego stopnia nie mógł udzielać Sakramentu stojącemu wyżej w hierarchii. Procedura była dość skomplikowana: kapłan miał wziąć Ciało Pańskie z ołtarza i umieścić je na rękach diakona. Następnie skłaniał się przed ołtarzem, brał Eucharystię z rąk diakona, który mówił tylko „Ciało Chrystusa”, i spożywał ją. Podobna procedura towarzyszyła Komunii kielicha. Wymowa tego zwyczaju jest jasna: Eucharystia jest darem, który przyjmuje się zawsze z rąk innego szafarza, jak od Chrystusa.

Kościół rzymski znał podobny zwyczaj. Jeden z najważniejszych dokumentów, mówiący nam o kształcie liturgii rzymskiej, pochodzący z VIII wieku Ordo Romanus I, przekazuje nam następujący opis Komunii papieża. Po odmówieniu modlitwy Pańskiej i rozpoczęciu łamania Hostii, papież wraca na swą katedrę (tzn. tron biskupi w bazylice), tam diakoni przynoszą mu Eucharystię i tam, a nie przy ołtarzu, komunikuje. Można by się zapytać, czemu tak sztucznie? Czy nie prościej było nie odchodzić od ołtarza i samemu przyjąć tam Ciało i Krew Pana? Wyraźnie chodziło tu o zachowanie tej samej logiki, co poprzednio: nikt po prostu nie bierze sobie Eucharystii, każdy, nawet papież, otrzymuje ją.

Praktyka się zmieniła, gdyż powoli upowszechnił się pogląd, że duchowny wyższego stopnia nie może przyjmować Komunii od stojącego niżej w hierarchii. W ten sposób główny celebrans zaczął komunikować sam siebie. Zresztą, jego działanie in persona Christi może jakoś usprawiedliwić samodzielne udzielenie sobie Komunii. Dalej jednak wszyscy pozostali otrzymywali Komunię z rąk szafarzy. Wszelkie przeciwne praktyki w świetle starej tradycji są niewytłumaczalne. Widać tu jasno, co ma podkreślać ryt Komunii: Eucharystia jest darem, nikt sobie jej nie bierze sam, ale jest mu ofiarowana za darmo.

Nasza współczesna mentalność może sprawić, że będziemy się zżymać na tak drobiazgowe traktowanie sprawy rytów. Nie należy zapominać, że w zależności od rytu kształtuje się stosunek chrześcijanina do tajemnic wiary. Trzeba zastanowić się, wprowadzając nowe zwyczaje liturgiczne, czy też broniąc starych, dokąd one zmierzają i w imię czego je wprowadzamy. W obecnej dobie, gdy nawet w międzyludzkich relacjach bliskość nie wzbudza niejednokrotnie szacunku, lecz lekceważenie, trzeba szczególnie uważać, by ryty zachowywały to, o czym pisał św. Tomasz: „Biorąc zaś pod uwagę spożywających, dla uniknięcia wszystkiego, co mogłoby narazić na zniewagę tak wielką Tajemnicę, konieczne jest największe uszanowanie i najwyższa ostrożność”.

1 W Pontyfikale Kurii Rzymskiej, rozpowszechnionym w całej Europie przez działalność legatów papieskich i misyjną aktywność franciszkanów. Wyd. M. Andrieu, Le Pontifical Romain au Moyen–Age, t. 1, Cittá del Vaticano 1988, s. 493.
2 Por. P. Sczaniecki, O homiliarzu praskim, w: tenże, Służba Boża w dawnej Polsce, Poznań 1966, s. 70.
3 Tak kardynałowie Ottaviani i Bacci, w liście do papieża Pawła VI z 25 września 1969 roku, pod tytułem Breve esame critico del Novus Ordo Missae (Krótka analiza krytyczna Nowego Rytu Mszy), cyt. za ks. D. J. Olewiński, W obronie Mszy św. i Tradycji katolickiej, rozdział pt. Analiza teologiczna Novus Ordo Missae, opublikowany w internecie. Nie bez znaczenia będzie podanie, co stało się dalej z listem obu kardynałów. 22 października tego samego roku Paweł VI przesłał list do Kongregacji Doktryny Wiary z poleceniem oceny postawionych zarzutów, wstrzymawszy jednocześnie ostateczną publikację nowego mszału, dopóki nie zostaną wyjaśnione zarzuty. Już 11 listopada Kongregacja była gotowa do dania odpowiedzi w liście jej prefekta. Ocena była następująca: „Broszura Breve esame… zawiera wiele spłyconych, przesadzonych, niedokładnych, stronniczych i fałszywych stwierdzeń”. Tylko parę zawartych w niej sformułowań zostało użytych do rewizji niektórych stwierdzeń Wstępu do mszału.

O przyjmowaniu Komunii świętej
Tomasz Kwiecień

były dominikanin....