Puste ławki
fot. bundo kim / UNSPLASH.COM

Nie chodzi o to, by katolickie serce uchronić przed światem, lecz o to, by katolickie serce potrafiło świat współorganizować.

Polska jest państwem zsekularyzowanym. Śledząc coroczne dane Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, możemy ulec złudzeniu, że zmiany w naszej religijności nie są głębokie, a jednak doświadczenie codzienności przynosi obraz inny niż ten statystyczny. Nasza sekularyzacja nie wpisuje się w zachodnie trendy, nie towarzyszą jej ani rewolucja obyczajowa – rzeczywiście, Polacy są bardziej konserwatywni, ani fatalne tąpniecie obyczajowe w Kościele, takie jak na przykład w Irlandii. W przeciwieństwie do Francji Polska nie przeszła przez spór o obecność religii w życiu publicznym. Nie mamy też, jak ma to miejsce np. w Brazylii, ofensywy charyzmatycznego protestantyzmu, który był przyczyną pustych ławek w świątyniach katolickich. Te czy inne porównania zmyliły nas i kazały myśleć, że gdzie indziej jest gorzej, a u nas nie jest jeszcze tak źle. Tymczasem wystarczy pójść na mszę już nie tylko w dzień powszedni, ale i w niedzielę, by zauważyć, że większość uczestników to osoby starsze. Zdarza się, że w lekcjach religii bierze udział kilkoro dzieci z klasy. Święta religijne stały się pretekstem do organizowania przedłużonych weekendów, a nie do religijnego świętowania. Co oznacza sekularyzacja polskiego Kościoła? A także, kim są ci, którzy nie czują się zsekularyzowani? I wreszcie, czy Kościół ma jakąś szczepionkę na zeświecczenie?

Zwyczaje i tradycje

Sekularyzacji nie można zawęzić do zjawiska pustych ławek. Z wczesnego dzieciństwa (urodziłem się w latach siedemdziesiątych) zapamiętałem obraz przepełnionych kościołów, w których jako dziecko zawsze byłem na przegranej pozycji w walce o wolne miejsce w ławce. Dziś tłumy są już co prawda tylko w niektórych miejscach, ale niekoniecznie jest to wyznacznik sekularyzacji, a raczej demografii. Trzeba zatem jej objawów szukać gdzie indziej, w zmianach w kulturze, w habitusie, w relacji nauki do wiary, ale także w relacjach Kościoła do procesów rozwojowych społeczeństwa.

Wpierw habitus. Jeśli rozumiemy go jako dyspozycję postrzegania świata poprzez utarte prawa, zwyczaje i symbole, odgrywa on kluczową rolę w przeżywaniu chrześcijaństwa. Rytmu wiary nie określają tylko czynn

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się