Powinności w odwróconym świecie

Powinności w odwróconym świecie

Jan Grzegorczyk: Powiedział pan kiedyś, że historii nie można oddać w ręce ani historyków, ani polityków. Właśnie ukazała się pańska nowa powieść Czas niedokonany – saga rodziny polsko-żydowskiej, panorama obejmująca cały XX wiek i pierwsze lata obecnego. Historia oddana w ręce Wildsteina, ale nie publicysty, ikony prawicy, a Wildsteina pisarza. Czy to niesie inny ogląd świata?

Bronisław Wildstein: Jestem znany niestety przede wszystkim jako publicysta, z małych form, w których mam do dyspozycji dwa tysiące znaków, więc siłą rzeczy upraszczam rzeczywistość, choć staram się jej nie deformować. Wybijam pewne tezy, w sporach politycznych zajmuję określone stanowisko, zatem dla wielu jestem symbolem upraszczania. Wielokrotnie natomiast piszę, że świat jest nieskończenie złożony, a więc trzeba mieć świadomość, że ani go zrozumieć do końca, ani opowiedzieć nie jesteśmy w stanie. A jednocześnie musimy wskazywać punkty oparcia i odniesienia, bez których przestajemy cokolwiek rozumieć. Literatura stwarza o wiele większe możliwości, otwiera głęboką przestrzeń, wymiary symboliczne.

Czas niedokonany to próba ogarnięcia olbrzymiego czasu, przestrzeni, ludzi. Wbrew modzie. Świat pędzi i preferuje raczej krótkie, szybkie formy.

Żyjemy w świecie tyranii koncentracji na: ja – tu i teraz. Wydaje się nam, że jesteśmy kreatorami swojego losu, w sposób absolutnie dowolny. Postrzegam świat w sposób suwerenny, a potem na tej podstawie dokonuję wyborów. Jestem monadą. Głupszej koncepcji nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Przecież istniejemy w kulturze, wychowujemy się w określonych środowiskach, żyjemy we wspólnotach rodzinnych, grupowych, narodowych, które formują nasz sposób myślenia. Im bardziej się nam wydaje, że jesteśmy samodzielnymi autorami naszych losów, tym bardziej jesteśmy zależni, bo nie potrafimy dostrzec, jaki jest naprawdę skrawek naszej autonomii. Zatem kiedy ja piszę taką powieść, to dokonuję filozoficznego wyboru. Swoją drogą nudzi mnie literatura, w której kilka wypreparowanych ze świata osób w sterylnych warunkach rozgrywa między sobą – wydawałoby się – skomplikowane, a w rzeczywistości trywialne gry. Wybrałem tytuł „gramatyczny”, by odnieść się do fundamentalnej prawdy, że w ludzkim świecie nic się nie zaczyna ani nie kończy definitywnie. Zawsze odwoływałem się do pięknej maksymy Faulknera: „Przeszłość nie umarła, ona nawet nie jest przeszłością”.

W Czasie niedokonanym autor ma zrozumienie niemalże dla wszystkich swoich bohaterów. Ich racje są tak przedstawiane, że brzmią wiarygodnie. Czy jednak empatia wobec pana bohaterów nie jest trochę interesowna? Obdarza pan sympatią, dużą dozą szlachetności bohatera uwikłanego w komunistyczną rzeczywistość – Benedykta. Człowieka złamanego, pragmatyka i oportunistę. Na łożu śmierci wyznaje on, że nigdy by się do swych win nie przyznał, gdyby nie fakty zawarte w archiwach IPN, którym musi stawić czoło. Czy nie jest tak, że w zamian za to, iż go pan uczłowieczył, składa pokłon pana poglądom i działaniom?

Benedykt jest postacią zaplątaną w świecie, naznaczoną traumą, ciągnącą się za nim od czasów, kiedy to jako żydowskie dziecko musiał ukrywać się w szafie. Jego wybory są zdeterminowane, on się szamocze, jego winy nie są do końca zawinione, stara się zachować przyzwoicie. Ludzie zachowują się etycznie, gdy istnieje ciśnienie grupy,

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się