Więcej niż pokolenie
Oferta specjalna -25%
Wyczyść

Wciąż można spotkać ludzi, którzy twierdzą, że Karol Wojtyła cofnął Kościół zarówno pod względem intelektualnym, jak i duszpasterskim oraz że sprzeniewierzył się soborowi watykańskiemu II.

Beatyfikacja Jana Pawła II odbywająca się sześć lat po jego śmierci jest znakomitą okazją, by przypomnieć tę błyskotliwą osobowość: katolickiego księdza i biskupa, który – wbrew wszelkim przewidywaniom – przyciągnął uwagę świata i skupiał ją przez ponad ćwierć wieku. Uroczystość beatyfikacji można traktować jako moment, w którym władze Kościoła nadrobiły zaległości wobec spontanicznego osądu ludu Bożego wyrażonego w okrzykach „Santo subito”, jakie słyszeliśmy podczas mszy pogrzebowej na placu Świętego Piotra 8 kwietnia 2005 roku.

Za i przeciw

Chrześcijańskie świadectwo Jana Pawła II dotarło do niezliczonych rzesz ludzi. Jasnym tego dowodem są choćby listy, które w czasie procesu beatyfikacyjnego trafiały do biura w Rzymie. Ich nadawcy często adresowali swoją korespondencję, pisząc po prostu: „Papież Jan Paweł II – Niebo”. Warto dodać, że można było wśród nich znaleźć wielu niechrześcijan. Co więcej, pisały także osoby niewierzące. W ten sposób heroizm cnót życia Jana Pawła II potwierdzili ludzie reprezentujący szerokie spektrum polityczne i religijne. Wszystko to sprawia, że – jak w wypadku błogosławionej Matki Teresy z Kalkuty – beatyfikacja sługi Bożego Jana Pawła II staje się okazją do prawdziwie ekumenicznego i międzyreligijnego spotkania.

Mimo tych wszystkich znaków i wydarzeń wciąż można spotkać ludzi, którzy uparcie twierdzą, że Karol Wojtyła cofnął Kościół zarówno pod względem intelektualnym, jak i duszpasterskim. To ci, którzy uważają, że był to pontyfikat „restauracji”, sprzeniewierzający się soborowi watykańskiemu II, który obiecał dialog ze współczesnością. Przeciwnicy ci obstają – tak jak to czynili już od wczesnych lat 80. XX w. – przy swoim przekonaniu, że Karol Wojtyła (człowiek i jego pontyfikat) prezentował przednowoczesny stan umysłu, który nie pasował do nowoczesnego (czy ponowoczesnego) świata. Owo przekonanie było swego rodzaju mantrą rozpowszechnianą przez mniej świadomą część światowych mediów. Jednak każdy, kto podjął trud poważnego przyjrzenia się życiu Karola Wojtyły, zarówno w okresie przed objęciem urzędu papieża, jak i w trakcie jego sprawowania, musiał dojść do wniosku, że te oskarżenia były niesłuszne.

Nowoczesny papież

Kategoria „przednowoczesny” zwyczajnie nie pasuje do człowieka, który na drodze swojego rozwoju intelektualnego już pod koniec lat 40. XX w. był krytyczny wobec pewnych aspektów teologii neoscholastycznej, jakiej go uczono. Słowo „przednowoczesny” nie może należycie opisywać uczonego, który w ramach swej pracy habilitacyjnej świadomie zajął się studiami nad fenomenologią Maksa Schelera, a w latach 50. XX w. aktywnie uczestniczył w wysiłkach mających na celu odnowienie antropologii filozoficznej. Nie wydaje się też słuszne nazywanie „przednowoczesnym” jednego z najbardziej zaangażowanych intelektualnie europejskich biskupów w latach poprzedzających sobór watykański II. Człowieka, który świadomie szukał towarzystwa filozofów, teologów, historyków, naukowców i artystów reprezentujących różnorodne kręgi intelektualne. Człowieka, który zarówno jako duszpasterz, jak i naukowiec wykazywał głębokie zrozumienie dla osób przeżywających współczesny kryzys wiary. Człowieka, który przez ponad pół wieku był zapalonym czytelnikiem współczesnej filozofii.

Ważnym punktem odniesienia są także dzieła samego pontyfikatu. Czy papież o „przednowoczesnym” podejściu do świata poświęciłby swą pierwszą encyklikę (Redemptor hominis – przyp. tłum.) chrześcijańskiej antropologii i uczynił odnowę chrześcijańskiego humanizmu motywem przewodnim i programem swego pontyfikatu? Wydaje się to mało prawdopodobne. Czy „przednowoczesny” papież broniłby uniwersalności praw człowieka przed Zgromadzeniem Narodów Zjednoczonych w 1979 i 1995 roku, czyniąc z Kościoła katolickiego czołową instytucję promującą demokrację? Wydaje się to mało prawdopodobne. Czy „przednowoczesny” papież podkreślałby znaczenie wolności w encyklice o stałej aktualności posłania misyjnego (Redemptoris missio – przyp. tłum.), pisząc: „Kościół proponuje, niczego nie narzuca” (39)? Czy papież tkwiący intelektualnie w „przednowoczesnym” świecie dałby Kościołowi oparte na doświadczeniu społeczne magisterium, w którym nie ma najmniejszej aluzji do tęsknoty za światem ancien regime’u? Wydaje się to mało prawdopodobne. Czy „przednowoczesny” papież napisałby światowy bestseller, nazywając wprost „zwrot ku filozofii podmiotu ” nieodwracalnym (Pamięć i tożsamość – przyp. tłum.), albo encyklikę, która wnikliwie analizuje warunki, w jakich znalazł się ludzki umysł trzy wieki po epokowym przewrocie (Fides et ratio – przyp. tłum.). Wydaje się to mało prawdopodobne.

Równie mało prawdopodobne wydaje się, by „przednowoczesny” papież odwiedził rzymską synagogę i Wielki Meczet Umajjadów w Damaszku, dwukrotnie zgromadził przywódców religijnych świata na dniach modlitwy w Asyżu i doprowadził (wbrew poważnej wewnętrznej opozycji) do nawiązania pełnych dyplomatycznych stosunków między Stolicą Apostolską a państwem Izrael. „Przednowoczesny” papież nie obstawałby przy tym, by Kościół katolicki uczciwe odniósł się do sprawy Galileusza i jej wpływu na dialog między nim samym i nauką. „Przednowoczesny” papież nie byłby gospodarzem seminariów w letniej rezydencji w Castel Gandolfo, w których uczestniczyli filozofowie, historycy i naukowcy o poglądach zarówno agnostycznych, jak i ateistycznych. „Przednowoczesny” papież z pewnością nie opisywałby miłości seksualnej w powiązaniu z małżeńską wiernością jako symbolu wewnętrznego życia Trójcy Świętej. I żaden „przednowoczesny” papież nigdy nie powiedziałby władzom Kurii Rzymskiej, że Kościół budowany w oparciu o bycie uczniem kobiety, Maryi, ma pewną teologiczną przewagę nad Kościołem autorytetu i jurysdykcji, formowanym w oparciu o wizerunek mężczyzny – Piotra (Mulieris dignitatem – przyp. tłum.).

Lektura współczesności

Fakty po prostu nie pasują do konwencjonalnego wyobrażenia „przednowoczesnego” papieża, którego mentalność i nauczanie nieznośnie drażniły nowoczesną świadomość. Co więcej, ta dobrze znana krytyka Jana Pawła II rozmija się z oryginalnością wyzwań, które on sam stawiał późnej nowoczesności i ponowoczesności. Jan Paweł II nie proponował powrotu do „przednowoczesnego” świata. Sugerował raczej oryginalną alternatywę odczytywania nowoczesności. Myśl i nauczanie Jana Pawła II stanowiły wyzwanie, by przyjrzeć się współczesnemu światu, jego tryumfom i zmaganiom, za pomocą innej – może ostrzejszej – soczewki.
Wyzwanie to zostało sprecyzowane w Konstytucji Apostolskiej Fidei depositum z 1992 roku, ogłoszonej przez Jana Pawła II w związku z publikacją Katechizmu Kościoła Katolickiego. W tym bardzo osobistym dokumencie mówił on o „symfonii wiary”. Ta fraza dobrze oddaje zasadnicze aspekty myśli i działania papieża w późniejszym okresie jego pontyfikatu. Jako człowiek – uczeń Jezusa Chrystusa, a także jako naukowiec analizujący prawdy katolickiej wiary za pomocą współczesnych metod intelektualnych, Karol Wojtyła był przekonany, że wiara chrześcijańska jest jednością. Credo nie jest ani przypadkowym zestawieniem prawd wiary, ani „systemem”, do którego konstrukcji wykorzystano ludzką pomysłowość.

Wiara katolicka była, jest i zawsze będzie według Jana Pawła II jednolitą próbą zrozumienia kondycji człowieka. Próbą zaczynającą się od Bożego Objawienia, będącego źródłem doktryny i punktem wyjścia teologii. W ten sposób papież nawiązywał do starożytnej wrażliwości katolickiej. W „symfonii wiary”, która została dana wierzącym, „instrumenty” tworzące zespół nie wykonują utworu w sposób przypadkowy. Wspierają się raczej nawzajem w linii melodycznej, która ze swej natury wymaga całościowego zaangażowania. I tu właśnie tkwi szereg wyzwań dla kluczowych elementów intelektualnej wrażliwości ponowoczesności.

Wyzwania dla świata

Postmoderniści, opierając się w swoim podejściu do tekstów starożytnych głównie na metodzie historyczno-krytycznej, twierdzą, że współcześni chrześcijanie nie mogą tak naprawdę mieć dostępu do początków Kościoła. Tymczasem magisterium Jana Pawła II, które nie bało się uznać metody historyczno-krytycznej za jedno z najważniejszych narzędzi interpretacji tekstów biblijnych, sugerowało jednocześnie, że Kościół nigdy nie był odcięty od źródeł wiary, ponieważ żywy Chrystus jest w Nim stale obecny.

Kolejne wyzwanie dotyczy myśli radykalnych postmodernistycznych zwolenników teorii pluralizmu, dla których brak ciągłości jest cechą charakterystyczną ludzkiej historii. Na podstawie własnego doświadczenia, a także studiów historycznych Jan Paweł II dostrzegał, że ludzkość zmierza często w nieoczekiwanym kierunku. Dotyczy to także historii konkretnych jednostek. Jednak mimo to papież uczył alternatywnego odczytywania okoliczności i poszukiwania źródeł jedności. Podkreślał, że choć wiara chrześcijańska jest symfonią rozpisaną na orkiestrę, a nie dla pojedynczego instrumentalisty, to zachowuje jedność w czasie i przestrzeni. Niezależnie od różnic językowych, kulturowych oraz momentu historycznego autentyczna wiara chrześcijańska głoszona w XXI wieku jest jednocześnie wiarą daną nam przez apostołów. Takie nauczanie jest także punktem wyjściowym Objawienia, ponieważ odzwierciedla obietnicę Chrystusa, że Duch Święty zachowa Kościół w Prawdzie. Ten punkt widzenia potwierdzają pewne formy współczesnych studiów historycznych, które nie przyjmują nieuzasadnionego założenia o braku ciągłości ludzkiego doświadczenia.

Na deser moralność

Do pełni „symfonii wiary” katolickiej należą też prawdy moralne. Ich treść jest poważnym wyzwaniem dla postmodernistycznego relatywizmu etycznego. Stanowisko Jana Pawła II w tej kwestii ukształtowały zarówno bogate doświadczenie duszpasterskie, jak i głęboka osobista refleksja. Od pierwszych kroków, które stawiał jako akademicki wykładowca etyki, aż po ostatnie lata swego pontyfikatu Karol Wojtyła był w swoim nauczaniu wyzwaniem dla radykalnych relatywistów moralnych. Przyznawali oni co prawda niechętnie, że w kwestii moralnego życia możemy mówić o „twojej” lub „mojej” prawdzie. Podkreślali jednak zarazem, że nie ma czegoś takiego, jak „prawda” sensu stricto. Jan Paweł II miał zupełnie odmienny pogląd na temat ludzkiej moralności. Był przekonany, że dokładna filozoficzna refleksja nad ludzkim postępowaniem moralnym pozwala odkryć prawdy, które są wbudowane w świat i w człowieka. Prawdy, które są niezbędną strawą dla umysłu i ludzkiej duszy. Prawdy, które często ignorujemy, stwarzając poważne zagrożenie dla nas samych i całej ludzkości.

W tym wszystkim Jan Paweł II stawiał także wyzwanie postmodernistycznym teoriom o niespójności wiedzy. Traktował chrześcijaństwo jako pewną jedność, w której poszczególne prawdy wypowiadane w Credo są wyjaśniane w powiązaniu z sobą i w odniesieniu do całości wyznawanej wiary. Wierzył, że mężczyźni i kobiety XXI wieku nie są skazani na życie w świecie podzielonym, odciętym od przeszłości i niezrozumiałym. Wierzył, że istnieje alternatywny sposób odczytania nowoczesności. Był przekonany, że jest nim to, co według soboru watykańskiego II miał zaproponować Kościół katolicki: nowe odczytanie współczesnej sytuacji, w której dzisiejsza głęboka refleksja nad człowiekiem zostanie odnowiona przez spotkanie z Chrystusem objawiającym zarówno twarz miłosiernego Ojca, jak i prawdziwe znaczenie naszego człowieczeństwa.

Człowiek i historia

Krwawy wiek XX ukazał bez wątpienia, że wielki humanistyczny projekt ostatnich kilku wieków się wykoleił. Według Karola Wojtyły istotną zasługą Kościoła dla współczesnego świata była pomoc w uratowaniu tego projektu za pomocą humanizmu, w którego centrum znajduje się Chrystus. O tym właśnie biskup Wojtyła napisał w 1960 roku do komisji przygotowującej program soboru watykańskiego II. Tak też rozumiał sam sobór, przeżywając go w latach 1962–1965. Jego program realizował po zakończeniu obrad w ramach swojej posługi w Krakowie. To rozumienie istoty soboru stało się wreszcie myślą przewodnią jego pontyfikatu. Jan Paweł II nie był zainteresowany w żaden sposób „restauracją” przednowoczesnego Kościoła. Z wielką pasją poświęcał się głoszeniu na wskroś nowoczesnego humanizmu chrześcijańskiego jako odpowiedzi Kościoła na cywilizacyjny kryzys naszych czasów.

Oryginalne podejście Jana Pawła II do współczesności było widoczne w jego wyraźnie słowiańskim odczytywaniu historii. Można się tu doszukać podobieństwa do postawy innego wielkiego słowiańskiego świadka godności człowieka Aleksandra Sołżenicyna. W swoim wykładzie wygłoszonym z okazji przyznania nagrody Templetona (prestiżowa nagroda za pokonywanie barier między nauką a religią – przyp. tłum.) Sołżenicyn próbował wskazać, gdzie tkwią korzenie zła w XX wieku. Chciał odpowiedzieć na pytanie, dlaczego stulecie, które zaczęło się mocną wiarą w przyszłość ludzkości, tak szybko stało się okresem największej rzezi w historii. Próbował wyjaśnić, dlaczego w stuleciu pełnym optymistycznych oczekiwań doszło do wybuchu dwu wojen światowych, powstania trzech systemów totalitarnych oraz wybuchu zimnej wojny, która groziła katastrofą na skalę kosmiczną. Dlaczego świat XX wieku zalały oceany krwi i pokryły góry ciał? W grę wchodziło oczywiście wiele czynników, ale pod ich powierzchnią Sołżenicyn dostrzegł głęboką, podstawową prawdę, która zawiera się w słowach: „Człowiek zapomniał o Bogu”.

Ktoś mógłby powiedzieć, że w XXI wieku, kiedy zdeformowane przekonania religijne przekształcają się w nakazy barbarzyństwa i terroryzmu, pisarz stawia diagnozę i przepisuje lekarstwo, które okazuje się gorsze niż choroba. Takie myślenie wynika jednak z błędnego rozumienia charakterystycznego dla Sołżenicyna (i podzielanego przez Jana Pawła II) słowiańskiego odczytywania historii jako nazbyt uproszczonej (albo znowu „przednowoczesnej”) religijności. A to może prowadzić do przeoczenia czegoś niezwykle ważnego.

W słowiańskim spojrzeniu na świat to właśnie kultura (nie polityka czy ekonomia) jest kołem napędowym historii. A w centrum kultury znajduje się kult: to, co wysoko sobie cenimy, co szanujemy i czemu oddajemy cześć. Jeśli obiekt naszej czci jest fałszywy (a udawanie, że prawdziwie nowoczesny umysł nie potrzebuje nic czcić, oznacza właśnie oddawanie czci fałszywym bożkom), nieuchronnie nastąpi rozkład kultury. A jeśli taka kultura, z ułomnymi wyobrażeniami o ludzkiej osobie, połączy się ze współczesną technologią, skutkiem może być tylko ludzkie cierpienie o niespotykanej dotąd skali. Tu właśnie trzeba szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego XX wiek potoczył się tak, a nie inaczej. Przyczyną jest to, że ludzie zapomnieli o Bogu, a zapomniawszy o Nim, zapomnieli także o tym, kim są i kim mogliby się stać.

W domu bez okien

Jan Paweł II zgadzał się z tymi myślicielami, którzy utrzymywali, że laicyzacja nie jest zjawiskiem neutralnym. Dogłębnie zlaicyzowany świat staje się domem bez okien, drzwi czy świetlików, domem klaustrofobicznym i w efekcie dusznym. Czysto laicka kultura, z której zniknęły transcendentne punkty odniesienia dla ludzkiej myśli i ludzkich działań, jest zła dla wolności i demokracji. Dzieje się tak, ponieważ demokracja ostatecznie opiera się na dwóch przekonaniach: że osoba ludzka ma niezbywalną godność i wartość oraz że wolność nie jest zwykłą samowolą. Jeszcze ważniejsza od analizy kwestii społecznych czy systemowych jest zdolność dostrzeżenia prawdy o tym, że dogłębnie zlaicyzowana kultura jest także zła dla ludzi. Cisza – jak powiedział mi kiedyś kardynał Karl Lehmann – jest duszna, ludzie nie mogą żyć w ciszy.

To każe nam wrócić do alternatywnego odczytywania współczesności przez Jana Pawła II oraz do jego chrześcijańskiego humanizmu. W papieskiej wizji osoby ludzkiej i historii pytanie o Boga znajduje się w samym centrum. Zadając pytanie: „Kim jest człowiek i jak osoba ludzka funkcjonuje w historii?”, stajemy wobec pytania o Boga. Prawdziwa antropologia, prawdziwy humanizm mówi o Bogu-i-człowieku i to uwalnia mężczyzn i kobiety od duszności kryjącej się w ciszy.

Zanurzając się w życie i myśl Karola Wojtyły w ramach przygotowywania jego biografii zatytułowanej Świadek nadziei oraz pracy nad jej kontynuacją (Koniec i początek), a także podczas wielu godzin rozmów z Janem Pawłem II odbywanych przez ponad dekadę, doszedłem do przekonania, że to, co potem kardynał Joseph Ratzinger nazwał miłością Jana Pawła II do człowieka, ukształtowało się w kotle II wojny światowej. Właśnie tam i wtedy Karol Wojtyła postanowił poświęcić swe życie obronie godności i wartości każdego ludzkiego życia i czynić to jako kapłan Kościoła katolickiego. Tam i wtedy przyrzekł sobie, że będzie pomagał tworzyć „kulturę życia” w opozycji do wielu przejawów „kultury śmierci” postmodernistycznego świata. Przyrzekł też sobie, że nie będzie tego robił w opozycji do współczesności, ale za pomocą bardziej autentycznego współczesnego humanizmu. W 1944 roku nie mógł wiedzieć, dokąd go to przyrzeczenie zaprowadzi. Jednak nikt, kto uważnie śledzi jego biografię, nie może zaprzeczyć, że był wierny swemu postanowieniu, choć jego życie toczyło się czasem w zaskakujący sposób.

Rewolucja sumienia

Koncepcja humanizmu, w którego centrum znajduje się Chrystus, jest także kluczem do zrozumienia wpływu Jana Pawła II na historię końca XX i początku XXI wieku. U schyłku pontyfikatu, kiedy Jan Paweł II stał się szczególnego rodzaju międzynarodowym celebrytą, często można było odnieść wrażenie, że niektórzy komentatorzy chcieli go „podzielić”, zestawiając dobrego „papieża obrońcę praw człowieka” z przeszkadzającym „papieżem broniącym nauczania Kościoła katolickiego”. Była to jednak błędna interpretacja tego, co przyjaciele i krytycy uznawali za niezwykle zintegrowaną osobowość. Co więcej, ten sposób myślenia o Wojtyle prowadzi do błędów zarówno w rozumieniu jego osoby oraz dzieła, jak i w rozumieniu naszych czasów.

To właśnie dzięki swoim przekonaniom na temat Boga, Chrystusa i kultury papież mógł rozpalić rewolucję sumienia w środkowej i wschodniej Europie. Rewolucję, którą określamy mianem „rewolucji 1989 roku”. To właśnie dlatego, że Jan Paweł II był przekonany, iż Bóg znajduje się w centrum historii człowieka, mógł – wzywając mężczyzn i kobiety do religijnego i moralnego nawrócenia – dać im jednocześnie narzędzia pozwalające stawiać opór, którego komunizm nie był w stanie stępić. Właśnie to, że Jan Paweł II rozumiał, iż chrześcijaństwo nie jest formą religijnego idealizmu, funkcjonującego gdzieś poza historią, pozwoliło mu wezwać ludzi do solidarności w historii – a to zmieniło w efekcie jej bieg. Słynne szydercze wyzwanie Stalina rzucone papiestwu w pytaniu: „Ile dywizji ma papież?”– natrafiło na człowieka, który znał i rozumiał rolę i siłę prawdy w biegu historii. A siła prawdy na przestrzeni dziejów nie jest niczym innym jak wyrazem siły samego Boga. I z tego powodu – jak przyznał Michaił Gorbaczow – imperium Stalina zostało zdemontowane bez użycia siły.

Wiara w Boga może zmieniać świat i faktycznie to czyni. Wiara w Boga, który zstąpił z nieba w osobie i dziele Jezusa Chrystusa, wyzwala. Ufność pokładana w zdolności mężczyzn i kobiet, których dobroć została odkryta w Chrystusie, może zmienić bieg historii na lepszy. Istnieje prawda poza „milczeniem” i ta prawda wyzwala.

Droga przez poświęcenie się

Istnieje jeszcze inny kluczowy aspekt odczytywania współczesności przez Jana Pawła II. Tak wiele nowoczesnych i ponowoczesnych szkół uczy nas, że królewska droga do szczęścia człowieka wiedzie przez asertywność. Karol Wojtyła inaczej rozumiał drogę prowadzącą do stanu, w którym człowiek rozkwita. Wierzył, że wiedzie ona przez poświęcenie się. To, że nikt z nas nie powołał siebie samego do życia, było dla Jana Pawła II czymś więcej niż podstawową prawdą biologii. „Ja” poświęcające się, a nie „ja” asertywne, jest prawdziwym ludzkim „ja”. Wojtyła wierzył, że ta głęboka prawda o ludzkiej kondycji może być zaprezentowana na gruncie filozofii, ale równocześnie uznawał ją za główne przesłanie chrześcijańskiej wiary. Oto dlaczego – według niego – męczeńska śmierć była najwyższą formą chrześcijańskiego świadectwa. W męczeństwie ofiara z siebie współistnieje w najbardziej zasadniczy sposób z przekonaniami, za które ktoś oddaje swe życie.

Bez względu na to, jak bardzo rozdarte może być ludzkie życie, każdy z nas chce żyć tak, by jego serce nie było podzielone. Karol Wojtyła, papież Jan Paweł II, był na wskroś współczesnym człowiekiem, który z wielkim szacunkiem odnosił się do przeszłości. Jak wyraźnie dowodzą materiały z archiwów komunistycznej służby bezpieczeństwa, które ostatnio udostępniono, był człowiekiem, który wiedział, czym jest ludzka niegodziwość, i zdawał sobie sprawę z nieprzemijającej siły zła w historii. Jednocześnie – jak to pokazałem w Końcu i początku – był w stanie pokonać zło siłą prawdy oraz przenikliwym odczytaniem i rozumieniem tego, jak „dzieci światła” powinny działać w historii i poprzez historię, by skierować jej bieg we właściwym kierunku. Nie był ani naiwny, ani romantyczny. Wiedział, że cierpienie i śmierć są uniwersalnym ludzkim losem i sam swoim umieraniem pokazał, że cierpienie ofiarowane Chrystusowi może być szlachetne i inspirujące.

Nade wszystko zaś Jan Paweł II był chrześcijaninem. Żył w przekonaniu, że Jezus Chrystus jest odpowiedzią na pytanie, którym jest każde ludzkie życie. To przekonanie ukształtowało wielkie serce i życie pełne heroicznych cnót. Właśnie ten heroizm cnót Kościół katolicki oficjalnie uznał, beatyfikując Karola Wojtyłę. Ciesząc się z tej decyzji, pamiętajmy, by nie oddzielać świętości Jana Pawła II od siły wyzwań, które postawił przed kulturą i życiem publicznym XXI wieku.

przełożyła Magdalena Ciszewska

Więcej niż pokolenie
George Weigel

urodzony 17 kwietnia 1951 r. w Baltimore, Maryland, Stany Zjednoczone − amerykański pisarz katolicki, teolog, działacz społeczny i polityczny, autor najlepiej sprzedającej się biografii papieża Jana Pawła II pt....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze