Ani władca, ani kumpel
Oferta specjalna -25%

Dziki ojciec. Jak wykorzystać moc inicjacji w wychowaniu

0 opinie
||
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Dobry ojciec zrozumie, że sukces wychowawczy to nie bezwzględne posłuszeństwo, lecz więź, w której uczucia i potrzeby obu stron są respektowane.

Pod moim sercem bije drugie serce. Chłopczyk. Bliskość tak wielka, spojenie w jedno tak naturalne, że nie ma dla niego świata poza mną. On jest, bo jest mama.
Wkrótce jednak przyjdzie na świat i zacznie doświadczać jeszcze innej obecności, w stosunku do niego zewnętrznej, obecności swego ojca. Chwilowo niepewnego, zagubionego, szukającego siebie i swego miejsca wobec małego, nieznanego mu zupełnie człowieka złożonego w jego ręce.

Nosimy w sobie różne obrazy ojcostwa – ślady pozostawione przez dom rodzinny, społeczeństwo, w którym się wychowaliśmy, religię, rozwój cywilizacyjny. Większość stanowi dziś jedynie ich karykaturę, odrzucaną jednomyślnie przez współczesnych psychologów i wychowawców. Wiadomo, jakim ojcem nie być. Obalone wizerunki pozostawiły jednak po sobie pustkę, która potrafi głęboko niepokoić. Czym bowiem zastąpić zdemaskowane karykatury? Jakiego ojca potrzebują dziś nasze dzieci?

Pan i władca

To ja tu rządzę! Wizerunek dobrze znany, przez długie lata uznawany za model ojcostwa. Zachodnia kultura, powołując się na nowe osiągnięcia w dziedzinie dziecięcej psychologii, odrzuciła ów model, co nie oznacza, że ojcowie już po niego nie sięgają. Wszakże po omacku szukają sposobów poradzenia sobie z wyzwaniem, jakim jest wychowanie dziecka.

Pan i władca nie waha się użyć siły, by pokazać, do kogo należy ostatnie słowo. Wymaga bezwzględnego posłuszeństwa i podporządkowania się dzieci, co sprawia, że drobiazgowe przestrzeganie domowych zakazów i nakazów staje się treścią ich relacji. Obwinianie dziecka z powodu wykroczeń jest na porządku dziennym. Ojcowie tacy zwykle tłumaczą swoje postępowanie dbałością o ojcowski autorytet. Pojęcie to, choć kluczowe, potrafi narobić sporo zamieszania. Wszyscy są zgodni, że bez autorytetu nie ma ojcostwa, gdyż ze swej natury zawiera on w sobie element siły i władzy. Czym jest jednak owa siła i władza, jeśli nie panowaniem nad dzieckiem, jak nad własnością?

Zasady i wartości

Ojcowska siła potrzebna jest bez wątpienia po to, by dziecko mogło czuć, że jest obok niego ktoś silniejszy, na kim może się oprzeć. Ktoś, kto wyznacza granice i ustala zasady dające poczucie bezpieczeństwa. Dotyczy to w szczególności małych dzieci, które nie odróżniają jeszcze dobra od zła. Jakże ważna jest w ich życiu silna ojcowska obecność, która nie dopuści do przejęcia władzy przez swe pociechy; władzy, która ostatecznie dziecku jedynie by zaszkodziła. Istotnie, z reguły to mamy ulegają dzieciom, pozwalając na dyrygowanie całą rodziną, wyznaczając im tym samym miejsce, które do nich nie należy. Mądry tata nie dopuści do tego, by dziecko decydowało, co będzie na obiad, ile czasu mają z nim spędzać rodzice ani jaki model samochodu ma kupić rodzina.

Dobry użytek z autorytetu pozwoli również na wpojenie dzieciom wartości, które według rodziców decydują o pięknie życia. Jedyną skuteczną metodą jest w tym wypadku własne świadectwo; bynajmniej nie głoszenie kazań (jak swego czasu śpiewała Madonna: „Papa don’t preach”). Zadanie to musi być przez ojca spełnione rzetelnie, jeśli dzieci nie mają paść ofiarą reklamy, mediów czy popkultury, które tylko czekają, by powierzyć im rolę przekazywania wartości młodemu pokoleniu.

Znam rodziny, w których ojciec całą odpowiedzialność w tej dziedzinie zrzuca na matkę. Nie ma się jednak co łudzić, że jej przykład niepoparty autorytetem ojca przyniesie zamierzone owoce. Kwestia przekazywania wiary i wartości ewangelicznych stanowi jeden z charakterystycznych przykładów. Jeżeli jedynie mama wyraźnie za nimi stoi, jeżeli ona sama zabiera dzieci do kościoła i uczy modlitwy, szanse na to, że dziecko owe wartości przyswoi, drastycznie maleją.

By były prawdziwe

Troskliwemu ojcu nie będzie więc obojętne, jakiego stylu życia uczy się jego pociecha. Gdy dziecko zacznie wchodzić w wiek dojrzewania, ojciec ten podwoi swą czujność na jego potrzeby. Inaczej niż pan i władca będzie świadom tego, że ojcowski autorytet nie oznacza panowania nad dzieckiem, łamania jego woli czy formowania go pod kątem powstania określonego typu człowieka. Da dziecku wolność szukania własnej drogi i podejmowania wyborów, od najprostszych rzeczy, takich jak uczesanie włosów czy forma spędzania wolnego czasu, po te najbardziej brzemienne w skutki, jakimi są wybór kierunku studiów czy partnera życiowego.
Ojciec de Mello w jednej ze swych książek opowiada o pewnej rodzinie, która odwiedziła fast food (przytaczam z pamięci). Pani przyjmuje zamówienia kolejno od rodziców i wreszcie zwraca się do synka z pytaniem: „A ty czego sobie życzysz?”. Mama spieszy z odpowiedzią: „Surówka z marchewki, kurczak, sok owocowy”. Pani grzecznie słucha, przytakuje, po czym znów pyta malca: „A co tobie podać?”. Mama odruchowo: „Marchewka, kurczak, sok”. Pani zerka na mamę, przytakuje i pyta chłopca z uśmiechem: „A ty na co masz ochotę?”. Rodzice milczą skonsternowani. Mały, z przejęciem: „Frytki… burgera… i colę”. Pani odeszła, a chłopiec spojrzał na mamę szeroko otwartymi oczyma i powiedział uszczęśliwiony: „Mamo, widziałaś? Ta pani myśli, że ja jestem prawdziwy!”.

Mądra troska o rozwój dziecka nie oznacza zamykania go w bezpiecznych granicach rodzicielskich wyborów i wartości, choć zdają się one gwarantem jego dobra. Rola ojca niewątpliwie polega na stworzeniu dziecku przestrzeni umożliwiającej jego rozwój w kierunku dobra, uczciwości, prawości. Równie ważne jednak w życiu dziecka jest dysponowanie przestrzenią, w której dozwolony będzie wybór inny niż rodziców, w tym także błąd i nieposłuszeństwo. Tylko to da dziecku poczucie godności – własnej woli i zarazem istnienia i znaczenia. Władczy ojciec (jak i nadopiekuńcza mama) będzie mieć z tym sporo problemów, jednak tylko w ten sposób może dać dziecku szansę na zdobywanie doświadczeń, które ostatecznie ukształtują jego pragnienia i sumienie.

Proces ten zaczyna się już w drobnych sytuacjach codziennych, wtedy, gdy przedszkolak, na którym nie zostało wymuszone podzielenie się z rodzeństwem cukierkami, zobaczy ich gorzkie łzy, za które będzie musiał przejąć odpowiedzialność bez pomocy rodzica. Uczony w domu wrażliwości na drugiego człowieka nie pozostanie obojętny, jednak to on sam zadecyduje, w jaki sposób chce pocieszyć (lub nie) płaczącego i uspokoić tym samym własne sumienie. Zarówno jeden, jak i drugi wybór będzie dla niego cenną lekcją konsekwencji, jakie ponosi się za własne czyny, a które znajdują swe odzwierciedlenie gdzieś głęboko w sercu dziecka.

Ojciec jest niezastąpiony, gdy matka w naturalny sposób dąży do zdejmowania z dziecięcych barków odpowiedzialności za błędy. W późniejszym wieku błędy te mogą się okazać coraz poważniejsze i coraz bardziej bolesne dla kochających rodziców. Nastolatek, decydując się na palenie papierosów czy na szukanie przyjaźni w środowiskach o wątpliwych wartościach, potrafi głęboko zranić rodziców. O ile jednak od niebezpieczeństw zagrażających życiu należy ratować dziecko nawet wbrew jego woli, o tyle inne wybory trzeba zaakceptować jako część młodzieńczych poszukiwań. Poszukiwań, które staną się tym bardziej owocne, im głębsza będzie w dziecku pewność bezwarunkowej miłości rodziców, szczególnie ojca, o którego uznanie dzieci z reguły bardziej zabiegają.

Syn lub córka muszą wiedzieć, że są kochane bez względu na wszystko, że nie muszą się bać odrzucenia przez ojca rozczarowanego ich słabszymi ocenami, kłamstwem, które wyszło na jaw, czy decyzją o paleniu papierosów. Potrzeba ta stawia ojca przed wymogiem miłości na wzór miłości Boga Ojca, czasem heroicznej, w której nie zabraknie miejsca na przebaczenie, cierpliwość w znoszeniu tego, czego zmienić się nie da, oraz na wiarę w dobro zawsze w dziecku drzemiące.

Potwierdzenie

Ojcowski autorytet ma nieocenioną wartość, gdy w grę wchodzi rozwój dziecięcej osobowości. Nic bowiem nie zastąpi ojcowskiej siły w chwili, gdy dziecko szuka potwierdzenia dla własnej osoby. W spojrzeniu ojca mówiącym: „dasz radę”, „mam do ciebie zaufanie”, „idź, świat cię potrzebuje!”, syn lub córka odnajdzie wewnętrzną siłę, zaufanie do siebie i do innych oraz zdolność podejmowania wysiłku bez zniechęcania się byle niepowodzeniem.

Akceptowanie dziecka nie jest wyłącznie zadaniem ojca, jeśli jednak syn lub córka nie usłyszą wyraźnie jego głosu afirmującego ich wartość, głos matki wkrótce straci na sile i na wiarygodności, aż stanie się wreszcie niesłyszalny lub bez znaczenia. Ojciec nie może zamilknąć, gdy w grę wchodzi odkrywanie przez dziecko swej tożsamości i wartości. Od ojcowskiego potwierdzenia często zależy późniejsza wolność dziecka od wewnętrznego przymusu gorączkowego szukania uznania w oczach innych, odbierającego mu zdolność podążania za wewnętrznym głosem.

Potwierdzenie własnej wartości odnajdywane w ojcowskim spojrzeniu dotyczy i chłopców, i dziewczynek. Niekiedy ojcowie zabierają synów na „męskie wyjazdy”, celowo w spartańskich warunkach, naszpikowanych wyzwaniami dla ich męstwa. Znajomy zabrał siedmiolatka na weekend w Tatrach. Syn przy podejściu pod uciążliwą Gęsią Szyję przełykał łzy i cedził przez zęby „Głupia Szyja!” i najgorsze znane mu przekleństwa (kupa, rzygi etc). Jednak gdy po powrocie wszyscy z niekłamanym podziwem gratulowali zdobycia szczytu, a tata podkreślał, że „młody wykazał się siłą charakteru”, w jego oczach pojawił się błysk dumy prawdziwego mężczyzny.

Bez pokonanych

Sprawowana przez ojca władza jest zatem – że posłużę się nieco archaicznym, lecz adekwatnym określeniem – służbą dla dobra dziecka. Nie ma ona nic wspólnego z walką, z której, siłą rzeczy, jedna ze stron wychodzi pokonana. Władzę można ostatecznie narzucić, ojcostwa nie. Ojciec ma więc władzę zmuszającą małe dziecko do uległości wobec jego zadań. Później jednak, gdy dziecko staje się samodzielne i zdolne do życia poza domem rodzicielskim, okazuje się, czy był on rzeczywiście ojcem i takim pozostaje, ciesząc się niezmiennie miłością i szacunkiem, czy jedynie władcą, spod którego jarzma dziecko nareszcie zdołało się uwolnić.

Ojcostwo, które ma przynieść piękne owoce, za cel postawi sobie szczerą i zażyłą relację z dzieckiem, w której zakazy i nakazy istnieją, lecz schodzą na drugi plan. Obowiązują tam, gdzie w grę wchodzi dobro dziecka, nie zaś ojcowska próba postawienia na swoim po to, by pokazać, kto tu rządzi.

Istnieje więc zawsze możliwość odstąpienia od zasad, gdy z wyjątkowych przyczyn dziecku szczególnie zależy na tym, by móc wrócić do domu po 22.00, obejrzeć wieczorny program w telewizji, odłożyć wyniesienie śmieci na następny dzień czy odsunąć porę odrabiania lekcji, ponieważ właśnie spadł pierwszy śnieg. Miłość nie zawaha się poświęcić zasady dla dobra dziecka, nigdy jednak nie poświęci dziecka dla zasady.

Dobry ojciec zrozumie, że sukces wychowawczy to nie bezwzględne posłuszeństwo, lecz więź, w której uczucia i potrzeby obu stron są respektowane, gdzie poszukuje się rozwiązań zadowalających zarówno ojca, jak i dziecko, więź, w której nikt nie jest pokonanym ani zwycięzcą.

Kumpel

Karykatura ojca, który w życiu dziecka zajmuje miejsce kolegi, staje się nieraz odpowiedzią na bolesne wspomnienie własnego ojca miażdżącego dziecko ciężarem swej dominacji. Ojciec taki stawia się na równi z dzieckiem, odrzucając wszelką hierarchię jako złą, jakoby pozbawiającą dziecko wolności. Kryje się za tym niezdolność do przejęcia odpowiedzialności i sprawowania autorytetu lub lęk przed tym. Ojciec taki nie będzie wymagał, nie postawi żadnych granic, tym samym nie da też dziecku poczucia bezpieczeństwa. Zabraknie wówczas w życiu dziecka męskiej siły dającej otuchę, gdy zdradzi przyjaciel, gdy padło ono ofiarą niesprawiedliwości, gdy zatrzasną się przed nim drzwi wymarzonej szkoły.

Przyjaźń zamiast koleżeństwa

Ojciec nie może być kolegą swych pociech. Bycie przyjacielem to jednak zupełnie inna sprawa. Życzliwość wobec dziecka, atmosfera akceptacji i poszanowania dziecięcych potrzeb z pewnością lepiej wpływają na rodzinne więzi niż niezobowiązujące relacje koleżeńskie.

Przyjaźń dziecka z mamą, ze względu na więź łączącą oboje, jest z reguły postrzegana jako coś naturalnego. Przyjaźń z ojcem ma, w szczególności dla nastolatka, często o tyle wyjątkowe znaczenie, że trzeba ją wypracować, że jest ona wynikiem wzajemnych starć i prób docierania do siebie. Posiada zatem pewną specyficzną jakość, która w relacji z matką bywa tak naturalna, że aż niezauważalna. Istotnie inna to rzecz wiedzieć, że mama jak lwica zawsze stanie w obronie dziecka, a jeszcze inna cieszyć się ojcem, na którego można liczyć i który nigdy nie zwątpi w wartość dziecka, nawet wtedy, gdy cały świat odwróci się do niego plecami.

Superman

Na podobne wsparcie nie mogą liczyć dzieci ojca, dla którego w życiu liczy się przede wszystkim sukces, zarówno własny, jak i jego potomstwa. Ojciec superman podąża od wygranej do wygranej bez oglądania się na straty, na wszystko ma gotową odpowiedź, wszystko, do czego przykłada rękę, kończy się sukcesem. W oczach dziecka jest on niemal wszechmocny, doskonały, nieskazitelny, naśladować go jednak nie sposób. Będzie on uczył swe dzieci, jak być silnym i wielkim oraz jak zawsze wygrywać. Jeśli jednak dziecko nie wykaże oczekiwanych talentów, trudno będzie mu się z tym pogodzić.

Podejmowanie wyzwań

Ojciec, o którym mowa, ma szansę przekazania dzieciom cennej umiejętności radzenia sobie w życiu. Dlatego wielu może być zdania, że takiego właśnie ojca współczesnym dzieciom potrzeba. Bo jak inaczej poradzą sobie w społeczeństwie nacechowanym wszechobecną rywalizacją oraz walką o powodzenie, w którym oprócz sukcesów nic się nie liczy? Czy przygotowując dziecko do startu w wyścigu szczurów, nie trzeba uzbroić go w siłę? Z pewnością trzeba. Jeśli dziecko nie nabierze życiowych sił w domu rodzinnym, trudno będzie mu potem uzupełnić ten deficyt.

Nikt w sposób bardziej wiarygodny niż ojciec nie ukaże dziecku jego silnych stron, nie wskaże, w czym leży jego szansa bycia dobrym, a nawet najlepszym. Miłość matczyna potyka się tu o jej naturalne dążenie do chronienia dziecka przed niebezpieczeństwami. Począwszy od pierwszych prób jazdy na rowerku bez podpórek, a skończywszy na młodzieńczych wyprawach w poszukiwaniu przygód, miłość matki z reguły nie zachęca dziecka do podjęcia ryzyka, bez którego jednak nie sposób wybrać się na podbój świata.

Wymarzone sukcesy i niechybne porażki

Taki tata swoją rolę upatruje w tępieniu słabości dziecka, co paradoksalnie pozbawia je wszelkiej siły.

„Jest tatą jednego z moich uczniów. Zawsze podnosi poprzeczkę. Ze złością i szyderstwem przyjął drugie miejsce syna w zawodach pływackich. Każda nie-szóstka jest okupiona łzami dziecka w domu. Ten chłopiec wciąż nie jest dość dobry, przez to płaczliwy i chorobliwie niepewny” – opowiadała mi znajoma.

Gdy ojciec siłę upatruje jedynie w umiejętności wygrywania, szybko może się okazać, że nie przygotował dziecka do życia. Bo w jaki sposób ma ono odnaleźć się w dorosłym świecie, jeśli nikt nie nauczył go przegrywać? Czy prawdziwa wewnętrzna siła nie powinna odzwierciedlać się w umiejętności godnego i odważnego znoszenia małych i wielkich niepowodzeń, które niechybnie pojawią się w życiu? Ojciec superman z podobnym wyzwaniem sobie nie poradzi.

Superman skrzętnie ukrywa przed dzieckiem własną niepewność, niewiedzę i grzech. Nigdy nie przyzna się przed synem lub córką do błędu, nigdy nie zdradzi swej niewystarczalności. Będzie się przy tym kierował lękiem, by nie stracić ojcowskiego autorytetu i szacunku dziecka. Czy ojciec może przeprosić dziecko za błędy i jednocześnie zachować twarz? Czy może wyznać, że potrzebuje pomocy, nie tracąc w oczach dziecka uznania?

Inaczej niż mogłoby się wydawać, ojciec uznający swą słabość z reguły cieszy się większym szacunkiem i podziwem ze strony dziecka niż ojciec pozornie bezbłędny. Dzieje się tak, ponieważ istnieje harmonia między ojcowskim słowem i czynem.

Zamiast jedynie karcić dziecko za to, że ociąga się z przepraszaniem, ojciec nie zawaha się prosić własne dziecko o przebaczenie, gdy będzie ku temu powód. Odwaga ojca wypowiadającego proste „przepraszam”, które dziecku niejednokrotnie ciężko przechodzi przez usta, spotka się z głębokim podziwem z jego strony. Szybko zrozumie, że tata jest autentyczny, co wzbudzi w nim zaufanie i pragnienie naśladowania ojca.

Widząc, że ojciec mężnie znosi własną przegraną, dziecko nie będzie się bało własnych niepowodzeń, lecz podejdzie do nich z dystansem i wewnętrzną wolnością. Ojciec uczyni tym samym dziecku nieocenioną przysługę, pokazując, że wygrana lub jej brak nie muszą decydować o szczęśliwym życiu i że porażkę można znosić, nie depcząc po tych, którym się udało. Że samorealizacja to nie spełnianie samolubnych i narcystycznych dążeń, lecz bycie darem dla drugiego.

Dobry ojczulek

Gdy przychodzimy na świat, jesteśmy zdani na opiekę rodziców. Jako dzieci wciąż czegoś od nich chcemy, a wrodzony egocentryzm sprawia, że uważamy się za pępek świata. By dziecko mogło wyzwolić się z kręgu własnych zadań i pretensji, znów potrzebny jest mu ojciec.

Nie będzie to jednak dobry ojczulek, pobłażliwy, uległy i słaby, zwyciężony przez dziecko i może również przez matkę. Ojczulek boi się narazić swoim dzieciom i stracić ich miłość. Nie zrobi więc nic, co mogłoby sprawić, że będzie źle postrzegany, nawet jeśli miałoby to służyć prawdziwemu dobru dziecka. Będzie raczej spełniał wszystkie dziecięce zachcianki, by przekonać się, że twarze potomstwa wciąż promieniują uśmiechem.

Tymczasem umiejętność rezygnacji i cierpliwego czekania na spełnienie pragnień uczy wolności od własnych przyjemności, odróżniania zachcianki od realnych potrzeb. Na tym z kolei buduje się zdolność do poświęcenia i do miłości, przygotowujące dziecko do przyszłej roli matki czy ojca.

Poza matczynym kokonem

Ojciec dbający o prawdziwe dobro dziecka niezbędny jest również, gdy nadchodzi czas oderwania się od matki, oderwania koniecznego, jeśli dziecko ma zaistnieć jako samodzielna istota. Opuszczenie matczynego kokonu jest jednak dla dziecka trudną próbą i ryzykiem, którego samo nie podejmie. Skąd wiadomo, co się poza nim kryje? Czy można się tam czuć bezpiecznie?

Matce z reguły trudniej przychodzi zachęcanie dziecka do szukania szczęścia poza bezpieczną przestrzenią, którą mu stworzyła, wolną od niebezpieczeństw, a więc i od bólu. Potrzebny jest do tego ojciec. Mądry tata zrozumie, że szczęście dziecka nie zawsze jest równoznaczne z brakiem powodu do łez i że konieczne jest wyprowadzenie go z przestrzeni, w której było nadmiernie chronione. Matka gotowa jest usuwać wszelkie kłody spod nóg dziecka, ojciec powinien je nauczyć, że ból i cierpienie można przetrzymać, że to dobra lekcja męstwa i samodzielności.

Gdy więc dziecku zdechnie chomik, tata może powstrzymać mamę przed tym, by natychmiast pobiegła do sklepu po nowego zwierzaka, tylko po to, by jej pociecha w każdej chwili była szczęśliwa i zadowolona. A gdy najlepszy kolega syna oświadczy, że odtąd już się z nim nie bawi, zadaniem taty będzie zadbanie o to, by mama nie rzuciła się z pazurami na matkę tego okrutnego chłopca, który zranił jej pociechę. Dopuszczenie w życiu dziecka bólu, rozczarowania i frustracji przeżywanych u boku pokrzepiających i współczujących rodziców uczy przebaczania, przekraczania siebie oraz samodzielnego znajdywania lekarstwa na własne bolączki. Ojciec idący tym tropem pokaże dziecku, że może być szczęśliwe nawet wtedy, gdy nie ma wszystkiego, o czym marzy, i gdy nie wszystko układa się po jego myśli. Nauczy, że nie zawsze można zmienić trudną rzeczywistość, zawsze jednak można zmienić siebie i swój sposób jej postrzegania.

Ojciec pozostanie na zawsze kluczową postacią w życiu dziecka. W jego mocy jest dodać mu skrzydeł i obdarzyć siłą, która popchnie je ku nowym horyzontom. Ma on jednak również moc odebrać mu wszelką odwagę do życia, a nawet zniszczyć cały jego potencjał osobowościowy.

Szczęśliwa mama

Definiowanie współczesnego modelu ojcostwa wydaje się jednak zbędne. Wkrótce nie pozostanie bowiem z niego nic oprócz kolejnych karykatur. Modele zawodzą również dlatego, że role, które rodzice odgrywają wobec swych dzieci, w praktyce często okazują się zamienne. Matka i ojciec uzupełniają się wzajemnie i współpracują w trudzie wychowywania dzieci. Zdarza się, że podział ról nie odpowiada utartym stereotypom i modelom.

Zmieniają się czasy, zmienia się świadomość, zmieniają się wzorce. Niezmienne pozostanie jednak to, w czym ojciec zdecydowanie jest niezastąpiony, a w czym niektórzy dopatrują się jego najważniejszej misji – darowanie własnym dzieciom szczęśliwej matki. Najpiękniejsze bowiem, co dzieci mogą otrzymać, to kochający się rodzice. Dobry ojciec będzie więc przede wszystkim dobrym mężem i nie ma takiej osoby na świecie, która mogłaby go w tym zadaniu wyręczyć.

Nie zmieni się i to, że dzieciom potrzebni są ojcowie, którzy nie przestaną wkładać wysiłku we własny rozwój. Nie ustaną oni wówczas w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, jakiego ojca potrzebuje ich dziecko, odpowiedzi, którą poszukujący ostatecznie znajdzie.

Cóż bowiem z tego, że dziecko będzie miłe i grzeczne, jeśli cierpienie innych niewiele będzie go obchodziło? Cóż z tego, że będzie się pilnie uczyło i odnosiło sukcesy, gdy bez zmrużenia oka zniszczy tych, którzy staną na przeszkodzie realizacji jego planów? Jaką wartość ma promowanie jego talentów, gdy zamiast wrażliwości i zaangażowania się we współczesne problemy świata, dziecko nauczy się szukać jedynie przyjemności i możliwości pójścia na łatwiznę?

Niewątpliwie potrzeba nam ojców, którzy sami będą stawać się coraz bardziej ludzcy, by pokazać dziecku, jak być człowiekiem.

Ani władca, ani kumpel
Marta Sokołowska

urodzona w 1976 r. – przez 12 lat żyła we Wspólnocie Błogosławieństw w Niemczech i Francji, studiowała języki obce na Paris Ouest Nanterre w Paryżu. Z mężem i trójką dzieci mieszka na południu Niemiec....

Ani władca, ani kumpel
Małgorzata Wałejko

urodzona w 1977 r. – żona i matka, teolog małżeństwa, doktor pedagogiki, adiunkt w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Szczecińskiego, autorka wielu artykułów o tematyce teologicznej, filozoficznej i pedagogicznej, dominikanka świecka....