Biały jeleń
Oferta specjalna -25%

List do Galatów

0 opinie
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Ciągle mnie to prześladuje. Kiedy byłem dzieckiem, pytanie było bardzo kłopotliwe. Dorośli, jak zwykle, wymigiwali się odpowiedziami: „A jakoś to tak Bóg urządził”. A kiedy nie bardzo wypadało powoływać się na Stwórcę, zaczynali opowiadania o ewolucji, która to nagradzała najmocniejszych, a z tych najlepszych znowu byli lepsi, no i na koniec – sam popatrz w lustro. Ty naczelny, odrębny, szczególny między innymi gatunkami.

Pytanie, które mnie trapiło, było proste: Co się stało w Raju z niewinnymi zwierzętami? Żyły w spokoju, przyjaźni, wilk obok owcy, lew obok koźlęcia – i trach, wszystko się zawaliło.

Nie z ich winy, bo wąż się nie liczy, był tylko wcieleniem Złego. Z winy ludzi – to oni, jakby nie było, przekroczyli prawo, ale zwierzęta?

Co pewien czas śnił mi się ten straszliwy dzień. Oto zatrzaskuje się brama za ludźmi, a co ze zwierzętami? No właśnie, muszą wejść w okrutny świat. Układ wzajemnego pożerania się, eliminacji słabszych, aby rozmnażali się lepsi.

Gdy dorosłem i odwiedzałem różne muzea na świecie, widziałem obrazy pokazujące ową straszliwą chwilę. A raczej moment tuż przed nią. Oto lew, jeszcze niewinnie uśmiechnięty, już ma w pysku żarłoczność. I koźlę – jeszcze nie wie, co to strach, ale już czuje, jak mu zamiera tętno. W oczach wszystkich zwierząt jest to, co się zaraz stanie i będzie nowym prawem.

Można to nazwać ładniej, zamiast ewolucją, doskonaleniem się gatunków. Ale kiedy oglądam naturę i filmy przyrodnicze pokazujące ów koszmar mordu, przerażenia, wzajemnej walki, jaka odbywa się najczęściej w mroku nocy, to co z tym zrobić?

Ze współczesnych polskich poetów stara się pytać o to Miłosz. Czytam z uszanowaniem jego wiersze i patrzę, jak pyta. Jakie dostaję odpowiedzi?

W tym, co jest w nas istotą człowieczeństwa, obszarem kultury, wiary, jesteśmy przeciw naturze i jej straszliwym prawom. Natura jednak nieubłagalnie robi swoje. Czasem myślę, że te zmagania to zarówno nasza kara, jak i szansa. Kiedy żył jeszcze ksiądz Twardowski, ośmieliłem się nieraz męczyć go tym pytaniem. A on kiedyś pokazał mi rysunki z bardzo starych zdobień gruzińskiej cerkwi. Jeszcze przed świętym Franciszkiem, który z taką mocą zadał nam pytanie o duchowe miejsce zwierząt w naszym sprzecznym świecie. Dawid Garedżeli. Ani to męczennik, ani założyciel jakiejś szkoły teologicznej, ani nawet asceta. Jednak zupełnie inaczej patrzył na przyrodę, która dla pustelników egipskich była częstokroć diabelskim wymysłem. Fascynujące były te koncepcje żywota zostawione nam przez Dawida z VI w. przed Chrystusem. Na wiele stuleci wcześniej niż w myśli franciszkańskiej głosił pokorę, dobroć, bezgraniczną miłość. Wszystko to zaprzecza światu, który się rozwija tylko przez okrutną eliminację słabych.

Pamiętam, że szczególne wrażenie wywarł na nas obraz przerażonych łań. Z rozpaczą opowiadały uczniowi Dawida, jak to smok przed chwilą zabrał im małe jelonki.
O tej bolesnej szczelinie między spokojem Raju a rzeczywistością poddanej naturze ziemi dobrze gadało się też z Tadkiem Nowakiem. Poeta to był niepowtarzalny. Wszystko w jego pisaniu przemieniało się w pełną znaczeń, choć trochę ciemną przypowieść: – No więc jak to? – pytaliśmy siebie. Dlaczego niewinni zostali rzuceni w świat konieczności wzajemnego pożerania, w ból, choroby?

Jeszcze był wśród moich przyjaciół jeden poeta, który czuł to całym swoim pisaniem wierszy. Zapomniany trochę, a jakże niezwykły Marian Ośniałowski. Rówieśnik Herberta, Białoszewskiego, jednak debiutujący razem z nami, o dziesięć lat młodszymi.

Do żadnego tonu poezji nie pasował, więc pisał osobno, lecz pięknie. Jemu to śnił się biały jeleń przemykający przez torowiska za Dworcem Wschodnim w Warszawie. Szedł ku lasom Pilawy i Kołbieli. A może i przepływał Wisłę albo i ginął w Puszczy Kozienickiej. Tak pięknie opowiadał o jeleniu Marianek, że i ja w końcu zacząłem widzieć ten biały cień. Może też przejąłem schedę snów po Marianku, który tragicznie zginął w Paryżu. Właśnie Marianek zapoznał mnie z myślami Swedenborga, Blake’a czy Aniołem Ślązakiem i innymi mistykami. Jak scalić to pęknięcie, którego Wszechmocny, ograniczony przywilejem wolnej woli człowieka, scalić żadnym cudem nie może?

I wracam jeszcze do ostatnich wierszy Miłosza. Nigdy nie był mi ten poeta obojętny. Zawsze, jak umiałem, starałem się go rozumieć. Przeżywałem go i próbowałem nawet stawać mu naprzeciw. I nagle teraz odkrywam takie podobne pytania. Podobne poszukiwanie odpowiedzi. I to przekonanie, że była jedna tylko droga ratunku. Przyjęcie przez Boga praw natury. Przez to, że stał się człowiekiem, urodzonym, poddanym czasowi, śmiertelnym. I przełamującym naturę zmartwychwstaniem.

Marianek Ośniałowski powiedział kiedyś w swojej cudownej naiwności. „Może to nie biały jeleń. Bo wiesz, że niektórzy artyści przedstawiają węża, jeszcze tuż przed upadkiem Raju, jako przepiękne zwierzę o wysmukłych pełnych gracji nogach. Teraz pełza na brzuchu. Ale przecież nie on zawinił, a Zły i my. I może ja śnię o tym, jak odrodzony wąż biegnie na swoich smukłych nogach. Jeszcze przez torowiska, śmieciowiska, wądoły – no bo wszystko tak zaraz do Raju nie wróci. Ale już za chwilę”.

Obaj z Mariankiem nie wierzyliśmy w wizje Miltona, w których bramy raju są zatrzaśnięte. Pilnowane przez aniołów o groźnych obliczach. Nieodwracalnie zamknięte. My dwaj mieliśmy swoją opowieść. Uchylona brama raju. Stwórca stoi strapiony i patrzy za swymi dziećmi. Poszły, wybrały. Nic nie rozumieją, póki ich życie nie nauczy. Ale On, Ojciec, czeka zawsze przy uchylonej bramie. Może wrócą.

Wspomniany wcześniej Tadzio Nowak też był pewny tej uchylonej bramy. I tego, że kiedyś dzieci powrócą.

Ale widział to trochę po gospodarsku. Zostaną wpuszczeni. Tylko ogród piękny będzie już bardzo zaniedbany. Więc zabiorą się do pielenia, powolutku, powolutku, odzyskując, co mieli.

No tak sobie jakąś wiosną opowiadaliśmy…

Biały jeleń
Ernest Bryll

urodzony 1 marca 1935 r. w Warszawie – polski poeta, pisarz, autor tekstów piosenek, dziennikarz, tłumacz i krytyk filmowy, dyplomata. Autor „Kolędy-Nocki” oraz wielu innych sztuk scenicznych, oratoriów, musicali, tekstów...