Podobni do małpy

Podobni do małpy

Śmiech do zbawienia nie jest koniecznie potrzebny, ale smutek wpycha wprost w objęcia grzechu. Z drugiej strony czai się inny błąd: wesołkowatość. Jak znaleźć złoty środek?

Śmiech to znak głupoty – mawiał Jorge z Burgos, czarny charakter Imienia róży. – Wstrząsa ciałem, zniekształca rysy twarzy, czyni człowieka podobnym do małpy – dowodził stary, oślepły bibliotekarz. Nie była to zupełnie oryginalna myśl: przemyślenia na temat ludzkiej radości Jorge oparł na Regule swego zakonu i Księdze Koheleta.

Żeby się dodatkowo pognębić, spójrzmy do Summy św. Tomasza z Akwinu: „Śmiech jako grzech powszedni nie znosi łaski, jednak przez to, że skłania nas do grzechu śmiertelnego, staje się szkodliwy dla zbawienia”. Czy ponury mnich i doktor anielski mają rację? Czy śmiech nie jest aby potępioną przez Boga przeszkodą na drodze do Nieba?

Trzykrotne napomnienie

Korzenie podobnego myślenia o radości tkwią w czasach papieża Grzegorza Wielkiego (VI wiek). – Wtedy zrodziła się metodyczna podejrzliwość wobec wszystkiego, co przyjemne – tłumaczy bp Grzegorz Ryś, teolog i profesor historii Kościoła. – Grzech z reguły bywa przyjemny, łatwo to odwrócić i powiedzieć, że w takim razie przyjemność jako taka jest grzeszna. W rezultacie wykształciła się duchowość chrześcijańska, nakazująca wystrzegania się tych przyjemności, które nie są konieczne: sam Grzegorz Wielki zastanawiał się na przykład, czy wolno się kąpać w niedzielę, a jeśli już, to czy koniecznie trzeba przy tym myć głowę.

Od przyjemności do radości droga niedaleka, stąd i ona znalazła się w kręgu podejrzeń. Nie były one zupełnie bezpodstawne, ponieważ księgi mądrościowe Pisma Świętego rzeczywiście krytykują śmiech. Najdosadniej czyni to Kohelet: nazywa go szaleństwem, po czym twierdzi, że „serce mędrców jest w domu żałoby, a serce głupców w domu wesela”. Syrach jest nie mniej surowy: według niego tylko „głupi przy śmiechu podnosi swój głos”. Jeśli już się śmiać, to po cichu i dyskretnie. – Biblia jednak nie potępia śmiechu w ogóle, ale taki śmiech, który jest wyrazem bezmyślności życiowej. Kohelet pisze przecież, że „wszystko ma swój czas” i wymienia płacz i śmiech. Pismo Święte surowo traktuje śmiech, który lekceważy i obśmiewa rzeczywistość, obraca w żart wszystko, co ważne i poważne. To nie jest prawdziwa radość, ale źle pojęty dystans, który zwalnia z zaangażowania i jest tak naprawdę ucieczką przed życiem, a może i przed Bogiem – zaznacza bp Ryś.

Brak tolerancji wobec śmiechu – wydawałoby się – wykazał też św. Benedykt w swo

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się