Masz zakaz opowiadania dowcipów

Masz zakaz opowiadania dowcipów

Śmianie się z księdza tylko dlatego, że to ksiądz, jest mało zabawne. Zdarzają się na szczęście skecze z księżmi bardzo udane. Ja pamiętam na przykład „Wizytę księdza” Kabaretu Moralnego Niepokoju.

Anna Sosnowska: Pańskie poczucie humoru jest wrodzone czy nabyte?

Artur Andrus: Nie mam pojęcia. Nigdy się tego nie uczyłem – nie siadałem przed lustrem i nie ćwiczyłem, jak zrobić, żeby moja twarz wyglądała pogodnie. Ale zaglądałem na przykład do księgarni i szukałem takich płyt czy kaset, które mogły mnie rozbawić czy wprowadzić w dobry nastrój. Czyli w pewnym sensie to moje poczucie humoru jest jakoś nabyte, ale podejrzewam, że trzeba też mieć gen pogody ducha w sobie.

Zdarzało się, że mały Arturek stawał przed rodziną, opowiadał dowcipy, a wszyscy pękali ze śmiechu?

Nie przypominam sobie. Ale pamiętam, że dostałem w liceum zakaz opowiadania dowcipów na lekcji. Mieliśmy bardzo podatną na żarty panią od fizyki i zauważyłem, że jak mi się uda wstrzelić na początku zajęć z jednym dowcipem, to jestem w stanie do 20 minut lekcji wyszarpnąć. Oczywiście, musiałem specjalnie przygotowywać repertuar. Bardzo cenili to moi koledzy i wręcz mnie do tej pani wysyłali, jeżeli się zanosiło na kartkówkę czy ostre pytanie. Tak było w pierwszej klasie, a w drugiej na pierwszej lekcji fizyki pani profesor powiedziała: „Andrus, masz zakaz opowiadania jakichkolwiek dowcipów”. No i się to skończyło.

Czyli jako dziecko nie zdradzał pan rozrywkowo-scenicznych talentów?

Ostatnio trafiłem na zdjęcie z dzieciństwa, na którym w czapce górnika stoję na jakiejś przedszkolnej akademii, a po mojej minie widać, że wcale mi się to nie uśmiechało i niespecjalnie chciałem na tej scenie występować. Może zdawałem sobie sprawę, że to zbyt małe audytorium i w dodatku za występy nie płacą? Dopiero z czasem zaczęło mi to sprawiać jakąś większą przyjemność.

Pan jest zawodowo związany z poczuciem humoru. Nie ma pan czasami dość?

Pewnie, że mam.

Zawsze trzeba być dowcipnym, zabawnym.

Ja chyba szybko pokazałem i sobie, i moim odbiorcom, że nie mam w umowie o pracę wpisanego obowiązku bycia w dobrym humorze przez 24 godziny na dobę. Może to brzmi trochę fałszywie, bo przecież prezenter radiowy prowadzący audycję kabaretową jest od tego, żeby siadał przed mikrofonem i bawił ludzi. Ale na szczęście Trójka jest programem, w którym nie ma takiego przymusu. Słuchacze są w stanie zrozumieć, że tak jak oni czasem przychodzą do pracy w podłym nastroju, tak samo może być z tym po drugiej stronie radia.

Jak pan sobie wtedy radzi?

Nie usiądę przed mikrofonem i nie powiem: proszę państwa, dzisiaj jest beznadziejny dzień, w związku z tym posłuchamy wyłącznie muzyki pogrzebowej. Wtedy trochę się chowam: rzadziej mówię, częściej wypuszczam jakieś materiały. Słuchacze Trójki bardzo zwracają uwagę na sztuczność. I jeśli ktoś jest za bardzo skoczny tylko dlatego, że mu się wydaje, że musi być skoc

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się