Jak to w Rodzince.pl
Oferta specjalna -25%

Pierwszy List do Koryntian

0 opinie
Wyczyść

Kilkunastoletni syn tłumaczy matce, skąd na podłodze jego pokoju wzięły się trzy kupki z ciuchami. – Ta jest jednodniowa, ta dwudniowa, a tamta to moje ulubione rzeczy – wyjaśnia. Na poręczy łóżka wiszą jeszcze nieświeże bokserki. – A to? – pyta zaniepokojona rodzicielka. Chłopak bierze je do ręki, wącha, po czym bezceremonialnie rzuca w twarz mamie. – A to idzie do prania!

Tę scenę można obejrzeć w jednym z odcinków popularnego serialu „Rodzinka.pl”. Tuż po bulwersującej wymianie zdań następuje cięcie: to sygnał, że licznie zgromadzona przed telewizorami publiczność powinna zarechotać.

Ja nie dostrzegłem w opisanej rozmowie niczego śmiesznego. Czy jestem nienormalny? Czy może jeszcze nie dojrzałem do poczucia humoru reprezentatywnego dla średniego pożeracza polskich seriali?

Na „Rodzinkę.pl” natrafiłem przypadkowo. Obejrzałem kilka epizodów z własną familią i mam bardzo mieszane uczucia, z przewagą negatywnych. Jeżeli tak wygląda serial „rodzinny”, to zastanawiam się, jak wyglądają te mniej „rodzinne”.

Po pierwsze: wspomniana na początku konwersacja między matką a synem świetne charakteryzuje stosunki panujące w tym domu. Niby wszystko jest w najlepszym porządku: kochające się małżeństwo, trzech synów w wieku – na oko – 15, 12 i 8 lat, wspólne kolacje, wspólne zabawy, wspólne problemy oraz mnóstwo komicznych sytuacji. Większość rodziców około czterdziestki z pewnością odnajdzie tutaj siebie.

Ale nie wszyscy. Matkę (graną przez Małgorzatę Kożuchowską vel Hankę Mostowiak) scenarzyści obsadzili w roli zgoła domowej niewolnicy. Piękna, inteligentna i przemiła kobieta dba o dobre samopoczucie swoich czterech panów z wyjątkowym poświęceniem. Niekiedy dochodzi do konfliktów, gdy towarzysze jej życia nie docenią np. smaku przygotowanego przez nią wyszukanego dania, choć zazwyczaj wszystko kończy się kompromisem (tzn. matka ostatecznie ulega) albo wrzaskiem poirytowanej pani domu. To drugie jest wynikiem, jak się dowiadujemy w innej scenie, wzburzenia matczynych hormonów.

Kolejny dialog: średni syn podchodzi do mamy, która właśnie sprząta w kuchni, i prosi ją o zrobienie kanapki. Ta dwukrotnie odmawia, bo jest zbyt zajęta. Jednak chłopiec robi kocie oczy i błaga ją o kanapkę płaczliwym głosem. Matka w końcu się poddaje.

Tatuś nie jest na tym polu dużo lepszy. Najczęściej widzimy go umoszczonego wygodnie na kanapie z kieliszkiem wina w dłoni, oglądającego telewizję. W konfliktach między synami a mamą w dziewięciu przypadkach na dziesięć staje po „męskiej” stronie sporu.

Niewykluczone, że zamysł twórców serialu był przewrotny. Być może chcieli, abyśmy wszyscy przejrzeli się w lustrze i zastanowili nad swoimi codziennymi zachowaniami oraz stosunkiem do najbliższych. Być może zamierzali nam powiedzieć: drogie mamy, nie spełniajcie każdej zachcianki waszych dorastających synów; drodzy tatusiowie, nie przesiadujcie przez pół dnia przed ekranem; drodzy chłopcy, nie powinniście żartować z mamusi, nawet za jej plecami.

Obawiam się jednak, że ten serial po prostu cementuje pewne nieznośne stererotypy, których od lat nie jesteśmy w stanie z naszego społeczeństwa wykorzenić. Tym bardziej że jest rzeczywiście dowcipny, a „Rodzinka.pl” budzi naszą sympatię, gdyż jest – by użyć najbardziej zwięzłego określenia – po prostu fajna. Okazuje się, że „fajna” może być też taka rodzina, w której syn obrzuca matkę brudnymi gaciami, a trzej smarkacze, w koalicji z ojcem, pokipiwają sobie z jej „hormonalnych” kaprysów.

Nie chodzi tu wyłącznie o stereotypy dotyczące kobiet, choć te są najbardziej uderzające. Niestety, serial umacnia też stereotyp faceta jako kogoś, kto spośród wszystkich prac domowych najbardziej lubi odkurzanie… pilota TV i otwieranie butelek alkoholu.

I to jest tak naprawdę coś, co doprowadza mnie do szewskiej pasji. Owszem, feministki mają rację, gdy zwracają uwagę na to, w jak sztampowy sposób są przedstawiane kobiety w niektórych serialach czy reklamach. Mało kto jednak krytykuje obraz mężczyzn – w tych samych serialach i w tych samych reklamach. Reklama piwa? Facet z gromadką kumpli pociąga złocisty płyn z puszki, oglądając mecz na wielkiej plazmie. Mężczyzna, który wita żonę cudownie pachnącym obiadem? Możecie być pewni, że obiad jest z puszki albo z torebki. Bo przecież mąż nie jest w stanie niczego samodzielnie ugotować. Reklama proszku do prania? Broń Boże, nie może go zachwalać mężczyzna, bo mężczyzna do pralki się przecież nie zbliża. Reklama kremu dla bobasa? Nie uświadczycie tutaj tatusia, bo tatusiowie, jak wiadomo, nigdy w życiu nie posmarowali kremem żadnego niemowlęcego tyłka. Mężczyzn interesują jedynie tyłki zgrabnych dwudziestolatek, czego dowodzą setki innych reklam – perfum, biżuterii, samochodów. Czegokolwiek.

Bohater „Rodzinki.pl” jest niewątpliwie kochającym mężem i ojcem, ale jego wizerunek nie do końca odpowiada prawdziwemu obrazowi normalnego mężczyzny. Apeluję do scenarzystów (i scenarzystek) seriali i autorów spotów reklamowych: nie róbcie z nas leniwych debili, kulinarnych ignorantów i nieuleczalnych piwoszy.

Jak to w Rodzince.pl
Marek Magierowski

urodzony 12 lutego 1971 r. w Bystrzycy Kłodzkiej – iberysta, absolwent hispanistyki na UAM, dziennikarz prasowy, polityk i dyplomata, ambasador RP w Izraelu (25.06.2018 - 07.11.2021), ambasador RP w Stanach Zjednoczonych (od 23.11.2021r.)....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze