Nabzdyczeni i nadąsani

Nabzdyczeni i nadąsani

W tym tekście, żeby było jasne, nikogo nie chcę o nic oskarżać. Nie daję też ostatecznych odpowiedzi na podstawowe problemy wszechświata. Mam kłopot z wiązaniem sznurówek, z krawatem nie radzę sobie już w ogóle, gdzież mi zatem do uniwersalnych teorii.

Wreszcie, nie wykluczam, że poniższy tekst jest nieprawdziwy, więcej, że żadne z poniższych zdań nie jest prawdziwe. Ale mimo to mam ochotę powalczyć trochę i poargumentować, a także dać dowody własnego zadziwienia. Być może także w moim zadziwieniu nie ma niczego oryginalnego. Jeśli tak, proszę o wybaczenie.

W związku z tym postanowiłem zapisać wszystko w punktach, żeby śródtytuły nie zasugerowały państwu, że proponuję coś pełnego i spójnego.

Wyznaję także, że tekst oddaję bardzo spóźniony, głównie dlatego, że wstydzą mnie zawsze moje własne rozmyślania i czekam, aż kiedyś pojawią się jakieś mądrzejsze. Skoro jednak na razie się nie pojawiają, proponuję taki oto wywód.

I

Simone Weil napisała, że piękno rodzi się z dystansu (tu puszę się, że czytałem Simone Weil i innych mądrych autorów). A jeszcze dokładniej: dystans jest dźwignią piękna, to znaczy, że prawdziwe doświadczenie piękna wcale nie polega na całkowitej bliskości, nawet na zjednoczeniu – podziwiać należy w pewnym oddaleniu, jakby na wyciągnięcie ręki, ale obok.

Powyższy wywód powinien burzyć pewien schemat – taki, który przeżycie piękna łączy z ekstazą, a więc całkowitym zespoleniem, zlaniem się, natomiast dystans kojarzy się raczej z humorem. Jeśli bowiem mówimy: on ma do siebie dystans, to znaczy, że zdolny jest do spojrzenia krytycznego, ale też bez przesady. Przede wszystkim udaje mu się osiągnąć stan autoironii. Podobnie: mieć do kogoś dystans oznacza nie tyle zaatakowanie czy wrogość, ile stosunek lekko ironiczny, z uśmiechem, zdystansowany właśnie. Jest też coś takiego jak życzliwy dystans – widzenie wad, ale bez chęci interweniowania, bez ochoty do zmieniania kogoś innego, bez obśmiewania wreszcie.

W każdym razie w spojrzeniu z dystansu nie jesteśmy skłonni spodziewać się przeżycia piękna, nie doszukujemy się podziwu, co najwyżej ironicznej życzliwości. Mówimy także, że ta ironiczna życzliwość jest zdrowa – uczy nas właściwego stosunku do siebie samych, ale też chroni nas przed wzajemną wrogością, skutecznie kanalizując naszą potrzebę odcinania się od tego, z czym się nie utożsamiamy.

Niektórzy doszukują się w tym zdystansowanym spojrzeniu poczucia wyższości. Jeśli jakaś osoba lub cała grupa społecz

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się