Nie ma już biegunów do zdobycia
fot. egor myznik / UNSPLASH.COM

Nie ma już biegunów do zdobycia

Dokąd wyjechać? Najlepiej tam, gdzie nas nie ma. Najbardziej jednak nęci podróż jeszcze dalsza: tam, gdzie nikogo jeszcze nie było. Odcisnąć swój ślad na dziewiczym terenie, zaznaczyć obecność na kartach historii – marzenie niejednego z nas. Stephen Bown ruszył literackim tropem jednego z ostatnich wielkich odkrywców, a jednocześnie na dalszym planie swojej opowieści postawił kilka niebanalnych pytań o cenę takich podróży.

Roald Amundsen, znany także jako: „Ostatni z wikingów”, „Napoleon strefy podbiegunowej” oraz „Biały orzeł”. Lista osiągnięć jest imponująca: przepłynięcie Przejścia Północno-Zachodniego, spędzenie nocy polarnej na Antarktydzie, zdobycie bieguna południowego, a później, jakby tego było mało, pierwszy przelot nad tym biegunem. Każdy z tych wyczynów nosi w sobie potencjał na nowe przydomki norweskiego podróżnika. Bown uzupełnia je we właściwy sobie sposób – ukrywający się dłużnik, naiwny marzyciel, niezwykle surowy dowódca wypraw, nieszczęśliwy kochanek. Tę listę można ciągnąć jeszcze długo, dlatego należy ją zatrzymać w tym momencie i stwierdzić: Amundsen to ja. Jeśli marzę, jeśli wciąż żywe są we mnie dziecięce obietnice o przekroczeniu horyzontu, jeśli nie dogaduję się z ludźmi tu i teraz, to właśnie o mnie jest ta książka. Stephen Bown na podstawie pozostawionych przez „Napoleona strefy podbiegunowej” książek, listów, wykładów odtworzył jego wszystkie wyprawy. Jest to fascynujące samo w sobie, dlatego ruszam po obrzeżach kolejnych ekspedycji i przypatruję się legendzie tej mroźnej mapy.

Sęp polarny

Amundsen na tle reszty podróżników jest inny. Oczywiście, czyta książki wielkich odkrywców, marzy o swojej wielkiej chwili, ma jeden cel: dotrzeć tam, gdzie nikt nie dotarł. Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że białych plam na mapie już prawie nie ma, że czas mija, że jest wielu lepiej sytuowanych niż on. Jego marzenia podsycane są literaturą odchodzącej już epoki i dziennikami podróży angielskich dżentelmenów – wszystko jest proste i możliwe do pokonania, byleby tytoniu w fajce nie zabrakło. Ta epoka, choć ma swój niepowtarzalny urok, już odchodzi, a elektryczność, radio, telewizja zaczynają kształtować nowe standardy podróżowania.

Zgodnie z powiedzeniem, że pierwszy milion należy ukraść, Norweg narobił długów i w pewnym sensie uciekł przed wierzycielami na koniec świata. Gdy tryumfalnie wrócił, mógł pozyskiwać kolejne środki na podróż. Szybko się uczy nowych zasad w zmieniającym się świecie międzywojnia. Zaczyna reklamować dosłownie

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się