Kobieta spowiednikiem
fot. nathan dumlao / UNSPLASH.COM

Rycerze przed bitwą wyznawali sobie nawzajem grzechy. Później doprecyzowano, że jeżeli obok nie ma innego człowieka, można się wyspowiadać przed własnym mieczem… albo nawet przed koniem.

Maciej Müller: Ależ u was kolejki do spowiedzi…

Tomasz Gałuszka OP: A kto wie, jak by to wyglądało, gdyby w Kościele przyjęła się pewna średniowieczna idea… W 1320 roku biskup krakowski Nanker podczas synodu diecezjalnego ogłosił coś, za co dzisiaj by go posądzono o uleganie wpływom czasów współczesnych, genderyzmowi, feminizacji i liberalizacji. Stwierdził mianowicie, że w przypadku zagrożenia życia można się wyspowiadać u kogokolwiek: u każdego świeckiego, a nawet – i tu pewnie wszyscy aż otworzyli usta ze zdumienia – u kobiety. To ewenement w skali Europy: kolejny dokument o takiej treści wyda dopiero synod w Bolonii ponad 50 lat później, w 1374 roku.

Skąd taka nowoczesność biskupa Nankera?

Fakt, że synod zajął się spowiedzią, nie jest niczym nadzwyczajnym w XIV wieku. Trwały wtedy w Kościele debaty o warunkach tego sakramentu, o tym, kto może być jego szafarzem.

Ale jednak postulat spowiedzi u kobiety wykracza poza standardowe dyskusje.

Niewątpliwie. I coś takiego nie bierze się znikąd, musi mieć swoją historię. Około VI wieku w Kościele dzięki działalności mnichów iryjskich i brytyjskich odchodzi się od spowiedzi publicznej na rzecz indywidualnej, tzw. usznej. W VI wieku powstaje też Reguła św. Benedykta: w rozdziale o dwunastu stopniach pokory patriarcha mnichów pisze, że zakonnik powinien wyjawiać swoje grzechy opatowi. To ćwiczenie pokory – nie chodziło o spowiedź, ale o ukształtowanie umiejętności dzielenia się swoimi myślami, pokusami, obawami, rozproszeniami. Dzięki temu przełożony mógł czuwać nad formacją swoich podwładnych.

Koncepcja tego typu pobożnych praktyk rozwija się w kolejnych wiekach. Kluczową postacią jest benedyktyn żyjący w VIII wieku, wielki uczony Beda Czcigodny, który wzywa, by bracia wyjawiali sobie nawzajem swoje grzechy lekkie – publicznie, ale też w rozmowach indywidualnych, zgodnie z 5. rozdziałem Listu św. Jakuba (5,16): „Wyznawajcie sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie”. Beda podkreśla, że – dla dobra swojego i wspólnoty – pewnych rzeczy nie wolno zostawiać „na później”. Dominikanie zastosują tę myśl, wprowadzając codzienne kapituły win. Jeżeli bracia będą w sobie tłumić swoje gniewy, to atmosfera w klasztorze zagęści się nie do wytrzymania – uważał nasz XIII-wieczny generał Humbert de Romans.

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się