Jezusowa kompania
fot. eduardo sanchez / UNSPLASH.COM

Jezusowa kompania

Jedna z kąśliwych historyjek, którymi dominikanie lubią się wymieniać z jezuitami, opowiada o tym, jak to jeden z członków Towarzystwa Jezusowego, chcąc sprowokować napotkanego dominikanina, zwrócił się do niego: „Ojcze, podobno bracia kaznodzieje potrafią powiedzieć kazanie o czymkolwiek”… „Oczywiście!” – zgodził się skromnie nasz współbrat. „A zatem – kontynuował jezuita – proszę o kazanie na temat pierwszych słów Pana Jezusa po narodzeniu!”. Dominikanin zaczął od wzruszającego opisu ubożuchnej stajenki, w której znaleźli schronienie święci rodzice wraz z Dzieciątkiem. To ostatnie śpi słodko w niewygodnym żłobie. Lecz nagle, o radości!, Dziecię otwiera błękitne oczęta, spogląda przed siebie – baran, w lewo – osioł, w prawo – wół i wyciągnąwszy do nich rączki, woła radośnie: „O, Towarzystwo Jezusowe!”.

Był majowy wieczór. W kaplicy klasztoru za lasem, zalanej złotym światłem zachodzącego słońca, śpiewaliśmy Litanię loretańską. Oprócz sióstr i kapelana jeszcze trzy osoby: mama z kilkunastoletnią córką dotkniętą głębokim autyzmem oraz – zbieg okoliczności – nauczycielka dziewczynki. Zuzia z mamą przychodzą często na wiec

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się