Ideał nieidealny
fot. okeykat / UNSPLASH.COM

Kiedy w gabinecie rozmawiam z pacjentkami o zależności, widzę, jak to słowo źle się kojarzy. „Zależny” brzmi jak „zadłużony”. A przecież my nieustająco zależymy od innych. I tęsknimy za taką dobrą, wzajemną zależnością.

Paulina Wilk: Często pracujesz z ludźmi, którzy są niezadowoleni z siebie?

Justyna Dąbrowska: Pracuję przede wszystkim z kobietami, które są matkami, i nie spotkałam jeszcze żadnej, która byłaby z siebie w pełni zadowolona. W relacji macierzyńskiej jak w soczewce uwypukla się to, jak ogromnie wysokie wymagania mamy wobec siebie. One przychodzą z wewnątrz i z zewnątrz. A nie ma drugiej roli życiowej, która byłaby tak surowo oceniana jak macierzyństwo.

Jak działa ten wewnętrzny krytyk?

W dynamicznym myśleniu o psychologii człowieka mówimy o trzech częściach. Jedna – id – jest dziecięca, popędowa, impulsywna. To ta, która pragnie, chce spełnić potrzebę tu i natychmiast. Druga – superego – mówi trochę jak cierpliwy rodzic do dziecka: Musisz powściągnąć pewne impulsy, nie wszystko jest możliwe do spełnienia, są pewne zasady, opanuj pragnienie, którego nie możesz zaspokoić. Te dwie siły się ze sobą zmagają. I jest jeszcze trzecia – ego, która pomiędzy nimi rozstrzyga, próbuje budować kompromisy i wprowadza głos rozsądku. Superego jest potrzebne, ale to ono czasem przybiera szalenie wymagający ton. Niekoniecznie dlatego, że ktoś w dzieciństwie słyszał od dorosłych surowe głosy: Powinnaś dać z siebie więcej; Wstydź się; Jak tak mogłaś?!; Nie rób tego nigdy więcej. Bywa, że sami sobie takie tony generujemy w głowach.

Skąd się biorą te niewybaczające komunikaty do nas samych?

Od maleńkości pragniemy zobaczyć w oczach najbliższych błysk zachwytu nami, iskrę akceptacji. Chcemy być przyjęci. A ten zachwyt nie zawsze się pojawia. Niekoniecznie dlatego, że ojciec czy matka są surowi, tylko dlatego, że są przemęczeni, ogarnięci swoimi zmartwieniami, zamyśleni, czasem w desperacji, czasem w depresji. I wtedy dziecko interpretuje taką sytuację przeciwko sobie, myśląc: Coś robię źle. Jestem nie taki. I przypisuje sobie sprawczość, także winę, odpowiedzialność. To ma sens, bo dziecko woli przypisać winę sobie, niż uznać, że rodzic jest tym „złym”, tym niewystarczającym, zawodnym.

Dlaczego tak chronimy rodziców?

Bo jako dzieci jesteśmy od nich zbyt zależni, musimy zachować ich w swoim umyśle w dobrym stanie. Nie możemy dopuścić do siebie myśli, że są niewystarczający, odpychający, nieobecni, w skrajnych wypadkach okrutni – oznaczałoby to, że dziecko musi sobie poradzić w świecie samo. Dlatego zrobi wszystko, by kochać rodzica i widzieć w nim dostawcę tego, co najlepsze. A złość czy nienawiść skieruje ku sobie.

Kiedy zaczynamy rozumieć, że obiekt naszej miłości nie musi być idealny, a relacja mimo to przetrwa?

Całe nasze życie prowadzi do takiego momentu. To jeden z kamieni milowych na drodze do dorosłości. Dostrzegamy, że nasi rodzice są ludźmi i można połączyć miłość do nich z rozczarowaniem. To doświadczenie się nawarstwia. Od chwili narodzin w życiu człowieka jest wiele rozczarowań, porażek relacyjnyc

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się