My tu tyż som
fot. david boca / UNSPLASH.COM

Przez miesiąc biłem się z myślami, czy ten tekst ma rzeczywiście być o tym, o czym będzie. Ale skoro nazwałem cykl „Śląska prowincja”, to nie wypada teraz robić uników. A pewnie ten listopad – jeśli coś nadzwyczajnego się nie zdarzy w czasie wyborów – będzie zdominowany przez wydarzenia związane z jedenastym listopada. Czyli świętowaniem setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Wybaczcie, że nie piszę „przez nas”. Nie jakobym się z polską wspólnotą nie identyfikował. Tylko kiedy myślę „my”, to jakoś bardziej mam przed oczami Kościół, w którym są Polacy, Ślązacy, Kaszubi, Niemcy, Ukraińcy (i tylko dobry Ponbóczek zdoła zliczyć, kto jeszcze), niż polską wspólnotę narodową. Kościół, w którym wolność zyskaliśmy dzięki zanurzeniu w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa.

Jednak przyznaję się – w tytule nie chodzi ani o jedno, ani o drugie z tych „my”. Bo jest jeszcze trzecie „my” – bardzo luźne, niestowarzyszone, niezorganizowane, raczej ciche. „My” tych, którzy mają w ogóle trudność z narracją odzyskania niepodległości, bo pamiętają, że ich przodkowie przez całe pokolenia żyli w innych organizmach niż Rzeczpospolita. Dlatego

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się