Ruska zabierze ci męża
fot. david todd mccarty / UNSPLASH.COM

W Polsce są czyste toalety, zawsze z papierem toaletowym. Nie ma łapówkarstwa. Każdy odpowiada za swoje czyny. I jesteście uprzejmi: „dzień dobry”, „do widzenia”, „proszę”, „dziękuję”. Oto opowieść o tym, jak Polskę widzą ludzie z zewnątrz.

Kris, czyli Krzysiek

Autobus z Dąbrówki podjeżdża na przystanek w Skórzewie o siódmej dwadzieścia. W środku taka ciasnota, że nie można się obrócić. Na zewnątrz tłum licealistów z „czwórki”. Muszą zdążyć na pierwszą lekcję. W tłumie na przystanku stoi Kris. On też przez trzy lata jeździł na ósmą do liceum na poznańskich Ogrodach. Teraz Kris jeździ do biura, które znajduje się kilkadziesiąt metrów od szkoły. Dwudziestokilkulatek ze starannie przystrzyżoną brodą i z wielką skórzaną torbą na ramieniu nie pcha się do zielonego mana. Uprzejmie przepuszcza wszystkich. Widać, że nie jest stąd.

Kris chciałby, żeby mówiono na niego Krzysiek. Bo Kris czuje się Polakiem.

Krzysiek wie, że Polacy wychowali się na Myszce Miki i lubią McDonalda. Nie do końca zdawał sobie sprawę, że w Polsce Ludowej kochaliśmy westerny. Na początku nie bardzo rozumie, gdy mówię „western”. Moje „western” przy jego „western” brzmi blado.

– Przyszedł do nas z ulicy i powiedział, że może pracować za każde pieniądze – mówi szef Krisa w firmie zajmującej się szukaniem tanich i dobrych drukarni dla firm, które potrzebują kalendarzy, ulotek i folderów. Kris z wykształcenia jest ekonomistą, a z zawodu handlowcem. – Często się śmiejemy z Krisa, że uciekł z Ameryki przed biedą i jest u nas emigrantem ekonomicznym – opowiada jego koleżanka z pracy.

Kris urodził się w 1989 roku w małej miejscowości niedaleko Chicago. Ojciec studiował teologię. Oboje rodzice pracowali w Chrześcijańskiej Fundacji Charytatywnej i kiedy w 1998 roku szukano kogoś, kto poprowadzi oddział fundacji w Polsce, rodzice Krisa zdecydowali się na przeprowadzkę do Europy. Najpierw zamieszkali w Lublinie, po kilku latach przenieśli się do Poznania. – W Stanach mieliśmy wielki dom z ogrodem i podjazdem pod garaż jak w serialach, a tu ciasne mieszkanie w wieżowcu.

Wtedy w Lublinie Kris był dla kolegów z klasy po prostu Krzyśkiem. Krisem stał się na studiach w Anglii, gdy musiał wpisywać imię i nazwisko w różnego rodzaju rubryki, formularze i dokumenty. Jak masz na imię? – pytali koledzy i wykładowcy. Nie potrafili powtórzyć „Krzysiek”. – Jestem Kris – odpowiadał. I tak już zostało.

Kris kocha polską historię. Twierdzi, że jawimy się jako ludzie bardzo amerykańscy. Podnosimy się z upadków. Zniknęliśmy z mapy, a jednak się nie poddaliśmy. Według Krisa z polskiej historii płynie optymistyczne przesłanie: Zawsze można zacząć od nowa.

– Tak jak w Ameryce? – pytam.

– To jest stereotyp. Amerykanie wcale nie są tacy radośni. Pod powierzchnią człowiek ma jakiś problem. Podoba mi się, że Polacy mówią o swoich bólach, pokazują swoje wnętrze, dbają o relacje między ludźmi. Wszyscy wiedzą, co należy zrobić, dokąd pójść, co załatwić, jak się zachować, co powiedzieć, a czego mówić nie wypada. W Ameryce wszystko musi być dokładnie napisane, wytłumaczone, pokazane.

Kris uważa, że Polska nie jest ani biednym, ani zacofanym krajem. Polacy – według Krisa – nie są też narodem wybranym. Kris nauczył się na lekcjach historii w „czwórce”, że mesjanizm to pomysł dziewiętnastowiecznych elit. Z Krisem możn

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się