Może tak jest łatwiej
fot. omid armin / UNSPLASH.COM

Może tak jest łatwiej

Wystarczy dzwonek do drzwi, a już myśli, że to on. Że może przeżył. Wyprowadzała się z ich dawnego mieszkania. I kiedyś pomyślała: Przecież gdy Wojtek wróci, to mnie nie znajdzie, bo nie będzie wiedział, gdzie ja teraz mieszkam.

Pytam, jak to jest bez ostatniego pożegnania? Bez pogrzebu? Grobu?

Żona: Może jest nawet łatwiej.

Córka: Myślałam, że skoro nie było pogrzebu, to tata wróci.

Przepaść

3 sierpnia 1986. Niedziela.

W Karakorum jest już wieczór, gdy poznaniak Wojciech Wróż staje na szczycie drugiej góry świata. Razem z nim K2 zdobywają jeszcze Przemysław Piasecki (też z Poznania) i Słowak Peter Božik.

Schodzą po ciemku. W górach jest taka zasada, że na końcu idzie najlepszy. Z całej trójki najlepszy jest Wróż.

Janusz Kurczab, zmarły kilka lat temu alpinista: „Wróż był partnerem idealnym: w ścianie pewnym i bezpiecznym, zawsze chętnym do pomocy”.

Maria Wróż-Prusiewicz, córka: Tato nie traktował wspinaczki sportowo. Dla niego himalaizm to było coś więcej niż tylko zaliczanie kolejnych ośmiotysięczników.

Tamtego wieczoru schodzi na końcu żlebem Bottleneck. Himalaiści nazywają tak prawie pionowy żleb zagrożony lawinami – przypomina szyjkę butelki.

Właśnie wtedy, jakieś pięćset metrów od wierzchołka, Piasecki i Božik tracą kontakt z Wróżem. Piasecki będzie potem opowiadał, że słyszeli jakiś odgłos. Choć wtedy nie mieli pojęcia, że stała się tragedia.

Wróż prawdopodobnie nie zauważył przerwy między poręczówkami i runął w szczelinę. – A może zasłabł? – zastanawia się Teresa Wróż, żona.

Ciała nikt nigdy nie widział.

Wizyta

Dwanaście dni później.

W Dębkach nad Bałykiem też już późny wieczór, właściwie noc. Dzieci (Maria – jedenaście lat, Andrzej – trzynaście i Jacek – szesnaście) dawno odmówiły modlitwę za szczęśliwy powrót ojca. Śpią.

Wróżowie spędzają tu wakacje co roku. Zjeżdżają do Dębek całą rodziną swoim zielonym citroënem. Gdy Wojciech wspina się po górach, na wakacje przyjeżdża żona z dziećmi. Tak jak teraz.

Tamtej nocy pod domek, w którym Teresa Wróż wypoczywa z córką i dwoma synami, zajeżdża samochód. Warkot silnika ich obudził. Cieszą się, że może tata wrócił. (Rzeczywiście miał niebawem wrócić).

Ale to tylko znajomi Wojtka z Klubu Wysokogórskiego w Poznaniu. Rozmawiają z mamą. Ale jakoś cicho. Słów pada niewiele.

Teresa Wróż: Powiedzieli, że wydarzyła się tragedia.

Więcej nie trzeba było mówić: przecież nikt nie przyjeżdża ot tak, w środku nocy bez ważnego powodu.

Znajomi już odjechali. – Rano wszystko wam powiem – Teresa mówi dzieciom. Nie musi nic mówić.

Już wiedzą, że tata nie wróci.

Najładniejsza

K2 wygląda niemal jak idealny stożek. – Najładniejsza góra świata – mówią himalaiści.

8611 metrów nad poziomem morza. Miejscowi nazywają ją Czogori, Lambha Pahar, Dapsang albo Kechu. Leży na granicy Chin i Pakistanu. Ale pretensje do niej zgłaszają też Indie – chcą, by cały Kaszmir (tam jest K2) należał do nich.

Niektórzy mówią, że to Góra Morderca. Bo na K2 zdarza si

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się