Granada – Warszawa – Nowy Jork

Granada – Warszawa – Nowy Jork

Oferta specjalna -25%

List do Rzymian

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

W czerwcu 2004 roku w uniwersyteckiej kawiarence na wydziale filologii w Granadzie spotkało się dwóch mężczyzn, którzy popijali coca–colę i dyskutowali zawzięcie o filozofii Romana Ingardena. Jednym z nich był 41–letni wówczas Angel Esteban – profesor literatury hiszpańskiej i iberoamerykańskiej, wykładowca na ponad 30 uniwersytetach świata oraz autor wielu książek (w Polsce ukazała się ostatnio jego praca pt. Gabo i Fidel, poświęcona przyjaźni Fidela Castro i Gabriela Garcii Marqueza). Drugim mężczyzną okazał się 36–letni wtedy Artur Mrówczyński, Polak zamieszkały od kilkunastu lat w Hiszpanii, założyciel i dyrektor wydawnictwa Ediciones Levantate w Granadzie.

W pewnym momencie mężczyźni zaczęli porównywać Hiszpanię z Polską. W obu tych krajach doszło do przejścia od systemu niedemokratycznego do demokracji. O ile jednak w Hiszpanii procesowi temu towarzyszyła postępująca sekularyzacja i spadek znaczenia chrześcijaństwa w życiu publicznym, o tyle w Polsce nie nastąpiło gwałtowne załamanie wiary – mało tego, katolicy nad Wisłą i Odrą potrafili odnaleźć się w świecie pluralizmu i wolnego rynku idei.

Jak wyjaśniał mi potem Mrówczyński: – Podczas długich rządów generała Franco katolicy pogrążyli się w stanie błogiego samozadowolenia, przestali być aktywnym czynnikiem w życiu publicznym. Trzydzieści lat obowiązkowego katolicyzmu i postępujący szybkimi krokami rozwój gospodarczy zdemobilizowały katolików – być może z pewnymi bardzo znamiennymi, powiedziałbym opatrznościowymi, wyjątkami, takimi jak powstałe właśnie w Hiszpanii Opus Dei czy Droga Neokatechumenalna. Generalnie jednak katolicy zostali zdemobilizowani do tego stopnia, że dzisiaj już raczej nie pyta się: „Komu bije dzwon?”, lecz raczej, czy następne pokolenia będą jeszcze mogły rozpoznać jego dźwięk.

Angela Estebana, tak jak wielu hiszpańskich katolików, fascynowała żywotność polskiego chrześcijaństwa. Polski Kościół, w odróżnieniu od swego odpowiednika w Hiszpanii, nie miał za sobą okresu sojuszu z państwem. Co więcej, był prześladowany, najpierw przez zaborców, potem przez nazistów, a w końcu przez komunistów. Ta sytuacja wymuszała na polskich katolikach niezwykłą pomysłowość i przemyślność, aktywizowała też wielu świeckich, którzy brali na siebie odpowiedzialność za przyszłość wiary.

Podziw Hiszpanów budziła też umiejętność odnalezienia się polskich chrześcijan w rzeczywistości zdominowanej przez kulturę masową – zdolność mówienia współczesnym językiem o sprawach duchowych i docierania z przesłaniem do ludzi nawet dalekich od wiary. Wzorem do naśladowania było dla nich zwłaszcza pewne środowisko w Polsce, łączące w swej działalności metafizyczne treści z komunikatywną formą i popkulturową stylistyką.

W rozmowie Estebana z Mrówczyńskim pojawiła się nazwa „Frondy”, której byłem wówczas redaktorem naczelnym. W powietrzu zawisło pytanie: – A gdyby tak wziąć wzór z Polaków i wydawać czasopismo? A gdyby tak wydawać… „Frondę”?

Niedługo potem odebrałem telefon z Hiszpanii. Nieznany mi Polak, mówiący z obcym akcentem, poinformował mnie, że w Granadzie powstaje właśnie „Grupo Fronda”. Jej manifest można znaleźć na stronie internetowej www.levantate.org/Fronda. Kiedy zapoznaliśmy się w Warszawie z założeniami, na których miała być oparta budowa ich środowiska, zgodziliśmy się udostępnić Hiszpanom naszą nazwę, logo, archiwum oraz podzielić naszym doświadczeniem w tworzeniu różnych inicjatyw, w tym w wydawaniu czasopisma. „Grupo Fronda” rozpoczęła cykl spotkań piątkowych – latem w ogrodach Paseo de Violon, a zimą w kawiarni hotelu Sol Melia w Granadzie, gdzie zaczęło pojawiać się coraz więcej osób.

Pierwszy numer hiszpańskiej „Frondy”, którego redaktorem naczelnym został Angel Esteban, ukazał się w 2005 roku. Redaktorzy pisma od początku nie ukrywali, że swój tytuł kierują głównie do środowisk akademickich, jako kuźni przyszłych elit. Szybko znaleźli sympatyków na uniwersytetach w Pampelunie, Murcii, Walencji i Madrycie.

Z kolei na naszych uczelniach pojawiło się polskie wydanie amerykańskiego czasopisma „First Things”, redagowanego przez ks. Richarda Johna Neuhausa. Skupia ono środowisko wpływowych myślicieli katolickich w USA, takich jak George Weigel, Michael Novak, ks. Robert Sirico czy ks. Joseph Fessio. Za edycją stoi wspomniana już „Fronda” (polska, nie hiszpańska), która postanowiła przybliżyć czytelnikom w naszym kraju głos amerykańskich chrześcijan w debacie dotyczącej najważniejszych tematów cywilizacyjnych, religijnych, obyczajowych, kulturowych współczesnego świata. Prezentowany w nich zestaw argumentów czy sposób polemizowania mogą być dla nas niezwykle inspirujące i pomocne w dyskusjach światopoglądowych toczonych tu i teraz. Tym bardziej, że pewne zjawiska, które w Polsce dopiero się pojawiają, Amerykanie mają już dawno za sobą.

Gdy odkładam na półkę hiszpańską „Frondę” i polskie „First Things”, myślę, że jak długo między katolikami na świecie będzie trwało krążenie idei i wzajemne inspirowanie się, tak długo katolicyzm utrzyma swoją żywotność i powszechność.

Granada – Warszawa – Nowy Jork
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów. W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...