„Wielka cisza” Philipa Gröninga

„Wielka cisza” Philipa Gröninga

Oferta specjalna -25%
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Wielka cisza, scenariusz, reżyseria i realizacja: Philip Gröning, Niemcy, Szwajcaria, Francja 2005

Tylko w nieskończonej ciszy można zacząć słyszeć. Tylko tam, gdzie nie ma słów, można zacząć widzieć.

Czy film, podczas oglądania którego się zasnęło, można uznać za dobry? Przecież przemyślana fabuła i zwroty akcji powinny podnosić poziom adrenaliny, bawić, wzruszać, niepokoić. Tak myślałam do dnia, w którym obejrzałam Wielką ciszę.

Obraz Philipa Gröninga opowiada o klasztorze kartuzów Grande Chartreuse we Francji. To zakon o jednej z najsurowszych reguł w Kościele katolickim. Mnisi żyją w odosobnieniu, czas poświęcają modlitwie, studiowaniu i pracy fizycznej. Raz w tygodniu wychodzą na długi spacer, podczas którego wolno im rozmawiać. Nic więc dziwnego, że reżyser przez dziewiętnaście lat zabiegał o pozwolenie na realizację tego dokumentu. Jego cierpliwość została nagrodzona w 2002 roku.

Gröning wszedł z kamerą do klasztoru sam, żył życiem mnichów, z przerwami, przez prawie sześć miesięcy, doświadczając samotności i wspólnoty. Dzięki temu i my wchodzimy za reżyserem w zupełnie inny świat. Rytm życia wyznaczają zmieniające się pory roku. Obserwujemy modlącego się mnicha i tak trwamy przez pięć bitych minut. Czy widz to wytrzyma? Rzeczywiście, formuła tego surowego filmu, w którym przez trzy godziny obcujemy z rzadką na co dzień ciszą, jest trudna. Kto inny okrasiłby piękne widoki gór i obrazy klasztornych korytarzy odpowiednią muzyką. Gröning odkrywa jednak przed nami muzykę ciszy, dźwięki kroków, skrzypiącej podłogi, wiejącego za oknem wiatru. Cisza powoduje, że widz nie tylko ogląda klasztorne życie, ale zaczyna mu się poddawać. Na początku jest trochę podglądaczem – bo czyż nie jest interesujące, jak żyją kartuzi, jak wyglądają ich cele, co jedzą, jak się strzygą? Ale wraz z upływającym czasem już wszystko wiadomo i pojawia się chęć zrozumienia „dlaczego”.

Na koniec niespodzianka. W nagrodę za wytrwałość widz otrzymuje prezent – wypowiedź starego, niewidomego ojca o istocie szczęścia. Pięknie, najprościej, najgłębiej. Bo ten film to także traktat o szczęściu, które daje życie zgodne z powołaniem – nawet tak trudnym i wymagającym, jak reguła zakonu kartuzów.

Wielka cisza to obraz, który może być przyczynkiem do podjęcia kontemplacji dla tych, którzy za nią tęsknią, ale nie wiedzą jak… Film jest trudny i długi, ale wyszłam z kina z poczuciem pozytywnego zmęczenia. Jak po długiej górskiej wędrówce! Kto choć raz na taką wędrówkę wyruszył – zrozumie!