Obyczaje Ducha
Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Łukasza

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Jeżeli duchowość nie jest zakorzeniona w codzienności, to lepiej posadzić ją w ogrodzie, bo może coś z niej wyrośnie i będzie wówczas z tego większy pożytek. Człowieka duchowego poznać po tym, jak prasuje koszulę.

Co to znaczy być przewodnikiem, kierownikiem duchowym? Trudno odpowiedzieć na takie pytanie bez choćby bardzo ogólnego określenia, czym jest życie duchowe. Jest to „życie w Duchu Świętym”. Taką definicję podaje św. Paweł. I taką też przyjmuje Katechizm Kościoła Katolickiego. Powołaniem człowieka jest życie w Duchu Świętym, komunia z Bogiem, który jest Wspólnotą Trzech, Wspólnotą Miłości. Bóg zaprasza nas do niej przez swego Syna Jezusa Chrystusa i udziela nam siebie w Duchu Świętym. Zawsze wstrząsa mną pytanie św. Pawła: „Czy nie wiecie, że jesteście świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie?” (1 Kor 6,19). Przez ponad trzy dziesiątki lat, w tym przez wiele lat życia zakonnego, nie wiedziałem o tym, prawda ta nie docierała do mnie, choć o życiu duchowym wysłuchałem, a potem wygłosiłem sporo konferencji. Nawet jak śpiewałem „O najmilszy z Gości, słodka serc radości”, to nie przychodziło mi do głowy, że te słowa dotyczą mnie osobiście. Byłem żebrakiem, który nie wiedział, że największy Skarb, jaki istnieje, jest nie tyle w zasięgu ręki, ile serca – w samym sercu. Apostoł Paweł to dla mnie najpoważniejszy autorytet życia duchowego. Jego listy to perełki, traktaty o życiu w Duchu. Według Pawła istnieją tylko dwie możliwości: albo żyjesz według Ducha, albo żyjesz według ciała. Aby żyć według Ducha, trzeba po prostu poznać „obyczaje Ducha Świętego”.

Jeśli naprawdę kocham jakiegoś człowieka, to chcę poznać jego myśli, język, pragnienia, zwyczaje, jak najczęściej z nim przebywać. Te informacje mogę zbierać sam. Jeśli pragnę spotkać i poznać Boga, dobrze jest czasem skorzystać z rady i mądrości tych, którzy spotkali Go przede Mną, którzy się z Nim zaprzyjaźnili i jakiś etap wędrowania z Panem mają już za sobą. Nie warto tracić czasu na wyważanie otwartych drzwi, szukać skarbu byle jak i byle gdzie.

Być zatem przewodnikiem czy tzw. kierownikiem duchowym, to uczyć rozpoznawać obecność Ducha w sercu, słuchać Jego natchnienia i poddawać się Jego prowadzeniu. Nie jest to jednak nie wiadomo jak trudne, prawie wszystkie bowiem kryteria rozeznawania znajdujemy w Ewangelii.

Kierownik duchowy to ten, kto sam dokopał się do Wody Żywej i póki co dzieli się nią z tymi, którzy jej jeszcze nie odnaleźli. Póki co, bo głównym jego zadaniem jest wskazać miejsce tej Wody, rozpoznać, jakie narzędzia i jaki sposób będzie najskuteczniejszy, i zachęcić do kopania. A że są różne jego techniki i style, dlatego istnieją też różne tzw. szkoły duchowości.

Dobry przewodnik winien widzieć nie tylko człowieka, który zwraca się do niego o pomoc, ale także ten Skarb w jego sercu. Nawet jeśli wydaje się, że jest On głęboko zagrzebany. Bez takiej wiary, „która to widzi”, chrześcijańskie kierownictwo duchowe nie ma sensu. Ważne też, by nie wchodził w kompetencje Pana Boga. Uszanował tajemnicę tej jedynej, niepowtarzalnej komunii każdego z wierzących. Zarozumiałość, brak otwartości na niespodzianki, schematyzm, moralizowanie – to największe niebezpieczeństwa.

Czy każdy jednak potrzebuje przewodnika, tego nie wiem. Św. Jan pisze: „Wy macie namaszczenie od Świętego i wszyscy jesteście napełnieni wiedzą. (…) To namaszczenie, które otrzymaliście od Niego, trwa w was i nie potrzebujecie pouczenia od nikogo, ponieważ Jego namaszczenie poucza was o wszystkim” (1 J 2,20.27). Spotkałem ludzi, którzy nigdy nie mieli żadnych kierowników duchowych, ale sami byli święci, nie wiedząc o tym, a przecież świętość to cel życia duchowego. Przed laty spotkałem prostą kobietę, która o życiu duchowym wiedziała o wiele więcej ode mnie. Różnica była taka, że ona swojej wiedzy nie czerpała z książek. Podczas spowiedzi raz po raz można spotkać ludzi, którzy prowadzą niezwykłe życie duchowe, są niezwykle wrażliwi na „sprawy Ducha”. A środki, jakie stosują, są proste: częste korzystanie z sakramentów Eucharystii i Pojednania, wytrwała modlitwa, Słowo Boże, czynna miłość bliźniego.

Dzisiaj ludzie najczęściej nie umieją przyjmować siebie jako daru i zaczynają życie duchowe od zerwania ze sobą. Chcą zmieniać siebie, żeby zasłużyć na miłość, podczas gdy życie duchowe polega na odkrywaniu siebie, na zrozumieniu tego, że jestem darem. Jeżeli bowiem ktoś ma słuch na miarę Beethovena, to co mu z tego, jeśli go nie odkryje i nie rozwinie. I jeżeli duchowość nie jest zakorzeniona w codzienności, to lepiej posadzić ją w ogrodzie, bo może coś z niej wyrośnie i będzie wówczas z tego większy pożytek. Z takiej duchowości lepiej zrezygnować, bo prowadzi do klęski. Ona nie sprawdza się na mszy i rekolekcjach. Człowieka duchowego poznać po tym, jak prasuje koszulę.

Obyczaje Ducha
Aleksander Koza OP

urodzony w 1955 r. – dominikanin, absolwent historii na Uniwersytecie Wrocławskim i teologii na PAT, wieloletni wychowawca młodych dominikanów, związany z ruchem charyzmatycznym. Mieszkał w Krakowie, Korbielowie, aktualnie...