Co wolno politykowi
fot. matthieu lemarchal JZfIzwVv / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Triduum Paschalne. Przewodnik

1 votes
Wyczyść

Czy biskupi mają prawo ostrzegać polityków przed osłabieniem lub zerwaniem wspólnoty z Kościołem?

Bardzo zdziwiły mnie słowa biskupów zawarte w dokumencie krytykującym jedną z ustaw dotyczących zapłodnienia in vitro. Ostrzegają w nim, że politycy, którzy poprą tę ustawę, mogą się pozbawić pełnej łączności z Kościołem i utracić odpowiednią dyspozycję do przyjmowania komunii świętej. Uważam to za oburzające. Czy nie jest to jawne ingerowanie w sprawy państwa i – co możne nawet gorsze – wywieranie nacisku na sumienia polityków? – zapytał mnie ktoś.

W tym bardzo aktualnym pytaniu zawiera się wiele wątków. Pojawia się m.in. kwestia sumienia, odpowiedzialności biskupów za powierzonych sobie wiernych, a także relacji między Kościołem a państwem. Przypatrzmy się im uważnie.

Kościół i politycy

Kościół nie tylko nie ma nic przeciwko uczestnictwu świeckich katolików w życiu publicznym i politycznym, ale nawet gorąco do niego zachęca. W stanowisku Kościoła nie ma więc nic z eskapizmu, który próbowałby odsunąć świeckich od pracy na rzecz dobra wspólnego i nakłaniał ich do spokojnego egzystowania w duchowej niszy, gdzieś na antypodach życia politycznego. Sformułowane zostały jednak pewne zasady myślenia i postępowania, którymi powinni się kierować wszyscy politycy podkreślający swój związek z Kościołem. Oto one:

1. Istnieją normy moralne zakorzenione w naturze ludzkiej wynikające z prawa naturalnego. Polityczna praca na rzecz dobra wspólnego nie może ich nie uwzględniać. Gdy bowiem tego nie czyni, przyczynia się do degradacji człowieka i społeczeństwa. Logika nauki Kościoła jest klarowna: nie może być mowy o dobru wspólnym tam, gdzie politycy ustanawiają prawa nieliczące się z wizją człowieka opartą na naturalnym prawie moralnym.

2. Politycy, którzy należą do Kościoła, mają prawo różnić się w bardzo wielu sprawach: mogą należeć do różnych partii politycznych, proponować odmienne sposoby ochrony i promowania wartości. Nie mogą jednak odrzucać podstawowego punktu odniesienia w prawodawstwie, jakim jest naturalne prawo moralne. Kościół nie ogranicza więc w niczym sumienia polityków w odniesieniu do wyboru doraźnych środków w rozwiązywaniu problemów społecznych i gospodarczych, nie zmusza ich do członkostwa w takiej czy innej partii, dopuszcza pluralizm w interpretowaniu „podstawowych zasad teorii politycznej”1. Nie zgadza się jednak z tezą, że politykowi katolikowi – w imię wolności sumienia – wolno wszystko w odniesieniu do stanowienia prawa szczególnie drażliwego, bo związanego z najbardziej fundamentalnymi zasadami kierującymi ludzkim życiem. Jeśli zatem biskupi ostrzegają polityków, że popierając jakieś rozwiązania prawne, narażają się na osłabienie, a nawet zerwanie łączności z Kościołem, to chcą wyostrzyć ich wrażliwość i przypomnieć, że chodzi o sprawy wagi najwyższej. Polityk chrześcijański nie może zatem nie sprzeciwić się czynnie takim rozwiązaniom, które uderzają w podstawy życia społecznego.

3. Jeśli nie można zagwarantować poszanowania podstawowych praw, polityk, który jest członkiem Kościoła, po wyczerpaniu wszystkich środków i po wyraźnym publicznym zadeklarowaniu swojego sprzeciwu, postępuje słusznie, popierając takie rozwiązania, które przynoszą najmniej szkód2.

Przeciwko duchowej schizofrenii

Trzymanie się tych zasad pozwala politykowi należącemu do Kościoła uniknąć życia w dwóch równoległych, ale przeciwstawnych sobie światach: świecie wyznawanej wiary i w świecie polityki. Zupełnie absurdalna jest idea, że polityk powinien całkowicie abstrahować od zasad wiary i popierać regulacje prawne, które sprzeciwiają się tym zasadom. Odrzucenie takiej duchowej schizofrenii nie oznacza oczywiście, że wierzący polityk powinien zastępować prawo państwowe prawem religijnym. Kościół bardzo wyraźnie ostrzega przed takim rozwiązaniem:

„Wszyscy wierzący są w pełni świadomi, że sprawy ściśle religijne (wyznawanie wiary, akty kultu i sprawowanie sakramentów, uprawianie nauk teologicznych, wzajemne relacje między władzami kościelnymi i wiernymi itp.) nie leżą w gestii państwa, które nie może w nie ingerować, nie wolno mu też w żaden sposób ich nakazywać lub zakazywać, chyba że ze względu na uzasadnione wymogi porządku publicznego. Uznanie praw obywatelskich i politycznych oraz przyznawanie świadczeń społecznych nie może być uzależnione od przekonań religijnych obywateli lub spełniania przez nich określonych praktyk natury religijnej”3.

Polityk, który poważnie traktuje swoją wiarę, nie będzie więc się starał zamieniać prawa państwowego w prawo kanoniczne. Ale trzeba mocno podkreślić, że w postawionym na początku pytaniu w ogóle nie chodzi o taki przypadek. Jeśli biskupi upominają polityków w sprawie regulacji dotyczących zapłodnienia in vitro, to w żadnym wypadku nie zależy im na tym, by politycy wprowadzali kanony prawa Kościoła do prawa państwowego. Nie sposób nie zauważyć, że upomnienie dotyczy fundamentalnych zasad prawa naturalnego.

Biskupi zwracają się do posłów katolików, aby przypomnieć im, że zasady prawa naturalnego należą także do depozytu wiary Kościoła. Myślę, że właśnie w tym punkcie pojawia się najwięcej pomyłek w interpretacji zachowania biskupów. Oskarżenia o wtrącanie się w nie swoje sprawy można zrozumieć, gdy padają z ust niewierzących i oddalonych od Kościoła, są jednak zadziwiające, gdy pochodzą od katolików. Kościół uczy przecież niezmiennie, że przepisy prawa naturalnego zostają nam również objawione przez Boga i że są przekazywane oraz chronione w Kościele. Człowiek bez pomocy Bożego słowa może na przykład rozpoznać, że zabicie niewinnej istoty ludzkiej jest złem. Bóg zdecydował się jednak tę prawdę objawić również w formie przykazania i włączyć do Dekalogu. Jeśli więc chrześcijański polityk znajdzie się w trudnej sytuacji i zmuszony będzie zająć stanowisko wobec jakichś regulacji prawnych, które dopuszczałyby zabijanie niewinnych istot ludzkich, powinien się temu kategorycznie przeciwstawić. Biskupi, przemawiając do chrześcijańskiego polityka jako do członka Kościoła, mogą, a nawet powinni wzywać go do takiego oporu, ponieważ regulacja ta sprzeciwia się prawu naturalnemu, które jest niezbywalną częścią nauczania moralnego Kościoła. Nieporozumieniem jest więc oskarżanie biskupów o uzurpację władzy: wierność podstawowym zasadom prawa naturalnego jest także wiernością objawieniu, którego strzeżenie jest najważniejszym zadaniem biskupów.

Jedność Kościoła i komunia święta

Dlaczego biskupi, ostrzegając polityków, mówią o osłabieniu jedności z Kościołem i o zagrożeniu utratą odpowiedniej dyspozycji do przyjmowania komunii świętej? Te sformułowania budzą u niektórych oburzenie. Ale czy słusznie?

Aby zrozumieć, o co chodzi w tym ostrzeżeniu, powinniśmy najpierw dostrzec, że – jak przypomina Katechizm Kościoła katolickiego – jedność Kościoła jest utrzymywana przez potrójną więź: wspólne wyznawanie jednej wiary, wspólne celebrowanie kultu Bożego i życie pod przewodnictwem tych, którzy jako następcy apostołów zostali wyznaczeni, by umacniać „braterską zgodę rodziny Bożej”4. Szczególnie ważny z punktu widzenia postawionego na początku pytania jest pierwszy z tych widzialnych znaków jedności. Ktoś, kto przez chrzest został włączony do Kościoła, ale nie wyznaje głoszonej przez niego wiary i świadomie neguje jego nauczanie, osłabia swoją jedność z nim. Naprawdę, trudno się dopatrzyć w przypominaniu o tym jakiejś niekonsekwencji czy aroganckiego zastraszania. Takie osłabienie jedności ma miejsce nie tylko w przypadku wspólnot religijnych. Jeśli należę do jakiejkolwiek niereligijnej wspólnoty, która ma określony profil, typowy dla siebie sposób postępowania i zdefiniowane zasady regulujące jej życie, jest oczywiste, że jeśli się z nimi nie zgadzam, to osłabiam swoją jedność z tą wspólnotą. Trudno doprawdy pojąć, co może być gorszącego w przypomnieniu biskupów, że politykowi, który narusza niezwykle istotne zasady moralnego nauczania Kościoła, grozi osłabienie jedności z Kościołem.

Słowo jeszcze o komunii świętej. Podobnie jak wspólne wyznawanie wiary, uczestnictwo w sakramencie Eucharystii jest naszą manifestacją duchowej jedności. Od zawsze tak właśnie rozumiano w Kościele ten sakrament. Już św. Paweł pisał:

„Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czyż nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa? Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno Ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba” (1 Kor 10,16–17).

Komunia święta nie tylko umacnia naszą jedność z Bogiem, ale również naszą jedność ze sobą nawzajem. Byłoby więc stwarzaniem sytuacji głęboko zafałszowanej, gdyby ktoś, kto świadomie i dobrowolnie narusza jedność Kościoła, głosząc publicznie prawdy sprzeczne z jego nauczaniem, przystępował do komunii świętej tak, jak gdyby jego działania nie miały żadnego znaczenia dla Kościoła i jego jedności. Ostrzeganie, że polityk, który publicznie sprzeciwia się nauczaniu Kościoła, może utracić odpowiednią dyspozycję do przyjmowania komunii świętej, nie jest więc żadną uzurpacją ze strony pasterzy Kościoła. Jest stwierdzeniem faktu osłabienia jedności, którego przyczyny szukać trzeba w takich, a nie innych wyborach polityka, nie zaś w arbitralnych decyzjach biskupów. 

1  Kongregacja Nauki Wiary, Nota doktrynalna o niektórych aspektach działalności i postępowania katolików w życiu publicznym, nr 2.
2 Por. Jan Paweł II, Evangelium vitae, nr 73.
3 Kongregacja Nauki Wiary, Nota doktrynalna o niektórych aspektach działalności i postępowania katolików w życiu publicznym, nr 5.
4 KKK, nr 815.

Co wolno politykowi
Mateusz Przanowski OP

urodzony w 1974 r. – dominikanin, doktor teologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Domi...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze