Byłem sanitariuszem
fot. stefano ghezzi 4Yvu1LOo / UNSPLASH.COM

Jako zakonnicy jesteśmy w szczególnej sytuacji. Mamy taką wolność, że bez uszczerbku dla rodzin czy osobistej misji możemy na dwa, trzy tygodnie wszystko rzucić i ruszyć do DPS-u z miotłą. Prosta służba.

Dominik Jarczewski OP: Osiem godzin w kombinezonie. Swędzi, pot cieknie…

Łukasz Miśko OP: I nie można się podrapać po nosie.

Da się wytrzymać?

Na początku zakładanie kolejnych warstw łatwo potraktować jak zabawę dla dużych chłopców.

Zabawę?

Tak. Są zasady, może nawet bardzo skomplikowane, ale kręci cię, żeby po kolei te wszystkie warstwy założyć i się nie pomylić.

Ile tych warstw?

Dwa kombinezony, podwójne rękawiczki, nakładki na buty i maseczka oraz gogle na twarz. Po wejściu na oddział trzeba było pamiętać, że zabawa się kończy. Że złamanie protokołu to nie przegrana w grze, ale duże niebezpieczeństwo: nie tylko dla ciebie, ale i dla innych.

Bardzo łatwo, mówiąc o wolontariacie, przeskoczyć od razu do tego, co szlachetne, godne podziwu, ale jest też proza życia – na przykład to, że nie mogę pójść do toalety przez osiem godzin.

Pierwszego dnia przekazano nam taką delikatną, choć bardzo praktyczną uwagę: Panowie, dwie godziny przed wejściem na oddział żadnych płynów. Te dwie godziny urosły do takiej magicznej granicy, której wzajemnie pilnowaliśmy. Choć raz, kiedy graliśmy w Osadników z Catanu, zapomnieliśmy się: na stole stały napoje, które beztrosko piliśmy, no i potem… było ciężko.

Z jednej strony oddział DPS-u w kwarantannie, a z drugiej gra planszowa. Było śmiesznie, strasznie?

Było normalniej, niż się spodziewaliśmy.

W kombinezonach, na oddziale DPS-u, w środku pandemii?

Mieszkaliśmy w budynku, który przypominał trochę ośrodek kolonijny, i po godzinach, bez kombinezonów, czuliśmy się jak na wakacjach.

Planszówki były ucieczką, żeby nie myśleć o tym, co was czeka na dyżurze?

Czuliśmy po prostu, że dla własnej równowagi po godzinach powinniśmy robić to, co zwykle: czyli trochę odpocząć, trochę się modlić, trochę grać, pracować. Każdy przywiózł ze sobą jakieś zajęcia z klasztoru. Prowadziliśmy też spotkania duszpasterskie przez internet.

Jak wyglądał wasz dzień?

Było nas sześciu, więc podzieliliśmy się na trzy grupy po dwóch. Trzy ośmiogodzinne zmiany, jak w PRL-owskiej fabryce. Ci, którzy nie byli akurat na oddziale, albo odsypiali pracę, albo się zajmowali wszystkim innym: była codzienna msza, na której czasami spotykały się dwie grupy braci, liturgia godzin i nasze krakowskie „projekty”: pisanie prac zaliczeniowych w wypadku braci studentów, duszpasterstwo internetowe,

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się