Tu nazywasz się Gurtha
fot. christoffer engstrom / UNSPLASH.COM

Tu nazywasz się Gurtha

Oferta specjalna -25%

Dzieje Apostolskie

0 votes
Wyczyść

Viramundo, reż. Pierre-Yves Borgeaud

Na ekrany kin studyjnych wszedł właśnie film Viramundo. Jego bohaterem jest Gilberto Gil – a właściwie Gilberto Passos Gil Moreira, brazylijski pieśniarz, gitarzysta i kompozytor. Polityk. Od 2003 do 2008 roku minister kultury w Brazylii w rządzie Luiza Inácia Luli da Silva. Człowiek legenda. Gil to jedna z największych gwiazd popkultury Brazylii i współczesnej muzyki w ogóle, nagrywał m.in. z Yes, Pink Floyd, Incredible String Band czy Jimmym Cliffem.

Spotkanie

Gilberto Gil urodził się w Salvadorze, ale większość dzieciństwa spędził w Ituaçu. Jego ojciec był lekarzem, a matka nauczycielką. Wychował się, słuchając muzyki forró, później zainteresował się ulicznymi artystami. Jako dziecko uczył się gry na perkusji, trąbce i akordeonie. Jego niezwykła kariera rozpoczęła się od spotkania z Caetanem Velosem, z którym w 1963 roku zaczął grać bossa novę oraz ludowe pieśni brazylijskie. Zresztą z Velosem połączyło go coś więcej niż muzyka. W lutym 1969 roku obaj zostali aresztowani przez juntę i przewiezieni z São Paulo do Rio de Janeiro. Kiedy wyszli z więzienia, zmuszono ich do opuszczenia Brazylii. Gil i Veloso emigrowali do Wielkiej Brytanii, do Londynu. W 1972 roku Gil wrócił do Brazylii i skupił się na karierze muzycznej oraz działalności na rzecz ochrony środowiska, ale pod koniec lat 70. przeniósł się do Afryki i odwiedził Senegal, Wybrzeże Kości Słoniowej oraz Nigerię.

Gila uważa się za pioniera Tropicalismo – brazylijskiego ruchu artystycznego powstałego w latach 60. Później zainteresował się kulturą afroamerykańską, przede wszystkim muzyką reggae, którą uznał za najwspanialszą muzykę ludową świata. W 1976 roku podczas podróży do Afryki Gil spotkał się w Lagos ze Steviem Wonderem i Felem Kuti. Muzyka afrykańska, podobnie jak muzyka The Beatles, to jego najgorętsze źródło inspiracji.

Gilberto Gil nagrał łącznie 52 albumy, z których 12 uzyskało status złotych płyt, 5 platynowych, 7 uhonorowano Grammy, a wszystkich krążków sprzedał ponad 4 miliony. W maju 2005 roku został pierwszym pochodzącym z Ameryki Południowej laureatem Polar Music Prize, a w październiku tego samego roku odznaczono go Legią Honorową IV klasy.

Muzyk i minister

Film Viramundo, nieprzypadkowo zresztą, stał się częścią pionierskiego projektu Fundacji Legalna Kultura i Gutek Film, zgodnie z którym w tym samym czasie wprowadzane będą wybrane filmy na ekrany kin oraz na płatne serwisy VoD. Nieprzypadkowo, bo o taki właśnie dostęp do kultury i promowanie nowych technologii Gilberto Gil walczył jako minister kultury. Krótko po objęciu stanowiska zapoczątkował m.in. współpracę między państwem a Creative Commons. Jako minister sponsorował program „Punkty kultury”, zapewniający dostęp do technologii oraz edukacji muzycznej ludziom żyjącym na biednych obszarach. W 2008 roku Gil przestał pełnić funkcje polityczne i skoncentrował się na muzykowaniu i podróżach.

Właśnie. Idąc na pokaz, wiedziałam, że to film o tym człowieku, o jego podróżach i muzyce, ale w miarę trwania seansu coraz mocniej utwierdzałam się, że to nie Gilberto Gil jest jego bohaterem. A przynajmniej – nie tylko on. To po pierwsze. O sobie opowiada niewiele: że mógł muzykować, będąc ministrem kultury, że przebył dwie operacje strun głosowych, bo jako polityk za dużo mówił, a za mało śpiewał, i że nie czyta nut. Nic więcej. Gil nie chwali się, z kim grał, nie przytacza anegdot z tras koncertowych, niewiele wspomina o inspiracjach, nic o rodzinie.

To nie jest też film o podróżowaniu, choć mieści się w gatunku filmów drogi. Viramundo to bardziej heroiczna misja mająca na celu pokazanie miejsc, ludzi, kultury i natury w tradycyjnej, nierzadko rdzennej postaci. I wreszcie, to nie jest też do końca obraz o muzyce, choć wypełnia go ona od pierwszej do ostatniej minuty. Ale i bez filmu wiemy, że Gil to wyjątkowy muzyk. Tylko że zdecydowanie więcej mówią nam słowa prezentowanych utworów. To nie są piosenki o tym, że kochał, odszedł, żałuje, już nie kocha, nie wróci i nie tańczy z nim i dla niego. Gil śpiewa o problemach rasowych, ochronie środowiska, politycznym reżimie, braku poczucia przynależności. To cały czas jest film „o czymś” i jest to „coś”, co ukształtowało tych ludzi – najczęściej smutne, okrutne doświadczenia. Takie jak dotknęły też Gila: od więzienia, przez przymusową emigrację, po tragiczną śmierć jednego z dzieci.

Zagrać razem

Podróż rozpoczynamy od Brazylii, gdzie rozmowy z młodymi ludźmi o szerszym dostępie do kultury i cyfryzacji płynnie przeradzają się w dyskusje o największych problemach z tożsamością Brazylijczyków. Potem Australia, spotkanie w Sydney z ministrem ds. edukacji i rozmowa o Aborygenach. To spotkanie pokazuje zresztą, jak bardzo Australia i Brazylia, przez doświadczenia historyczne i problemy społeczne, są do siebie podobne.

Wreszcie jedna z najbardziej wzruszających scen: Oto grupa młodych Aborygenów rapuje przed swoim guru. Sama nie przepadam za rapem, ale to wyjątkowo piękny obraz. Wspólne muzykowanie, tworzenie, zamienia się właściwie w manifest – o tym, jak bardzo ci młodzi ludzie czują się gorsi, o ich prześladowaniu, kolonizacji, dramacie całych rodzin, wyrządzonych krzywdach i braku nadziei na lepsze jutro. Gil przysłuchuje się, kołysze i wreszcie zaczyna śpiewać. Skupione, poważne spojrzenie, pochylona głowa i rodzaj otwartości i zrozumienia, który towarzyszyć mu będzie już do końca filmu. Po tej scenie pada zdanie o tym, że nie zawsze można porozmawiać, ale zawsze można razem zagrać.

Po chwili jesteśmy świadkami ceremonii Aborygenów, w której muzyk weźmie udział i którą kamera rejestruje bez jakiegokolwiek oporu uczestników. Jestem przekonana, że to właśnie przez świadomość tego daru, jakim jest szacunek i poważanie ludzi nie tylko w Brazylii, Gil decyduje się na kręcenie filmu Viramundo. Człowiek, który tworzył program „Punkty kultury”, musi wiedzieć, że dzięki temu podejdzie do tych ludzi bliżej, kamera zarejestruje więcej, tradycja przetrwa dłużej. To przewaga rozumiana jako powinność. Wódz w Bawake na zakończenie ceremonii mówi: „Tu nazywasz się Gurtha”, co znaczy tyle co: „Jesteś jednym z nas”. Później będą razem muzykować przy ognisku i sączyć smutne, łzawe melodie grane przed okoliczną widownią z tym samym zaangażowaniem Gila co na koncercie w teatrze w Johannesburgu.

Wreszcie południowa Afryka – Soweto, potem wspomniany Johannesburg i spotkanie z Miagi Youth Orchestra, złożonej z muzyków z różnych krajów i kultur. Ta orkiestra to właściwie, jak mówi Gil, ziszczenie snu Nelsona Mandeli o tęczowym narodzie.

Na koniec jeszcze wracamy do Brazylii, by wysłuchać śpiewu młodej Indianki, która zaznacza, że robi to, żeby nie zapomnieć o tym, kim jest.

Obiecałam sobie, że nie zacytuję Debussy’ego. To chyba jednak nieuniknione. Słowa wydają się bezsilne – ale wciąż brzmi muzyka. Musica humana. Człowiek jest w tej muzyce, jak muzyka w człowieku. Nie wszystko można opowiedzieć za pomocą słów, więcej można zawrzeć w muzyce. Słowa zresztą nas obnażają, muzyka pozwala działać wyobraźni.

Viramundo to znakomity film na wakacje. Warto wybrać się w tę muzyczną podróż w najdalsze zakątki Ziemi całą rodziną. Przy dźwiękach wspaniałej muzyki, z cudownym przewodnikiem, podróżować w poszukiwaniu ginących kultur.

Tu nazywasz się Gurtha
Kalina Cyz

kulturoznawca i muzykolog, założycielka Warsztatu Mowy, terapeuta i trener mowy, logopeda specjalizujący się w emisji głosu oraz opóźnionym rozwoju mowy u dzieci, kurator projektów edukacyjnych. Współpracuje m.in. z Teatre...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze