Wiary się nie wstydzę…
fot. shannon ferguson / UNSPLASH.COM

Tak najkrócej można określić temat najnowszej książki Francisa Spufforda, absolwenta uniwersytetu w Cambridge, wytrawnego adepta pióra, akademickiego nauczyciela sztuki pisania, autora kilku pozycji z gatunku non-fiction oraz Red Plenty (Czerwony dostatek, Muza 2012), rzeczy o sowieckim tryumfalnym komunizmie wczesnych lat 60.

Zamierzam więcej o niej powiedzieć, gdyż w pełni zasługuje na uwagę, a najprawdopodobniej nieprędko, jeśli w ogóle, zostanie przetłumaczona na język polski. Jest do głębi brytyjska, niełatwa w warstwie językowej. Jest też mocno osadzona w realiach zachodnich, które polskie środowiska katolickie, niekoniecznie słusznie, uważają za dalekie i zupełnie nieprzystające do polskiej sytuacji. Mnie się jednak wydaje, że książka Spufforda przynosi bardzo ciekawe, miejscami ożywcze spojrzenie na sprawy wiary.

Jej tytuł wypełnia niemal całą okładkę: Unapologetic. Why Christianity can still make surprising Emotional Sense. Już w tytule autor odciął się od skojarzeń z klasyczną apologetyką, a jednocześnie kategorycznie stwierdził, że za swoje stanowisko (wiarę) przepraszać nikogo nie zamierza. W podtytule określa bliżej swoje zamierzenie. Jest to odpowiedź na hipotetyczne pytanie: dlaczego pomimo wszystko chrześcijaństwo wciąż ma zadziwiający sens z emocjonalnego punktu widzenia.

Poirytowany klimatem wytworzonym w ostatnim czasie przez tzw. czterech jeźdźców nowego ateizmu: Richarda Dawkinsa, Christophera Hitchensa, Daniela Dennetta i Sama Harrisa, którzy w wielu głośnych publikacjach dowodzili nie tylko bezsensu, ale wręcz wielkiej szkodliwości religii1 i konieczności uznania naukowego racjonalizmu za najwyższy i jedyny autorytet w kwestii przekonań – Francis Spufford daje interesującą replikę. Stwierdza, wyraźnie kierując tę uwagę do walczących pisarzy ateistów, że na temat religii nieco więcej mogą powiedzieć ludzie wierzący niż niewierzący.

 Z ateistami Spuffordnie zamierza walczyć w sposób „naukowy”. Nie uważa, aby można było udowodnić istnienie bądź nieistnienie Boga.Pomija więc teologiczne argumenty, a nawet ośmiela się podchodzić do nich krytycznie. Odpowiedź na pytanie, czy Bóg istnieje, jest sprawą wiary. Istnienie Boga nie ma związku z tym, czy w niego wierzymy, czy też nie. Nie potrzebujemy Boga do wytłumaczenia materialnych aspektów świata i – na tej samej zasadzie – żaden materialny aspekt nie może decydować o tym, czy Bóg istnieje. Osoba odrzucająca istnienie Boga – sugeruje Spufford – powinna się zastanowić, czy jej stanowisko nie wynika przypadkiem z emocjonalnego przekonania, a nie z tzw. naukowych względów.

Na wiarę Spufford postanawia spojrzeć od innej strony. Mieliśmy w historii chrześcijaństwa przykłady osobistych relacji o wierze, by wspomnieć najznamienitsze, jak choćby Wyznania św. Augustyna, Dzieje duszy św. Teresy z Lisieux czy Siedmiopiętrową górę Tomasza Mertona. Choć autor gdzieniegdzie przytacza wątki ze swojego życia, książka Spufforda nie jest autobiografią. Analogię ze wspomnianymi tekstami usprawiedliwia jednak właśnie ów głęboki, osobisty ton.

Z obserwacji religijnych poruszeń Spufford czyni metodę swojej książki. Nie ma tu jednak dychotomii – uczucia versus intelekt. Religijne emocje autor przepuszcza przez pryzmat logiki intelektu, a nawet więcej: niewątpliwej religijnej erudycji.

Książka jest więc obroną chrześcijańskich emocji, poruszeń umysłu – prawa do nich, ich racji bytu.

 „Dochodzę do poglądów, bo doznaję emocji, a nie odwrotnie”. Idee, dogmaty religijne są wtórne wobec odczuć. A dzisiejszy ateizm, któremu wydaje się, że wygrywa racjonalizmem, stara się nam wmówić, że uczucia religijne różnią się od pozostałych, są jakieś dziwaczne i należy się ich wstydzić, bo są niedojrzałe, żałosne. Spufford się z tym nie zgadza. Przecież wszyscy kochamy, marzymy, żywimy nadzieję, cieszymy się, złościmy, bolejemy, dziwimy, podziwiamy.Wiara w Boga w dużej mierze powiela schemat ludzkich związków – zauroczenie, wybór, zaufanie, wzrost zażyłości bądź zobojętnienie, momenty zwątpienia, wierność czy zdrady.

Grzech, wina i „coś nad nami”

Swój wywód Spufford rozpoczyna od spojrzenia na zło. Grzech kojarzy się dziś niemal wyłącznie z przyjemnością konsumpcji, folgowaniem sobie głównie w kwestii jedzen

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
Najniższa cena w ostatnich 30 dniach: 0,00 PLN
Wyczyść

Zaloguj się

Wiary się nie wstydzę…
Joanna Petry Mroczkowska

dr nauk humanistycznych, tłumaczka, eseistka, krytyk literacki.W związku z pobytem w Stanach Zjednoczonych zajmuje się w ostatnich latach głównie tematyką dotyczącą kultury amerykańskiej oraz chrześcijańskiego feminizmu....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszykKontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze