Przebaczyć mogę tylko ja
fot. sharon mccutcheon / UNSPLASH.COM

Słowo „przebaczenie” zostało dziś bardzo zawłaszczone przez psychologię. Mamy przebaczać wszystkim, wciąż, zawsze, wszędzie – to łatwe. Taka pop-psychologia, która odrywa się od swoich korzeni.

Katarzyna Kolska, Wojciech Dudzik OP: Przychodzi ktoś i mówi: chcę przebaczyć, ale nie umiem. Co komuś takiemu radzisz na początku?

Paweł Krupa OP: Przede wszystkim nie mówię mu od razu: musisz. To są często bolesne i delikatne sprawy, a przebaczenie ma być darem, a nie rodzajem żołnierskiego obowiązku.

Przygotowując się do tej rozmowy, próbowałem sobie przypomnieć, jakiego słowa na przebaczenie używa łacina. Odszukałem w Ewangelii fragment, w którym Piotr pyta Jezusa o to, ile razy ma przebaczyć, i tam użyto słowa dimittere. No tak, przecież to oczywiste! Mówimy to w Ojcze nasz po łacinie. Dimittere znaczy dosłownie to, co mówimy po polsku: „prze-baczać”, nie patrzyć, odpuścić sobie, ominąć, odłożyć. W tych słowach przebaczenie ma w sobie coś pasywnego, a my często myślimy o nim od strony aktywnej. Przebaczenie jest więc niezauważaniem tego, co złe, przechodzeniem nad tym dalej. Nikt nie każe mi od razu kochać i czynić gestów. W takiej perspektywie kładę nacisk na to, żeby nie patrzeć na krzywdę.

Mam udawać, że nic się nie stało?

Mam przede wszystkim wypuścić tego człowieka z jakiegoś złego, uporczywego „uścisku”. To, co mówię ludziom o przebaczeniu, opieram na tym, co napisał C.S. Lewis. W jednej ze swoich książek robi rozróżnienie między usprawiedliwieniem a przebaczeniem. Usprawiedliwiamy to, co da się racjonalnie wytłumaczyć. Przebaczamy tylko to, czego nie sposób wytłumaczyć. Radzę więc takiej osobie, która nie potrafi przebaczyć: popatrz, czy masz do czynienia z sytuacją, w której możesz tego człowieka zrozumieć, czy też naprawdę nie ma nic racjonalnego w jego zachowaniu. Jeśli nie ma, to rozpamiętywanie nic nie da.

Usprawiedliwienie to zakrycie małej plamy na obrusie, a przebaczenie to wypranie obrusu z wielkiej plamy od barszczu?

Nie. Bo tu nie chodzi o wielkość krzywdy. Tylko o jej pochodzenie. Jeżeli, siedząc przy stole, przypadkiem potrącę wazę z barszczem, bo mocno gestykuluję, to mogę liczyć na usprawiedliwienie. Jeśli jednak z czystą złośliwością i premedytacją rozleję barszcz na śnieżnobiałym obrusie, to moje zachowanie jest nieracjonalne. Wtedy potrzebuję przebaczenia. Plama może być tak samo duża, ale chodzi o intencje. To, czego nie można jakoś racjonalnie wytłumaczyć, trzeba przebaczyć.

Trudno mi się zgodzić z tymi plamami. Drobna sprzeczka małżeńska to nie to samo, co zdrada.

Będę się upierał przy swoim. W przebaczeniu nie jest istotne, czy chodzi o sprzeczkę, czy o zdradę. Istotne jest to, że ja nie wiem, dlaczego tak się sta

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się