Tak dużo pytań
Oferta specjalna -25%

Drugi List do Koryntian

0 opinie
Wyczyść

Czasem pyta Pana Boga, czemu zesłał mu akurat taki krzyż. Wolałby nie słyszeć i nie mówić. Uważa, że głuchoniemi mają lżej. Ale zaraz uświadamia sobie, że inni dźwigają większe krzyże.

Nero jest owczarkiem niemieckim. Gdy rozmawiamy, cały czas waruje przy swoim panu. Gdy ktoś obcy wchodzi do pokoju, podrywa się i zasłania swoim ciałem opiekuna.

Nero potrafi omijać przeszkody, skręcić na komendę w lewo lub w prawo i zatrzymać się przed niespodziewanym uskokiem.

Na ulicy Dariusz Janów trzyma Nero za uprząż lewą ręką. W prawej ściska białą laskę, którą bada grunt.

* * *

Skończył dwadzieścia sześć lat. Nie widzi od sześciu.

Usłyszał kiedyś, jak ktoś poruszający się na wózku inwalidzkim powiedział, że pogodził się ze swoim kalectwem. Nie uwierzył mu. – Z kalectwem nie można się pogodzić – mówi Darek. – Można je najwyżej zaakceptować.

Jemu kalectwo pomaga akceptować wiara. Gdyby nie ona, mówi, to by chyba zwariował.

* * *

Od dziecka słabo widział (urodził się z nieuleczalną wadą wzroku). Przedszkole dla dzieci niepełnosprawnych, integracyjna podstawówka. A gdy dorósł – ośrodek dla niewidomych w podwarszawskich Laskach.

Gdy szedł do Lasek, miał dwadzieścia lat. Przestał już wtedy widzieć. To był trudny moment w jego życiu. Bo wcześniej, choć słabo, to przecież coś widział, a teraz ogarnęła go zupełna ciemność. I to już nieodwołalnie, na całe życie.

Laski nauczyły go, jak orientować się w przestrzeni i radzić sobie ze zwykłymi, codziennymi czynnościami. Tam zdobył zawód (pomocnik stolarza) i nauczył się poruszać za pomocą białej laski. Tam, mówi, nauczył się żyć w ciemności.

* * *

Żal mu wielu rzeczy. Tego, że nie może prowadzić samochodu (zawsze chciał być kierowcą). Żal, że nie zagra z kolegami w piłkę. Że nie może pracować, jak inni. I że ominie go tyle innych fajnych rzeczy.

Czasem zadaje sobie jednak pytanie: A może gdyby był pełnosprawny, wcale by się nie sprawdził w życiu?

Wie tylko, że nigdy nie znajdzie już na nie odpowiedzi.

* * *

To, że kiedyś trochę widział, nie miało znaczenia wtedy, gdy zupełnie stracił wzrok. Od nowa musiał uczyć się najprostszych czynności, zupełnie jak dziecko. Na przykład ubierania. Kiedyś wystarczyło spojrzeć. Teraz, gdy zakłada sweter, musi najpierw go dotknąć, żeby nie włożyć na lewą stronę. W szafie rzeczy ma ułożone kolorami; musi przecież wiedzieć, jaką koszulę założyć do jakich spodni, żeby kolory się nie gryzły i żeby nie wyglądał, jakby szedł na bal przebierańców.

Musiał się nauczyć jeść. Niewidomy powinien mieć potrawy ułożone na talerzu w określonym miejscu. Mięso tam, gdzie zegar pokazuje godzinę dwunastą, ziemniaki na trzeciej po południu, a surówki na czwartej. Gdy Darek jest w restauracji, prosi kelnera, aby tak właśnie poukładał dania na jego talerzu.

– Wszystkiego musiałem się nauczyć od nowa – powtarza.

Po chwili: – Wiary też.

* * *

Dominikanin ojciec Paweł Gużyński (zna Darka od roku) twierdzi, że niepełnosprawni nie wierzą inaczej niż ludzie zdrowi ani nie stawiają innych pytań. – Tylko stawiają je szybciej, bo sytuacja ich do tego przymusza. Tak zwany normalny człowiek stawia je w sytuacjach granicznych, a dla niepełnosprawnych codzienne życie jest bezustanną graniczną sytuacją.

* * *

Na tamte rekolekcje nie chciał jechać. Namówiła go córka koleżanki mamy (przekonywała go chyba z tydzień).

Był wtedy w fatalnym stanie. Wydawało mu się, że życie nie ma sensu. Z domu prawie wcale nie wychodził. A jeśli już, to z mamą, którą trzymał pod rękę. Teraz, gdy to wspomina, przyznaje, że był w depresji.

Podczas rekolekcji poznał młodego księdza, chrystusowca, Jurka. Usłyszał od niego: „Wiara w Pana Boga jest największym skarbem, jaki człowiek może posiadać. Ale ty sam musisz to odkryć”.

Długo ze sobą rozmawiali. Gdy rekolekcje się skończyły, zaczęli wysyłać do siebie listy. To były listy mówione. Nagrywali je na dyktafon i przesyłali sobie kasety.

Darek mówi dziś: – Miałem szczęście, że w tamtej chwili Pan Bóg postawił na mojej drodze właściwego człowieka.

Ksiądz Jurek wszedł w jego życie w najwłaściwszym momencie. Kto wie, może go uratował?

* * *

– W kalectwie zawsze jest bunt – mówi. Skłamałby, gdyby powiedział, że się nie buntuje.

Objawia się to różnie. Ale najczęściej złością. Złości się, gdy czegoś nie może zrobić albo gdy coś go omija. Niedawno był w teatrze. Jego towarzysz opowiadał mu poszczególne sceny. Ale denerwowało go, że nie może tego zobaczyć.

Czasem jest bunt przeciwko Bogu. Pyta wtedy: „Panie Boże, dlaczego tak musi być?”.

Bunt to w jego życiu niemal codzienność. Nawet gdy wszystko dobrze się układa. Niby zaakceptował swój los, ale w tle zawsze jest jakaś zadra.

* * *

Nero jest dla niego bardzo ważny. Darek nazywa go przyjacielem. Wie, że wielu ludzi mówi tak o swoich czworonogach. Ale nie zdają sobie sprawy, co to tak naprawdę znaczy. Dopiero niewidomy, który ma psa przewodnika, może w pełni docenić psią przyjaźń.

Dzięki temu, że ma Nero, czuje się bardziej bezpieczny i niezależny. Biała laska nie daje takiego komfortu poruszania się samemu po mieście jak pies. Wystarczy, że autobus zatrzyma się dalej od krawężnika. Wtedy Nero nie wchodzi do niego powoli, ale wskakuje. Dla Darka to znak, że musi uważać, by nie wpaść w dziurę.

Wielu niewidomych nie wychodzi z domu. Nie chcą, rodzina im nie pozwala albo nie potrafią poruszać się samemu w terenie. Darek mówi, że ci, których widujemy na ulicy, na przystanku czy w autobusie, to tylko garstka.

On nigdy nie chciał być tylko w domu. Zawsze pragnął mieć zajęcie i być aktywny, bo to go buduje. Dlatego skończył liceum. – Takie normalne, dla wszystkich – mówi.

* * *

Czasem pyta Pana Boga, dlaczego zesłał mu akurat taki krzyż. Jeśli już, to raczej wolałby być głuchoniemy. Uważa, że miałby wtedy lżej.

I co mu Pan Bóg odpowiada?

Najczęściej nic nie odpowiada.

Wtedy sam próbuje znaleźć odpowiedź.

I do czego dochodzi?

Że są ludzie, którzy dźwigają jeszcze większe krzyże niż on. Zrozumiał to, gdy był kiedyś w hospicjum i spotkał ludzi chorych na raka. Niektórym zostało niewiele życia. Poczuł wyrzut sumienia, że narzeka na swoje inwalidztwo.

* * *

Współczucie? Nie lubi tego.

Najbardziej skorzy do współczucia są ludzie starsi. Podchodzą czasem i mówią: „Ojej, jaki pan biedny, może pomóc?”. Wydaje im się, że w ten sposób ulżą jego nieszczęściu. Odpowiada wtedy zwykle, że mogłoby być gorzej.

Zresztą nie wdaje się w przypadkowe rozmowy. Nie chce i nie bardzo może sobie na nie pozwolić. Gdy stoi na przystanku albo jedzie autobusem, musi uważać, żeby nie przegapić pojazdu albo przystanku.

A w ogóle, to uważa, że społeczeństwo nie jest przygotowane do kontaktu z niewidomymi. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak zwykłą bezmyślnością mogą utrudnić życie takim, jak on.

Przykład: wysiadał dziś z autobusu, a ktoś, nie pytając, chwycił go z tyłu za ramię, bo chciał mu pomóc. A skąd on mógł wiedzieć, że chodzi o pomoc? Przecież nie widzi. Jeżeli niewidomemu chce się w czymś pomóc, to trzeba go zapytać, czy sobie tego życzy.

Inny przykład: wystarczy, że ktoś postawi samochód na chodniku, a on tamtędy akurat idzie. Nagle napotyka na przeszkodę, której miało nie być. Traci wtedy zupełnie orientację i cały porządek się wali.

* * *

Jedną z osób, która nauczyła go żyć z własnym kalectwem, była Beata. Nie miała obu nóg. Jeździła na wózku inwalidzkim. Nie narzekała na swój los. Zachowywała się tak, jakby nic się nie stało.

Podróżowali kiedyś razem pociągiem. Nim Beata wysiadła, musiała poszukać konduktora i jeszcze drugą osobę, żeby pomogli znieść wózek na peron. Wykazała się niesamowitą zaradnością. Zrozumiał wtedy, że są ludzie w gorszym od niego położeniu, a przecież sobie radzą.

Beata zmarła pół roku temu. Gdy jest mu trudno, myśli wtedy o niej i o tym, jakby ona się w takiej sytuacji zachowała.

* * *

Ze strony www.niewidomi.org.pl (Darek pisze tam czasem na forum):

„Jesteśmy normalnymi ludźmi, mamy tylko problem ze wzrokiem”.

Tak, uważa się za normalnego. Pewnie, że ślepota, to dość duża ułomność. Ale tego już nie zmieni, a żyć przecież trzeba. I trzeba wypełnić to życie czymś sensownym.

„Męczy nas bierne siedzenie w domu wynikające często z braku wiary w możliwość kreowania własnego życia i nadopiekuńczości naszych najbliższych”.

Jego mama też była nadopiekuńcza. Gdy powiedział, że będzie sam wychodził z domu, nawet słyszeć o tym nie chciała. Pomógł mu przypadek. Wracali kiedyś razem do domu tramwajem. Trzeba było się przesiąść. Mama siedziała w innym miejscu i zagapiła się. On liczył przystanki i wysiadł na właściwym. Do domu dotarł sam. Od tamtego czasu nie musiał już przekonywać, że da sobie radę.

„Przeszkadza nam odkryta w sobie postawa roszczeniowa”.

Nigdy nie myślał, że skoro jest niewidomy, to wszystko mu się od życia należy. Ale wie, że wielu niewidomych tak właśnie myśli. Darek uważa to za błąd. – Niepełnosprawny potrzebuje często pomocy i wsparcia – mówi – ale nie powinien wykorzystywać swojej sytuacji. Raz, że to nieuczciwe. Dwa, że przestaje być samodzielny.

Dlatego unika środowiska ociemniałych. Prawie wszyscy, których zna, to widzący.

* * *

Wybrał się kiedyś z Nero do jednego z poznańskich kościołów. Podszedł do niego ksiądz i kazał wyjść. – Powiedział, że z psem nie wolno wchodzić, bo to miejsce święte – opowiada.

Darek tłumaczył, że jest niewidomy i że to pies przewodnik. Ksiądz uwierzył, przyjął to do wiadomości, ale na obecność psa w kościele nie chciał się zgodzić.

Darek nie posłuchał i został. – Jestem uparty – mówi.

Ksiądz też był uparty. Pozwolił mu zostać, ale przy drzwiach. Darek poczuł się, jak wyrzucony z kościoła.

Jakby tego było mało, jakaś kobieta dała mu złotówkę, bo myślała, że jak stoi w drzwiach, to jest żebrakiem. Poczuł się jeszcze bardziej upokorzony.

* * *

Ojciec Paweł Gużyński o niepełnosprawnych: – Oni są pytaniem postawionym Kościołowi o wierność Ewangelii, która wymaga, żeby stanąć po stronie biednych, chorych i cierpiących.

Ojciec Paweł sądzi, że jako chrześcijanie nie zdajemy tego egzaminu: – Lękamy się niepełnosprawnych, dlatego od nich uciekamy i wolelibyśmy ich w ogóle nie spotykać. A przecież oni nie są dziwni ani inni. Tylko nie znamy ich i boimy się trudu, jaki czasem musielibyśmy dla nich ponieść.

Nie tylko wierni nie zdają tego egzaminu, duchowni też, uważa ojciec Paweł. Kościół prowadzi oczywiście wiele instytucji, które służą ludziom kalekim i chorym, ale zwykłe parafie nie są do tego zupełnie przygotowane.

Dlatego ojca Pawła nie dziwi, że niepełnosprawni idą czasem w tak zwanych marszach równości, które organizują geje i lesbijki. Choć wie, że służą tam tylko za parawan do promowania lobby mniejszości seksualnych.

A inni niepełnosprawni (pewnie jeszcze większa część) siedzą w domu i non stop słuchają Radia Maryja. Ojciec Paweł ma jednak duże wątpliwości co do strony formacyjnej tego radia.

Ale nie dziwi się niepełnosprawnym. – Idą tam, gdzie mówi się o ich problemach.

* * *

Marzenia Darka: nauczyć się jazdy na rolkach i tańca towarzyskiego.

* * *

Powszedni dzień. Południowa msza święta w poznańskim kościele dominikanów. Tak zwana konwencka, bo uczestniczą w niej wszyscy zakonnicy z danego klasztoru – cały konwent.

Darek siedzi w ostatniej ławce po lewej stronie. To jego stałe miejsce. Nie chce przeszkadzać innym ludziom i może podejść prosto do ołtarza, gdy idzie do komunii.

Po tamtym incydencie, kiedy ksiądz kazał mu wyjść z psem z kościoła, poszedł do przeora dominikanów i zapytał, czy może przychodzić z Nero. Przeor zgodził się od razu. To był pierwszy kościół w mieście, w którym nikt nie robił mu problemów. W innych księża zawsze mieli jakieś obiekcje. W końcu wystarał się w kurii o zaświadczenie, że może wchodzić z psem do świątyni, po uzgodnieniu tego z proboszczem.

Spędza sporo czasu w kościele. Ale nie, nie jest dewotem. Po prostu czuje taką potrzebę. Jego wiara nie jest ślepa. Gdyby tak było, nie miałby tylu pytań i wątpliwości.

Bo to nie jest tak, że skoro już wierzy, to na amen. Ostatnio przeżywa nawet kryzys wiary. Zresztą w ogóle to nie jest najlepszy okres w jego życiu. Dlatego ma tak dużo pytań i wątpliwości.

A może – zastanawia się – skoro tak pyta i wątpi, to znaczy, że naprawdę wierzy?

* * *

„Ślepy” – słyszy czasem za sobą. Po głosie poznaje, że to rozwydrzone nastolatki próbują go zaczepić albo jakiś pijaczek chce mu naubliżać.

Nie reaguje. Bo co to da. Nawet nie jest mu przykro. Instruktor w Laskach nauczył go, żeby nie przejmować się takimi rzeczami.

Czuje się gorszy? Nie, przecież zaakceptował siebie.

* * *

Kiedy czegoś nie może robić, szuka zastępczego rozwiązania. Tak było z jazdą na rowerze. Zawsze to lubił (kiedy był mały i trochę widział, sam jeździł). Teraz wymyślił, że może jeździć na tandemie, ale nie miał pieniędzy na rower. Poszedł do jednej z redakcji i chciał dać ogłoszenie, że szuka starego tandemu. Dziennikarka napisała reportaż. Po publikacji czytelnicy złożyli się dla niego na nowy.

Ale rower to jeszcze za mało. Trzeba znaleźć kogoś (rzecz jasna, widzącego), kto będzie chciał jeździć w parze z niewidomym. Rozwiesza więc ogłoszenia: „Osoba niewidoma poszukuje przewodnika na tandem”. Od czasu do czasu ktoś się zgłosi.

Rok temu chciał jechać z pielgrzymką rowerową do Częstochowy. Dał ogłoszenie, że potrzebuje kogoś do tandemu. Zgłosiła się Natalia. Myślała, że chce pojeździć po mieście. Gdy powiedział jej, że chodzi o pielgrzymkę, odpowiedziała, że musi się zastanowić. Denerwował się, bo zależało mu na tej Częstochowie. Chciał wybrać się w pewnej intencji (nie powie, w jakiej).

Natalia zadzwoniła po tygodniu. Powiedziała, że się zgadza.

W kilkudziesięcioosobowej grupie pielgrzymów był jedynym niewidomym. W tydzień przejechał sześćset kilometrów, bo rowerami wracali również z Częstochowy do Poznania. Poczuł się szczęśliwy.

* * *

„Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was” – napisał Apostoł Piotr.

To życiowe motto Darka (podsunął mu je ksiądz Jurek, chrystusowiec). Często wraca do tego zdania. Rozumie je tak: gdyby Panu Bogu na nim nie zależało, to by go nie było w Kościele.

Wierzy, że Bóg dał mu wiarę właśnie po to, żeby łatwiej mógł znosić swoje kalectwo. Zrozumiał, że wiara jest w krzyżu, w chorobie, w cierpieniu i w ogóle wszędzie tam, gdzie jest trudno.

Czasem jednak się zniechęca. A właściwie to inni go zniechęcają. Mówi na przykład księdzu, że chciałby się wyspowiadać w zamkniętym pomieszczeniu – jako niewidomy ma wyostrzony słuch i rozprasza go hałas, gdy klęczy przed konfesjonałem. Ale ksiądz mu mówi, że spowiada tylko w konfesjonale. Czuje się wtedy odtrącony.

* * *

O co się najczęściej modli?

Ostatnio o dziewczynę. Chciałby mieć kogoś, kto byłby gotów związać się z nim na stałe. Nie chce być całe życie samotny. W końcu, oprócz tego, że nie widzi, jest przecież normalny. A każdy normalny człowiek chce mieć rodzinę.

Zaczął nawet pisać na chrześcijańskim portalu www.przeznaczeni.pl. Strona reklamuje się tak: „Chcemy tworzyć świat pełen szczęśliwych małżeństw i rodzin zbudowanych na dojrzałej miłości ludzkiej i na Bogu, który sam jest Miłością”. To nie jest zwykły portal matrymonialny. Na tej stronie ludzie opowiadają też, jak żyć wiarą w małżeństwie czy rodzinie.

Darek zamieścił tam swoje zdjęcie i adres. Czasem ktoś do niego napisze. Liczy, że może znajdzie dziewczynę, która zechce z nim spędzić życie (pokocha go).

Tak, boi się samotności.

* * *

Ojciec Paweł Gużyński poznał Darka, gdy mocował się on z wielkim dylematem. Dylemat brzmiał: Czy warto się w życiu starać czy nie? Czy warto się zmagać ze swoim kalectwem, czy nie?

Zakonnika nie dziwiło to pytanie. – Darek przeżywał wtedy trudny czas, bo wiele rzeczy po ludzku akurat mu się nie udawało. Każdy by się w takim momencie załamał – mówi.

A co Darkowi odpowiadał?

– Że zawsze warto się starać.

Jednak ojciec Paweł też czuje się bezradny w zetknięciu z cudzym cierpieniem.

Sam wierzy oczywiście, że Bóg potrafi wyprowadzić ze zła dobro i nadać sens każdemu trudnemu doświadczeniu. Tylko jak przekonać o tym kogoś, kto znajduje się w niedoli, gdy samemu się tego nie doświadcza? Ojciec Paweł nawet nie próbuje tego robić. Tłumaczy tylko, że zna ludzi, którzy sobie z tym poradzili, i że warto podjąć taki trud. Mówi, że sztuka ludzkiego życia polega na afirmacji własnego istnienia. I że istnienie znaczy więcej niż nieistnienie. Nawet jeśli (jak w wypadku chorych czy kalekich) to nieistnienie naznaczone jest większym brakiem niż u ludzi pełnosprawnych. Ale to wszystko tylko filozoficzne rozważania.

– Każdy niepełnosprawny sam musi to zaakceptować. Nikt nie jest w stanie tego zrobić za niego – mówi ojciec Paweł.

Wydaje mu się, że Darek to zaakceptował.

* * *

Czy Darek czuje się szczęśliwy?

Trudne pytanie. Odpowie tak: Gdyby nie odkrywał szczęścia w życiu, to myśli, że by go nie było.

* * *

Świat, ten, który poznał, kiedy jeszcze trochę widział, zaciera mu się coraz bardziej w pamięci. Zapomina powoli, jak wyglądają kolory i poszczególne przedmioty. Wie, że im będzie starszy, tym mniej będzie pamiętał.

Ostatnio stał ze znajomymi przed jakimś zamkiem. Zastanawiał się, jak on w rzeczywistości wygląda. Teraz, gdy rozmawiamy, zastanawia się, jak może wyglądać stół, przy którym siedzimy.

* * *

Czego się boi najbardziej?

– Boję się stracić wiarę. Bo wiara trzyma mnie przy życiu.

Grozi mu to?

– To się każdemu może zdarzyć.

Nie myśli czasem, że lepiej byłoby nie żyć?

– Przecież życie jest fajne.

Wydaje mu się, że kiedyś, gdy jeszcze widział, nie doceniał tego. Wszystko mu jakoś umykało. Teraz jakby bardziej skupiony jest na życiu. Każdą chwilę stara się dokładnie śledzić, jakby miała być ostatnia.

Tak dużo pytań
Stanisław Zasada

urodzony w 1961 r. – dziennikarz, reporter, absolwent polonistyki na UMK w Toruniu oraz Polskiej Szkoły Reportażu. Współpracuje m.in. z „Tygodnikiem Powszechnym” i „Gazetą Wyborczą”. ...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze