Skąd mam wiedzieć, że zmieniliście wodę?!

Skąd mam wiedzieć, że zmieniliście wodę?!

Jeżeli wasz Bóg jest taki, jak Go portretujecie, to niezależnie od tego, co na tej ziemi zrobię, w co będę wierzył i jak będę postępował, On mnie sprawiedliwie osądzi i wpuści do swojego domu.

Katarzyna Kolska, Roman Bielecki OP: W swojej książce Bóg, kasa i rock’n’roll, którą napisałeś wspólnie z Szymonem Hołownią mówisz, że Kościół ma dobry produkt, ale kiepski PR. Możesz powiedzieć, co miałeś na myśli?

Marcin Prokop: Problemem chrześcijaństwa jest powszechność. Czyli to, że jego przesłanie ma z założenia trafiać do wszystkich, zarówno do biednych rybaków, którzy poza swoją plażą i kutrem świata nie widzieli, jak i do subtelnych intelektualistów czy profesorów. Jeśli coś jest adresowane do wszystkich, trudno to sprzedać w taki sposób, żeby dla każdego było satysfakcjonujące. Chrześcijaństwo próbuje wyciągnąć jakąś medianę i mówić językiem zrozumiałym i dla jednej, i dla drugiej skrajności. Tyle że dla mnie wszystko, co jest środkiem drogi, jest mniej interesujące, miałkie i nijakie. Ksiądz, gdy staje na ambonie, mówi do wszystkich, a ja bym chciał, żeby jego język był tak zindywidualizowany, żebym czuł, że on bardziej mówi do mnie niż do pani w berecie obok. Przybliżenie Słowa Bożego wymaga głębokiej refleksji i myślenia abstrakcyjnego, a mam wrażenie, że próbuje się je sprowadzić do dosłownej mitologii, idąc często na intelektualne skróty.

Zgadzam się, że istnieje kościelny mainstream, ale to wcale nie znaczy, że w całej ofercie kościelnej nie jesteś w stanie znaleźć propozycji dla siebie, czyli takiego języka, który by cię zadowolił.

Tak, ale ta intelektualna nisza jest nieproporcjonalnie słabiej reprezentowana. Jest znacznie większa szansa na to, że wchodząc na mszę do przypadkowego, pierwszego z brzegu kościoła, trafię na ckliwy, niezbyt porywający, pełen wyświechtanych frazesów i zakurzonych myśli spektakl, który nie otworzy mi żadnej nowej klapki w głowie, niż na to, że spotkam kogoś, kto będzie mnie potrafił zaintrygować, zmusić do autentycznej refleksji, pobudzić moją głowę i duszę. Szczerze mówiąc, za czasów mojej kościelnej aktywności nigdy mi się nie zdarzyło trafić na diecezjalnego księdza – a traktuję go jak duchowego lekarza pierwszego kontaktu – zdolnego wywrzeć na mnie jakikolwiek wpływ czy wypisać stosowną receptę na moje problemy i pytania. Trochę ciekawiej się robi, kiedy się wejdzie między zakonników, ale jeśli to pierwsze zetknięcie z Kościołem okaże się już na wstępie zniechęcające, to potem mało kto znajdzie w sobie determinację, żeby szukać głębiej.

Czy tylko w chrześcijaństwie nie odnajdujesz nic, co by do ciebie trafiło, czy w ogóle nie ma takiej religii, która by cię przekonała?

Nie traktuję religii jako kwestii wyrachowanego wyboru. To nie jest dla mnie równoznaczne z wejściem do supermarketu, w którym stoją opakowane doktryny, a ja sobie wybieram ładniejszą, bardziej kolorową i pasującą dla mnie. Wiara bierze się z jakiegoś głębszego drgnięcia w tobie. Jeżeli mimo włożonego wysi

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się