Baśka miała dobry gust
Oferta specjalna -25%

Hewel. Wszystko jest ulotne oprócz Boga

3 opinie
Wyczyść

Nowa ewangelizacja to nie atrakcyjny make up na liturgicznym obliczu Kościoła, lecz pójście z Ewangelią w świat: z nową gorliwością i z nowymi metodami.

Termin „nowa ewangelizacja” robi w Kościele karierę, zwłaszcza teraz, gdy w Watykanie ustanowiono odnośną dykasterię, a w ślad za tym – komisję w ramach Konferencji Episkopatu Polski. Czy jest w Polsce ktoś, kto nie chciałby się włączyć w nową ewangelizację? Pewnie nawet tradycjonaliści w ten sposób postrzegają popularyzację liturgii rzymskiej w formie nadzwyczajnej. Wszyscy chcą ewangelizować po nowemu, bo ewangelizowanie po staremu – jak się powszechnie wydaje – przestało być skuteczne. Czy na pewno? I co to właściwie znaczy „po nowemu”?

Po nowemu

Przyjmuje się, że po raz pierwszy pojęcia „nowa ewangelizacja” użył Jan Paweł II 9 marca 1983 roku podczas podróży na Haiti z okazji XIX Zgromadzenia Rady Biskupów Ameryki Łacińskiej. Wezwał wówczas do ewangelizacji nowej „w swym zapale, w swych meto­dach, w swym wyrazie”1. Jan Paweł II używał jednak tego pojęcia już wcześniej. Znajdujemy je choćby w homilii wygłoszonej podczas pierwszej wizyty w Polsce, 9 czerwca 1979 roku w Nowej Hucie–Mogile. Papież powiedział wówczas m.in.: „Na progu nowego Tysiąclecia wchodzi na nowo Ewangelia. (…) Rozpoczęła się nowa ewangelizacja, jak gdyby druga, a przecież ta sama, co pierwsza”2. Zatem nowa ewangelizacja – co znamienne – zaczęła się w rzeczywistości od Polski.

Wezwanie to powtórzył Ojciec Święty, kończąc swą czwartą pielgrzymkę: „Wciąż mówimy o potrzebie nowej ewangelizacji. Po Soborze Watykańskim II zrodziła się ta świadomość, ta potrzeba nowej ewangelizacji starego przecież kontynentu, starych przecież społeczeństw, chrześcijańskich społeczeństw – jednak nowa ewangelizacja”3. Temu tematowi poświęcone były również dwa przemówienia wygłoszone podczas wizyty ad limina apostolorum dla biskupów polskich w dniach 12 i 15 stycznia 1993 roku. Istotą nowej ewangelizacji winno być „duszpasterstwo (…) misyjne, które nie czeka biernie, lecz wyrusza na poszukiwanie zagubionych owiec”4.

W kolejnych dokumentach papieża Jana Pawła II pojęcie „nowa ewangelizacja” poszerza się i nabiera dodatkowych znaczeń. Najpełniej­szą chyba jego definicję znajdujemy w adhortacji Pastores dabo vobis, w której Papież, nazywając nową ewangelizację „naczelnym zadaniem duszpasterskim”5 oraz „najistotniejszym i niecierpiącym zwłoki zadaniem Kościoła u końca drugiego tysiąclecia”, precyzuje, że domaga się ona „nowej gorliwości, nowych metod i nowego sposobu głoszenia i dawania świadectwa Ewangelii”6.

W wydanej 7 grudnia 1990 roku encyklice Redemptoris missio, nazwanej Wielką Kartą misji na progu Trzeciego Tysiąclecia, papież Jan Paweł II wskazuje przede wszystkim na nowość sytuacji, w której się dokonuje nowa ewangelizacja. Przypomina­jąc o aktualności ewangelizacji misyjnej ad gentes i duszpasterskiego zaanga­żo­wania Kościoła wśród wiernych, Papież przypomina, że dzieło ewangeli­zacji musi być prowadzone także tam, „gdzie całe grupy ochrzczonych utraciły żywy sens wiary albo wprost nie uważają się już za członków Ko­ścioła, prowadząc życie dalekie od Chrystusa i od Jego Ewangelii”7. Ponadto papież podkreśla, że „również w krajach tradycyjnie chrześcijańskich znajdują się (…) grupy ludzi i obszary, do których ewangelizacja nie dotarła. Konieczna jest zatem również w tych krajach nie tylko nowa ewangelizacja, ale w pewnych wypadkach nawet pierwsza ewangelizacja”8. Do takich obszarów geograficznych i kulturowych Papież zalicza: wielkie aglomeracje miejskie, niechrześcijan, którzy na skutek migracji zamieszkują pośród chrześcijan (studia, praca, warunki polityczne, gospodarcze), środki masowego przekazu, sferę kontaktów międzynarodowych, a także świat nauki i kultury9.

Fajna msza

Piszę o tym wszystkim, co być może wydaje się już dobrze znane, by jeszcze raz uświadomić sobie, czym nowa ewangelizacja jest, a czym nie jest. Po pierwsze, dotyczy ona raczej środowisk niż miejsc. Owszem, kojarzymy ją najbardziej z Europą (zwłaszcza z Europą Zachodnią), ale ci, do których jest skierowana mieszkają właściwie wszędzie. Łatwiej wykreślić na mapie tereny misyjne niż „nowoewangelizacyjne”. Jej adresatami są środowiska i grupy ludzi, którzy zetknęli się już z chrześcijaństwem, żyją w kulturze o chrześcijańskich korzeniach, najczęściej są też ochrzczeni (a może nawet bierzmowani i „wykomunikowani”), ale nigdy nie przeszli właściwego procesu inicjacji chrześcijańskiej. Inaczej mówiąc: nie wierzą, choć formalnie do Kościoła przynależą. W gruncie rzeczy potrzebują oni pierwszej ewangelizacji, bo jej nigdy de facto nie przeżyli, byli raczej przedmiotem kościelnej socjalizacji.

Powiedziawszy to, trzeba natychmiast zauważyć, że nowa ewangelizacja nie wyczerpuje działania Kościoła. Duszpasterstwo parafialne, czyli tzw. ewangelizacja pastoralna, pozostaje wciąż ważna i wciąż ma swoje miejsce w Kościele i nie należy jej mylić z nową ewangelizacją. Podkreślam to, gdyż coraz częściej spotykam się z różnego rodzaju nowymi pomysłami, którymi bombardowani są ludzie przychodzący do kościoła. Nie znaczy to oczywiście, że w ramach duszpasterstwa parafialnego (ad intra) nie należy szukać nowych form i pomysłów, ale powinny być one różne od tych, które można i należy zastosować w działaniu stricte ewangelizacyjnym (ad extra). Mówiąc wprost – msza święta nie jest poligonem doświadczalnym nowej ewangelizacji, a nawet – co trzeba jasno przypominać – nie jest miejscem nowej ewangelizacji. Jak bowiem wiadomo, Eucharystia przynależy do mistagogicznego etapu głoszenia, a nie do tzw. pierwszego głoszenia, misji czy kerygmatu.

Przypomnijmy, to, co pisał kard. Joseph Ratzinger: „Liturgia eucharystyczna sama w sobie nie jest skierowana do niewierzących; jako misterium zakłada »inicjację«. Może na nią przychodzić tylko ten, kto w misterium wszedł swoim życiem, który Chrystusa zna nie tylko od zewnątrz (…)”10. I jeszcze: „Eucharystia jako taka nie jest podporządkowana misjonarskiemu budzeniu wiary”11. Niemiecki teolog (dziś papież) nie odrzuca zupełnie misyjnego wymiaru liturgii i przyjmuje określone rozumienie misyjności Eucharystii. Nie jest to jednak żadna misyjność celowa, pedagogiczna, zamierzona, poddająca się z góry zamierzonym celom poznawczym. Najbardziej „misyjna” liturgia to ta, w której wszystko podporządkowane jest jej najwłaściwszemu celowi, czyli uwielbieniu Boga. Właśnie taka bezinteresowność stania przed Bogiem i wpatrywania się w Niego sprawia, że czynności liturgiczne przenika Boże światło, odczuwalne także dla stojących na zewnątrz. „Liturgia poprzez wspólnotę ludzi wierzących i w wierze rozumiejących powinna mieć swoją własną siłę promieniowania, która następnie również dla niewierzących i dlatego nierozumiejących staje się wezwaniem i nadzieją”12.

Niektórym duszpasterzom wydaje się jednak, że ewangelizować po nowemu, to po prostu uatrakcyjnić mszę, odprawić ją fajnie, wprowadzić kilka formalnych nowinek, które przyciągną na nią ludzi: zrobić happening zamiast homilii, zasłonić ołtarz krzykliwym billboardem albo odprawić ją „na rockowo”. Bracia luteranie w Szwecji (czyżby też usłyszeli o nowej ewangelizacji?) proponują nawet „msze techno”, które – jak donoszą media – cieszą się sporym powodzeniem wśród tych, którzy lubią tańczyć. Widocznie model „po mszy – zabawa” wydaje się niektórym przestarzały, stąd pomysły typu: „zabawa na mszy” albo „msza na zabawie”. U nas, na razie, niektórzy kapłani organizują dyskoteki ze spowiedzią. Robienie z mszy ewangelizacyjnego „wabika” świadczy jednak nie tylko o niezrozumieniu tego, czym jest nowa ewangelizacja, ale także o niezrozumieniu tego, czym jest sama Eucharystia, a to jeszcze gorzej. Jedynym powodem przychodzenia na mszę jest bowiem ona sama, a nie fajność mszy bądź jej brak. Ci, którzy przyjdą na mszę zwabieni jej chwilową i jednostkową fajnością, szybko poczują się oszukani i rozczarowani, gdy przyjdzie im kontynuować swoje życie wiary w oparciu o standardową, parafialną liturgię. Nie tędy droga.

Co łączy Baśkę z Jezusem?

Tak więc nowa ewangelizacja to nie atrakcyjny make up na liturgicznym obliczu Kościoła, lecz pójście z Ewangelią w świat: z nową gorliwością i z nowymi metodami. Problem w tym, że – jak wynika z mojej obserwacji – dużo w niej gorliwości, a za mało metody. „Iść w świat” niekoniecznie musi znaczyć „iść po światowemu”.

Problem metod i form nowej ewangelizacji wymaga gruntownej analizy. Bardzo silnie objawia się ostatnio tendencja do przejmowania ich spoza środowiska Kościoła, tak jakby forma sama w sobie była neutralna i w każdą można było włożyć ewangeliczną treść. Nie wydaje się jednak, by formy były zupełnie neutralne i aby każdą – bez żadnego uszczerbku dla wkładanej w nią treści – można było przenieść do Kościoła ze sfery profanum. Istnieje coś, co nazwałbym genetycznym skażeniem, od którego danej formie trudno się uwolnić. To, do czego została pierwotnie użyta, czy też, do czego została stworzona (wymyślona) na długo ją determinuje w odbiorze. Owszem, Ewangelia ma w sobie potencjał wcielania się w każdą kulturę, nie znaczy to jednak, że nie należy się liczyć z odbiorem i skojarzeniami odbiorców.

Pisząc o przejmowaniu popkulturowych form do głoszenia Ewangelii, chciałbym zwrócić uwagę na pewne klisze językowe, które bezkrytycznie zostają przejęte w ewangelizacji. W sieci można znaleźć na przykład piosenkę pt. „Baśka miała dobry gust, Jezusowi swoje życie oddała”. Każdy chyba się zgodzi, że nie da się jej słuchać bez skojarzenia z pierwowzorem, a słowa „Baśka miała fajny biust” same cisną się na myśl. Inny przykład to pielgrzymkowa piosenka „Maria tu, Maria tam”, którą także można znaleźć w sieci. Ta z kolei została ułożona na nutę przeboju mołdawskiej grupy, która swego czasu królowała w dyskotekach. Niestosowność tej muzycznej kalki, która kojarzy się bardziej z klubem disco niż z drogą do sanktuarium, wydaje się chyba oczywista. Melodia i skojarzenie z tekstem oryginalnym wymusiły na autorze tekst, który niewiele ma wspólnego z teologiczną poprawnością. Przecież wcale „Maryja tu” nie jest tak samo jak „Maryja tam”. Jest w Kościele jakaś ustalona teologia obecności Maryi, teologia sanktuarium, obrazu, teologia widząca w Maryi Matkę Kościoła. Teologia maryjna w wersji sacro-pop niewiele robi sobie jednak z rygorów teologicznego myślenia.

Dobra Nowina dla niektórych

Przed kilkoma miesiącami na Facebooku pojawił się link do „prawdopodobnie pierwszych rekolekcji dla niewierzących”. Jest też i plakat reklamujący owe rekolekcje, a na nim tekst i grafika. Na biało-fioletowym tle trzy figury szachowe: dwie połamane i przewrócone, jedna – na środku – stojąca. Ta środkowa zwieńczona jest krzyżykiem, a krzyżyk przekreślony znakiem zakazu podobnym do tych, które spotykamy na drodze. Do tego dużo tekstu, nazwa inicjatywy oraz slogan przestrzegający: „Jeżeli nie lubisz myśleć, to tu nie wchodź”. „Nie” przed „lubisz” oraz „nie wchodź” pisane jest wersalikami, żeby nie było niejasności i dawało – jak to się mówi – „po oczach”. Rozumiem prowokacyjny zamysł, ale przecież chodzi w gruncie rzeczy o rekolekcje. Na plakacie – zamiast pozytywnego – bardzo dużo negatywnego przesłania: znak zakazu na krzyżyku, ostra perswazja wyrażona w zakazie „Nie wchodź” (słowo „nie” pojawia się na plakacie aż trzy razy) i do tego jeszcze wykluczenie: nie dla tych, co nie lubią myśleć.

Były już rekolekcje „nie dla idiotów”. W diecezji legnickiej biskup zakazał publikacji plakatu, w innych – nie. Zapytany o opinię na temat tego pomysłu ks. prof. Wiesław Przyczyna powiedział: „Kościół nie powinien się odwoływać do takich działań marketingowych, bo szokują, ale nie prowadzą dalej. To jest nieszczęśliwe wejście reklamy do Kościoła. W potocznym języku idiota to prosty człowiek. A Kościół przecież opiekuje się każdym. Nikogo nie wyklucza”13. Z kolei specjalista ds. wizerunku politycznego Wiesław Gałązka stwierdził: „Retoryka ludzi młodych bywa zaskakująca. Zestawienie ze słowem »idiota« nie jest korzystne dla Kościoła, który powinien się kojarzyć z pojednaniem, nie z wykluczaniem. Nie jest szczęśliwe skojarzenie z bohaterami reklam Media Markt. I na koniec: dobrze jest, jeśli nawet najgłupszy człowiek w coś wierzy”14. Tyle teoretycy. Duszpasterze byli pomysłem zachwyceni. Niestety.

Owszem, na rzeczonym plakacie nie ma „idiotów”, są jedynie ci, co „nie lubią myśleć”. Ale przecież wiara jest dla wszystkich: dla mniej i bardziej myślących, dla lubiących myśleć i dla takich, którym myślenie szkodzi. Ogólnie: zbyt dużo tutaj negatywnego i wykluczającego przesłania jak na reklamę Dobrej Nowiny, której autorem jest Ten, który mówił „Przyjdźcie do Mnie wszyscy”. A tu w pamięci pozostaje czerwony „zakaz wjazdu” i potrójne „nie”.

Podobnym śladem poszedł pomysłodawca wielkopostnych rekolekcji pod hasłem „Ewangelia dla potłuczonych” zapowiadanych u krakowskich dominikanów. Na plakacie widzimy siedzącego pod krzyżem clowna z używaną w Wielki Piątek kołatką w ręku. Jak zdążyłem się zorientować, pomysł wpisuje się w szerszą koncepcję autora, który wydał już książkę pt. Ewangelia dla nienormalnych. Być może autor chciał się podpiąć pod stylistykę popularnych poradników „for dummies”, które w Polsce są wydawane z podtytułem „dla bystrzaków”, ale oryginałowi bliższe są chyba wersje „dla ograniczonych” czy dla „opornych”. W przypadku „Ewangelii dla potłuczonych” chodzi chyba o kalkę programu „Bajki dla potłuczonych” zielonogórskiego kabaretu „Potem”, który znane bajki przedstawiał we własnej interpretacji. Tak czy inaczej, znów mamy koncepcję wykluczającą, a nie włączającą. Czy tego właśnie chciał autor? Być może na rzeczone rekolekcje przyjdą zwiedzeni niekonwencjonalnym tytułem. Wielu jednak nie przyjdzie z uwagi na dokonaną kategoryzację ludzi.

Bez kokieterii

Wezwanie św. Pawła „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata” (Rz 12,2) powinno stać się czasami przestrogą dla nazbyt gorliwych ewangelizatorów. W wypadku nowej ewangelizacji praktyka wyraźnie wyprzedziła teorię z całą metodologią ewangelizacyjną, a w związku z tym wiele działań podejmowanych jest na wyczucie. Gros odbiorców nowej ewangelizacji to ludzie młodzi, zadomowieni w kulturze popularnej, co stanowi nie lada wyzwanie dla Kościoła. To prawda, że trzeba się dobrze tego języka nauczyć, by zrozumieć odbiorców. Poznanie go to jednak nie to samo, co bezkrytyczne przejęcie i zastosowanie w duszpasterstwie.

Ewangelia da się wyrazić w każdym języku i w każdej kulturze. Trzeba jednak mieć świadomość, że każda kultura odciśnie własny ślad na Ewangelii. Potrzebne jest więc duże wyczucie, by Ewangelia po góralsku, w wersji hip-hop czy à la classic nie dokonała zbyt wielkich deformacji. Inna sprawa, kto te nowe wersje Ewangelii kreuje. Gdy są one oddolnym wytworem religijnego społeczeństwa, to przynajmniej noszą one na sobie znamię – czasami naiwnej i infantylnej – ale jednak naturalności. Gorzej, gdy takie wersje proponowane są przez ewangelizatorów i duszpasterzy ze względów – nazwijmy je tak – strategicznych. Niestety, łatwo tutaj otrzeć się nie tylko o śmieszność, ale także zostać oskarżonym o nienaturalność i tanią kokieterię. Podobno ks. Józef Tischner przestrzegał księży niegórali, by nie usiłowali mówić do górali po góralsku, bo nie zostaną przez nich zaakceptowani. Kokieteria służy zapewne popularności ewangelizatora, ale nie jestem przekonany, czy służy (popularności) Ewangelii. Dobrze by było, gdyby ewangelizator był oryginalny, nieschematyczny i niestandardowy, ale nie ma to nic wspólnego z kokieterią.

1 Jan Paweł II, Przemównie do Konferencji Episkopatu Ameryki Łacińskiej (CELAM). Port-au-Prince, Haiti, 9 marca 1983 roku, „L’Osservatore Romano” (wersja polska) 1983, nr 4, s. 28–30.
2 Tenże, Homilia podczas Mszy świętej w sanktuarium Krzyża Świętego w Mogile-Nowej Hucie, 9 VI 1979, w: M. Maciołek (red.), Pielgrzymka Jana Pawła II do Polski. Przemówienia, reportaże, sprawozdania, Poznań 1982, s. 242.
3 Tenże, Homilia podczas mszy świętej z beatyfikacją sługi Bożego ojca Rafała Chylińskiego. Warszawa, 9 czerwca 1991r., w: Czwarta pielgrzymka Ojca Świętego Jana Pawła II do Polski. Przemówienia, dokumentacja, Poznań–Warszawa 1991, s. 224.
4 Tenże, Jesteśmy świadkami walki o człowieka. Przemówienie do biskupów polskich podczas wizyty ad limina apostolorum 15 I 1993, „Chrześcijan w świecie” 1993, nr 1, s. 182,
5 Tenże, Adhortacja Pastores dabo vobis, p. 26.
6 Tamże, p. 60.
7 Tenże, Encyklika Redemptoris missio, p. 33.
8 Tamże, p. 37.
9 Tamże, p. 37–38, 82.
10 J. Ratzinger, Kościół. Pielgrzymująca wspólnota wiary, Kraków 2005, s. 82.
11 Tamże, s. 83.
12 J. Ratzinger, Nowa pieśń dla Pana, Kraków 1999, s. 123.
13 Zob. A. Grzelińska, Kościół nie dla idiotów. To hasło działa jak magnes, „Gazeta Wrocławska”, 01.04.2010 r.
14 Zob. tamże.

Baśka miała dobry gust
ks. Andrzej Draguła

urodzony 5 stycznia 1966 r. w Lubsku – prezbiter diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, doktor habilitowany teologii, profesor na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego, kierownik Katedry Teologii Praktycznej w Instytucie Nauk Teologicznych US, członek Komitetu Nauk...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze