Po męce wracam do domu

Po męce wracam do domu

, 0 recenzji

Ilekroć słyszę, jak tłum krzyczy: „Ukrzyżuj Go, ukrzyżuj!”, to się zastanawiam, czy przypadkiem ja też nie byłabym w tym tłumie dwa tysiące lat temu. I czy podobnie jak ten tłum nie wrzeszczałabym z całych sił: „Ukrzyżuj!”.

Jeśli właśnie czytasz te słowa, zapewne jest kwiecień. Ziemowit Howadek prawdopodobnie obciął już włosy. Obcina je tylko raz w roku – właśnie przed świętami. Dla Jezusa.

Ale dziś jest dopiero 15 marca. Do świąt jeszcze kilka tygodni. Ziemowit ma długie włosy, chodzi na siłownię, żeby zrzucić zbędne kilogramy, ubiera się nieco lżej niż zwykle, żeby zahartować ciało. Uważnie studiuje prognozę pogody. Podobno ma być ciepło. I nie chodzi wcale o to, że planuje już świąteczny spacer. Woli wiedzieć, na co się przygotować. Zdarzało się, że gdy wisiał na krzyżu, było strasznie zimno. Wiatr, deszcz, grad i jeden stopień ciepła. W takich warunkach niełatwo wisieć. Ziemowit tak naprawdę nie wisi. Stoi na maleńkiej drewnianej desce. Półtora metra nad ziemią. Ręce ma przywiązane do drewnianej belki. A przed nim tłumy, tysiące ludzi. Nigdy nie pozwolił sobie na to, żeby choć na chwilę, na ułamek sekundy podnieść głowę i rozejrzeć się dookoła. Nie. Od pierwszej do ostatniej sceny jest Jezusem. Najlepiej, jak potrafi. Co by zobaczył, gdyby nagle z tego krzyża spojrzał przed siebie?

Morze głów. Dorośli, dzieci, młodzi, starzy. Jedni ukradkiem ocierają łzy, inni z tymi łzami wcale się nie kryją. Płaczą. Stoją w skupieniu, w zupełnej ciszy.

Ale Ziemowit tego nie widzi. Umiera na krzyżu. Co roku. Od 14 lat.

Kiedy pierwszy raz wcielał się w postać Jezusa, miał 33 lata. Skromny chłopak, informatyk, pracownik jednego z poznańskich banków. – Znałem go i wiedziałem, że nikt lepiej do tej roli nie pasuje. Tylko on mógł być Jezusem – wspomina Artur Piotrowski, reżyser widowiska. Ziemowit nie od razu się zdecydował. Musiał przemyśleć. Miał na to jeden dzień.

Przygotowując się do roli, obejrzał Jezusa z Nazaretu Franka Zeffirellego. Pamiętał ten film z dzieciństwa. Miał wtedy może 12 lat. Rekolekcje w kościele. Ksiądz wyświetla Jezusa z Nazaretu w wersji oryginalnej. Sam tłumaczy na język polski wszystkie dialogi. Robert Powell gra tytułową rolę. – Ten film zrobił na mnie ogromne wrażenie. Obraz Jezusa, którego wtedy zobaczyłem na ekranie, na długie lata pozostał w mojej pamięci – wspomina dzisiaj.

Podczas gry musi być bardzo uważny – żeby nie poślizgnąć się w sandałach na mokrej trawie, żeby podczas biczowania nie dać się zranić. Wszystko dzieje się bardzo szybko, smagnięcie bata musi idealnie zgrać się z tym, co nagrane jest na ścieżce dźwiękowej.

– Zżyłem się z tą r

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się