Przeciąganie struny
Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Marka

0 opinie
Wyczyść

Ile złego można zrobić w imię Boga? – pyta na tytułowej stronie jednego z marcowych numerów tygodnik „Newsweek” (11/2012), jeszcze nie pod wodzą, choć już pod dużym wpływem przyszłego redaktora naczelnego Tomasza Lisa. „Robiącym zło” miałby być Wojciech Cejrowski, którego charakterystyczna sylwetka zdobi okładkę. Poszło o jego program, wyemitowany w TVN, w którym miał obrażać buddystów i stawiać religię katolicką ponad inne wyznania. „Znany i lubiany podróżnik utwierdza swoich fanów w poczuciu cywilizacyjnej wyższości. Nie jest jedyny” – ubolewa p.o. redaktora naczelnego Aleksandra Karasińska. – W ogóle łatwo przychodzi nam wyrażać sądy, że nasza religia jest lepsza, my sami mądrzejsi, a inni ludzie – choćby równie pobożni – żyją w ciemnocie, toteż możemy z nich kpić i wyśmiewać ich obyczaje”.

Nie przepadam za Cejrowskim i nie pochwalam jego słów o buddystach jako „głupich ludziach, którzy oddają cześć bałwanowi”. Cejrowski nie po raz pierwszy przekracza granice dobrego smaku – niepotrzebnie. Ale mam z nim problem, bo przecież jest po tej samej stronie barykady, głosi często tezy, z którymi zgadzam się w stu procentach. Poza tym, kiedy niebezpiecznie przesadza, wiem, że jest w tym dużo pozy, teatru, czasami zwykłego kabaretu. Dlatego jestem w stanie pewne rzeczy mu wybaczyć. Drwiny z jakiejkolwiek religii są bardzo ryzykowne, dlatego ja nie wchodzę na to pole minowe. Cejrowski wchodzi. Jego wybór.

Jednak coś mnie dręczy w związku z tą okładką „Newsweeka”, z tym „robieniem zła w imię Boga”, z tym wstępniakiem redaktor Karasińskiej. Przytoczmy raz jeszcze jej słowa: „Łatwo przychodzi nam wyrażać sądy, że nasza religia jest lepsza, my sami mądrzejsi, a inni ludzie – choćby równie pobożni – żyją w ciemnocie, toteż możemy z nich kpić i wyśmiewać ich obyczaje”. Zastanawiam się, dlaczego Karasińska akurat w tym zdaniu użyła pierwszej osoby liczby mnogiej… Może to taka zwykła figura stylistyczna? A może wyraz drobnego wyrzutu sumienia? Można by rzec: wyrzuciku.

Kto bowiem uważa się zazwyczaj za lepszego i mądrzejszego? Kto wyśmiewa ludzi pobożnych i spycha ich w otchłań ciemnoty? Kto kpi z ich obyczajów? I kim są ci „oni”, jeśli nie katolikami właśnie, wyjętymi spod zasad politycznej poprawności?

Jednym z zarzutów wobec Cejrowskiego jest jego ignorancja. Orientalista Piotr Balcerowicz mówi w „Newsweeku”: „To zdumiewające, że można być tak skrajnym dyletantem i do tego pełnym nienawiści”. Zaraz, zaraz – do kogo właściwie odnosi się ten zarzut? Do Cejrowskiego? A może do dziennikarzy „Newsweeka”, którzy kilka miesięcy temu (jeszcze pod dawnym kierownictwem) napisali naszpikowany bredniami tekst o Opus Dei, notabene także okładkowy? W tamtym artykule namalowano obraz tajnej, szpiegowskiej i groźnej organizacji rodem z powieści Dana Browna, której przedstawiciele mieli okupować kilka ważnych stanowisk państwowych. A może jednak dyletantką jest autorka tekstu o Cejrowskim, która w pewnym momencie pisze o dniu „WNIEBOWSTĄPIENIA Maryi Panny”?

Czy jedno „chlapnięcie” Cejrowskiego ma usprawiedliwiać zamieszczenie na okładce poważnego tygodnika zdania o „robieniu zła w imię Boga”? Gdyby w taki sam sposób traktować wszystkie podobne wyskoki polskich celebrytów, którzy obrażają chrześcijan, tygodniki musiałyby wychodzić w poniedziałki, środy i piątki. I każde wydanie zaczynać od pytania: „Ile złego można zrobić w imię walki z Bogiem?”. Przypomnijmy, że na okładkę „Newsweeka” trafił też swego czasu obnażony do pasa Nergal – ale nie jako człowiek, który kpi z czyjejś wiary, nie jako godny pożałowania skandalista, lecz jako bohater obalający nadwiślańskie mity i walczący z zabobonami.

Gdybym oczekiwał od „Newsweeka”, Lisa czy Karasińskiej konsekwencji, oczekiwałbym oczywiście zbyt wiele. Ale ta moda na dowalanie Kościołowi na każdym kroku zaczyna już być nudna i żałosna. Gdyby ci wszyscy redaktorzy i redaktorki, tak bardzo podekscytowani wojną z „czarnymi”, mieli trochę oleju w głowie, już dawno powstrzymaliby swoje zapędy. Gdyby poszli na pierwsze lepsze szkolenie z zakresu technik propagandy, wiedzieliby, że przeciąganie struny jest na pewnym etapie niewskazane.

Uczestniczki tegorocznej Manify przebierały się za zakonnice (zaiste, ubaw po pachy) i gromko domagały się „odcięcia pępowiny”, która ma rzekomo łączyć polskie państwo z Watykanem. Na marszu pojawiły się nawet transparenty z napisami – proszę wybaczyć, ale cytat musi być w tym wypadku dosłowny – „Pierdolę nie rodzę”. Nawet kilku bardzo liberalnym publicystom wydawało się, że feministki przesadziły z tym szczuciem i z tą wyrażaną bez ogródek nienawiścią (na dobitkę panie protestowały też przeciwko Euro – rzeczywiście znakomity pomysł, by zaangażować w walkę o prawa kobiet także mężczyzn).

Mam dla was jedną radę: róbcie tak dalej. Jak mawiają futbolowi komentatorzy: ręce same składają się do oklasków, gdy się jest świadkiem tak pięknego blamażu.

Przeciąganie struny
Marek Magierowski

urodzony 12 lutego 1971 r. w Bystrzycy Kłodzkiej – iberysta, absolwent hispanistyki na UAM, dziennikarz prasowy, polityk i dyplomata, ambasador RP w Izraelu (25.06.2018 - 07.11.2021), ambasador RP w Stanach Zjednoczonych (od 23.11.2021r.)....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze