okładka książki Odeszło zostało Jennifer Croft

Siostrzeństwo w chorobie

Jestem od jakiegoś czasu obwoźną biblioteką. To jeden z tych zupełnie niespodziewanych projektów, które przyniosła pandemia. Raz na jakiś czas dzielę się więc przeczytanymi książkami z najbliższymi. Dostarczam z dowozem. Ostatnio ciocia zapytała, dlaczego czytam tylko przygnębiające książki. Zaczęłam się śmiać. Bo mózg wrócił błyskawicznie do tych chwil, gdy ktoś ze znajomych prosi o kilka książek do szpitala, a ja stoję i stoję, i myślę, i dumam, i gapię się na te moje regały i… nic. Rzeczywiście radości czy lekkości jest w tych wybieranych przeze mnie lekturach mniej niż więcej.

Każdy, kto się teraz spodziewa swoistej wolty, srogo się zawiedzie. Nie będzie więc zdania zaczynającego się od: „Zazwyczaj czytam lektury nie najprostsze, tymczasem…”. Nie będzie, choć na pozór Odeszło, zostało Jennifer Croft jest kameralną rodzinną historią. Ale właśnie – na pozór.

Pozory

Oto jesteśmy w Oklahomie, a konkretnie w Tulsie. Jeśli miasto jest z czegoś szerzej znane, to chyba jedynie z masakry czarnoskórej ludności w 1921 roku. Członkowie Ku Klux Klanu wykorzystali w niej swoje prywatne samoloty i choć dziś dla nas jest to wręcz niewyobrażalne – strzelano z nich do innych ludzi tylko dlatego, że odcień skóry mieli ciemniejszy od naszego. To były regularne naloty bombowe, a „Black Wall Street” do dziś określa się w Stanach Zjednoczonych jako największe zamieszki na tle rasowym w historii kraju.

Ale nie w taką podróż do Tulsy i nie w podróż inspirowaną tymi wydarzeniami (niczym w znakomitym serialu HBO Watchmen) zabiera nas Jennifer Croft. Autorka Odeszło, zostało kreśli w swojej książce kameralny obraz rodziny o jasnym odcieniu skóry, a rasa w tej opowieści praktycznie nie ma znaczenia.

Jesteśmy więc w Tulsie. W domu Amy i Zoe – sióstr, które dzielą zaledwie trzy lata i które całe dzieciństwo spędzają wspólnie. Chodzą razem do prywatnej szkoły (choć w domu się nie przelewa), są razem na huśtawkach po lekcjach, razem w piwnicy u dziadków, gdy zanosi się na katastrofę, razem, razem, razem. Amy i Zoe są w zasadzie nierozłączne. Aż do dnia wypadku młodszej Zoe. Aż do dnia, gdy dziewczynka uderza się w głowę. I niepokojąco drży jej ręka.

Czy to będzie ten moment, gdy drogi obu dziewczynek zaczną się rozchodzić? I tak, i nie. Dużo zależy od tego

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się

Siostrzeństwo w chorobie
Aleksandra Przybylska

absolwentka politologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza i studiów podyplomowych z coachingu menedżerskiego na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Dziennikarka i redaktorka....