Protokół z życia

Protokół z życia

Imre Kértesz, Dossier K., przeł. Elżbieta Sobolewska W.A.B., Warszawa 2008, s.192

W moich prywatnych notowaniach Dziennik galernika Imre Kértesza zajął bardzo wysokie miejsce. Stał się dla mnie tak ważny, że cokolwiek czytałem, zaraz porównywałem z książką węgierskiego noblisty. Każdorazowe porównanie wypadało niekorzystnie dla nowości. Kértesz, Kértesz, myślałem i nie mogłem przestać. Gdy zobaczyłem zapowiedź jego nowej książki Dossier K., wydanej w serii „Fortuna i fatum” poświęconej biografiom, pomyślałem: Franz Kafka! Nie mogłem doczekać się książki Kértesza traktującej o jednym z jego ulubionych pisarzy. Jeśli ktoś miałby napisać nowoczesną i artystyczną zarazem biografię Kafki, to mógłby to być jedynie Kértesz. Jakie było moje zdumienie, gdy Dossier K. okazało się… autobiografią samego Kértesza. Węgier zrealizował karkołomny pomysł, o którym marzy niejeden twórca: napisał autobiografię w postaci wywiadurzeki, który przeprowadził sam ze sobą. Pisarz kolejny raz udowodnił, że w twórczości jest całkowicie wolny. Dossier K. jest zarówno książką funkcjonującą w pełni niezależnie, jak również cennym dopowiedzeniem do twórczości noblisty. Czytelnik znajdzie w niej wiele wyjaśnień, autobiograficznych smaczków odautorskich komentarzy. Przede wszystkim Dossier K. jest jednak uzupełnieniem Dziennika galernika, którego główne wątki raz jeszcze wyjaśnia i śmiało rozwija.

„Jesteśmy ostatni. Wypytujcie nas” – prowokuje patrzący z okładki Kértesz. Dialog (monolog?) Kértesza z Kérteszem nie należy do łatwych. Kérteszpisarz zamienia się w przepytującego, zasypuje niewygodnymi pytaniami, zmusza swego rozmówcę do zajmowania stanowisk, podczas gdy sam unika jednoznacznych odpowiedzi. Broni się, że pewnych rzeczy nie pamięta, przytakuje od niechcenia lub z nostalgią wspomina swoje dzieciństwo. Trudny to rozmówca, ale Kérteszdziennikarz nie traci ducha. Jest świetnie przygotowany do rozmowy, doskonale orientuje się w twórczości noblisty, przyparty do muru gradem pytań próbuje się określić i przejść do ataku. Właśnie: ta dziwaczna rozmowa to miejscami walka, miejscami pełna kurtuazji rozmowa. Kim jest Kérteszdziennikarz dla Kérteszapisarza? Pytający jawi się jako pojętny uczeń, czasem kontestator, innym razem jako stały (a na pewno częsty) bywalec w domu państwa Kérteszów. Kim jest to dziennikarskie alter ego dla Kértesza? Nieistniejącym synem?

Akt oskarżenia

Jakiekolwiek tematy życiorysu węgierskiego pisarza byłyby poruszane – relacje z matką, macochą i ojcem, dzieciństwo, intelektualna szarość kolejnej sowieckiej republiki czy wreszcie wstąpienie w młodzieńczym wieku do partii komunistycznej i wypisanie się z niej – jeden temat jest na zawsze z nim związany. Jeśli mówimy „Kértesz”, mówimy jednocześnie Auschwitz. Bez Holokaustu nie ma Kértesza i należy to rozumieć w całej rozciągłości ontologicznej. Jako nastolatek był więźniem obozów Auschwitz i Buchenwald. Przeżył. Od tego czasu niezmiennie stawia dwa pytania: Dlaczego Holokaust był możliwy? Dlaczego przeżyłem ja, podczas gdy tylu umarło?

Dzienniku galernika pada bodaj najsłynniejsza deklaracja pisarza:

Słyszę opinię, że spóźniłem się „z tym tematem”. Że już nie jest aktualny. Że „ten temat” trzeba było podjąć wcześniej, przynajmniej dziesięć lat wcześniej, i tak dalej. A ja teraz znowu sobie uświadomiłem, że tak naprawdę nie interesuje mnie nic poza mitem Auschwitz. Jeśli myślę nad nową powieścią, znowu myślę tylko o Auschwitz. O czymkolwiek myślę, zawsze myślę o Auschwitz. Jeśli mówię o czymś na pozór całkiem innym, to i tak mówię o Auschwitz. Jestem medium ducha Auschwitz, Auschwitz mówi przeze mnie.

Dossier K. temat Zagłady będzie powracał, będzie stanowił centrum, wokół którego wszystko się obraca. W ten sposób mimowolnie wyjaśnia się tytuł książki: zebrane dossier ma udzielić odpowiedzi na pytanie: Dlaczego? Kértesz przyjmuje różne wcielenia – naocznego świadka i oskarżyciela, mściciela i ofiary – swoje życie traktując jako jedyny dostępny materiał dowodowy. Śledztwo, którego obserwatorem jest czytelnik, ma wyjaśnić, co się stało.

Ale wyjaśnienia nie ma i sam Kértesz o tym wie. Dlatego przyjmuje każdą z wymienionych wyżej ról jako swój milczący obowiązek. „Pozostać przy życiu po Auschwitz, cóż… to trochę wulgarne. Czy powiem inaczej: wymaga wytłumaczenia”. Swoje przeżycie nazywa przypadkiem, lub jeszcze dobitniej: wypadkiem przy pracy, który zdarzył się machinie śmierci. Nie trzeba dodawać, że tego wytłumaczenia – czy mówiąc językiem religijnym: usprawiedliwienia własnego przeżycia – wciąż szuka i nie znajduje. Stawiany przed gradem pytań Bóg milczy, nie śmie zabrać głosu czytelnik. Nie sposób pozostać głuchym na wołanie tego, który przeżył. Kértesz uważa, że nawet jeśli Auschwitz był w dziejach ludzkości przestrogą niczym biblijny potop, to okazał się przestrogą daremną, ponieważ „Bóg zbankrutował”. Bankructwo Boga polega na tym, że z przestrogi wyciąga się wnioski, my nigdy jednak nie pojmiemy Zagłady. Holokaust, twierdzi pisarz, nie może być jedynie wydarzeniem historycznym. Jego znaczenie sięga daleko poza historię. Wciąż poszukujemy zrozumienia istnienia obozów śmierci, poznajemy zasady ich funkcjonowania, docieramy do nowych ustaleń, jak do tych, że w Auschwitz istniały także domy publiczne. Sam fakt historyczny Holokaustu może go degradować. Fakt historyczny: było, zdarzyło się, odeszło. Kértesz jest jednak bezkompromisowy: „Dostrzegam tu jeden poważny problem: czy doświadczenie dwudziestowiecznych obozów koncentracyjnych uznajemy za kwestię marginalną, czy uniwersalną”. Odpowiedź tylko na pozór wydaje się oczywista.

Kartki z Procesu Franza K.

Dossier K. to również dokumentacja oskarżająca miniony wiek. Rezygnacja z człowieka jako jednostki ułatwia patrzenie kolektywne. Człowiek niknie za liczbami, etykietkami, przestaje mieć własną twarz. W ten sposób doświadczenie Holokaustu zamienia się w oskarżenie każdego totalitaryzmu, także tego, który miałby przyjść w celu uwolnienia podległych innemu. Na zbrodnię Auchwitz „nie było jedynej w swoim rodzaju odpowiedzi: katharsis nie była możliwa. I właśnie realia życia uczyniły to niemożliwym, nasza codzienna rzeczywistość, to, jak żyjemy – czyli to, co umożliwiło zaistnienie Auschwitz”. Po Zagładzie nadchodzi kolejne zniewolenie komunizmem, a później następne, w coraz to innych wariacjach na ten sam temat: konsumpcja, amerykanizacja życia, demokratyzacja kultury, która wybiera panem et circenses, chleb i igrzyska, zamiast „pytań przeklętych”.

Niełatwa ta rozmowa. Jest w niej doskonale wyczuwalne tętno, którego czytelnik się chwyta, którego podobieństwo ze zdziwieniem rozpoznaje u siebie. Wisielczy humor, balansowanie na ostrzu absurdu, spotkanie z umysłem drążącym od lat jedno jedyne pytanie. Może dlatego Kértesz wolał przeprowadzić ją sam ze sobą? Może jedynym odpowiednim rozmówcą mógłby się okazać właśnie Franz Kafka?

I nawet w tym przypadku pytanie brzmi nie mniej przerażająco: dlaczego przeżyłem Zagładę?

Protokół z życia
Marcin Cielecki

urodzony w 1979 r. – polski poeta, eseista, recenzent, pisarz. Autor m.in. zbioru esejów Miasto wewnętrzne, książek poetyckich Ostatnie Królestwo, Czas przycinania winnic....