Prawdopodobieństwo przyjaźni
fot. marek levak / UNSPLASH.COM

Prawdopodobieństwo przyjaźni

Oferta specjalna -25%

Skrupulatom na ratunek

0 votes
Wyczyść

„Zawsze polegałam na życzliwości nieznajomych” – mówi Blanche DuBois w Tramwaju zwanym pożądaniem. Ta fraza pada w filmie Elii Kazana dwukrotnie, przyjmując różne znaczenia. Ja upatruję w niej nie tylko wyznania prawdy o aktorskim losie – życiu w oczekiwaniu na czyjś telefon. DuBois wyraża tę część każdego z nas, która oznacza zależność od innych. Nie tyle od czyjejś pomocy, co właśnie życzliwości, która jest prawdopodobieństwem przyjaźni, dobroci.

Tym cenniejszym, że wyrażanym subtelnie, niemal mimochodem. Życzliwość, ta niewielka i piękna moneta wychodząca z obiegu, jest dla sfery uczuć tym, czym były dobre maniery dla życia towarzyskiego. Szczyptą, bez której codzienność traci coś więcej niż urok. Słownik PWN objaśnia ją jako „przyjazne usposobienie”. Czyli zdolność do emocjonalnych gestów, które – okazane umiejętnie – czynią między ludźmi cuda.

Nie znam miasteczek i wsi, ale w dużych miastach współistnienie z innymi, stłoczonymi w jednej przestrzeni, bywa przesycone obcością i wzajemną niechęcią. Objawiają się one we wszystkim, czego wobec siebie nie robimy. W przemilczeniach, nieodwzajemnionych uśmiechach, nieprzytrzymanych drzwiach, niepodanych serwetkach. Brak przyjaznych gestów nie atakuje zespołem dotkliwych objawów, ale niepostrzeżenie pogarsza atmosferę. Aż do chwili, w której się orientujemy, że żyjemy w nieprzyjaznym otoczeniu, bez łagodności, z grubą skórą. Bez nadziei na słowa i zachowania, na które niczym sobie nie zasłużyliśmy, bo nie wynikają z konwenansów albo usługowej rutyny. Życzliwość jest postawą nadmiaru, dobrowolnie dodaną do zakupów garścią czereśni, nadobowiązkową dawką dobrych intencji. Działaniem magicznym.

Wybrałam się niedawno do Sztokholmu. Człapałyśmy z przyjaciółką chodnikiem, gdy nagle chwyciła ją delikatnie za ramię starsza pani i z uśmiechem powiedziała: „Uwaga, rozwiązała się pani sznurówka. Jeszcze się pani przewróci!”. Zrobiła to ze zwyczajną troską, z jaką odnosi się pewnie do swoich wnuków. Lekko, jakby ten gest nic nie znaczył, a przecież wszystkie się rozpromieniłyśmy. Gdy poszła dalej, stałyśmy zauroczone. I ciut zasmucone tym, że ta odrobina życzliwości wydała się nam niezwykła, odświętna.

Wspaniały potencjał życzliwości polega na tym, że jest ona prowokacją. Jak wyciągnięta na powitanie dłoń, uruchamia wzajemność. Właściwie nie pozostawia drugiej stronie wyboru. Dobre wychowanie – a życzliwość wobec innych była jego ważnym elementem – porzucone jak uciążliwa ramota, przejawiało się nie tylko w domach, ale właśnie wśród nieznajomych (interesujące, że dziś częściej używamy lodowatego słowa „obcy”). Nieznajomym był ktoś, kto – bez intymności – pozostawał ze mną w relacji. Miał prawo zwrócić mi uwagę, jeśli zachowałam się źle. Ale także – przede wszystkim – obdarzyć mnie życzliwością. Obejść się ze mną czule, nie przekraczając dystansu. Czy nie bezpieczniej, nie przyjemniej żyje się w świecie, w którym przyjaźń nie oznacza zaraz przechodzenia na ty i klepania po ramieniu, lecz daje poczucie, że wokół są ludzie dobrze nam życzący?

Wysłałam ostatnio list do znakomitej polskiej aktorki. Pisałam ze staromodną uprzejmością i prośbą, skrywając w starannych zdaniach niepokój o odmowę. Odpowiedź przyszła bez zwłoki. Była sformułowana przyjaźnie, starannie rozpisana, przesycona niespodziewaną radością.

Blanche DuBois miała rację. Zawsze polegajmy na życzliwości nieznajomych.

Prawdopodobieństwo przyjaźni
Paulina Wilk

urodzona 17 września 1980 r. w Warszawie – pisarka, dziennikarka, reportażystka i publicystka. Studiowała w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Wsp...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze