Potęga niesmaku
fot. asael pena / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

List do Rzymian

0 opinie
Najniższa cena w ostatnich 30 dniach: 54,90 PLN
Wyczyść

Brak protestów przeciwko jakiejś okładce nie musi być jednoznaczny z akceptacją oraz z brakiem wątpliwości co do antyreligijnej wymowy dzieła.

Serial szokujących okładek w polskiej prasie wciąż trwa. Po ukrzyżowanym Palikocie w „Newsweeku”, Świętej Rodzinie z kotem w „Przekroju” i Nergalu z wymalowanym na ciele krzyżem w „Machinie” przyszła kolej na całujących się księży na okładce przodującego w tej kategorii „Newsweeka”. Co prawda całujące się osoby duchowne i zakonne to nic nowego w kulturze popularnej. Wystarczy przypomnieć znane zdjęcie Toscaniego wykorzystane w reklamie Benettona z całującymi się księdzem i zakonnicą oraz reklamę lodów marki Antonio Federici Gelato Italiano, w której pokazano księdza i zakonnicę oraz dwóch księży w pozach kojarzących się jednoznacznie. Za każdym razem pojawiają się te same pytania: jakie intencje przyświecały twórcom? Jak powinni reagować chrześcijanie? Należy czy nie należy się oburzać? Iść czy nie iść do sądu? I kto miałby o tym wszystkim decydować? Czy wystarczy powołać się na własną wrażliwość, czy może czekać na reakcję biskupów, teologów, naukowców? Na żadne z tych pytań nie ma niestety jednoznacznej odpowiedzi. Wobec bluźnierstwa, profanacji, skandalu każdy musi wypracować swój własny pogląd i sposób reagowania. Wszystko zależy od osobistej wrażliwości.

Szokowanie, czyli błąd marketingowy

Jerzy Sosnowski pisał niedawno na tych łamach, że – idąc za myślą Norwida – człowieka śpiącego nie da się obudzić grzecznie1. Przebudzenie jest efektem wstrząsu. Na sygnały w wersji „soft” mało kto już reaguje, potrzeba więc sygnałów wersji „hard”, aby ktoś je usłyszał i zareagował. Tym kieruje się dzisiaj tzw. sztuka krytyczna, reklama, prasa. Powszechnie stosowany jest więc „shockvertising” – strategia zwiększająca zauważalność przekazu „poprzez wykorzystanie motywów przekraczających granice przyzwoitości, łamiących normy moralne, społeczne i religijne oraz wywołujących silne/negatywne emocje i odczucia u odbiorców (takie jak: stan pobudzenia, niesmak, zgorszenie, oburzenie, odraza, strach, złość itd.)”2.

Z metodami budzenia – jak wiadomo – nie należy przesadzać, można bowiem budzonego przyprawić o atak serca, a przynajmniej wywołać długotrwały szok oraz niechęć do budzącego. W przypadku reklamy i sztuki bywa podobnie: szok może być tak silny, że treść nie zdoła się przez niego przebić. Strategia szoku i skandalu ma sens tak długo, jak długo służy idei, którą ma wspomóc. Niestety często – być może nawet wbrew intencjom autorów – odbiorcy skupiają się na szokującej formie, pomijając zawartą w niej ideę. Przykładem może być opisywany szeroko – także na tych łamach – casus Doroty Nieznalskiej. Wykorzystanie przez nią krzyża w instalacji „Pasja” wywołało tyle negatywnych reakcji, że mało kto, tak naprawdę, przeanalizował samo dzieło autorki. Skupiono się o wiele bardziej na pytaniu, czy wolno wykorzystywać krzyż w kontekście nagości, niż na samym przesłaniu dzieła. Do żadnej merytorycznej debaty na temat tego, co chciała przekazać autorka instalacji, nie doszło. Nie dyskutowano o określonym modelu męskości, lecz o krzyżu i genitaliach. Podobnie jest z okładkami tygodników. Okładka pokazująca dwóch całujących się księży nie wywołała żadnej merytorycznej debaty na temat ich skłonności homoseksualnych, a jedynie szokujące reakcje ze strony wierzących. W pewnym sensie, w ten sposób wydawcy tygodnika sami sobie szkodzą. Owszem, jeśli liczą jedynie na poklask ze strony podobnie im myślących, to mogą spodziewać się pozytywnego odbioru, a może nawet – przynajmniej chwilowego – wzrostu sprzedaży. Jeśli jednak rzeczywiście zależy im na merytorycznej dyskusji o problemie, a nie o okładce, to popełniają błąd marketingowy. Ci bowiem, którzy stają się przedmiotem krytyki, bliżsi są przekonania, że wydawcy chcą raczej szokować i obrażać niż rozmawiać. Obrażanie odbiorcy – a tak odebrała to przynajmniej część środowisk katolickich – nie służy nawiązaniu z nim kontaktu.

O (nie)istnieniu przeciętnej wrażliwości

Pytanie o zasadność obrażania się w konkretnym przypadku jest de facto bezcelowe. Problem z określeniem „progu obrażenia” osoby wierzącej czy też „progu znieważenia” przedmiotu czci religijnej zajmuje także prawników. Artykuł 196 obowiązującego w Polsce Kodeksu karnego mówi: „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Prawnicy od lat próbują określić kryteria tego „obrażania” i ciągle nie wiadomo, co ma być punktem odniesienia. Jedni proponują przyjęcie tzw. „przeciętnej wrażliwości” społecznej. Dlaczego jednak brać za punkt odniesienia całe społeczeństwo, które przecież składa się zarówno z osób wierzących, jak i niewierzących? Trudno tutaj o obiektywizm, gdyż inna będzie owa „przeważająca ocena społeczna” w społeczeństwie zateizowanym, a inna w społeczeństwie silnie naznaczonym wiarą.

Niektórzy prawnicy wskazują z kolei na konieczność odniesienia się do „przekonań panujących w danym kręgu kulturowym, z którego wywodzi się pokrzywdzony”3, przy czym wzór ma stanowić przeciętny członek danej grupy wyznaniowej. Proponuje się więc modyfikację, biorąc pod uwagę jedynie wrażliwość osób wierzących, tzn. tych, których może dotyczyć ewentualna obraza uczuć. Ale przecież i tutaj nie ma jednorodności. Wrażliwość teologa może być inna niż tzw. przeciętnego wiernego, zupełnie różne mogą się okazać wrażliwości czytelnika „Tygodnika Powszechnego” i słuchacza Radia Maryja. Czy można autorytatywnie stwierdzić, że wrażliwość któregoś z nich jest poprawniejsza? Wskazuje się zatem także na konieczność wzięcia pod uwagę przygotowania artystycznego i wiedzy odbiorcy. Osoba „artystycznie wyrobiona” odbierać będzie zapewne inaczej niż tzw. przeciętny zjadacz chleba. Czy da się jednak udowodnić, że będzie odbierać poprawniej? Ze strony twórców często pojawia się więc zarzut, że wielu obrażonych szokującym dziełem czy reklamą po prostu nie zrozumiało przesłania. Czy to jednak ich dyskwalifikuje i unieważnia ich emocjonalne reakcje?

„Nie sposób odwoływać się do ocen subiektywnych, formułowanych przez pojedyncze, przypadkowe osoby. Stopień wrażliwości w zakresie dotyczącym uczuć religijnych może być bowiem tak niski, że jakiekolwiek zachowanie pozostające w relacji z przedmiotem czci religijnej lub miejscem przeznaczonym do publicznego wykonywania obrzędów religijnych zostanie odebrane jako godzące w uczucia religijne” – twierdzi J. Warylewski4. Mówiąc o „niskim stopniu wrażliwości”, autor ma zapewne na myśli wrażliwość niedojrzałą, a może nawet patologiczną, która potrafi dostrzec znieważenie w każdym bez mała czynie, także o charakterze artystycznym, gdzie to, co sakralne, zostało użyte poza swoim pierwotnym kontekstem. Proponuje więc, by brać pod uwagę „sądy osób o wrażliwości przeciętnej, tolerancyjnych w sferze przekonań religijnych. Jeżeli takie osoby nie dostrzegają w zachowaniu sprawcy społecznej szkodliwości bądź uważają, że jej stopień jest znikomy, wówczas należy uznać, że sprawca nie popełnia przestępstwa”5.

Przyjęcie takiego rozwiązania generuje jednak dalsze problemy. Po pierwsze, wyłącza się przez to grupy wyznawców o podwyższonej wrażliwości religijnej, na przykład katolicyzmu ludowego. Ich wrażliwość jest adekwatna do kształtu ich pobożności, którego nie można odrzucić czy zanegować. Po wtóre, kto miałby decydować o tym, czyja wrażliwość jest przeciętna i tolerancyjna? Sądy w tej kwestii byłyby bardzo indywidualne i arbitralne.

Oburzenie wkalkulowane

Pozostaje jeszcze jedno pytanie: protestować czy nie protestować? Brak masowych protestów przeciwko jakiejś reklamie czy okładce nie musi być jednoznaczny z akceptacją danej reklamy czy dzieła artystycznego oraz z brakiem wątpliwości co do antyreligijnej wymowy dzieła. To raczej efekt kalkulacji, z której wynika, że skutek uboczny, jakim jest dodatkowy rozgłos, działa jedynie na korzyść reklamowanego towaru. Jak pisze polski teolog mediów Krzysztof Marcyński: „Niewłaściwą zapewne reakcją jest organizowanie głośnych manifestacji. Im mniej zamieszania wokół protestu, tym lepiej dla skuteczności naszej reakcji”6. „Słusznie się oburzając – pisze z kolei Jerzy Sosnowski, odwołując się do przypadku Dody i Nergala – realizowaliśmy scenariusz, napisany dla nas przez ludzi, którzy cynicznie wykorzystywali nasze uczucia”7. Wszystkie te stwierdzenia opierają się na przekonaniu, że skandalizujące działania artystów czy twórców reklam z góry zakładają mniej lub bardziej gwałtowne reakcje oburzonych ludzi wiary. Czy lepszym rozwiązaniem nie byłoby więc „wzgardliwe milczenie”?

Co ciekawe, ojcowie Kościoła zalecali raczej powściągliwą reakcję na obrazę. Święty Ambroży twierdził, że „lepiej postępuje ten, kto lekceważy obrazę, niż kto nad nią boleje. Kto bowiem nie dba o nią, tak ją lekceważy, jak gdyby wcale jej nie czuł, kto zaś martwi się, doznaje takiego udręczenia, jak gdyby dotkliwie ją odczuł”8. Z kolei św. Bazyli Wielki zalecał obrażonemu: „Zemścisz się na nim dotkliwiej przez zignorowanie obrazy. Cóż bowiem może być boleśniejszego dla przeciwnika, jak widzieć wroga wyższego nad obrazę”9.

Nie wszyscy jednak zgadzają się na tak wzniosłą reakcję. Zupełnie inaczej widzi ten problem Tomasz Wiścicki, według którego „warto protestować. Powszechne (i wyartykułowane) oburzenie może sprawić, że pozbawieni skrupułów twórcy reklam – wygłosiwszy rytualne obelgi – wycofają się, nie chcąc narażać się na pogorszenie obrazu reklamowanej marki”10. Ale ten miecz protestu okazuje się mieczem obosiecznym. Nawiązując do kwestii sądowego skazywania „skandalistów”, autor komentarza na portalu Areopag21.pl pisze: „Głupota, za którą idzie się siedzieć, staje się nagle wartością, o którą warto walczyć i powoduje kolejne akty głupoty […]. Tu nie ma miejsca na więzienie, bo głupota nie jest warta więzienia”11. Autor ma w pewnym sensie rację. Kara pozbawienia wolności czy chociażby grzywna są niejako nobilitacją czynu. Wystarczy poczytać komentarze prasowe związane z wyrokiem na Pussy Riot czy Dodę. W odbiorze pewnych grup wyrok sądowy czyni skazanych za obrazę uczuć religijnych męczennikami i wojownikami o wolności obywatelskie, w niektórych kręgach społecznych daje im swoiście rozumiany status prześladowanych. W ten sposób (niechcący) przyczyniamy się do powstawania ich legendy.

***

Pora na konkluzję. Brak protestujących wcale nie oznacza braku obrażonych. Brak obrażonych wcale nie oznacza, że nie mamy do czynienia z bluźnierstwem. Wszystko zależy od osobistej wrażliwości. To, co dla jednego jest sztuką, dla innego jest bluźnierstwem. To, co dla jednego jest uprawnioną krytyką, dla drugiego będzie profanacją. Odmienne decyzje sądów wydawane w tej samej bądź podobnej sprawie pokazują, że w tej domenie bardzo trudno jest o obiektywizm i powszechną zgodę w ocenie. 

1 J. Sosnowski, Na co może sobie pozwolić artysta?, „W drodze” 2012, nr 7, s. 101.
2 S. Camm, Strategie kreacji reklamowej, w: B. Bogołębska, M. Worsowicz (red.), Styl – dyskurs – media, Łódź 2010, s. 257.
3 R. Paprzycki, Graj szatanie. Prawnokarna ochrona sumienia i wyznania a działalność satanistów, „Rzeczpospolita”, 21.09.2000 r.
4 J. Warylewski, Pasja czy obraza uczuć religijnych? Spór wokół art. 196 Kodeksu karnego, http://www.prawo.univ.gda.pl/karne/karne/pasja.pdf, s. 7.
5 Tamże, s. 8.
6 K. Marcyński, Komercja i religia: symbolika chrześcijańska w reklamie, http://www.pallotyni.org/prowincja.wa /public/081022_ksMarcynski_konspekt%20wykladu%20inauguracyjnego.pdf
7 J. Sosnowski, dz. cyt., s. 106.
8 Św. Ambroży, Obowiązki duchownych, I 6, 22; za: S. Witek, Duszpasterstwo w konfesjonale, Poznań 1988, s. 197.
9 Św. Bazyli Wielki, Homilia przeciw gniewliwym, 3; cyt za: S. Witek, Duszpasterstwo, s. 197.
10 T. Wiścicki, Świętość dźwignią handlu, „Więź” 2001, nr 9, s. 61.
11 M. Białobrzeski, Więzienie za głupotę?, 18.08.2012 r., http://www.areopag21.pl/nataliabialobrzeska. 

Potęga niesmaku
ks. Andrzej Draguła

urodzony 5 stycznia 1966 r. w Lubsku – prezbiter diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, doktor habilitowany teologii, profesor na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego, kierownik Katedry Teologii Praktycznej w Instytucie Nauk Teologicznych US, członek Komitetu Nauk...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze