Ludzie przestali wierzyć
fot. angela bailey iFt6wpY / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Jana

0 opinie
Wyczyść

Siła chrześcijaństwa nie tkwi przede wszystkim w argumentach, ale w przykładzie bardziej ludzkiego życia. Wierzę mocno, że i dziś ten przykład może pociągnąć znudzoną duchowo Europę.

Dominik Jarczewski OP: Coś chyba kiepsko z Kościołem za oceanem, skoro właśnie o fotel prezydenta walczą proaborcyjny liberał i mormon?

George Weigel: Widzę, że muszę zrobić małą dygresję o samych mormonach, na temat których funkcjonuje w Polsce wiele błędnych poglądów. Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, bo taka jest jego oficjalna nazwa, został założony w 1830 roku przez 25-letniego Amerykanina Josepha Smitha. Miał on otrzymać objawienia od proroka Moroniego, spisane później w Księdze Mormona, uznawanej – obok Biblii – za Pismo Święte. Chociaż sami mormoni uważają się za chrześcijan, to ze względu na poszerzenie Objawienia nie są za takich uznawani przez przedstawicieli głównych gałęzi chrześcijaństwa. Mamy tu bowiem do czynienia z poważną różnicą dogmatyczną. Jednak w kwestiach etycznych, takich jak status małżeństwa czy obrona życia, są oni wielkimi sprzymierzeńcami katolików.

A wracając do wyborów i walki między Obamą i Romneyem: zgadzam się, że obecne wybory zaważą na tym, czy Stany Zjednoczone pójdą w ślady Europy Zachodniej, czy może stworzą nowy model społeczeństwa, w którym wszystko, czego dzisiaj oczekiwalibyśmy od państwa opiekuńczego, będzie zadaniem różnorodnych stowarzyszeń i organizacji społecznych. Jeśli jednak chodzi o samą sytuację chrześcijaństwa, to w moim przekonaniu Ameryka pozostaje wciąż o wiele bardziej otwarta na głoszenie ewangelii niż Europa. Wprawdzie tzw. kultura wysoka jest coraz bardziej obca wartościom biblijnym, nie zdołała jednak zniszczyć społeczeństwa tak, jak po drugiej stronie oceanu.

Tylko że to, co widzimy my, Europejczycy, to nie prywatne, pobożne życie statystycznej amerykańskiej rodziny, ale kultura masowa.

Ale mimo propagandy sekularyzmu w mediach ponad 90 procent mieszkańców Stanów Zjednoczonych wciąż przyznaje się do wiary w Boga Biblii. Amerykanie przeznaczają rocznie 3 mld dolarów na dzieła charytatywne, z czego dwie trzecie trafia do Kościołów. Chrześcijaństwo w Ameryce pozostaje nadal żywotne mimo trwającego od 20–40 lat ataku kultury wysokiej. Zgadzam się przy tym, że administracja Obamy jest najbardziej wroga religii w całej historii Stanów Zjednoczonych.

Ale przecież właśnie takiego prezydenta wybrało to głęboko chrześcijańskie społeczeństwo!

Tak, Obama dostał w 2008 roku 53 proc. głosów. Jednak zaprezentował się wówczas jako ktoś zupełnie inny, niż jest w rzeczywistości. Zobaczymy, czy ludzie dadzą się drugi raz na to samo nabrać.

Amerykanie zachowali swoją chrześcijańską postawę mimo lansowania zarówno przez kulturę wysoką, jak i masową przeciwnych modeli. Patrząc na społeczeństwo polskie, można odnieść wrażenie, że zabrakło nam podobnej roztropności.

Przyjeżdżam do Polski regularnie od 1991 roku i rzeczywiście obserwuję pewne zmiany. Wydaje mi się, że polski katolicyzm potrzebuje przywództwa. Kościół musi ponadto przyjąć do wiadomości, że publiczna kultura nie będzie już w stanie przekazywać wiary tak, jak to było wcześniej. Trzeba się z tym pogodzić i szukać innych sposobów głoszenia Dobrej Nowiny. Najlepszą odpowiedzią na pokusę sposobu życia proponowanego przez współczesne media jest nowa ewangelizacja – efektywna katecheza, kaznodziejstwo.

I przykład życia.

Tak, bo siła chrześcijaństwa nie tkwi przede wszystkim w argumentach, ale w przykładzie bardziej ludzkiego życia. Ten przykład osiemnaście wieków temu przemienił chylącą się ku upadkowi cywilizację Rzymu: pełną okrucieństwa i przedmiotowego traktowania człowieka. Wierzę mocno, że i dziś ten przykład może pociągnąć znudzoną duchowo Europę.

Skąd jednak to duchowe znudzenie Europy? Kościół zawiódł?

Kultura chrześcijańska przeżywa kryzys wówczas, gdy chrześcijanie przestają wierzyć w prawdę Ewangelii. To nie instytucja zawiodła w zachodniej Europie, wskutek czego ludzie się od niej odwrócili, ale to sami ludzie przestali wierzyć. Kościół XXI wieku, Kościół nowej ewangelizacji musi powrócić do Ewangelii jako centrum życia. Początkiem budowania kultury chrześcijańskiej jest bowiem, co podkreśla Benedykt XVI, przemieniające jednostkę osobiste spotkanie z Jezusem i trwanie z Nim w przyjaźni.

Właśnie rozpoczęliśmy świętowanie pięćdziesięciolecia Soboru Watykańskiego II. Jak z perspektywy dzisiejszego kryzysu chrześcijaństwa na Zachodzie ocenić jego owoce?

Przy okazji tej rocznicy spodziewam się wielkiego płaczu i zgrzytania zębami nad porażką soboru. Ale to nonsens! Z perspektywy półwiecza sobór okazał się wielkim sukcesem. Oczywiście pod warunkiem, że poddamy go interpretacji Jana Pawła II i Benedykta XVI. Szkoda, że nie wszyscy potrafią to zrozumieć.

Oj, nie zgodziliby się z panem tradycjonaliści, którzy za obecny stan Kościoła jednoznacznie winią sobór. Jedyny ratunek, ich zdaniem, to powrót do czasów przedsoborowych.

To również błędna interpretacja. Nie da się cofnąć wskazówek zegara. Historia zadecydowała, że Kościół kontrreformacji musiał umrzeć. Ale umierając, dał początek Kościołowi nowej ewangelizacji. Odpowiedzią na kryzys wiary w postmodernistycznej Europie nie może być odtwarzanie XVIII wieku. Chodzi o to, aby wejść w XXI wiek z pełną prawdą Ewangelii.

Może problem tkwi w tym, że sobór stanowił odpowiedź Kościoła na nowoczesność w momencie, gdy ten świat stał się już ponowoczesny. Czyżby już u samego zarania sobór był anachroniczny?

Czytając soborową konstytucję o Kościele w świecie współczesnym, Gaudium et spes, można odnieść wrażenie, że sekularyzm, z którym Kościół ma wejść w dialog, to sekularyzm takich myślicieli jak Albert Camus czy Ernst Bloch, czyli prąd, który był już wtedy na wymarciu. W tym sensie twórcy Gaudium et spes nie w pełni odczytali znaki czasu. Sekularyzm, z którym mierzymy się dziś, jest o wiele bardziej agresywny, a mniej otwarty na dialog, i w związku z tym stanowi dla nas poważniejsze wyzwanie. Ale istota nauczania soborowego zawarta jest gdzie indziej – w Konstytucji o Objawieniu Bożym. Przypomina ona, że w centrum Kościoła znajduje się Objawienie Boga Samego w świecie i w sakramentach. Sercem Kościoła jest Ewangelia i ta prawda pozostaje wciąż aktualna w konfrontacji z postmodernizmem.

Tylko że Ewangelia, jak wszystko, wymaga interpretacji.

Owszem, Ewangelia podlega inkulturacji. Jednak przede wszystkim ona sama stanowi wyzwanie dla kultury, ponieważ, jak uczy Gaudium et spes, odsłania prawdę o nas samych. I kwestionuje to, co złe w danej kulturze. W Afryce będzie to sprzeciw wobec traktowania kobiet jako własności mężczyzn. Natomiast w krajach Zachodu Ewangelia zadaje kłam poglądowi głoszącemu, że natura ludzka jest całkowicie plastyczna i można na przykład usankcjonować małżeństwa homoseksualne.

A zatem chodzi nie tyle o to, jak przetłumaczyć Ewangelię na język danej kultury, ile jak tę kulturę przetłumaczyć na bardziej ludzki język Ewangelii?

Musimy korzystać z wszelkich dostępnych narzędzi, które oferuje dana kultura, aby do niej przemówić. Ale w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że Ewangelia przemawia swoim własnym językiem. Żeby zaprosić ludzi do przyjaźni z Chrystusem, trzeba przemawiać językiem Ewangelii. Nie można sprowadzić chrześcijaństwa do abstrakcyjnej duchowości. Mamy zapraszać ludzi do całkiem konkretnego spotkania z Synem Bożym, który się wcielił, cierpiał, umarł na krzyżu, zmartwychwstał i zasiadł po prawicy Ojca.

Doskonały przykład tego dał bł. Jan Paweł II. Tytuł mojej najnowszej książki poświęconej jego postaci nawiązuje do cytatu z wiersza T.S. Eliota: W moim początku jest mój kres. Ten cytat stanowi dla mnie najzwięźlejsze podsumowanie niesamowitej spójności życia Jana Pawła II. Kres jego życia stał się ostatnim wielkim świadectwem ucznia Chrystusa i potwierdzeniem całej jego wcześniejszej drogi. Jedynym kluczem do zrozumienia tego człowieka jest spojrzenie na niego jako na głęboko nawróconego ucznia Chrystusa.

Ucznia, który jednocześnie pozostaje w pełni nowoczesnym człowiekiem.

Tak. Myślę, że w swoim nauczaniu Wojtyła zostawił nam niezwykle istotny model Kościoła w nowoczesności. Przede wszystkim przetarł szlak między lewicą i prawicą w Kościele. Tam, gdzie wprowadzono jego model w życie, Kościół pozostaje żywotny. Natomiast środowiska, które nie potrafią wyjść poza podziały sprzed pół wieku, przeżywają obecnie kryzys.

Czy Benedykt XVI kontynuuję tę drogę przekroczenia, czy jednak skręca w prawo?

Jest to jak najbardziej dynamiczna kontynuacja. Ratzinger jest człowiekiem soboru tak samo jak był nim Jan Paweł II. Ma oczywiście swoje osobiste preferencje liturgiczne, ale nikt, kto czytał napisane przez niego dwie części Jezusa z Nazaretu, nie może powiedzieć, że to dzieło przednowożytnego umysłu. Benedykt XVI w pełni korzysta z narzędzi nowożytnej egzegezy, która jest dla niego punktem wyjścia do teologicznej interpretacji tekstu biblijnego. Opinia, że Ratzinger zwraca Kościół wstecz, jest nonsensem. Trzy kluczowe dla tego pontyfikatu przemówienia: w Regensburgu, Westminster Hall i Bundestagu pokazały, że to człowiek, który dogłębnie zrozumiał prawdę Gaudium et spes i Dignitatis humanae i w sposób twórczy odnosi ją do aktualnych problemów. W żadnym z tych przemówień nie ma cienia nostalgii za ancien regime’em. Ktoś, kto coś takiego sugeruje, chyba nieuważnie wczytał się w te teksty.

Albo wobec braku argumentów stara się zdyskredytować papieża.

Właśnie tak!

Być może takiego wsłuchania się w teksty obu papieży brakuje również Polakom. Trudno mi nie powiązać tytułu pańskiej ostatniej książki z tym, co działo się w naszym kraju zaraz po śmierci Ojca Świętego. Liczyliśmy wówczas, że kres jego życia da początek nowej sile w narodzie. Tymczasem dziś, po ośmiu latach nasz kraj i Kościół są podzielone jak nigdy dotąd.

Jako przyjaciel Polski z bólem przyznaję, że Kościół w Polsce nigdy w pełni nie wprowadził w życie nauczania Jana Pawła II. To niesamowite przywiązanie do postaci Wojtyły miało przede wszystkim charakter emocjonalny. I na tym poziomie niestety się zatrzymało. Dzisiaj, poza nielicznymi wyjątkami, niewiele słychać Jana Pawła II w polskim Kościele. To jest wciąż Kościół niezwykle sklerykalizowany, w złym tego słowa znaczeniu.

Utożsamianie się Kościoła z jakąkolwiek partią polityczną także nie było zgodne z wizją Papieża. W czasie beatyfikacji napisałem artykuł do „Gościa Niedzielnego”, w którym stwierdziłem, że najwyższy czas przestać się chować za plecami wielkiej postaci Papieża i odważnie iść naprzód, przekuwając nauki, których wam udzielił, w praktykę. Na razie nie widzę, niestety, żeby coś się w tej kwestii zmieniło.

Może problem tkwi w tym, że Polacy zawsze byli z natury sentymentalni. W końcu najbardziej żywotnym okresem w naszej kulturze był romantyzm, który, zdaniem pewnych osób, wcale się jeszcze nie skończył.

Cóż, romantyczne uwielbienie dla buntu i konspiracji zrodziło arcydzieła literatury, ale niestety nie sprawdza się w budowaniu stabilnego państwa. Inną pozostałością po okresie rozbiorów jest pokusa myślenia w kategoriach spiskowej teorii dziejów. Tymczasem dojrzałą demokrację rozpoznaje się po szacunku do politycznych adwersarzy, którzy też mogą od czasu do czasu powiedzieć coś mądrego.

Sporo dzisiejszych problemów w Polsce można potraktować również jako spadek po komunizmie. Nie chodzi mi tu wyłącznie o przywiązanie do państwa opiekuńczego, niezależnie od jakości życia, jaką takie państwo może zaoferować. O wiele bardziej niebezpieczne jest, moim zdaniem, marksistowskie przekonanie o nieuchronności historii. W Polsce wciąż pokutuje przeświadczenie, że historia toczy się tylko w jednym kierunku i że Polacy staną się dokładnie takim samym społeczeństwem, jak inne kraje starej Unii. To nonsens! Lata osiemdziesiąte pokazały wam, że możecie budować historię w znacznie bardziej ludzki sposób. Polska może być inna: lepsza, szlachetniejsza, bardziej integralnie chrześcijańska…

Ale trzeba uwierzyć, że to możliwe.

Jan Paweł II miał nadzieję, że nowe państwa członkowskie, takie jak Polska, Słowacja i Litwa, o mocnej tożsamości katolickiej, wniosą świeżość do Unii Europejskiej. Z perspektywy ośmiu lat wydaje się, że zmarnowały tę szansę. W Polsce ścierają się obecnie ze sobą dwie partie, z których jedna wzywa do opuszczenia „tonącego okrętu”, a druga chce być bardziej europejska od Brukseli. Natomiast nie ma nikogo na szczeblu krajowym, kto sformułowałby ścieżkę reformy Unii Europejskiej. A to musi się stać, bo Unia w obecnym kształcie nie przetrwa długo.

Osiem lat temu Unia Europejska żyła sporem o kształt konstytucji europejskiej. Dziś mało kto wchodzi w spory ideowe, bo zagrożony jest status ekonomiczny wspólnoty europejskiej.

Podstawowym problemem Europy nie jest ekonomia, ale – demografia. Nie macie najzwyczajniej w świecie wystarczającej liczby podatników, aby budżet mógł udźwignąć wasze oczekiwania. Oczekiwania, zauważmy, odpowiadające raczej kulturze zależności niż odpowiedzialności. Europy nie stać na kontynuowanie modelu państwa opiekuńczego, który wypracowała po wojnie. Jeśli nie skończy ona z samonapędzającą się kulturą bezpłodności, czeka ją śmierć. Kiedy osiem lat temu pisałem o tym w Katedrze i sześcianie, zarzucano mi, że wydaję zbyt surowy osąd. Dziś nikt już tak nie twierdzi.

Czy widzi pan jakieś szanse na wyjście z tego kryzysu?

Ja bym powiązał ze sobą oba wspomniane już kryzysy: demograficzny i duchowy. Aby wyjść z dołka demograficznego, nie wystarczą rządowe programy wsparcia rodziny. One nie przyniosą żadnego rezultatu, jeśli nie zmieni się myślenie. I tu widzę ważne zadanie dla Kościoła. Chrześcijaństwo jako religia bezinteresownej miłości i zaufania do Boga może nauczyć współczesnych Europejczyków hojności i otwartości na życie. Otwartości, która przywróci wam przyszłość. 

Ludzie przestali wierzyć
George Weigel

urodzony 17 kwietnia 1951 r. w Baltimore, Maryland, Stany Zjednoczone − amerykański pisarz katolicki, teolog, działacz społeczny i polityczny, autor najlepiej sprzedającej się biografii papieża Jana Pawła II pt. Świadek nadziei....

Ludzie przestali wierzyć
Dominik Jarczewski OP

urodzony w 1986 r. w Warszawie – dominikanin, duszpasterz, rekolekcjonista, doktor filozofii uniwersytetu Paris 1 Panthéon-Sorbonne, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów, stały współpracownik miesięcznika „W drodze”....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze