O świętym, co spotkał Lenina
fot. timothy meinberg / UNSPLASH.COM

O świętym, co spotkał Lenina

Oferta specjalna -25%

Dwa grosze. O Bogu bliskim

0 opinie
Wyczyść

Brat Albert. Inspiracje, ks. Grzegorz Ryś, eSPe, Kraków 2012

 Same kłopoty ze świętością! W większości przypadków próba opisu to jak balansowanie między zbiorem legend a niestrawnymi tonami lukru. Czasami to nadzwyczaj dokładne relacje z kaźni znoszonych mężnie i z poczuciem humoru, czasami przesadny sentymentalizm. Ileż to razy śmiałem się w myślach, słysząc o tym, że Dominik Savio nie ssał matczynej piersi w piątek, bo od maleńkości rygorystycznie przestrzegał postu, a na lekcji polskiego z niedowierzaniem zastanawiałem się nad granicami wytrzymałości świętego Aleksego, który leżąc pod schodami, zalewany tonami pomyj, cieszył się i prosił o więcej. Po latach, choć patrzę na takie kwiatki z innej perspektywy i potrafię oddzielić naleciałości literackie epoki od rzeczywistości, zdaję sobie sprawę, że na hasło „świętość” wielu niezmiennie reaguje z dystansem. W końcu bycie świętym to prędzej czy później finał w postaci życia pod mostem, bo „kogo Bóg kocha, tego doświadcza”. Kto by tak chciał?

Z podobnymi trudnościami przychodzi się zmierzyć każdemu, kto wziąłby na warsztat popularną postać świętego Brata Alberta – Adama Chmielowskiego. W powszechnej świadomości pozostaje „dobry jak chleb” i „brat naszego Boga”. Malarz, który walczył w powstaniu styczniowym, tracąc jedną z nóg, nawrócił się i zaczął pomagać ubogim na ulicach Krakowa, namalował obraz „Ecce Homo”, założył klasztor na zakopiańskich Kalatówkach i podobno, jak chcą biografowie Podhala, miał rozmawiać z Włodzimierzem Iljiczem o przebudowie świata podczas pobytu „wodza” w Białym Dunajcu. Tyle wiemy. Tyle powie nam niezawodna w takich kwestiach Wikipedia. Temat banalny i trącący melodramatycznym portretem w kolorze kościelnej sepii. Tym większe jest zaskoczenie, gdy się okazuje, że ksiądz Grzegorz Ryś (jeszcze przed nominacją na biskupa krakowskiego) przekuwa ten banał w twórcze i aktualne refleksje.

Analiza

Brat Albert to zapis rekolekcji wygłoszonych do krakowskich sióstr albertynek. Taka biografia, nie-biografia Adama Chmielowskiego. Niby dużo tu o życiu samego bohatera, ale jest ono schowane za tym, co podtytuł książki nazywa „inspiracjami”. Autor, z wykształcenia historyk Kościoła, potraktował postać świętego, tak jak podchodzi się do analizy krytycznej źródła historycznego. Przyjrzał się okolicznościom życia, tłu społecznemu i spróbował znaleźć powody takich, a nie innych zachowań. Jak wyjaśnia na wstępie, ważniejsza stała się dla niego opowieść o człowieku, który w zetknięciu z ewangelią zmienił swoje życie, niż kolejna laurka o tym, jak żył, co robił i jak się modlił Chmielowski, bo tego typu lektur mamy pod dostatkiem. Ten celowy zabieg przyniósł zaskakujące efekty. Dzięki niemu pomnikowa postać, choć ściągnięta z cokołu kościelnej historii, wewnętrznie ożyła, nie tracąc jednak nic ze swej wielkości. I mimo że w książce bohater nazywany jest zakonnym imieniem Brata Alberta, konsekwentnie bez dodatku „święty”, to po jej lekturze łatwiej przychodzi zrozumieć, dlaczego nim został.

Przewodnik

Portret Adama Chmielowskiego to w pierwszej kolejności opowieść o fascynacji hiszpańską mistyką, sygnowaną imieniem świętego Jana od Krzyża. Samo to trąci już wykładem z najwyższej półki duchowości, ale przyznaję, że dawno nie czytałem tak przystępnego przekazu na temat kluczowych dla świętego karmelity pojęć – „drogi na górę Karmel” i „nocy ciemnej”. Brat Albert rozumiał przesłanie świętego Jana jako nakaz, w myśl którego miłość do Boga jest niepodzielna i „On sam wystarczy”. Tyle że, jak dodaje ks. Ryś, zatrzymanie się na tym stwierdzeniu było dla Brata Alberta niewystarczające. Bo dopóki czegoś nie przećwiczymy w praktyce, dopóty tego wcale nie znamy. Stąd życie krakowskiego świętego to z jednej strony doświadczenie Boga w codzienności i żarliwa modlitwa, a z drugiej konkretne działanie wyrażające się w okazywaniu miłosierdzia, dawaniu jałmużny i trosce o drugiego. Gdyby nie było tego ostatniego, wzniosła i subtelna kontemplacja pozostałaby tylko formą uwielbienia własnej pychy. Przyznajmy: wniosek bardzo konkretny, w którym my także możemy się odnaleźć. Autor domyka go, porównując życie Brata Alberta do ewangelicznego domu w Betanii, gdzie mieszkał Łazarz i jego siostry Marta i Maria. Maria, jak wyjaśnia, to ta część w nas, która odpowiada za relację z Bogiem (słucha Słowa), Marta to nasz stosunek do świata (praca), a Łazarz to element, który odpowiada za relacje z samym sobą. Dopiero gdy całe rodzeństwo jest w nas „sprawne”, możemy uczciwie przyjmować Pana Jezusa.

Realizm

Brat Albert to także minitraktat o kolejności rzeczy ważnych w życiu. Często oskarżamy się, że Chrystus nie jest w naszym sercu na pierwszym miejscu, że przytłoczeni obowiązkami w pracy czy troską o najbliższych zapominamy o Nim. Dla wszystkich, którzy przeżywają podobne rozterki może być to inspirująca lektura. Bo, co ciekawe, jeszcze jako Adam Chmielowski, aktywny patriota z powstania styczniowego, Brat Albert napisał, że polityka go nie interesuje i nie rozumie całej tej kwestii społecznej. Ale po swoim nawróceniu do tej nielubianej rzeczywistości – umownie nazwijmy doczesnej – wrócił. Dlaczego? Z prostego powodu – bo odkrył Chrystusa. Doświadczenie żywego Boga wepchnęło go z powrotem w ludzką biedę i problemy innych. Ta myśl, zaaplikowana do naszej współczesności, jest ważna ze względu na wspomniane wyżej niepokoje i obawy. Choć pierwszy jest Chrystus, to spotkanie z Nim dokonuje się w życiu, które zostało nam dane. Nie przez ucieczkę od niego i negowanie go. Ta odpowiedź to taki dominikański okruch, ewangeliczny realizm, z ducha świętego Tomasza z Akwinu, który powtarzał, że łaska buduje na ludzkiej naturze. W wydaniu Brata Alberta to zdanie przybierało nieraz szokujące, jak na nasze dzisiejsze warunki, formy wyrazu. Biografowie zapisali, że nawiązując do swojej pracy z alkoholikami zbieranymi z krakowskich ulic, zwykł mawiać, że najpierw trzeba uratować tym ludziom wątroby, to znaczy dać jeść, a potem dopiero głosić im rekolekcje. Nie inaczej, bo pierwsza jest natura, a dopiero potem łaska. Nie można zamieniać kolejności.

Kryzys

Jest to też książka o Kościele w czasach kryzysu, co pewnie wcale nie było bezpośrednim zamierzeniem autora. A jednak. Albertyńska fascynacja ubóstwem świętego Franciszka przypomina o ideale, który według Brata Alberta mógł być lekarstwem na kryzys Kościoła końca XIX wieku. Przypomina się tu zdanie Piusa XI, trafnie opisujące tamtą sytuację, o tym, że na długie lata Kościół katolicki stracił robotników na rzecz komunistów. W rozwijającej się Europie przełomu wieków pojawiły się rzesze biednych, którzy nie odnajdywali się w Kościele, znajdowali natomiast wsparcie u lewicowych ideologów. Ksiądz Grzegorz w interesujący sposób przenosi ten problem do czasów dzisiejszych, stawiając pytania o to, czy współczesny Kościół jest ubogi i jaki status mają ubodzy w Kościele. Trafnie zauważa coś, co trąci być może oczywistością, że o wiele ważniejsze od pustego gadania jest świadectwo. Bo kiedy wszystkim starcza pieniędzy na życie, nie ma znaczenia, jakim samochodem jeździ proboszcz, kiedy jednak wielu z ledwością wiąże koniec z końcem, to nawet posiadanie dobrego roweru może być zgorszeniem, a najlepsze kazania o nawróceniu moralizowaniem.

Reasumując

Książka jako zapis rekolekcji to w efekcie jej największa siła. O wiele mocniej przemawia do nas żywe słowo, uchwycone na gorąco, niż suche akademickie wykłady. Zwłaszcza wtedy, gdy chodzi o uwspółcześnienie życia świętego i twórczą próbę pokazania w nim przykładu do naśladowania. Uwagi ks. Grzegorza Rysia to równocześnie zapis cierpliwego procesu medytacji nad Ewangelią, która stanowi punkt wyjścia do rozważań o życiu Brata Alberta. W związku z tym, czego autor nie wyraża wprost, jest to tom dla cierpliwych – bardziej do przemyślenia niż do połknięcia w jeden wieczór. To najbardziej wymagający element lektury albertyńskich „inspiracji”. Choć w gruncie rzeczy – drobiazg, który nie przesłania całości, pozostającej zapisem żywego przeżywania wiary – obecności Boga zarówno w codzienności bohatera, jak i autora książki.

O świętym, co spotkał Lenina
Roman Bielecki OP

urodzony w 1977 r. – dominikanin, absolwent prawa KUL i teologii PAT, kaznodzieja i rekolekcjonista, od 2010 redaktor naczelny miesięcznika „W drodze”, Prowincjalny Promotor Środków Społecznego Przekazu, autor wielu wywiadów, recenzji filmowych i literackich, publicysta, aut...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszykKontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze