Polska jest nasza
fot. jeremy bishop / UNSPLASH.COM

Musimy wszyscy zobaczyć, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni w naszej agresji i w ostatecznym rachunku: w naszej niedoli. Potrzebujemy wszyscy chrześcijańskiego miłosierdzia. Dzięki niemu jesteśmy w stanie wykroczyć poza siebie.

Tomasz Maćkowiak: Mam wrażenie, że tocząc spory w życiu publicznym, jesteśmy dziś dużo bardziej bezwzględni wobec naszych przeciwników niż kiedyś.

Michał Łuczewski: Ma pan rację, agresja jest większa, a szacunku dla przeciwnika coraz mniej. W Polsce jest to szczególnie widoczne, bo w ostatnich latach zmieniły się linie podziałów społecznych. Kiedyś ta linia przebiegała między komunistami i społeczeństwem i nikt nie oczekiwał, że obie strony będą sobie okazywały jakiś szczególny szacunek.

Podział był oczywisty: władza nie szanowała obywatela, a obywatel nie szanował władzy. Tyle że ten podział już nie istnieje. Teraz jest nowa linia, która dzieli nas w dużo bardziej dotkliwy sposób: nie szanują się nawzajem i obywatele, i ludzie władzy. Być może dlatego intensywniej ten podział odczuwamy. Podzielone są elity pochodzące z tego samego pnia. A konflikt jest chyba znacznie bardziej radykalny niż ten wcześniejszy, z komunistami. On dotyka też społeczeństwa. Przy okazji kolejnych demonstracji, takich jak czarny marsz czy marsz niepodległościwidać, jak szybko wzajemny szacunek jest wycofywany. To teraz towar deficytowy.

Dlaczego?

Bo różnice między nami się zatarły. Elitom postsolidarnościowym, które budowały III RP, dysponując aparatem władzy i instytucjami zaufania publicznego, takimi jak media, wydawało się, że będą zajmowały pozycję elit na stałe. Tymczasem ich pozycja została podważona po zwycięstwie braci Kaczyńskich w 2005 roku, a potem po ostatnim zwycięstwie obozu politycznego PiS. Te kontrelity są też elitami postsolidarnościowymi i sięgają do tych samych źródeł legitymizacji władzy. Stąd konflikt.

Ale przecież to są po prostu dwa obozy polityczne. Elity jednego obozu i elity drugiego obozu mają różne pomysły i chcą je realizować, więc to naturalne, że będą się kłóciły.

Tak jest w demokracji. Moje pytanie brzmi: Dlaczego oni się żrą bardziej niż ich poprzednicy? Tego nie rozumiem.

Jeśli jest jakaś jedna socjologiczna prawda, to ta, że agresja i przemoc pojawiają się tam, gdzie rozchwianiu uległy dotychczasowe hierarchie i reguły. W takiej sytuacji jesteśmy właśnie od roku. Dziś nie ma jasnych społecznych podziałów, nie ma hierarchii, doszło do przemieszania elit i nie wiadomo, czy dawne elity są jeszcze elitami, czy już nie, albo czy nowe elity są już elitami, czy jeszcze nie. Zwaśnione partie muszą być ze sobą w większym konflikcie, bo realne różnice między nimi są mniejsze niż te, które występowały wcześniej.

Czyli ten konflikt jest pozorny? Albo sztucznie generowany?

Jego intensywność jest większa, gdyż to nie tylko konflikt o zasoby: kapitał ekonomiczny i wpływy polityczne, ale o pomysł na Polskę. Jeśli PiS zrealizuje swoje reformy, odbierze w ten sposób legitymizację całej III RP; jeśli mu się nie powiedzie, zniknie ze sceny politycznej, a III RP tryumfalnie powróci. To konflikt o kształt życia publicznego, o nowe zasady rozdziału uznania społecznego, a czasem także o własne przeżycie. Kluczową rolę odegrała tutaj także katastrofa smoleńska, która wykopała przepaść między dwoma obozami. Dotąd nierozstrzygnięta została kwestia odpowiedzialności za katastrofę: prawnej, politycznej i moralnej.

Dziennikarze narzekają, że spora część konfliktów jest generowana i wymyślana w firmach public relations, pracujących na zlecenie rozmaitych środowisk politycznych.

<

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się