Po śladach Zacheusza
fot. alec attie / UNSPLASH.COM

Po śladach Zacheusza

Tomáš Halík, Cierpliwość wobec Boga. Spotkanie wiary z niewiarą, przeł. Andrzej Babuchowski, WAM, Kraków 2011

Pytania najprostsze rodzą najwięcej problemów. Wielość udzielanych odpowiedzi – irytująco pewnych swej racji, drażniąco wyjaśniających wszystko jednym machnięciem ręki – zniechęca i w krzywym zwierciadle stawia samo pytanie. Jeśli jednak odrzucić lub zagłuszyć wszelkie łatwe odpowiedzi (a jestem przekonany, że nie jest to łatwe) i pozwolić wybrzmieć pytaniom naprawdę i do samego końca – jesteśmy nadzy. Kiedy więc kolejny raz czytam szalenie ważne i boleśnie prawdziwe pytanie „Dlaczego Bóg milczy?”, jestem zniechęcony wszystkimi odpowiedziami, którym dałem się niegdyś uwieść, a które niczego nie wyjaśniają; czuję się bezradny wobec naprawdę wibrującego w powietrzu pytania. Zatem kiedy czytam zdania Tomáša Halíka, że wobec Bożego milczenia należy mieć cierpliwość, na moment się zatrzymuję. I zatrzymuje się we mnie moja wiara.

Wiara, nadzieja, miłość

W książce Tomáša Halíka Cierpliwość wobec Boga. Spotkanie wiary z niewiarą jest wiele zdań boleśnie szczerych i szaleńczo odważnych, które chcą współmyśleć, współdoczytać się razem, bez nietaktownego „nawracania”. Pisze je ksiądz i ceniony duszpasterz, współczesny filozof chrześcijański.

Czytamy: „Mnie także doskwiera często Boże milczenie i ciężar Bożego oddalenia”. Podkreślam sobie z tego zdania dwa słowa – „często” oraz „ciężar” – przeżuwam je i wiem, że kolejne również będą miały smak. „Z ateistami zgadzam się w wielu sprawach, czasem niemal we wszystkim – z wyjątkiem ich wiary, że Bóg nie istnieje. (…) Jednak ich wyjaśnienie owego poczucia uważam za zbyt pochopne – za przejaw niecierpliwości”. To są zdania, w których czuje się charakter Halíka. Jest ironia, jest nieposkromiony umysł, stojąca za tymi zdaniami erudycja, jest wreszcie szczere otwarcie się na siebie, drugiego oraz Boga. Jest jeszcze coś, jakby echo z pustyni. Sięganie po dawną tradycję i jej szkołę. „Znam jednak jeszcze inną interpretację, jeszcze inną możliwą postawę wobec »nieobecnego Boga«. Znam trzy – głęboko ze sobą związane – sposoby cierpliwości względem Bożej nieobecności. Nazywają się wiara, nadzieja, miłość”.

Człowiek Na Drzewie

Na przewodnika książki Halík wybiera postać Zacheusza. Zainteresowany Jezusem, lecz od Niego odległy, odgrodzony rozwrzeszczanym tłumem, jak również własną postawą nie do końca zdecydowanego – taki właśnie jest Człowiek Na Drzewie. Dla Halíka Zacheusz to ktoś w przedsionku kościoła: jeszcze nie wie – wejść czy wyjść. To doskonała postać do rozważań o życiu między wiarą a ateizmem, między „już” a „jeszcze nie”. Nie skreślajmy tak szybko Zacheusza, patrząc na niego jak na zwykłego niedowiarka, któremu zabrakło odwagi przed ostatecznym krokiem. Człowiek Na Drzewie ma wszystko, czego mu w duchowej podróży potrzeba: jest ciekawy i otwarty, krąży wokół Jezusa, próbuje iść na przekór swemu życiu celnika umoczonego zapewne łapówkami i korupcją. Zacheusz to także nasza wiara, nieco niecierpliwa, nieco przygaszona własną lękliwą pobożnością. Halík, opisując duchowy klimat Czechów, używa określenia „lękliwa pobożność”. W zestawieniu z pobożnością hiszpańską czy brazylijską czeski katolik (ale czy tylko on?) wydaje się nieufny wobec własnych gestów, zdystansowany i ostrożny, jakby nieustannie czuł na sobie czyjeś spojrzenie, obecność kogoś gotowego do denuncjacji. Zacheusze, jak zauważa Halík, nie czują się oddaleni od Boga – prowadzą wszak z Nim swoje spory lub zażarte kłótnie – ale czują się oddaleni od Kościoła. Jedną z przyczyn tego duchowego rozbratu jest brak głodu Boga w języku i czynach Kościoła. Więcej żarliwości można znaleźć wśród szeregu postaci ateistycznych lub właśnie stojących w przedsionku kościoła. Wśród żarliwych mistrzów głodu Boga Halík wymienia przede wszystkim swojego ulubionego myśliciela Nietzschego. Jest to fascynacja stale obecna w literackiej przestrzeni czeskiego duszpasterza. Halík, niezmęczony odkrywaniem jego twórczości, wciąż na nowo go odczytuje, zestawiając nieco prowokacyjnie ze św. Teresą z Lisieux czy współczesną teologią. Nie zabraknie tu również Simone Weil, ale także świętych buntowników – Thomasa Mertona, Józefa Tischnera, Franciszka z Asyżu. W nich właśnie Halík ukazuje, że rdzeniem języka religijnego jest głód Boga. Jak przekonuje, Bóg sytych, Bóg bogatych, wreszcie Bóg ludzi mających na wszystko gładkie odpowiedzi, nie jest Bogiem Biblii. Rozwijające się w ostatnich latach nowe kierunki teologii – wyzwolenia czy feministycznej – uwalniają nas od dotychczasowych pewników. Bóg jest zawsze inny, większy od naszych wyobrażeń, przekonuje czeski ksiądz. Dlatego też docenia ateizm jako antytezę wiary naiwnej, lukrowatych świętych czy tryumfalnego języka religii. Wiara w pewnym sensie musi być ukrzyżowana – doświadczeniami, zranieniami, także wątpliwościami – aby mogła być wiarą zmartwychwstałą. Halík jest nad wyraz spokojny, gdy rozwija myśl francuskiego teologa Josepha Moingta, że czasem należy Bogu pozwolić „odejść”. To, co trzyma i niejako więzi Boga, to nasze przyzwyczajenia, obłaskawione obrazy intelektualne, schematy myślenia. Pozwolić Bogu „odejść” oznacza w rzeczywistości zgodę na to, by przyszedł na nowo, z innej strony, czasami nierozpoznany. „Jeśli On jest w naszej wierze, to jest tam często ukryty albo po prostu przekracza to, co my sami o wierze sądzimy, co z niej »widzimy«, jak ją rozumiemy (a tym bardziej, co sądzimy o wierze innych!). Jeśli jest w niej Bóg, który jest większy, niż możemy pomyśleć, to także nasza ludzka wiara jest »większa«, niż sobie uświadamiamy, również w naszej pozornie – w oczach innych, a niekiedy i w naszych oczach – małej wierze, ba, także w naszych poszukiwaniach i zmaganiach może być jakoś ukryty wielki Bóg. Czyż nie mamy dość dowodów na to, że nasz Bóg kocha paradoksy?”.

Powiew pustyni

Autor zaznacza we wstępie: ta książka czytelnikowi może się wydawać wtórna. Zbyt dużo tu powtórzeń, wiele myśli jest logiczną kontynuacją poprzednich publikacji – bardziej na zasadzie domówienia i zamknięcia pewnych wątków niż ich twórczego rozwinięcia. Rzeczywiście, czytając Cierpliwość wobec Boga, z łatwością czytelnik wskazuje znajome fragmenty z Co nie jest chwiejne, jest nietrwałe, Wzywany czy niewzywany Bóg się tutaj zjawi czy Dotknij ran. Czy to źle? Pewne uczucie wtórności przeszkadza jedynie w lekturze pierwszych kilkunastu stron, a to oznacza, że Halík jest bardziej skromny, niż byłem gotów przypuszczać. Powtórzeń wbrew zastrzeżeniom nie ma tu nazbyt wiele, a jeśli są, to doskonale wpasowują się w całość koncepcji książki. Cierpliwość… to Halík w pigułce.

Znacznie bardziej niż ewentualne powtórzenia zwraca uwagę postawa konsekwentnego wycofywania się z uniwersyteckiej katedry na rzecz cichej kontemplacji. Przez długi czas Halík znany był w Polsce jako katolicki publicysta zajmujący głos w sprawach globalizacji z religijnego punktu widzenia. Liczne artykuły niewątpliwie zbudowały mocną pozycję czeskiego autora w Polsce, ale jednocześnie zaczęły nużyć. Miałem wrażenie, że więcej jest w Halíku publicysty i filozofa niż księdza. W kolejnych artykułach czy zbiorach wywiadów nieustannie trafiałem na ładne i ważne słowa, takie jak „dialog”, „tolerancja”, „ prawda”, a znacznie rzadziej natrafiałem na inne, takie jak „Chrystus”, „zbawienie” czy „msza święta”. Przełom nastąpił w Co nie jest chwiejne…, gdy autor zwierzył się: „Kilkakrotnie w ostatnich latach osobliwie zachwiało się moje serce, mój wewnętrzny duchowy świat, moje kapłaństwo”. Od tamtego czasu obserwuję, jak kolejne książki nie powstają już w samolocie, hotelach i dworcach, gdy ich autor zmierza na następny wykład, ale w ciszy nadreńskiej pustelni. I mam też wrażenie, że Halík, wycofując się z zabierania głosu w każdej sprawie, staje się coraz bardziej monastyczny. Cierpliwość… jest tego najlepszym przykładem: nie tracąc nic z intelektualnych lotów, dobrego stylu literackiego, książka dotyka samego rdzenia spraw chrześcijańskich; ma się wrażenie, jakby pisana była w przerwach spokojnej, cichej, ukrytej modlitwy. Jest to wreszcie książka najbardziej osobista z dotychczasowych. Czech dzieli się swoją drogą do wiary, latami kapłaństwa ukrytego w atmosferze komunistycznego kraju, tajemną więzią, która prowadziła go przez dwadzieścia lat, a o której nie wiedziała nawet jego matka. W tej perspektywie zupełnie inaczej brzmią słowa: „I jeszcze coś: także wiara, jeśli jest żywa, ma swój wdech i wydech, swoje dnie i noce; Bóg nie przemawia jedynie swoim słowem, ale i swoim milczeniem; nie przemawia do ludzi jedynie swoją bliskością, ale i swoim oddaleniem. Zapomniałeś o nasłuchiwaniu mojego głosu w tych, którzy doświadczają mojego milczenia, mojego oddalenia, którzy z drugiej strony, z ciemnej doliny spoglądają na zasłoniętą przez obłok górę mojej tajemnicy. Tam powinieneś Mnie szukać, z tymi ludźmi powinieneś przyjść, ich doprowadzić choćby tylko trochę bliżej mojego progu. To była ta brama przygotowana zwłaszcza dla ciebie”.

Halík oddaje pierwszeństwo temu, co jest pierwsze: cierpliwości. Zamykam książkę, wychodzę na spacer.

Po śladach Zacheusza
Marcin Cielecki

urodzony w 1979 r. – polski poeta, eseista, recenzent, pisarz.  Autor m.in. zbioru esejów Miasto wewnętrzne, książek poetyckich Ostatnie Królestwo, Czas przycinania winnic....