Jak się mądrze różnić
fot. akshay gill bJt1L7 / UNSPLASH.COM

Przyszli małżonkowie muszą pamiętać, że to Bóg jest źródłem miłości. I dlatego właśnie, nie mimo, ale w ramach różnic między mężczyzną a kobietą, możliwa jest miłość małżeńska, stałość, mądra współzależność i trwałość tego związku.

Katarzyna Kolska , Roman Bielecki OP: Niemal podczas każdego ślubu w kościele słyszymy czytanie z Księgi Rodzaju, mówiące o tym, że Pan Bóg stworzył człowieka – mężczyznę i niewiastę. Tak dobrze znamy ten fragment, że nad niektórymi słowami już pewnie w ogóle się nie zastanawiamy. A one wydają się kluczowe. Mówią o tym, że jesteśmy zupełnie inni.

Maciej Soszyński OP: To ważne, że czytamy te słowa w chwili, kiedy młodzi ludzie wchodzą na drogę powołania małżeńskiego. Kościół odwołuje się do aktu stworzenia, do pierwotnego zamysłu Pana Boga. Przypomina, że ci małżonkowie są stworzeni jako kobieta i mężczyzna, bez względu na to, jak oni tę swoją kobiecość i męskość przeżywają. To jest bardzo czytelny punkt odniesienia.

Kiedy uważnie przeczytamy Biblię, zobaczymy, że jest to opowieść o kobietach i o mężczyznach, o tym, jak różnie się zachowują, przeżywają, reagują. W dzisiejszych czasach kobiecość z męskością bardzo nam się wymieszała. A czytanie z Księgi Rodzaju mówi nam: bez względu na to, jak jest teraz, zostaliście stworzeni jako kobieta i mężczyzna. I tak patrzy na was Pan Bóg. Te słowa, jeżeli się je dobrze usłyszy, mogą być źródłem otuchy dla młodych ludzi.

Łukasz Kubiak OP: Trzeba się jednak zastanowić, co dzisiaj ludzie słyszą, kiedy mówimy do nich: zostaliście stworzeni jako kobieta i mężczyzna. Odnoszę czasem wrażenie, że interpretując opis stworzenia człowieka, jesteśmy ofiarami nieuświadomionych archetypów i pewnych uwarunkowań kulturowych. Kiedy podczas liturgii sakramentu małżeństwa czytamy fragment z Księgi Rodzaju, warto zadać sobie pytanie o to, czy nie sankcjonujemy czegoś, co dziś jest już nie do przyjęcia w kontekście rozumienia płci, ról męskich i kobiecych. Mam tu na myśli trwający od trzech tysięcy lat patriarchat i związany z nim zniekształcony obraz kobiety i mężczyzny, który niejednokrotnie podtrzymujemy, powołując się na autorytet Pisma Natchnionego.

Ale fragment o stworzeniu nie znalazł się w Piśmie przez przypadek. Można zapytać w takim razie, co autor natchniony miał na myśli?

Maciej Soszyński OP: Po pierwsze jest tam mowa o tym, jak kobieta i mężczyzna są od siebie diametralnie różni, chociażby przez sam akt stworzenia. Mężczyzna zostaje ulepiony z prochu, a kobieta, jako najdoskonalsze dzieło stworzenia, jest niejako zaproszona do raju. Zostaje stworzona z kości mężczyzny – bardzo lubię ten szczegół opisu stworzenia, bo w taki delikatny sposób mówi o wzajemnej zależności i dopełnianiu się.

Drugim niezwykle ważnym momentem tego czytania są słowa mówiące o tym, że oboje opuszczą ojca i matkę i staną się jednym ciałem. On – ze względu na kobietę, ona – ze względu na mężczyznę przerywają tę najbardziej pierwotną i naturalną więź z rodzicami i odchodzą od nich, żeby być razem.

Łukasz Kubiak OP: Dobrze, że mówisz o zależności i dopełnieniu się kobiety i mężczyzny. Ja nazwałbym to komplementarnością, którą postrzegam jako coś bardziej pierwotnego niż więź z rodzicami. Dlatego mężczyzna i kobieta są gotowi opuścić ojca i matkę, żeby do tej pierwotnej komplementarności i jedności dążyć. Świetnie to ponazywał Wojciech Eichelberger w swojej książce pt. Kobieta bez winy i wstydu. Według niego Ewa i Adam są spolaryzowani w taki sposób, że każdy biegun ma swój przeciwny odpowiednik. I tak: pasywność u Ewy-kobiety ma odpowiednik w aktywności u Adama-mężczyzny i dalej mamy odpowiednio: kooperacja – rywalizacja, wrażliwość – odporność, intuicja – rozumowanie, uczucia – wola, synteza – analiza, uległość – stanowczość, miękkość – sztywność, cielesność – umysłowość, chęć bycia poznaną i spenetrowaną – potrzeba poznania i penetracji, partnerstwo – górowanie, jedność – oddzielenie, intymność – dystans, akceptacja – wymagania.

Czy takie zestawienie przeciwieństw pozwala nam lepiej zrozumieć swoje role w małżeństwie? Chodzi nam w końcu w tej rozmowie o to żeby się mądrze różnić.

Maciej Soszyński OP: To zestawienie cech nie dotyczy tylko sfery relacji damsko-męskich, ale dotyka istotnych wymiarów obecności w świecie każdego człowieka. Ta polaryzacja przebiega w każdym z nas, bez względu na to, jakiej płci jesteśmy. Jeśli te cechy odczytamy opisowo, a nie wartościująco, to szybko zobaczymy, jak one się dopełniają i siebie nawzajem potrzebują. Tak jak dopełniają się i potrzebują nawzajem kobieta i mężczyzna. Wyobrażam sobie, że może powstać w kimś obawa, że próbuję zatrzeć granicę między płciami. Otóż nie, myślę, że dziś właśnie ci, którzy ulegają pokusie zacierania różnic płciowych, robią to samo co ci, którzy w sposób stereotypowy te różnice sztywno próbują sankcjonować. Dla mnie ideał mężczyzny to lew i baranek, a ideał kobiety to królowa i matka. Przyszli małżonkowie muszą pamiętać, że to Bóg jest źródłem miłości. I dlatego właśnie, nie mimo, ale w ramach tych różnic między mężczyzną a kobietą, możliwa jest miłość małżeńska, stałość, mądra współzależność i trwałość tego związku.

Co z tej naszej inności wynika dla związku?

Łukasz Kubiak OP: Bardzo wiele. Te różnice mogą się stać źródłem podziału czy wręcz przepaści między ludźmi, ale mogą też być przestrzenią dopełniania się, jakiejś współzależności. Dlatego trzeba bardzo ostrożnie i mądrze o tym rozmawiać.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu było nie do pomyślenia, żeby się zastanawiać, jaką rolę w rodzinie ma do spełnienia kobieta, a jaką mężczyzna. Każdy wiedział, co do niego należy. Emancypacja kobiet zasadniczo zmieniła sytuację, stała się wyzwaniem dla Kościoła. Nieporozumieniem jest sztywne określanie ról i zadań. Co do wielu rzeczy ludzie mogą się dogadać.

Na przykład?

Łukasz Kubiak OP: Na przykład, co do funkcjonowania w domu i budowania rodziny. Bez wstydu mówimy dziś o urlopie tacierzyńskim, wielu mężczyzn się tego domagało. A jeszcze nie tak dawno było to nie do pomyślenia, koledzy by wyśmiali takiego faceta.

I tu się pojawia pytanie o granice. Z jednej strony role kobieco-męskie nam się zacierają, z drugiej walczymy o to, żeby ocalić kobiecość i męskość. Jak sobie to mądrze w głowie poukładać, by później w związku nie oczekiwać od siebie i od drugiej osoby czegoś, co jest poza naszymi możliwościami?

Łukasz Kubiak OP: Każdy mniej więcej wie, jaka jest rola żony i matki i jaka jest rola męża i ojca. Ale wypełnienie tych ról to ciężka praca. To jest ta nasza ziemia, którą musimy sobie uczynić poddaną, w którą musimy włożyć naprawdę dużo wysiłku, żeby tę przestrzeń zagospodarować.

Tyle, że role, w które wchodzimy, są dobre do momentu, kiedy spełniają swoje funkcje. Kiedy jednak zaczynają nas uwierać i rodzą frustracje, pojawia się zazwyczaj kryzys w związku. Inne mieliśmy oczekiwania i wyobrażenia, tkwiliśmy w jakichś stereotypach, które są zupełnie nie dla nas. Uświadomienie sobie tego może być początkiem ważnej rozmowy o tym, jak się czujemy w tych nie swoich rolach, co zamierzamy z tym zrobić. Nie jest nam dobrze? To spróbujmy coś zmienić, zacznijmy inaczej, pozbądźmy się wyidealizowanych obrazów i spójrzmy na siebie realnie.

Co kobieta powinna wiedzieć o mężczyźnie i co mężczyzna powinien wiedzieć o kobiecie?

Maciej Soszyński OP: Słyszę w tym zdaniu ukryte pytanie o to, jaki jest obraz mężczyzny, jaki jest obraz kobiety. Odpowiadając na nie możemy powiedzieć że mężczyzna ma być silny, że nie powinien płakać, że jest bardziej zadaniowy. A kobieta jest bardziej uczuciowa, ma podzielną uwagę i nastawiona jest na współpracę. Może to stereotypy, ale moim zdaniem da się jednak wyodrębnić różnice między kobietami i mężczyznami i dobrze, jeżeli obie strony je przynajmniej poznają. To przecież nikogo nie obrazi, jeśli zauważamy, że kobiety częściej kierują się intuicją i wyczuciem. Cenią sobie współpracę, dlatego uwielbiają rozmawiać. Są mistrzyniami podzielności uwagi, nie przeszkadza im jednoczesne gotowanie, rozmawianie i doglądanie bawiących się dzieci. Zupełnie nie mogą więc pojąć, dlaczego ich mężczyzna, oglądając mecz swojej ulubionej drużyny, nie ustala z nią planów wakacyjnych.

Mężczyźni natomiast wcale nie są zimni i wyzuci z uczuć – są może bardziej stabilni emocjonalnie. Ich myślenie częściej opiera się na racjonalnych argumentach. Stąd tak częste nieporozumienia podczas małżeńskich rozmów. Wcale nie jest łatwo uznać, że po prostu jesteśmy inni. Zgodzić się na to, że mężczyzna, przyzwyczajony do samodzielności i nuty rywalizacji, woli przez godzinę jeździć po obcym mieście niż zatrzymać się i zapytać o drogę. To, o czym teraz mówię, potraktowałbym jako elementarz, który warto kiedyś poznać, by zrozumieć, że inaczej funkcjonują kobiety, a inaczej mężczyźni. Ale potem ten elementarz trzeba odłożyć na bok. Bo tak naprawdę męskość i kobiecość dojrzewa w tym konkretnym związku.

Czasami przydałaby się taka instrukcja obsługi mężczyzny i kobiety.

Łukasz Kubiak OP: Wielu ludzi o tym marzy, ale kobiecość i męskość to zbyt dynamiczna przestrzeń. Jednemu mężczyźnie będzie bliżej do tego, żeby zająć się domem i gotowaniem, a jakiejś kobiecie, żeby zarządzać wielką korporacją i chodzić na polowanie. Choć teoretycznie powinno być na odwrót. Najważniejsze jest to, żeby małżonkowie porozmawiali ze sobą i umówili się co do konkretnych rzeczy. I żeby każde dobrze się czuło w swojej roli.

Maciej Soszyński OP: Przy mówieniu o kobiecości i męskości – poza wszelkimi dzielącymi nas różnicami i rolami – jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, która też wpływa na rozwój związku. To fundamentalne pytanie, niezwykle istotne dla wielu młodych ludzi, o to, czy ja jestem wystarczająco męski, czy ja jestem wystarczająco kobieca?

Łukasz Kubiak OP: Generalnie można powiedzieć, że ludzie mają dziś przede wszystkim problemy tożsamościowe. Mężczyźni i kobiety wchodzą w związek z takim przekonaniem, że muszą się wyrobić w jakiejś roli: jako matka, jako kobieta, jako mąż i jako ojciec. I jeśli do tych swoich wyobrażeń nie dorastają, to pojawia się w nich lęk.

Często zdarza się tak, że potem z tych ról wychodzimy – przestajemy być atrakcyjnymi kobietami dla swoich mężów, stajemy się kucharkami, opiekunkami do dzieci, sprzątaczkami, praczkami, a mąż staje się dostarczycielem pieniędzy, naprawiaczem zepsutych rzeczy, tragarzem. Jakbyśmy zapominali o tym, że my dalej musimy funkcjonować jako kobieta i mężczyzna.

Łukasz Kubiak OP: Tak się niestety dzieje w wielu związkach. Rodzą się dzieci, małżonkowie stają się rodzicami i bardzo szybko zapominają, jak to jest być małżeństwem, jak to jest być kochankami. On czuje się zdradzony, bo żona jest tak zaangażowana w macierzyństwo i najzwyczajniej w świecie jest tak zmęczona karmieniem, wstawaniem, zwłaszcza na początku, że dla męża nie ma już czasu. Małżeństwo odchodzi gdzieś w kąt i staje się bardziej rodzicielstwem. I czasami trwa to przez długie lata. Aż w końcu dzieci podrosną, usamodzielnią się, wyprowadzą, a oni zostaną z syndromem pustego gniazda. Nie wiedzą, co ze sobą zrobić, jak razem spędzić czas, czym się zająć, o czym rozmawiać. Zapomnieli, jak to jest być małżeństwem, zapomnieli jak romansować ze sobą, jak być kochankami.

Czy to można ocalić?

Łukasz Kubiak OP: Tak. Myślę, że to jest właśnie ten moment w przygotowywaniu się do małżeństwa, żeby te kwestie mocno między sobą przegadać. My, jako małżeństwo, jesteśmy pierwsi, wszystko od nas się zaczyna. My, jako małżeństwo, będziemy rodzicami – małych dzieci, dorosłych dzieci, dojrzewających dzieci, dzieci, które wychodzą z domu, będziemy teściami i dziadkami, my jesteśmy małżeństwem. I to takim, że kiedyś, kiedy dzieci pójdą z domu, to będzie: Wreszcie! Nie wreszcie, że się ich pozbywamy, ale wreszcie wracamy do siebie.

Jak się odnieść do takiego wzorca rodzinnego, który jest mocno obecny w Kościele, to znaczy do Świętej Rodziny? Utrzymanie świętego obrazka, takiego namalowanego, pastelowego, jest po prostu sztuczne i nieprawdziwe. A jednocześnie, gdy pójdziemy na rekolekcje wielkopostne czy adwentowe, to ksiądz powie: mamy dwa wzorce – wzorzec męża, święty Józef, nieodzywający się w Ewangelii, i Maryi, która chowa wszystkie te sprawy w swoim sercu.

Łukasz Kubiak OP: Na pewno możemy przyglądać się tej rodzinie jako takiej, która została powołana i wybrana i świetnie sobie z tym poradziła. Każdą rodzinę coś spotyka w życiu – doświadczenia piękne, radosne, pełne bólu. Święta Rodzina miała w sobie dużo życia i odwagi. I w tym znaczeniu ta rodzina jest niezwykła. Z pewnością nie było tak, że Maryja od dziecka siedziała i marzyła o tym, żeby być matką Zbawiciela. Miała bliskiego mężczyznę, Józefa, i on miał bliską kobietę, Maryję, z którą chciał spędzić życie. I nagle spotyka ich taka nowina, szczęście – ale bardzo trudne. Zobaczmy, że pomimo tak wyjątkowego powołania, Świętej Rodziny – chciałoby się powiedzieć – „los nie oszczędzał”. Mogli się zniechęcić albo powątpiewać. Bo jak to?! Na świat ma przyjść Mesjasz, a nie ma gdzie Go urodzić? Na świat przyszedł Mesjasz, a trzeba uciekać na emigrację z obawy o życie? Ta Rodzina świetnie sobie poradziła w wielu próbach, wzrastała w świętości. Nie była gotowym produktem, który wystarczyło oprawić w ramki i sprzedać na odpuście. Nie pytała „Dlaczego teraz nas to spotyka?”, ale „Do czego, Boże, nas zapraszasz, prowadzisz?”.

Takie trudne chwile zdarzają się w każdym związku, w każdej rodzinie. Pytanie – jak my sobie z tym poradzimy, ile włożymy trudu, żeby to mądrze odczytać i zrealizować w życiu.

Przypuśćmy, że komuś rodzi się niepełnosprawne dziecko. Czy potraktujemy to jako przekleństwo i wielki dramat i w związku z tym ktoś kogoś opuści, zostawi, bo tego nie uniesie, czy małżonkowie powiedzą: mamy taką sytuację i chcemy ją przeżyć jak najlepiej, wręcz wierzymy, że z Panem Bogiem ją przeżyjemy.

Maciej Soszyński OP: Dla mnie Święta Rodzina jest ramą, w którą możemy włożyć własne, niepowtarzalne oblicza, za którymi skrywają się również nasze historie związane z odkrywaniem i dojrzewaniem do własnej męskości czy kobiecości. Nie zawsze ta droga jest łatwa i oczywista. Dlatego Święta Rodzina ma być dla nas wsparciem i punktem odniesienia, a nie źródłem konfrontacji z naszą niedoskonałością.

Niepewna kobieta czy niepewny mężczyzna może w Maryi i Józefie znaleźć sprzymierzeńca na własnej drodze rozwoju, czasami leczenia ran czy umacniania własnego powołania. Święta Rodzino módl się za nami – to wezwanie naprawdę ma moc, o czym może czasami zapominamy.

Jak się mądrze różnić
Łukasz Kubiak OP

urodzony w 1975 r. – dominikanin, absolwent teologii na Papieskiej Akademii Teologicznej, duszpasterz akademicki, psychoterapeuta, szkolił się w zakresie terapii indywidualnej, grupowej, rodzin i par w Laboratorium Psychoedukacji, ukończył dwuletni kurs wstępny ISTDP oraz 3-...

Jak się mądrze różnić
Maciej Soszyński OP

urodzony w 1972 r. w Krakowie – dominikanin, kaznodzieja, rekolekcjonista, przez lata duszpasterz narzeczonych. Od młodości związany z krakowskimi dominikanami: jako licealista należał do duszpasterstwa młodzieży Przystań,...

Jak się mądrze różnić
Katarzyna Kolska

dziennikarka, redaktorka, od trzydziestu lat związana z mediami. Do Wydawnictwa W drodze trafiła w 2008 roku, jest zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „W drodze”. Napisała dziesiątki reportaży i tekstów publicystyc...

Jak się mądrze różnić
Roman Bielecki OP

urodzony w 1977 r. – dominikanin, absolwent prawa KUL i teologii PAT, kaznodzieja i rekolekcjonista, od 2010 redaktor naczelny miesięcznika „W drodze”, Prowincjalny Promotor Środków Społecznego Przekazu, autor wielu wywiadów, recenzji filmowych i literackich, publicysta, aut...