Kocham cię, mój wrogu
fot. akshar dave / UNSPLASH.COM

Kocham cię, mój wrogu

Oferta specjalna -25%
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Gdyby jakiś zespół muzyczny zaśpiewał „Żydzi do gazu”, byłby skończony, jeśli śpiewa „Chrześcijanie do lwów”, może liczyć na poklask.

Zamieszanie wokół Adama Darskiego, posługującego się pseudonimem Nergal, zaczęło się we wrześniu 2007 roku, gdy podczas koncertu w klubie „Ucho” w Gdyni wokalista zespołu deathmetalowego Behemoth podarł Biblię, a jej strzępy rozrzucił wśród publiczności. Jednocześnie nazwał Pismo Święte „kłamliwą księgą”, a Kościół katolicki „największą zbrodniczą sektą”. Proces o obrazę uczuć religijnych, który wytoczył Darskiemu przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami Ryszard Nowak, przyczynił się niewątpliwie do spopularyzowania piosenkarza, ponieważ o kolejnych odsłonach przewodu sądowego, uniewinnieniach i apelacjach szczegółowo donosiły media. Oliwy do ognia dolały dwa wydarzenia, które zbiegły się mniej więcej w tym samym czasie. Najpierw Telewizja Polska zatrudniła Adama Darskiego jako jurora w programie „The Voice of Poland”, co pociągnęło za sobą protesty zainspirowane przez biskupa Władysława Meringa. W internecie rozpowszechniany był gotowy formularz, który wystarczyło podpisać i wysłać do prezesa Juliusza Brauna na Woronicza:

„Stanowczo protestuję przeciwko lansowaniu w TVP 2 Adama Darskiego »Nergala«, znanego szerokiej opinii publicznej głównie z propagowania satanizmu, profanacji Biblii i krzewienia nienawiści wobec Kościoła katolickiego. Angażowanie go jako jurora w programie »The Voice of Poland« jest stawianiem go jako autorytetu i wzorca dla milionów widzów, zwłaszcza młodych, do których adresowany jest ten program. Jest to sprzeczne z misją Telewizji Polskiej jako instytucji publicznej, która ma szanować wartości chrześcijańskie i nie przyczyniać się do siania nienawiści z powodów rasowych czy religijnych”. Niewiele później sąd rejonowy w Gdyni uniewinnił muzyka, tłumacząc, że jego działanie było „swoistą formą sztuki” kierowaną do hermetycznej publiczności.

Wytoczone działa

W ślad za procesem i protestem inspirowanym przez ordynariusza diecezji włocławskiej posypały się liczne komentarze. Ludzie raczej nieżyczliwi Kościołowi uważali, że sprzeciw wobec profanacji Biblii i eksponowaniu muzyka są histerycznymi reakcjami grupki oszołomów. Profesor Magdalena Środa, komentując sytuację, stwierdziła na przykład, że „osobiście nieraz też ma ochotę podrzeć Biblię za pełne agresywnych i nawołujących do przemocy treści…”, a „bardziej niebezpieczne niż Nergal wydaje się [jej] głoszenie misji w oparciu o wartości chrześcijańskie”. Z kolei Sejmowa Komisja Kultury i Środków Przekazu przyjęła uchwałę potępiającą zarząd TVP za zatrudnienie Adama Darskiego, twierdząc, że występy w TVP 2 „satanisty publicznie obrażającego chrześcijańskie wartości” jest „zaprzeczeniem istoty misji publicznej oraz rażącym naruszeniem prawa godzącym w fundament wspólnoty narodowej”.

W sprawie protestu zabrał też głos ks. Adam Boniecki, który najpierw na antenie TVN, stwierdził, że działania posłów mają charakter politycznej gry wyborczej i zmierzają do zmiany zarządu telewizji, a głosy biskupów są przesadzone, ponieważ „Nergal prezentuje pewien satanizm, ale media zrobiły z niego szatana. Nie jest też satanistą, bo musiałby wierzyć w szatana. On się od tego odżegnuje rękami i nogami”. Taka reakcja spotkała się z kolei z ostrą ripostą biskupa Meringa, który w liście otwartym napisał do byłego redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”: „Nie widzi Ksiądz związku między Nergalem jako satanistą i jako jurorem? Proszę zatem zafundować sobie badania okulistyczne i nie szerzyć zamętu w umysłach wiernych, opowiadając schizofreniczne tezy”.

Ksiądz Adam wycofał się z dalszej dyskusji, pisząc na łamach „Tygodnika Powszechnego”: „Uważam, że nie ma sensu kontynuowanie sporu o to, czy Nergal jest satanistą i czy znieważenie Biblii podczas jakiegoś spektaklu powinno zamknąć autorowi tego czynu drogę do publicznej telewizji. Nie warto dyskutować, czy głośne protesty przeciw poczynaniom artystycznym uznanym za skandal zawsze służą poprawie obyczajów, czy przeciwnie: są znakomitą reklamą dla skandalisty. Nie ma sensu zastanawianie się, czy diabeł w naszych czasach przybiera postać kojarzącą się z jasełkami, wywrzaskującą coś ze sceny w oparach dymu, czy może szuka form bardziej wyrafinowanych. We wszystkich tych kwestiach wszyscy już powiedzieli swoje i na ogół każdy przy swoim został”. Jednak pod koniec swojego tekstu postawił pytanie: „Na szerzenie nienawiści, wszelkiej nienawiści – powinni reagować wszyscy, zwłaszcza wspólnoty religijne głoszące miłość. Jak reagować? Dobro złem zwyciężać? Oto pytanie także dla nas, chrześcijan”.

Gdy piszę ten tekst, opadły już nieco emocje, podejrzewam, że wymiana uprzejmości między księdzem biskupem a księdzem redaktorem seniorem się skończyła. Prezes Juliusz Braun próbuje znaleźć wyjście i zakończyć współpracę z Adamem Darskim, wykorzystując fakt, że ten zrobił kolejny show, podczas którego parodiował modlitwę wstawienniczą księży i naśmiewał się z osób niepełnosprawnych. Prawdopodobne zatem, że zniknie problem, który bezpośrednio polemikę duchownych wywołał, czyli obecność Nergala w telewizji publicznej. Doceniając jednak talent muzyków Behemotha do robienia wokół siebie medialnego szumu, sądzę, że niedługo w takiej czy innej postaci sprawa powróci, bo to się showmanom zwyczajnie opłaca. Wbrew temu, co pisze ks. Boniecki, warto zatem zastanowić się, co robić, gdy ktoś znieważa nasze świętości, jak się zachować, gdy wysyła do świata przesłanie nienawiści?

Nazi Nergal?

Jest dla mnie oczywiste, że przesłanie sceniczne Behemotha, zarówno w formie, jak i treści jest nasycone pogardą i nienawiścią. Należę do pokolenia, dla którego książki były czymś więcej niż komercyjnym towarem, a słowo drukowane otaczano szacunkiem. Tak mnie wychowano, tak mnie uczono od najmłodszych lat w szkole. Dorastałem natomiast w czasach, gdzie za odbijane na powielaczach i offsecie stronice można było trafić do więzienia, a przemycane z Zachodu książki były konfiskowane na granicy przez wopistów. Sam z duszą na ramieniu woziłem Biblię i literaturę religijną do Związku Radzieckiego, a moi bracia przemycali ją przez zieloną granicę do Czechosłowacji. Być może dlatego, gdy słyszę, że ktoś podarł Biblię pod pozorem działań artystycznych, rodzą się we mnie skojarzenia z działaniami komunistów i faszystów. Artyzm obrazoburców w stylu Nergala ma wdzięk nazistów palących książki na berlińskim placu Opery. Na marginesie wspomnę, że gdy przypominałem sobie zdarzenia z hitlerowskiego Berlina, natrafiłem na słowa Heinricha Heinego, które stały się mottem 75. rocznicy palenia książek: „Gdzie się pali książki, dojdzie w końcu do palenia ludzi”. Być może tam, gdzie się drze Biblię, dojdzie do prześladowania chrześcijan. Przesada? Może, ale chcąc sobie wyrobić własną opinię na temat twórczości Adama Darskiego, zadałem sobie trud przeczytania tekstów ponad stu utworów, które znalazły się na płytach jego zespołu. Lider Behemotha „śpiewa” (jeśli tego słowa wolno użyć na określenie scenicznego wrzasku) głównie po angielsku. Polskie tłumaczenia być może nie oddają w pełni przesłania, ale pozwalają sobie wyrobić zdanie na temat tego, co dociera do słuchaczy. Otóż muzyk jest „wojownikiem nocy opętanym przez piekło, niosącym ze sobą nienawiść, ból i pożądanie” (Black Visions Of The Almighty), a jego utwory pełne są mroku: „Czary, krew i Szatan / Poznaj twarz śmierci / Krew / Ogień / Tortury / Ból” (Carnage). Myli się ten, kto myśli, że teksty te ostrzegają przed taką rzeczywistością lub wobec niej się buntują. Wręcz przeciwnie. Przybierają niejednokrotnie formę modlitw zanoszonych do szatana czy bóstw pogańskich różnej maści: „usłysz me wołanie! / Lewiatanie / błogosław mą drogę! / Asmodeuszu / wznieś mnie w górę! / Belialu” (Be without fear), w których muzycy tęsknią do czasu, gdy „Masakra będzie początkiem żelaznego holokaustu / Zło wchodzi do nieba, by przywrócić sodomię / Czarny śnieg przykrywa hordy Chrystusa / Zimne wiatry niszczą pałac Jehowy” (From Horned Lands To Lindisfarne). Ulubionym bohaterem Nergala jest starosłowiański wojownik, którego „futrzane obuwie nasiąknięte [jest] krwawoczerwonym błotem”, siejący zniszczenie: „Stepy rozbrzmiały dźwiękiem wycia wilków… / Nieśmiertelny, niesamowity, czarny wojownik / (Ja) prowadziłem mych żołnierzy przez niezliczone bitwy / A krzyk umierających był naszą chwałą / Przelałem wiele krwi, kradłem ludzkie dusze, okrutnie” (Thy Winter Kingdom). Taki heros może pociągać swoją nieujarzmioną wolnością: „żadnych uświęconych zasad ponad mą wolnością / nie wypełniam żadnych rozkazów z góry / przeszukuję ruiny, przetrząsam światy / ujrzyj! gdyż jam jest najczarniejszym z czarnych / z chaosu jestem, niezależny / zdeprawowany syn, który zamieszkiwał nicość” (Blackest Ov The Black). Co ciekawe przeciwnikami Nergalowego wojownika są przeważnie głupi chrześcijanie, dla których nie zna on litości: „A cóż, jeśli nic nie istnieje ponad nami? / Żadnej świetlistej glorii, żadnego boga / Wy nie pytacie, ślepo wierzycie / Ucztować będę na waszej ignorancji / Przeklinam wyższe wartości, boską miłość / Waszych drewnianych idoli i wasze prawo / Klękacie przed bogiem, jednak nie widzicie / Iż karmi was kłamstwami, zaślepia was strachem / Oko za oko, ząb za ząb / Rozrywam wasze serca szponami prawdy / Tnącymi szczękami gwałcę wasze słabe łono / Nie ma boga, który ocaliłby was od zagłady” (No Sympathy For Fools). O stosunku do Jezusa i chrześcijan niech świadczą jeszcze tytuły poszczególnych utworów: Uśmiercając Proroków Jezusa, Chrześcijanie do lwów czy Chwała Mordercom [świętego] Wojciecha albo deklaracje: „Dzieci Svantevitha nienawidzą Chrystusa!!! / Dzieci Svantevitha nienawidzą boga-krzyża!!!” (From The Pagan Vastlands). Ten pobieżny przegląd treści utworów Adama Darskiego pozwala stwierdzić, że pełno w nich takich słów jak nienawiść, pogarda, śmierć, wojna. Nie ma mowy o dialogu, tolerancji, poszanowaniu, zrozumieniu. Dlatego nie tylko sceniczny image, czy nawet profanacja Biblii, ale przesłanie, które płynie z muzyki Behemotha, budzi mój najgłębszy niepokój. Nie wiem, czy Adam Darski jest satanistą czy nie, ale nie przekonują mnie dywagacje ludzi, którzy twierdzą, że skoro muzyk nie utożsamia się z tym, co śpiewa, skoro jego działania to tylko obliczona na komercyjny sukces kreacja, to można ją zlekceważyć. Historia zna zbyt wiele przypadków, gdy ktoś zainspirowany literaturą czy filozofią wprowadzał teksty w życie, krzywdząc nie tylko siebie, ale całe narody. Dla mnie ideologia Behemotha jest bardzo bliska faszystowskiemu kultowi woli, walki i siły oraz pogardy dla innych, zwłaszcza dla słabszych. Dziwiło mnie, kiedy słyszałem, że podczas koncertów zespołu padają słowa „Heil Satan”. Teraz przekonałem się, że gdyby szatana wymienić na Führera, a język angielski na niemiecki, z tekstami zespołu mogliby się bez kłopotu utożsamić germańscy wojownicy spod znaku hitlerowskiej swastyki, siejący zniszczenie i chaos. Nadziwić się nie mogę, dlaczego stowarzyszenia występujące przeciwko nazizmowi, tak wrażliwe na wszelkie przejawy „nienawiści wobec ludzi o odmiennym kolorze, odmiennej narodowości, kulturze, religii, orientacji seksualnej, stylu życia, alternatywnym wyglądzie i poglądach na świat” nie zauważyły jeszcze tego podobieństwa. Może dlatego, że przedmiotem ataku jest w tym wypadku Kościół?

Znak Jonasza i pragnienie Augustyna

To, co napisałem wyżej, sugerować by mogło, że jest się czego bać, a jeśli tacy obrońcy wolności jak pani Magdalena Środa czy organizacje antyfaszystowskie są ślepi i nie dostrzegają zagrożenia, to tym bardziej trzeba przeciwdziałać. Gdyby bowiem jakiś zespół zaśpiewał „Żydzi do gazu”, byłby skończony, a jeśli śpiewa „Chrześcijanie do lwów”, może liczyć na poklask. Zanim jednak przejdziemy do protestów, chciałbym postawić nam, chrześcijanom postponowanym przez nergalowych metalowców pytanie, kim jest dla nas Adam Darski. Ostatnie tygodnie mogłyby sugerować, że jest on wrogiem numer jeden Kościoła w Polsce, niemal diabłem wcielonym, którego trzeba przepędzić, by nie porywał i nie pożerał katolickiej młodzieży.

Nie lekceważąc niebezpieczeństw, warto jednak zobaczyć w nim bliźniego, raczej kogoś, kto został uwiedziony przez zło, niż jego źródło. Gdy pisałem ten tekst, w liturgii mszy św. pojawiły się słowa z Księgi proroka Jonasza. „Wstań, idź do Niniwy – wielkiego miasta – i upomnij ją, albowiem nieprawość jej dotarła przed moje oblicze”. Historia proroka, który uciekał przed Bogiem, został przez Niego dogoniony i niemal zmuszony, by przepowiadać w pogańskiej stolicy, kończy się niemal humorystyczną sceną: „Gdy Bóg przebaczył Niniwitom, nie podobało się to Jonaszowi i oburzył się. Modlił się przeto do Pana i mówił: Proszę, Panie, czy nie to właśnie miałem na myśli, będąc jeszcze w moim kraju? Dlatego postanowiłem uciec do Tarszisz, bo wiem, żeś Ty jest Bóg łagodny i miłosierny, cierpliwy i pełen łaskawości, litujący się nad niedolą. Teraz Panie, zabierz, proszę, duszę moją ode mnie, albowiem lepsza dla mnie śmierć niż życie”. Nie ma co się dziwić biednemu Jonaszowi, że złościł się na Miłosiernego Jahwe, skoro w świadomości starotestamentalnych Izraelitów Niniwa, podobnie jak Babilon, jest uosobieniem potęgi zła. Prorok z pewnością wolałby oglądać zniszczenie asyryjskiego miasta, które stałoby się jednocześnie tryumfem Izraela, niż doczekać Bożego zmiłowania nad wrogami jego narodu. Zwłaszcza, że Biblia nic nie wspomina, by nawrócenie Niniwitów od złego postępowania miało wpłynąć na sytuację polityczną ówczesnego Izraela.

Pomyślałem, że sposób myślenia starotestamentalnego proroka dominuje w polskim Kościele. Czym bowiem jest dla wielu hierarchów współczesna Niniwa i jej mieszkańcy? Czytając różne katolickie tytuły prasowe, mogę odnieść wrażenie, że krainą nieprawości są liberalne i laickie media, a niniwitami dziennikarze i celebryci, którzy mają czelność kpić z Kościoła i nie szanować jego pasterzy. Oczywiście media są różnorodne i nie można wszystkich wrzucać do jednego worka, niemniej – nie ma co ukrywać – przesłanie, które płynie z zadrukowanych kartek, radiowych głośników czy monitorów komputerów i telewizorów, jest niejednokrotnie lansowaniem grzechu. Ostatnio królem Niniwy, wrogiem numer jeden stał się Adam „Nergal” Darski. Jak się ma do tego postawa miłosierdzia? Nie mogę się nadziwić, dlaczego ten przepełniony nienawiścią człowiek stał się dla niektórych uczniów Jezusa uosobieniem mocy ciemności, a przestał być nieszczęśnikiem, za którego umarł Zbawiciel? Czyż nie jest on naszym bliźnim? Naiwność? Owszem, ale tylko taką naiwnością można obronić się przed pokusą sądzenia.

O kogo walczyć

Nergal śpiewa, że nie chce być adresatem miłosierdzia, obrzydzeniem napełnia go myśl, że mógłby się uważać za zagubioną owcę. Jestem prawie pewien, że Adam Darski nie nawróci się pod wpływem publicznie ogłoszonych modlitw ani nie zmieni swoich poglądów, by dać satysfakcję tym, którzy dają się poznać jako jego ideowi przeciwnicy. Nie wiem, czy ktokolwiek jest w stanie przebić się przez skorupę, która okala jego prawdziwą twarz. To jednak nie zwalnia uczniów Chrystusa od odpowiedzialności za tego człowieka. Święty Augustyn w kazaniu O pasterzach zamieszcza taki dialog między zagubionymi owcami a pasterzami: „»Czego chcecie od nas? Dlaczego nas szukacie?« Jak gdyby to, że błąkają się i giną, nie było wystarczającym powodem, abyśmy wołali i poszukiwali. »Jeśli zbłądziłem – powiada – jeśli zagubiłem się, czego chcesz ode mnie? Czemu mnie szukasz?« Otóż ponieważ trwasz w błędzie, chcę cię sprowadzić z powrotem, ponieważ zagubiłeś się, chcę cię odnaleźć. »A właśnie ja chcę błądzić, ja chcę ginąć«. Ty chcesz błądzić, chcesz ginąć? Otóż ja jeszcze bardziej nie chcę. Powiem jasno, jestem natrętny. Wsłuchuję się w słowa Apostoła: »Głoś naukę, nastawaj w porę i nie w porę«”. Dopóki Adam Darski robi z siebie Nergala i chce być wrogiem Kościoła, nie jest w stanie specjalnie mu zaszkodzić. W momencie, gdy Kościół ogłasza Nergala swoim wrogiem, zamiast jeszcze bardziej pragnąć zdobyć go dla Chrystusa, zdradza swoją misję i samego siebie. W ten sposób bowiem przestaje głosić Dobrą Nowinę o zwycięstwie Jezusa Chrystusa nad śmiercią, grzechem i szatanem, a zaczyna walczyć o siebie. A przecież „Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich” (Ef 3,10). Nie walczymy z Nergalem. Powinniśmy walczyć o Adama Darskiego .

Robiąc powyższe zastrzeżenia, pilnując w swoim sumieniu motywacji, które nami kierują, dopiero możemy podjąć protesty przeciwko pogardzie i nienawiści głoszonej przez każdego nergala. Tylko że wtedy nie możemy koncentrować się na obronie samych siebie i protestować jedynie w imię obrażonych katolików, ale musimy stawać po stronie każdego, kto jest atakowany i poniżany. Żeby wiarygodnie protestować przeciwko podarciu Biblii i atakom na Kościół, z równą determinacją trzeba bronić Żydów przed antysemitami, muzułmanów przed karykaturzystami wyśmiewającymi się z Mahometa, imigrantów przed nacjonalistami, gejów czy kolorowych przez skinami. Jeśli będziemy protestować tylko wtedy, gdy atakują Kościół, będziemy stawali się sektą. Jeśli będziemy protestować zawsze, gdy poniżają jakiegoś człowieka, wspólnotę czy naród, będziemy się stawali Kościołem.

Kocham cię, mój wrogu
Paweł Kozacki OP

urodzony 8 stycznia 1965 r. w Poznaniu – dominikanin, kaznodzieja, rekolekcjonista, duszpasterz, spowiednik, publicysta, wieloletni redaktor naczelny miesięcznika „W drodze”, w latach 2014-2022 prowincjał Polskiej Prowincji Zakonu Kaznodziejskiego....