Placebo
fot. ilnur kalimullin BZh / UNSPLASH.COM

Najbliżej szczęścia jesteśmy wtedy, gdy sądzimy, że jesteśmy najbardziej nieszczęśliwymi istotami pod słońcem. Wtedy właśnie stajemy wobec szansy przybliżenia się do szczęścia, choć zawsze tylko po części.

Mamy wreszcie, a właściwie znowu, doskonały przepis na szczęście, o tajemniczej nazwie hygge. Aż dziw bierze, że psycholodzy nie pozamykali jeszcze gabinetów. A zatem: „Jak wnieść hygge do swojego życia? Angażuj dzieci w codzienne czynności – wspólne gotowanie, prace domowe. Dzięki temu spędzicie razem czas, którego tak często brakuje zagonionym rodzicom. Podczas spożywania posiłków z bliskimi wyłączcie telewizor i odłóżcie telefony – skupcie się na czerpaniu przyjemności z bycia razem. Zaproś przyjaciół do swojego domu i ugotuj im coś dobrego, a jeśli nie masz zdolności kulinarnych, po prostu uprzedź znajomych, żeby przynieśli coś ze sobą. Spraw, żeby twój dom był bardziej hyggelig, czyli ciepły i przytulny. Rozpal w kominku, obłóż sofę miękkimi poduszkami, na stole ustaw bukiet polnych kwiatów, a na komodzie zdjęcia i pamiątki rodzinne. Unikaj ostrego światła – zamiast tego w każdym pokoju zamieść kilka punktów świetlnych, np. w postaci kinkietów oraz lamp stojących w różnych miejscach”1 – radzi Aleksander Urbaniak.

Dobre to rady, warto dbać o przyjaciół i dom. Zwłaszcza teraz, gdy w cenie jest model życia, nazwijmy go, bezwzględnego wojownika-najemnika. Służy każdemu, kto więcej zapłaci. Co jednak począć, kiedy zaproszony do naszego hyggewskiego domu znajomy, jadąc na umówioną kolację, po drodze miał wypadek i zginął? Z całą pewnością ta śmierć nie sprzyja relaksowi przy świecach, ale jeśli zmarły miał przyjaciół, takie skrzyknięcie się, np. do restauracji, z pewnością pomoże poszkodowanym przetrwać najtrudniejsze momenty. Zmarły także nie będzie musiał odchodzić, tym bardziej nie będzie kimś do wyrzucenia z pamięci, zacznie istnieć w przyjaciołach w nowy sposób. Tym samym zacznie uczyć przyjaciół, jak żyć, jak kochać kogoś, z kim nie można już przebywać w dotychczasowy sposób. Kogo nie można już widzieć, dotknąć, uściskać, porozmawiać, pocałować, nie mówiąc o miłosnym współżyciu.

Gorzej jeśli człowiek zacznie to hygge traktować technicznie, jako niechybny sposób na uzyskanie czy wyprodukowanie szczęścia, tak jak się produkuje dobra materialne. Jeśli zacznie mniemać, że wystarczy zapalić kilka świec, wstawić kwiaty do wazonu i postawić butelkę wina na stole, dobierać miłe słówka i podwatować je piękną muzyką, i już samo to sprawi, że dostąpimy totalnego szczęścia. Niekoniecznie tak się musi stać.

Zaczęło się w Edenie

Popatrzmy na pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju. Widzimy, jak Ewa z Adamem ulegają perswazji węża, który podobnie jak Bóg, przedstawił im swoją propozycję na życie. Przyjaźń, zaufanie, wzajemna odpowiedzialność, troska o wspólną przyszłość idą w kąt. Wąż, podobnie jak Bóg, obiecuje im szczęśliwe życie, ale w przeciwieństwie do Boga proponuje inne sposoby zdobycia owego upragnionego celu. Zasiewa w Ewie i Adamie podejrzliwość względem Boga. Mówi, że Bóg coś przed nimi ukrywa, że nie dał im wszystkiego, ale tylko troszkę, tym samym nakłania ich do wydarcia Bogu tego, czego ludziom poskąpił. Jednym słowem szczęście można uzyskać wyłącznie na drodze walki, która zwycięzcom zapewni dominację, panowanie nad rzeczywistością. Autor Księgi Rodzaju opowiada: „A wąż był bardziej przebiegły od wszystkich zwierząt polnych, które Pan Bóg uczynił. Rzekł on do kobiety: »Czy Bóg rzeczywiście powiedział: Nie wolno wam jeść ze wszystkich drzew tego ogrodu?« Kobieta odrzekła: »Owoce z drzew tego ogrodu je

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się

Placebo
Wacław Oszajca SJ

urodzony 28 września 1947 r. w Zwiartowie – jezuita, teolog, poeta, eseista, publicysta prasowy i radiowy, autor licznych książek, znany kaznodzieja i rekolekcjonista. Mieszka w Jastrzębiej Górze....