On czy off
fot. jakob owens / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Spowiedź

0 votes
Wyczyść

Jezus jest zdecydowanie Kimś. Jest silny, dzielny, heroiczny. Ale czy młody chłopak chodzący do kościoła widzi Go takiego? Biada nam, mężczyznom, jeśli uwierzymy w święte obrazki.

Płeć to nasz talent. Można ją przeżywać w sposób normalny, zwyczajny, czyli męski, albo nadzwyczajny, piękny, emocjonalny, czyli żeński. Zadania zostały rozdzielone. Można je odrzucać i wysnuwać genderowskie teorie płci, ale prawdą jest, że mężczyźni lepiej sobie radzą w świecie rzeczy, a kobiety w świecie relacji. U pań emocje, myśli i czyny działają zespołowo, u mężczyzn są raczej odseparowane. Naukowcy tłumaczą to innym wykształceniem mózgu kobiety. Brzmi to trochę tak, jakby stworzenie swoją pełnię osiągnęło dopiero w Ewie, a Adam był tylko niedoskonałym prototypem. Jednocześnie księga Genesis przekazuje, że mężczyzną i kobietą stworzył nas Bóg. Zatem pełnia człowieczeństwa to ON i ONA – razem – MY. Boję się myśleć, co by się działo, gdyby cały rodzaj ludzki funkcjonował w wersji męskiej. Nie przekonuje mnie też wizja matriarchatu z powieści Wolskiego czy Seksmisji Machulskiego. Na szczęście to utopia. Jesteśmy dla siebie nawzajem i darem, i krzyżem, i radością, i tajemnicą, i pełnym goryczy pytaniem „Jak tak można?”, i zachwytem „Więc i tak można!”.

Gdzie ci mężczyźni…

Mężczyźnie i kobiecie, mimo że tak różni, Bóg dał jeden wzór do naśladowania – Jezusa Chrystusa. Dał też jeden Kościół, jedną naukę i te same przykazania. Gdzie zatem są te chłopy? Pierwszy Kościół to rybacy, silni faceci o ogorzałych twarzach i silnych rękach. Gotowi na wszystko twardziele. Dziś, nawet jeśli pojawi się w kościele jakaś armia mężczyzn, to zwykle jako straż papieska podczas pielgrzymek. Jasne, Tomasz Adamek chodzi w pielgrzymkach, wojsko ma swoich kapelanów, a Robert Lewandowski nie wstydzi się Jezusa. Ale generalnie jest nas, mężczyzn, w Kościele coraz mniej. Smutny fakt. Parafie tracą mężczyzn. Nawet we wspaniałym środowisku Ruchu Czystych Serc, z wielką miłością prowadzonym dla młodzieży przez chrystusowców, na jednego fajnego chłopaka przypadają cztery fantastyczne dziewczyny.

Co sprawia, że my, mężczyźni, czujemy się w Kościele gorzej od kobiet? Powodów znalazłbym kilka. Może najpierw te najbardziej rzucające się w oczy i banalne. Wystrój kościołów. Nie ulega wątpliwości, że nawet najpiękniejsza architektura bardzo szybko zamienia się w giełdę kwiatową przed 8 marca. I te zapachy, mocniejsze nawet od kadzideł. Boże… Kwiaty, kwiatuszki, wstążeczki, draperie, ozdóbki, firaneczki, złocenia i ołtarzyki. Wszystko to pięknie podkreśla niewieścią troskę o godną oprawę sacrum, ale kłóci się z tym, co mężczyzna uznaje za bezpieczne środowisko bytowania. A to dopiero początek. Kolejny temat – obrazki święte.

Gdyby te liryczne reprodukcje ujrzała Faustyna Kowalska, płakałaby pewnie jeszcze rzewniej niż wtedy, gdy zobaczyła znany dziś na całym świecie wizerunek Jezusa Miłosiernego. Ta estetyka jest powszechna. Jak więc drwal, rybak, stolarz, żołnierz czy nawet informatyk miałby podążyć za Mistrzem, który wygląda jak przedstawiciel flowerpower, z różowionymi policzkami, barankiem u stóp i wróbelkiem odpoczywającym na ramieniu? Pewnie w głowie niejednego faceta rodzi się wątpliwość, czy ten zniewieściały hipis aby na pewno jest dla mnie najlepszym Przewodnikiem? A przecież ewangelie pokazują, że Jezus wcale taki nie był. Miał charakter i osobowość. Był synem twardego Józefa, człowieka pracy, który na pewno nie wychował Go na fajtłapę. Jezus miał serce miłosierne, ale potrafił się wkurzyć i tupnąć nogą. Był silniejszy niż cały zastęp faryzeuszy. Już jako dziecko zadziwiał bystrością umysłu i odwagą. Czasami wystarczało tylko Jego spojrzenie. Jezus jest zdecydowanie Kimś. Jest silny, dzielny, heroiczny. Ale czy młody chłopak chodzący do kościoła widzi Go takiego? Biada nam, mężczyznom, jeśli uwierzymy w te święte obrazki.

Ulubione „NIC”

Co sprawia, że kobiety czują się w Kościele bardziej u siebie? Wystarczy wejść na spotkanie modlitewne. Od progu uściski, serdeczne przytulanki. Panie to kochają, mężczyźni niekoniecznie. Pół biedy, jeśli napiera na ciebie atrakcyjna trzydziestolatka, ale facet? Bo jesteście braćmi w Chrystusie? Znam wielu panów, na których robienie „misia” na pierwszym wspólnym spotkaniu działa jak płachta na byka; od razu czują dyskomfort, niepokój, a mur rośnie. A jeśli przy spontanicznej modlitwie mają się jeszcze chwycić za ręce? To już koniec. Dziwne i nienaturalne – dla mężczyzn, bo kobiety lubią takie rzeczy. Potem zwykle następuje dzielenie słowem. Kłopot. Publiczne mówienie o uczuciach; jak myślisz, co Pan Bóg chciał ci przez to powiedzieć, otwórz się, postaraj, nie chowaj. Kobiety są feerią uczuć, przecież to ich ulubiony temat rozmów. Chcesz znaleźć uznanie w oczach żony, zapytaj, co czuła, co czuje, co chciałaby poczuć. Zapytaj o to samo faceta, a potencjalnego kandydata na przyjaciela masz z głowy. Facet ucieknie, jak mówi pastor Mark Gungor w swoim show „Mózg kobiety – mózg mężczyzny”, do swojego ulubionego pudełka pt. „NIC”. Wie, że tam odpocznie, tam się wyciszy, a już na pewno nie usłyszy złowrogiego: „Co czujesz?”.

Ryba, miękka bułeczka i lane kluski

Z takich grup uciekamy, bo my, mężczyźni, lubimy wygrywać, a na takich spotkaniach od progu czujemy się przegrani. Jesteśmy na damskim boisku, reguły gry są skrojone pod kobiety, estetyka też ma niewieści kontekst. Nie mamy szans nawet zremisować, więc oddajemy walkowerem. Jeżeli jakiś facet zostanie w tym gronie, przeważnie zaczyna grać nie swoją rolę. Dorastający syneczek, lat 44, który zamiast silnej dłoni podaje na powitanie zdechłą rybę, względnie miękką bułeczkę. Taka konwencja? Nie, taka inkulturacja z otoczeniem. Jakiś czas temu miałem spotkanie z grupą kleryków. Fajne chłopaki, dobrze im z oczu patrzyło, ale ten uścisk dłoni; ośmiu na dwunastu podało mi lane kluski. Dlaczego? Przecież sutanna nie czyni z nich kobiet. Oni mają być silnymi przewodnikami, wzorami, autorytetami, bo tylko za takimi pójdą inni mężczyźni. Gdzie jesteś, święty Józefie?

Święty Józef kochał i wymagał. Kochał. Naszym męskim zadaniem jest kochać tak, jak on. Otaczać opieką, ocalać, wspierać, czuwać i wychowywać, ciężko i uczciwie pracować, a kiedy trzeba, dla ratowania rodziny ruszyć w nieznane do Egiptu. Gdyby w Księdze Rodzaju Adama zastąpił Józef, bardzo prawdopodobne, że losy człowieka potoczyłyby się zupełnie inaczej. Józef nie pozostałby bezczynny jak Adam podczas dialogu Ewy z jakimś gadem. Nie wiemy, co robił wówczas Adam, ale jego imiennik, dominikanin ojciec Adam Szustak, twierdzi, że pewnie oglądał Eurosport albo grał na Play Station. To całkiem prawdopodobne. Adam przespał swoją misję mężczyzny, dał się owładnąć lenistwu. Powinien wstać i powiedzieć: „Gadzie, nie gadaj z moją żoną. Wypad z Edenu. Nie chcę cię tu widzieć. A ty, kobieto moja, zostaw jabłka, bo śmierdzą kłamstwem”. Józef szybko zorientowałby się w sytuacji, a Adam był, niestety, śmierdzącym leniem.

Wyzwanie

Wielu z nas, mężczyzn, woli kogoś udawać lub chować się przed odpowiedzialnością w krzakach jak Adam. Warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ja mam w sobie Józefa, który w pocie czoła realizuje swoją umowę z Bogiem, czy raczej tchórzliwego Adama. Fakt, ciężko być Józefem w Kościele, który niemal całe „menu” dostosował do gustu kobiet. Ale trzeba szukać. W Kościele jest miejsce zarówno dla Tomasza Adamka, jak i dla Magdaleny Buczek, dla Tomka Budzyńskiego i dla Wandy Półtawskiej, dla pobożnych niedowiarków i dla wierzących niepraktykujących. Sam muszę szukać i, jeśli się nie poddam, odnajdę. To wyzwanie dla prawdziwego mężczyzny. Ale zanim znajdę swoje miejsce w Kościele, muszę odszukać siebie. Nikodem usłyszał od Jezusa, że trzeba, byśmy się ponownie narodzili. Dlaczego? Bo ten ktoś, kim stałem się przez lata unikania sakramentów, nie jest nawet do mnie prawdziwego podobny. Musi odejść. Jak go odprawić? Najpierw, jak pisze twórca programu „12 kroków” Bill W., uznaj bezsilność, potem uwierz Bogu, powierz Mu życie, zobacz siebie, polub albo pokochaj i wtedy z pomocą Boga zmień. Jedynie odzyskując siebie, możesz w sposób wolny zdecydować się na to, by nie tylko zostać w Kościele (wrócić do niego), ale by zostać Kościołem.

Problem z powrotem do Kościoła wynika też z nikłej u mężczyzn potrzeby zwierzania się z sekretów. Sakrament pojednania to prawdziwy horror dla zamkniętego w sobie twardziela. Tej potrzeby nie rozbudzi też wiedza, że święci Kościoła, tacy jak Jan Paweł II, św. Faustyna czy ojciec Pio, mówili o spowiedzi świętej jak o triumfie człowieczeństwa. Spowiedź to triumf cenniejszy niż hat-trick strzelony Barcelonie w Lidze Mistrzów, niż Nobel zdobyty za wynalezienie leku na raka czy nawet spłodzenie pięcioraczków. Co zatem może skłonić macho, mężczyznę, chłopaka do otwartości w spowiedzi? Tylko jedno, dokładnie to samo, co sprowadziło syna marnotrawnego do domu ojca, czyli głód. Jeżeli nasze cierpienie będzie wystarczające, a świadomość braku Boga nie do zniesienia, na dalszy plan zejdzie niechęć przed mówieniem o sobie. A kiedy już raz doświadczysz ogromnego bólu, jaki ten głód generuje, raczej zostaniesz.

Pasterz

Nie ma wątpliwości, że tym, co przyciąga bądź zraża mężczyzn do wspólnoty Kościoła, jest jej duszpasterz. Nie stanie się nim człowiek pozbawiony męstwa i męskości zarazem. Wiarygodnym ojcem wspólnoty nie będzie człowiek, który na samą myśl, że mógłby stać się ojcem rodziny, wpada w panikę. Kapłaństwo to przecież duchowe ojcostwo. Młodzieniec, dla którego główną motywacją wstąpienia do seminarium jest ucieczka przed kobietami i życiem rodzinnym, nie nadaje się na kapłana. Kościół, powtarzał Prymas Wyszyński, to Rodzina Rodzin, a jej pasterze nie mogą być tchórzliwi, zniewieściali czy słabi ani nie daj Boże zaburzeni w swej orientacji seksualnej. Co zresztą trafnie zostało opisane w Watykańskiej Instrukcji podpisanej przez Ojca Świętego Benedykta XVI: „Osoby takie, w istocie, znajdują się w sytuacji, która zasadniczo uniemożliwia im poprawną relację do mężczyzn i kobiet”.

Nikt nie widział Ojca, tylko Syn, i to On został z nami jako droga, prawda i życie; droga dla kobiet i mężczyzn. Mężczyźni! Nie dajmy się z niej zepchnąć przez swoją nieporadność i nieposkromioną kreatywność pań. Nie wykluczajmy się z Kościoła z powodu nudnych kazań, kiepskiej oprawy muzycznej, zbyt słodkiej ikonografii czy nadmiernej, w naszym odczuciu, wylewności współwyznawców. Cena tej rezygnacji jest bardzo wysoka, a jej smak piekący.

On czy off
Rafał Porzeziński

urodzony 23 czerwca 1973 r. – polski dziennikarz, producent radiowo-telewizyjny, właściciel firmy RajMedia.pl i studia nagrań Słowodaje, radiowiec, świecki rekolekcjonista, dyrektor i redaktor nacze...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze