Skrupulatom na ratunek
Człowiek uwikłany w wady traci wrażliwość na prawdę, dobro i piękno. Dlatego modlitwa, jałmużna i post – jako swoiste antidotum na wspominane wady – odgrywają tak znaczącą rolę w życiu.
Wydaje się, że najprostszą odpowiedzią na tytułowe pytanie będzie uświadomienie sobie ułomności człowieka, istoty często wewnętrznie zagmatwanej, borykającej się ze sobą i rozdartej między pragnieniem szczęścia a nieuchronnością śmierci1. Konsekwencją tego stanu jest konieczność stałego nawracania się. Od początków chrześcijaństwa odwoływano się do zasady: Sancta Ecclesia peccatorum semper reformanda, Kościół święty, a zarazem złożony z grzeszników, nieustannie musi się odnawiać. Zarazem, wobec całego bogactwa przeżywanych w Kościele tajemnic wiary, dawno już uprzytomniono sobie, że potrzebny jest czas, w którym moglibyśmy staranniej skoncentrować się na potrzebie nawracania się, zmiany życia, tak, aby być zdolnym do pełniejszego otwarcia się na dar Bożej łaski. Wzywa nas do tego nieustannie słowo Boże głoszone w Kościele2.
W swej Regule, ułożonej niemal 1500 lat temu, św. Benedykt zalecał: „radzimy, żeby (…) w dniach Wielkiego Postu bracia zachowali nienaruszoną nieskazitelność swego życia, usiłując naprawić w tych świętych dniach wszelkie zaniedbania innych okresów. Uczynimy to wówczas w sposób godny, jeśli będziemy wystrzegać się wszelkich błędów, oddamy się zaś modlitwie zmieszanej ze łzami, czytaniu, skrusze serca i wyrzeczeniu”.
Wiara i „uczynki”
Oczywiście pojawia się pytanie: Co to znaczy pokutować? Jak to podjąć w praktyce życia? Z jednej strony zdajemy sobie sprawę, że nie sposób dokonać głębszej przemiany serca i umysłu, jeśli ograniczymy się do czysto zewnętrznych gestów pokutnych3. Wielkie dzieła nawrócenia mają być jednocześnie dziełami miłości bliźniego, nie można ich więc podejmować na odczepnego czy też dla świętego spokoju; powinny być owocem refleksji i mocnego postanowienia poprawy, głęboko zakorzenione w podstawowych cnotach – w wierze, nadziei i miłości. Tym bardziej nie mogą przynieść odrodzenia duchowego, jeśli podejmujemy je tylko po to, aby poprawić swą reputację w oczach bliźnich. Jezus przestrzega nas: „Starajcie się dobrych uczynków nie spełniać na pokaz, po to, by was ludzie podziwiali, bo wtedy nie otrzymacie zapłaty od waszego Ojca, który jest w niebie” (Mt 6,1 nn). Ostrzeżenie, z jakim zwraca się do nas Jezus, można pojmować i podejmować dwojako: z jednej strony mamy wskazania pedagogiczne (nie należy zbytnio liczyć na podziw ze strony ludzi, bo ten nie przyniesie nam wewnętrznej poprawy), z drugiej strony podejście teologicznej antropologii (to, co najważniejsze dla człowieka, dokonuje się wewnątrz niego, a nie na zewnątrz). Dobre czyny będące wyrazem pokuty kierują nasze nawrócenie wprost ku samemu Bogu – bo tylko On może być tutaj ostatecznym punktem odniesienia. Święty Benedykt poleca w swej Regule: „Napomnienia (…) przyjmuj chętnie i wypełniaj skutecznie, abyś przez trud posłuszeństwa powrócił do Tego, od którego odszedłeś przez gnuśność nieposłuszeństwa”.
Trzy słabe punkty, trzy drogi naprawy
W tekście Ewangelii czytanym na rozpoczęcie wielkiego postu mamy wyraźne odniesienie do trzech praktyk pokutnych: jałmużny, modlitwy i postu. Aby zdać sobie sprawę, dlaczego Jezus wspomina te akurat praktyki, trzeba sięgnąć do tekstu trochę późniejszego: Pierwszego Listu św. Jana. Jan wskazuje, gdzie należy szukać najbardziej dokuczliwych źródeł ludzkich słabości: „Nie miłujcie świata, ani tego, co jest na świecie. Jeśli ktoś miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha ze spraw doczesnych nie pochodzi od Ojca, lecz od świata” (1 J 2,16). Tu dotykamy sedna sprawy – to właśnie te trzy pożądliwości przeszkadzają nam w otwartości na dar Bożej łaski oraz psują relacje miłości z bliźnimi: pożądliwość ciała – gdy troska o moją własną wygodę, o moje poczucie bezpieczeństwa i o zapewnienie sobie przyjemności pochłaniają mnie do tego stopnia, że przestaję liczyć się z tym, czego wymaga dobro bliźnich; pożądliwość oczu – a więc chciwość: postawa wzmiankowanego w ewangeliach „bogacza”, człowieka, który „ma wszystko tylko dla siebie” i nie dostrzega potrzeb bliźnich; pycha ze spraw doczesnych, czyli nieumiarkowana troska o to, abym ja się liczył, aby mnie szanowano, podziwiano, abym to ja mógł o wszystkim decydować…
Człowiek uwikłany w te wady traci wrażliwość na prawdę (bo wówczas liczy się nie to, co prawdziwe, ale to, co ja sądzę o danej sprawie), na dobro (dobre jest nie to, co takie jest samo w sobie, ale to, na co ja mam ochotę) oraz na piękno (piękne jest tylko to, co mnie się podoba). Te podstawowe wartości są ściśle powiązane. Dlatego modlitwa, jałmużna i post – jako swoiste antidotum na wspominane wady – odgrywają tak znaczącą rolę w życiu człowieka. Ksiądz Tadeusz Fedorowicz, jeden z założycieli zakładu dla ociemniałych w Laskach, który przez długie lata prowadził wiele osób do Boga, lubił mówić o tym w sposób nieco szerszy a zarazem bardziej współczesny: wymieniał modlitwę, ofiarność serca, dobroć.
Zwróćmy uwagę, że modlitwa przywraca nas do rzeczywistości: pozwala zrozumieć, że to Bóg jest najważniejszy, a nie my sami. Z kolei o ofiarności serca bardzo pięknie pisał Thomas Merton, amerykański trapista, autor licznych książek o duchowości zakonnej. Parafrazując jego rozważania, można by rzec, że życie chrześcijanina ma się spalać jak lampka oliwna przed Najświętszym Sakramentem: rolę knota pełni tu wiara, płomieniem, który oświeca i grzeje, jest miłość, a oliwą, która podtrzymuje płomień, jest właśnie ofiarność serca.
Nie należy walczyć ze złem, ale je naprawiać
W odniesieniu do czynów pokutnych trzeba pamiętać o jeszcze jednym ważnym rozróżnieniu: zła nie należy zwalczać, ale zło trzeba naprawiać. Jezus, w przypowieści o chwastach w zbożu, podkreślił: „Pozwólcie im rosnąć razem aż do żniw” (Mt 13,30). Nikt rozsądny, gdy popsuje mu się komputer czy telewizor, nie będzie uderzał w nie siekierą; wiadomo, że do naprawy trzeba mieć odpowiednie narzędzia i trzeba umieć się nimi posługiwać. Podobnie, jeśli nieumiejętnie będziemy wyrywać chwasty (czyli zwalczać zło), podepczemy i zniszczymy zboże (czyli najczęściej pokój Boży). Spróbujmy sobie wyobrazić, skąd się biorą kłótnie i awantury w naszych rodzinach (albo we wspólnotach zakonnych). Przecież nie z tego, że ktoś chce zła (nikt go nie chce we własnym domu!), ale stąd, że nieumiejętnie próbuje wytępić zło.
Wspominany już ksiądz Tadeusz Fedorowicz uczył także dwóch ważnych zasad. Po pierwsze: „Nie trzeba chcieć, aby wszystko było dobre, ale dążyć do tego, aby było jak najwięcej dobra”. Na czym polega różnica? W pierwszym przypadku w naturalny sposób zwracamy uwagę na to, co jeszcze złe (a przynajmniej nie dość dobre); to nas martwi, a całego świata i tak nie naprawimy (przecież nawet Jezus tego nie zrobił). Skutkiem będzie tylko rozgoryczenie i zniechęcenie. W drugim wypadku łatwiej nam cieszyć się tym dobrem, które już jest, oraz tym, które jeszcze możemy zrobić.
Druga rada: „Szczęśliwi, którzy doceniają obok dobrych uczynków uczynki dobre; zobaczą, że w świecie jest więcej dobra niż zła oraz znajdą sens i radość życia”. W tym rozumieniu, „dobre uczynki” to te „nadzwyczajne”, spełniane ze względu na pomoc innym w ich potrzebach; „uczynki dobre” – to zwykłe działania wypływające z naszych zadań i obowiązków. Jeśli to dostrzeżemy, łatwiej zrozumiemy, że świat jest Bożym światem, że jest w nim wiele dobra i to ono jest rzeczywistością pierwotną.
Święty Paweł pisał: „Jesteśmy dziełem Boga, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg dla nas przygotował, abyśmy zgodnie z nimi postępowali” (Ef 2,9–10). To właśnie dobre czyny nadają sens życiu człowieka. Ten sens zależy więc nie tyle od kariery zawodowej, od zamożności, nawet od zdrowia, ile od czynionego dobra. Zarazem nikt nie jest z góry skazany na bezsens: każdy może czynić dobro. Dominikanin ojciec Innocenty Bocheński zwracał wreszcie uwagę na fakt, że „jak ciepło wydziela się jako produkt uboczny przy obróbce metalu, tak przy okazji czynienia dobra pojawia się szczęście”.
Spróbujmy dostrzec, jak wielkie znaczenie w życiu człowieka ma czynienie dobra. Wielki post to czas do przemyślenia tych spraw, powierzenia ich Bogu w modlitwie, starań o wprowadzenie w życie. Spróbujmy zatem dobrze przygotować się do świąt Wielkanocy.
1 Tradycyjne nauczanie Vaticanum II: zob. Gaudium et spes, 10. Por. też Rz 7,14 nn.
2 Zob. np. Jl 2,12–18; 2 Kor 5,20–6,3.
3 Klasyczny tekst czytany w pierwszych dniach wielkiego postu: Iz 58,5–7.
Oceń