O Bożych uciekinierach

O Bożych uciekinierach

Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Łukasza

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

„Proste zbiegi okoliczności nie istnieją w planach Opatrzności Bożej” – te słowa wypowiedział w Fatimie Jan Paweł II w rocznicę zamachu na placu św. Piotra. Zaiste, nieprzypadkową datą w posłannictwie Bożego Miłosierdzia był dzień 13 maja 1981 roku.

Nic nie wiedzielibyśmy dziś o Faustynie Kowalskiej ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, siostrze drugiego chóru, która na co dzień pracowała w kuchni, ogrodzie i pralni, gdyby nie jej kierownik duchowy — ksiądz Michał Sopoćko, jej „pomoc widzialna na ziemi”. To on doprowadził do namalowania obrazu Jezusa miłosiernego, upowszechnił koronkę, zabiegał o ustanowienie święta Bożego Miłosierdzia, a przede wszystkim kazał pisać siostrze Faustynie dzienniczek — zapis jej spotkań z Bogiem.

Ciągle porażała mnie myśl, dlaczego Bóg powierzył sprawę przypomnienia prawdy o swoim najwspanialszym przymiocie osobom zdawałoby się tak niekompetentnym. Ludziom, którzy — jakby sprawy nie nazwać — byli w Kościele lekceważeni. Oni zresztą z tego powodu nie cierpieli, potrafili żyć w cieniu. Był czas, że ludzie na całym prawie świecie zmawiali koronkę i wieszali obrazki Jezusa miłosiernego, nie wiedząc nic o Faustynie, a tym bardziej o księdzu Michale.

Posłannictwo Faustyny rozeszło się po świecie dzięki setkom, tysiącom czcicieli miłosierdzia, ale u źródeł były niestrudzone wysiłki księdza Michała.

Dziś frapuje mnie myśl, że w swoim zamyśle Bóg temu „niekompetentnemu duetowi” dodał pomoc niebywale fachową — Karola Wojtyłę.

Będzie chwila — pisała Faustyna — w której dzieło to, które tak Bóg zaleca, będzie jakoby w zupełnym zniszczeniu i wtem nastąpi działanie Boże z wielką siłą, która da świadectwo prawdziwości. Kiedy ten triumf nadejdzie, to my już będziemy w nowym życiu, w którym nie ma cierpień, ale wpierw dusza twoja będzie nasycona goryczą na widok zniszczenia twoich usiłowań. Jednak zniszczenie to jest tylko pozorne, ponieważ Bóg co raz postanowił, nie zmienia; ale chociaż zniszczenie będzie pozorne, jednak cierpienie będzie rzeczywiste. Kiedy to nastąpi — nie wiem; jak długo trwać będzie — nie wiem (Dz 378).

Z niej wyjdzie iskra

Wiemy, kiedy nastąpiło „pozorne zniszczenie”. W listopadzie 1958 roku Stolica Apostolska wydała dokument zakazujący szerzenia kultu według „rzekomych objawień” siostry Faustyny. Na tę decyzję złożyły się dziesiątki przyczyn. Wypaczenie kultu, ludzkie nieporozumienia, opór osób i to z hierarchii kościelnej. Taki był scenariusz Boga.

Wiemy też, kiedy nastąpił okres triumfu. I wiemy, że ani Faustyna, ani ks. Michał go nie doczekali. Odeszli niezauważeni.

W kwietniu 1978 roku uchylono zakaz kultu. Kardynał Šeper, ówczesny prefekt Kongregacji Nauki i Wiary, wyjaśnił, że decyzja ta „dojrzała w świetle oryginalnej dokumentacji oraz przez dokładną interwencję informacyjną ówczesnego arcybiskupa Krakowa, kard. Karola Wojtyły”.

W 1965 roku rozpoczął on proces informacyjny siostry Faustyny na szczeblu diecezjalnym. 18 kwietnia 1993 roku już jako Jan Paweł II ją beatyfikował, a 30 kwietnia 2000 roku — kanonizował.

Pracę dwóch cichych apostołów miłosierdzia przejął człowiek, na którego od roku 1978 były zwrócone oczy całego świata.

* * *

Dzienniczku Faustyny znajduje się zapis, który wielu odnosi do Jana Pawła II:

Gdy się modliłam za Polskę, usłyszałam te słowa: „Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje” (Dz 1732).

Faustyna i Karol Wojtyła nigdy się nie spotkali za życia, choć przez parę miesięcy w tym samym czasie mieszkali w Krakowie. Kiedy Karol Wojtyła rozpoczął w 1938 roku studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, Faustyna była w Łagiewnikach. Zmarła 5 października tegoż roku i spoczęła na przyklasztornym cmentarzu. Karol Wojtyła w czasie wojny pracował w zakładach Solvay znajdujących się niedaleko klasztoru ss. Magdalenek. Był świadkiem rodzącego się w Krakowie kultu miłosierdzia w czasie mroków okupacji. Posłannictwo Faustyny Karol Wojtyła odczytywał jako prorocze wołanie do świata. „twoje orędzie Bożego miłosierdzia zrodziło się jakby w przeddzień straszliwego kataklizmu II wojny światowej” — powiedział w czasie jej beatyfikacji.

Dives in misericordia

Trudno zrozumieć inaczej niż w perspektywie miłosierdzia pontyfikat Jana Pawła. W swej drugiej encyklice Dives in misericordia (Bogaty w miłosierdzie) napisał, że: „Kościół żyje swoim autentycznym życiem, kiedy wyznaje i głosi miłosierdzie — najwspanialszy przymiot Stwórcy i Odkupiciela”. Przedtem część teologów przeciwstawiała się „licytowaniu” poszczególnych przymiotów Bożych, twierdzono też, że czczenie ich z osobna może prowadzić do swoistego „politeizmu” — „Bóg Miłosierny”, „Bóg Sprawiedliwy”… Papież wyznał swemu biografowi George’owi Weigelowi, że podczas pisania tej encykliki myślał o siostrze Faustynie i był jej duchowo bardzo bliski.

W niespełna rok po napisaniu encykliki Bogaty w miłosierdzie 13 maja 1981 roku Jan Paweł II na placu św. Piotra został raniony z pistoletu Ali Agcy. Kula minęła o milimetry tętnicę główną. Gdyby arteria została uszkodzona, Papież wykrwawiłby się, zanim zdołano by go przenieść z papamobile do ambulansu. „Czyjaś ręka strzelała, ale Inna Ręka prowadziła kulę” — stwierdził Jan Paweł II. Dzięki nieprawdopodobnym zbiegom okoliczności przeżył, choć konsekwencje tego zamachu dla jego zdrowia okazały się katastrofalne. Cierpienie, które dziś dźwiga, w znacznej mierze jest wynikiem strzałów Ali Agcy.

17 maja na placu św. Piotra rozległy się pierwsze słowa po operacji, które Jan Paweł II skierował do pielgrzymów i wiernych za pośrednictwem Radia Watykańskiego. „Jestem szczególnie blisko dwóch osób, zranionych wraz ze mną, oraz modlę się za brata, który mnie zranił, a któremu szczerze przebaczyłem”. Papież przebaczył bezwarunkowo, nie czekając na słowa skruchy zamachowca.

W grudniu 1983 roku odwiedził go w więzieniu. Zdjęcie, na którym obejmuje Ali Agcę, należy z pewnością do najbardziej wstrząsających obrazów XX wieku. Papież nie poszedł do człowieka, który przeszedł cudowne nawrócenie.

Początkowo pojawiały się co prawda głosy, że Agca odbył jakiś rodzaj spowiedzi, ale to były dziennikarskie domysły. Okazało się, że przesądny Turek zwierzał się Papieżowi ze swego lęku przed Matką Boską Fatimską, której przypisywał ocalenie Papieża. Przeczytał w więzieniu, że próba zamachu nastąpiła w rocznicę objawień fatimskich i obawiał się „bogini z Fatimy”. Jan Paweł II cierpliwie wyjaśniał Agcy, że Maryja, którą szanuje wielu muzułmanów, jest Matką Boga, że kocha wszystkich ludzi i Agca nie powinien się obawiać.

Pocieszać i uspakajać swego niedoszłego zabójcę. To prawie tak, jakby Abel pocieszał Kaina. Okazując miłosierdzie bez granic, człowiek uczestniczy we wszechmocy Boga — we wszechmocy, która, jak pisał św. Tomasz, najdoskonalej objawia się w miłosierdziu.

Człowiekowi miłosiernemu przychodzi najczęściej dawać świadectwo wobec świata, który nie rozumie istoty miłosierdzia. Jest ono raczej dla świata oznaką słabości. O godności człowieka świadczy przecież zemsta i nienawiść.

Owoce miłosierdzia najczęściej nie są widoczne. Ali Agca po przewiezieniu z włoskiego więzienia do Turcji wciąż wypowiadał obłąkańcze słowa pod adresem Watykanu. Nie wiadomo zresztą dlaczego — kogo się bał tym razem. Człowiek żyjący w lęku jest niewypowiedzianie biedny.

Prawdziwa natura człowieka

Naśladowanie miłosierdzia Boga jest w istocie odkrywaniem natury człowieka.

Przypomina mi się w tym miejscu opowieść Henry’ego Nouwena, autora Zranionego uzdrowiciela.

Żył sobie kiedyś bardzo stary człowiek, który miał zwyczaj medytować wczesnym rankiem pod wysokim drzewem, na brzegu rzeki Ganges w Indiach. Pewnego ranka, skończywszy medytację, starzec otworzył oczy i zobaczył skorpiona bezradnie dryfującego z silnym prądem rzeki. Kiedy skorpion został wyrzucony bliżej drzewa, uchwycił się jego długich korzeni, które rozwidlały się w głąb rzeki. Skorpion walczył szaleńczo, aby się uwolnić, ale coraz bardziej zaplątywał się w skomplikowaną sieć korzeni.
   Zobaczywszy to, starzec natychmiast wyciągnął się na korzeniach, aby dosięgnąć skorpiona i uratować go z topieli. Jednak gdy tylko go dotknął, zwierzę szarpnęło się i gwałtownie go ukąsiło. Instynktownie człowiek cofnął rękę, jednak po odzyskaniu równowagi znowu się wyciągnął, by ratować udręczonego skorpiona. Za każdym razem jednak, gdy starzec znajdował się w zasięgu skorpiona, ten kąsał go mocno swym zatrutym ogonem. Wkrótce jego ręce spuchły i zaczęły krwawić, a twarz wykrzywiał ból.
   W tej chwili jakiś przechodzień zobaczył starca rozciągniętego na korzeniach i zmagającego się ze skorpionem.
   — Hej, głupi starcze — zawołał. — Co robisz? Tylko głupiec ryzykuje życie, by ratować takie wstrętne, bezużyteczne stworzenie. Czy nie wiesz, że możesz sam zginąć, ratując to niewdzięczne stworzenie?
   Starzec odwrócił powoli głowę i spojrzał łagodnie w oczy obcego.
   — Przyjacielu — powiedział — czy dlatego, że naturą skorpiona jest kąsać, mam zrezygnować z własnej natury każącej mi go ratować?

Uwierzyć w miłosierną naturę człowieka jest tak samo trudno, jak w to, że człowiek jest stworzony na obraz Boga.

W jaki sposób morderca, oszust, bezlitosny wyzyskiwacz, ma być obrazem Boga? Na początku pontyfikatu Jan Paweł II powiedział: „Nie może człowiek zrozumieć siebie bez Chrystusa”. Nie może dostrzec i zrozumieć swej miłosiernej natury, nie wpatrzywszy się w Jezusa — Zranionego uzdrowiciela.

Jest jedną z najsmutniejszych spraw, że tak wielu ludzi przechodzi przez życie, nie ujrzawszy w sobie tego miejsca, w którym spotyka miłosiernego Boga.

Miłosierdziem ścigam grzeszników

Świat dzieli się na tych, którzy pragną do tego miejsca w sobie dotrzeć, i takich, którzy od niego uciekają. Jezus powiada, że ściga swoim miłosierdziem wszystkich ludzi. Bóg szuka wszystkich i nikogo nie skreśla. Bogu zależy na „uciekinierach”.

Miłosierdziem swoim ścigam grzeszników na wszystkich drogach ich i raduje się Serce Moje, gdy oni wracają do Mnie. Zapominam o goryczach, którymi poili Serce Moje, a cieszę się z ich powrotu (Dz 1728).

Chrystus chce zamieszkać w każdym człowieku, także w tym, który zdaje się od Niego odwracać. W Bożym uciekinierze. To On idzie do niego nawet wówczas, kiedy już wszyscy go opuścili, nawet on sam. Chrystus wchodzi do jego ruin poprzez drugiego człowieka. Kogo widział w Ali Agcy Jan Paweł II, gdy odwiedzał go w więzieniu? Czy nie wierzył w zmartwychwstanie tych ruin? Ks. Wincenty Granat wielki czciciel miłosierdzia, a jednocześnie człowiek polemicznie nastawiony do posłannictwa Faustyny, pisał: „Nic o tym nie wiemy, czy Bóg zmniejsza, czy też powiększa swoją łaskę leczącą w stosunku do trwających uparcie w grzechu”. Bóg wychodzi w góry i szuka zagubionych owiec.

Jednanie niepojednanego świata

Cały pontyfikat Jana Pawła II to, jak powiada George Weigel, „jednanie niepojednanego świata”. Jego słabnący głos za jakiś czas ucichnie całkiem. Jakkolwiek byłoby to odległe. 17 sierpnia w Łagiewnikach bez wątpienia Papież zostawi swój testament, choć nie oznacza to bynajmniej, że złoży tam rezygnację ze swego urzędu. Nie — ale wyzna tam swoją wiarę, że miłosierdzie jest najpiękniejszym przymiotem Boga. I powie: „Jezu, ufam Tobie” — istotę przesłania Faustyny. Aczkolwiek użyje zupełnie innych słów.

Na początku pontyfikatu Papież wypowiedział słynne: „Nie lękajcie się. Otwórzcie drzwi Chrystusowi”. I świat pootwierał drzwi. Jednak w odczuciu wielu ludzi nie wszedł przez nie Chrystus Król, lecz nowe ludzkie biedy. Nowy lęk, nowy strach. Może spodziewali się Mesjasza, który rozwiąże wszystkie ich problemy, a tu przybyły troski, od których byliśmy wolni. Powtórzyła się historia wyprowadzenia z niewoli egipskiej.

Faustyna i ksiądz Sopoćko odchodzili z tego świata w przekonaniu, że niczego nie dokonali. Zdawało się, że posłannictwo miłosierdzia powierzone im przez Jezusa nie nabiera blasku. Ksiądz Michał zapisał w swoim dzienniku: „Święci walczą nie tylko z wrogiem i z sobą — z własną słabością, lecz i z goryczą przekonania, że nic nie osiągnęli”. Pan Jezus przepowiedział, że kiedy triumf nadejdzie, oni będą w niebie. Faustyna została świętą, ksiądz Michał prawdopodobnie niedługo zostanie ogłoszony błogosławionym.

Czy tak miał jednak wyglądać czas triumfu posłannictwa miłosierdzia? Gdzie jest ten triumf?

Czy człowiek, czy świat dzisiaj jest lepszy od tego sprzed ćwierć wieku, którego posadami wstrząsał głos nowego Papieża? Ten głos był jak dzwon, który rozkołysał się nad Kościołem, światem, nad Polską. Przebudził nas, lecz co się dzieje z nami dzisiaj?

Ilu ludzi w Polsce, gdy przyjedzie Papież, będzie miało świadomość, że Duch Święty zstąpił i odnowił oblicze ziemi? Tej ziemi. W ilu sercach będzie gorycz? Niewiara?

Jan Paweł II powie, że człowiek jest stworzony na obraz Boga. Boga miłosierdzia. Że natura człowieka jest miłosierna. W Polsce być może na ten czas nastąpi cisza. Może na chwilę wsłuchamy się w jego szept, łamiący się głos. W świecie będą się toczyły wojny i ludzie będą się zabijać jak od tysięcy lat. Nic się pewnie nie zmieni.

Tyle tylko, że Jan Paweł II zostawi nam swój testament. Jest tyle miejsc w Polsce, które potrzebują jego odwiedzin. Nie dotrze już wszędzie, jak przed laty. Będzie ścigał Bożych uciekinierów swoim szeptem u stóp świętej Faustyny.

Po ten szept będą pielgrzymować pokolenia Polaków.

O Bożych uciekinierach
Jan Grzegorczyk

urodzony 12 marca 1959 r. w Poznaniu – pisarz, publicysta, tłumacz, autor scenariuszy filmowych i słuchowisk radiowych, w latach 1982-2011 roku redaktor miesięcznika „W drodze”. Studiował polonistykę na Uniwersytecie im. A...