Eksplozja dzikich kwiatów

Eksplozja dzikich kwiatów

, 0 recenzji

Piotr Sakwerda: Czym jest rodzina dominikańska?

Jerry Lee Stookey OP: Ostatnio coraz więcej o niej się mówi, a nie jest jasne, jak ją zdefiniować. To, co się dzieje teraz, to eksplozja dzikich kwiatów. Duch jest żywy. W ogrodzie trudno zapanować nad takimi kwiatami. Rozsiewają się wszędzie. Kapituła Generalna w Bolonii w 1998 roku czuła, że potrzebny jest generalny promotor dla świeckich. Świeccy są związani z zakonem dominikańskim od prawie 700 lat, ale nigdy nie mieliśmy dla nich pełnoetatowego promotora generalnego. Po kapitule bolońskiej zatelefonował do mnie ówczesny generał zakonu Timothy Radcliffe. Chciał, żebym przyjechał do Rzymu i został promotorem świeckich. Znałem już wtedy akta kapituły. Odpowiedziałem grzecznie: „Dziękuję, ale chyba się ojciec myli, to powinna być osoba świecka. Ja jestem kapłanem”. Jednak Tymoteusz wskazał trzy powody, dla których miałem pojawić się w Rzymie. Powiedział: „Proszę przyjechać, bo jeszcze nie jesteśmy gotowi, żeby do Santa Sabina (dom generalny) przyjąć na pełny etat osobę świecką”. Stwierdził też, że powinniśmy promować ludzi świeckich wobec ojców i sióstr, bo wielu z nich nie wie, kim są świeccy dominikanie. Wreszcie powiedział, że rodzina się rozrasta, dlatego potrzebujemy promotorów, którzy będą informowali poszczególne gałęzie, co się dzieje w innych. Mam więc nadzieję, że któregoś dnia promotorem będzie osoba świecka. Nie będzie to radykalne posunięcie, gdyż wiele organizacji kościelnych skupia dziś ludzi świeckich. Ostatnio byłem w pontyfikalnym urzędzie do spraw świeckich w Watykanie. Kardynał James Stafford, Amerykanin, który prowadzi radę świeckich, stwierdził, że od II Soboru Watykańskiego nastąpiła w różnych miejscach eksplozja grup świeckich. W rodzinie dominikańskiej również. Fraternie świeckie rozwijają się na całym świecie.

Jak wyglądają relacje „rodzinne”?

Święty Dominik zaczął od założenia klasztoru mniszek. Teraz jest ich 4000. Żyją w około 200 klasztorach. W niektórych krajach wciąż nie założyły domów. Mają jednak federację, na czele której stoi międzynarodowa komisja mniszek. Mają również generalnego promotora, ojca Manuela Mertena z Niemiec.

Oczywiście wszyscy znają drugą gałąź rodziny — ojców i braci. Żyjemy we wspólnotach, jesteśmy zorganizowani w prowincje i przeorstwa. Na świecie jest około 6500 ojców i braci.

Mamy także siostry dominikanki. Są one dobrym przykładem, jak rodzina się zmienia, bo niektóre z nich kiedyś były mniszkami. Opuściwszy klasztory, stawały się czynnymi siostrami. Z kolei w innych miejscach świata były świeckie dominikanki, które pragnęły zostać siostrami zakonnymi. Niektórzy ojcowie zakładali zgromadzenia osób świeckich. Jest około 160 zgromadzeń sióstr zakonnych. Mają one swe początki w różnym miejscu i czasie. Teraz jest ich około 35 000.

Gałąź świeckich dominikanów nigdy nie była za bardzo skoordynowana, więc próbujemy tworzyć sieci regionalne i już istnieje Europejska Rada Świeckich Dominikańskich. Powstają one także w Ameryce Północnej i Południowej. W Azji i Afryce trudniej założyć taką sieć — odległości są większe, ale mam nadzieję, że wkrótce podobne struktury będą na całym świecie.

Zaczniemy tworzyć Międzynarodową Komisję Świeckich Dominikanów. Mówiąc „świeccy”, mam na myśli trzeci zakon. Jest to najbardziej historyczna droga stania się świeckim dominikaninem. Byłem zaskoczony po przyjeździe do Rzymu, stwierdziwszy, że jest jeszcze tyle innych grup. Są konfraternie Bractwa Różańcowego, jest Dominikański Międzynarodowy Ruch Młodych, są członkowie stowarzyszeni i wiele nowych grup, takich jak wasze [postakademickie w Polsce]. Ich zobowiązania nie są wszędzie takie same. Możemy cieszyć się wielką różnorodnością wśród świeckich dominikanów. Jest to piękne, jak dzikie kwiaty.

To, co mamy wspólnego, to charyzmat dominikański, charyzmat głoszenia. Nie chcielibyśmy, aby był on czymkolwiek ograniczony. Niektórzy z nas są wyświęceni i mogą głosić podczas Mszy św. Świeccy mogą głosić w środowiskach, w których nie ma kapłanów. Mówią oni o tym, że głoszą, gdziekolwiek Bóg ich powoła i posyła, dlatego potrzebna nam jest cała rodzina, bo nie ma żadnej granicy dla miejsc i sposobów przepowiadania. Mówiąc via negativa (drogą negacji) — nie trzeba być dominikaninem, żeby być w Kościele. Wszyscy stanowimy część Kościoła katolickiego i poprzez chrzest wszyscy powinniśmy być dobrymi głosicielami. Bycie chrześcijaninem nie oznacza zatrzymania Dobrej Nowiny dla siebie. Jesteśmy chrzczeni i bierzmowani po to, żeby dzielić się nią z innymi. Charyzmat dominikański stara się podkreślić ten aspekt chrześcijaństwa. To nie znaczy, że inni ludzie nie są głosicielami, że jesteśmy najlepsi. Dla nas samych ważna jest świadomość, że jesteśmy szczęśliwi w RD (rodzinie dominikańskiej), ale musimy uważać, żeby nie wpaść z tego powodu w dumę. W historii znajdujemy momenty, gdy konkurowaliśmy z franciszkanami czy jezuitami. Jesteśmy częścią tego samego Kościoła. Nasze habity nie są najlepsze, czarny i biały nie są jedynymi kolorami w świecie. Mamy wspaniałych świętych dominikańskich, ale nie są oni jedynymi świętymi Kościoła powszechnego. Musimy rozróżnić nasze powołanie, czy chcemy być głosicielami i dzielić się Dobrą Nowiną na sposób dominikański.

Co znaczy według Ojca „na sposób dominikański?

Prawdopodobnie nigdy nie znajdziemy DNA genu dominikańskiego. Problemem jest określenie, kim jest dominikanin. Bez względu na to, czy się jest ojcem, bratem, siostrą czy świeckim, zawsze pojawia się pytanie, co znaczy być dominikaninem. Mówimy o charyzmatach w Kościele. Charyzmat obejmuje kombinację różnorodnych elementów, takich jak dominikańskie cztery filary: wspólnotę, modlitwę, apostolstwo, studium. Przypominam sobie opowieść o św. Dominiku, który całą noc stał w pubie, rozmawiał z ludźmi i dyskutował z nimi aż do białego rana. Ta historia pokazuje dominikański sposób głoszenia…

…i troskę o grzeszników wyrażoną w pytaniu: „Co będzie z grzesznikami?”.

Troskę o człowieka, postawę litości i współczucia, nie sądzenia. Gdyby on był aroganckim głosicielem, to zacząłby wytykać człowiekowi, że był zły. Mam nadzieję, że wszyscy dominikanie mają tego ducha. Dominik wiedział, że nie chodzi tylko o kazania w niedzielę, że najlepszym głoszeniem jest przykład życia. Raczej był radykalnym chrześcijaninem. W wielu tekstach mowa o nim jako o radosnym ojcu. Był bardzo szczęśliwy. W historii robiliśmy trochę błędów jako dominikanie, ale duch dominikański stale jest obecny.

Jak powinna wyglądać formacja w RD?

Teraz, kiedy mamy wolność, jesteśmy ochrzczonymi katolikami, musimy być odpowiedzialni, studiować i modlić się, żeby czynić dobro. W USA, które są bardzo pogańskim krajem, jest wielu braci protestantów, którzy są często bardziej oddani chrześcijaństwu niż my. Możemy się z nimi nie zgadzać, ale w tym oddaniu powinniśmy ich naśladować. Potrzebujemy w RD ludzi z taką właśnie gorliwością. Musimy wszyscy razem umocnić filary dominikańskie. Wspólną modlitwę, studia, badania, wspieranie się wzajemne we fraterniach i wyjście na zewnątrz. Nie ustawajcie na modlitwie.

Wspomniał Ojciec o kwiatach. Same sobie nie poradzą, jeśli nie będą szczepione. Bez pomocy ojców, bez formacji, pozostaną dzikie.

Wszyscy czują potrzebę formacji. Uczestniczymy w podstawowej formacji chrześcijańskiej. Powinniśmy korzystać i brać to, co dobre, z każdej książki i z każdego kursu, w którym uczestniczymy. Oprócz chrześcijańskiej formacji dorosłych jest nam potrzebna formacja dominikańska. Dominikanie lubią się uczyć. Nie zawsze wiemy, co powinniśmy studiować. Wielu wie dużo o sprawach dominikańskich, ale może nie znać nowego Katechizmu Kościoła Katolickiego albo Biblii. Inni z kolei dużo wiedzą o Biblii i katechizmie, ale nie wiedzą, kim był św. Dominik. Jeśli jesteśmy rodziną kaznodziejów dominikańskich, to musimy wiele trudu włożyć we własną formację. Nie każdy może głosić.

Czym się zajmuje laikat dominikański?

Chciałbym wspomnieć o pewnej fraterni, żeby dać przykład, jak ważne jest to, byśmy byli głosicielami. W USA jest grupa świeckich dominikanów, którzy co sobotę chodzą do pilnie strzeżonego więzienia dla recydywistów, głównie morderców. Robią to od dawna. Więzienie nie ma kapelana. Grupa świeckich przychodzi do więźniów, modli się z nimi i studiuje Biblię. Po długim czasie niektórzy ze skazanych więźniów chcieli być dominikanami. Grupa była zaskoczona, jej członkowie nie wiedzieli, co zrobić. Zwrócili się z tym do promotora, ten udał się do prowincjała, który wysłał list do generała. Ojciec Tymoteusz zgodził się z jednego ważnego powodu. Skazani powiedzieli bowiem: „Jesteśmy jedynymi, którzy mogą trafić do współwięźniów i głosić im”. Świeccy przygotowali ich i 11 osób złożyło profesję. Dzisiaj stanowią wspaniałą fraternię w więzieniu w Massachussets. Tam są setki więźniów.

Jakie jeszcze przykłady mogłyby być inspiracją dla świeckich dominikanów w Polsce?

Nie podkreśliłem, że to, co robi RD świecka, to głoszenie wspólne, w grupie. Kiedy zostaliśmy założeni, św. Dominik chciał, by siostry, mniszki, ojcowie mieszkali blisko siebie. Również świeccy byli blisko braci i ojców. Pierwsza reguła dla świeckich została napisana w 1284 roku. Już wtedy była taka potrzeba, bo powstawało dużo grup świeckich. Św. Dominik umarł w 1221 roku. Trochę się śmieję, gdy ludzie mówią — RD to nowy pomysł! Jeżdżąc teraz po świecie, będąc w różnych kościołach, widzę, że to stara idea. W kościele w Santa Sabina w Rzymie jest grobowiec jakiegoś biskupa. Czytamy po łacinie napis: „z rodziny dominikańskiej” (ex familia dominicana). I data: 1487 rok. Dzisiaj narasta dyskusja, żeby rodzinę razem zebrać. Kto miałby to robić? Potrzebujemy świeckich, bo oni często wiedzą, jak to robić. Przepowiadanie to trochę więcej niż samo głoszenie kazań. Ojcowie i bracia mogą się o tym przekonać, wychodząc poza klasztor. Gdybym był na uniwersytecie, co bym robił? Albo w syndykacie, w związkach zawodowych, w zakładzie pracy. Jak bym tam głosił? Jak głosić w senacie Stanów Zjednoczonych? Potrzebna jest rodzina, by prowadzić tego typu działalność.

W Dominikańskim Międzynarodowym Ruchu Młodych najlepsi głosiciele są ludźmi z uniwersytetów. Ci młodzi są czasem niezastąpieni w głoszeniu ludziom starszym. Jest taka grupa młodzieży dominikańskiej, która zaczęła program „adoptuj dziadka”. Chodzi o dotarcie do samotnych starszych osób, które żyją w swoich mieszkaniach lub w domach starców. Ta grupa prosi o nazwiska i adresy i stara się „adoptować” staruszków. Młodzi stają się ich wnukami. Okazało się, że jest to bardzo dobry pomysł. Nie tylko się z nimi razem modlą, ale i chodzą do sklepów. Każdy ma swoje miejsce w głoszeniu.

Wielu świeckich jest np. w Hondurasie. Chodzą na uniwersytet jako bracia i siostry, i świeccy. Wspólnie przygotowują programy radiowe. Biskup poprosił RD o kształcenie liderów dorosłych.

Nie zawsze jest jasne, czym ma być to głoszenie. Nie zawsze rozumiemy to tak samo. Fra Angelico, który należał do RD, mówił, że głosi, malując. Teraz niektórzy młodzi chcą skorzystać z Internetu. Jest dominikańska strona w Internecie pod nazwą Jubileusz 2000. Zespół konsultantów — psychologów i psychoterapeutów — pomaga ludziom za pośrednictwem sieci.

Powstał też wolontariat dominikański. Na czym on polega?

Pragnąc się w niego włączyć, trzeba mieć 21 lat. Na 2 lata jedzie się do innego kraju. Jest to program dominikanie dla dominikanów. Na przykład, grupa dominikańska z Polski wyśle kogoś w odpowiedzi na prośbę z innego kraju. Istnieje strona wolontariatu w Internecie (www.op.org/volunteers). Można kliknąć na projects i znaleźć zapotrzebowanie, o którym mówię. Może istnieje grupa sióstr, które potrzebują kogoś, kto będzie mógł uczyć pielęgniarki. Grupa z Hondurasu szuka specjalisty od radia i telewizji. Szkoła w Izraelu prosi o bibliotekarza. Z powodu wojny nie sposób tego zrealizować. Zwykle rodzina wysyła prośbę do rodziny. Te dwa lata często zmieniają życie człowieka.

Jakie są perspektywy rozwoju rodziny dominikańskiej?

Teraz jest bardzo ciekawy czas dla RD, zwłaszcza po zgromadzeniu w 2000 roku w Manili. „Manila” to kolejna strona, na którą warto zajrzeć (familes2000.op.org). Stamtąd pochodzi wiele zaleceń dla nas, jak mamy być misjonarzami w świecie. Nadal będziemy mieli oddzielne gałęzie. Być może, w niektórych krajach rodzina nie jest tak blisko siebie. Nawet nowe fundacje, takie jak Honduras, wykazują tendencję do tego, żeby prowadzić projekty rodzinne. Potrzebni nam są świeccy członkowie. Nie jest to nic nowego. Mamy przecież świeckich męczenników. Jednym z nich jest Lorenzo Luis Ruiz z Filipin. Kilka wieków temu głosił jako członek zespołu misyjnego. Katarzyna z Sieny jest najlepszym chyba przykładem świeckiej dominikanki. Była bardzo bliska braciom i ojcom. To była znakomita kaznodziejka i de facto ojcowie ją naśladowali. Wtedy trwały we Włoszech wojny. Florencja wysłała wiadomość: „Przyślijcie tę niezwykłą kobietę, żeby uczyniła pokój”. Na początku nie chciała, uważała, że nie jest od tego. W końcu powiedziała, że pójdzie, jeśli reszta rodziny się z nią zabierze. Maszerowała we Florencji z krzyżem w jednej dłoni i gałęzią oliwną w drugiej, a za nią ojcowie, bracia i świeccy.

Mamy wielu świeckich dominikanów, którzy potrafią dokonać wielkich rzeczy.

Eksplozja dzikich kwiatów
Jerry Lee Stookey OP

urodzony w 1949 r. – dominikanin, syn prowincji św. Alberta Wielkiego w USA, 18 lutego 1999 roku został mianowany przez generała Zakonu pierwszym generalnym promotorem ds. laikatu dominikańskiego....

Eksplozja dzikich kwiatów
Piotr Sakwerda

urodzony w 1964 r. – absolwent polonistyki we Wrocławiu, prowadzi szkolenia w zakresie technik sprzedaży, aktualnie pracuje w firmie telekomunikacyjnej. Żonaty, ma dwoje dzieci. Mieszka we Wrocławiu...