Zgorszenie i zbawienie

Zgorszenie i zbawienie

Zaproszono mnie do udziału w audycji radiowej. Tematem było zło, które niestety pojawia się także w Kościele. Wiadomości czasem porażają — jednych potwornie bolą, innych odsuwają od wiary, znajdują się nieraz i tacy, którzy dostrzegają w takich informacjach powody do zaiste szatańskiej radości. Szczególnie wyraźnie widać te postawy na dyskusyjnych stronach internetowych. Widać ból, rozmaite — mądre i nie bardzo — sposoby obrony Kościoła, także zniechęcenie, czuć triumf i żądania, by Kościół zmienił swoją naukę, skoro nie potrafią jej realizować nawet wysoko postawieni jego przedstawiciele.

Takie chwile przypominają, że Kościół katolicki jest ciągle prześladowany. Statystyki mówią wyraźnie: za wierność swojemu wyznaniu spośród wyznawców wszystkich religii najbardziej cierpią katolicy. Chiny, Sudan, Arabia Saudyjska, Rwanda, Ameryka Łacińska — można stworzyć całą mapę współczesnych prześladowań Kościoła. Jednak — mówił to już przed wiekami św. Augustyn — najgroźniejsze prześladowanie Kościoła dokonuje się przez grzechy ludzi, którzy uważają się za jego członków. Znajomy ksiądz, przypominając mi te słowa biskupa z Hippony, powiedział jednoznacznie: „Jeżeli żyję w stanie grzechu śmiertelnego, staję się prześladowcą mojego Kościoła”. Jednocześnie Kościół jest bodaj jedyną wielką instytucją w świecie, która nie ukrywa grzeszności swych członków, ba, w ostatnim czasie Ojciec Święty wielokrotnie miał odwagę przepraszać za grzechy Kościoła jako instytucji. Kościół jest święty, ale jego świętość nie polega na bezgrzeszności wszystkich jego członków. „Świętość Kościoła na tym polega, że Chrystus kocha nas, mimo że jesteśmy grzesznikami — a kocha po to, żebyśmy byli nimi coraz mniej”.

Dla Kościoła grzeszność jego ludzi, nawet najwyżej postawionych hierarchów, to nic nowego, przecież zbudowany został na bardzo szczególnej opoce. Oto Piotr — Opoka — bezpośrednio po pierwszej w dziejach Eucharystii trzykrotnie zaparł się Jezusa! Święty Piotr miał świadomość swej małości — legenda ilustruje to drastycznym szczegółem: podobno aż do śmierci jego policzki były poranione do krwi od łez skruchy. Żałował i ujawniał to, bez pardonu: Ewangelia św. Marka napisana pod jego wpływem zawiera najostrzejsze oskarżenie jego chwiejności. Im bardziej czuł się malutki, tym bardziej był Opoką, tym bardziej bowiem był otwarty na Bożą moc.

Dziennikarka pytała mnie w czasie audycji, czy ze zła, o którym tak triumfalnie piszą przeciwnicy Kościoła, może wyniknąć dobro. Czy jest to tylko potężny cios, z którego Kościół wyjdzie osłabiony, po którym wiele osób zachwieje się w wierze. Nie ma co ukrywać — to jest straszny cios. Im bliżej ktoś jest ołtarza, zwłaszcza kapłan, ale także zaangażowany katolik świecki, tym większą ma szansę pokazywać bliźnim Pana Boga. Z drugiej strony im jest bliżej, tym skuteczniej może Go zasłonić. Jednak największe dobro wyniknąć może z bacznej obserwacji świętego Piotra: gdy wierzył we własne siły, tonął we wzburzonym morzu, wypowiadał głupstwa, narażając się na najostrzejsze upomnienia ze strony Mistrza, bezsensownie chwytał za miecz, zapierał się znajomości z Jezusem. Gdy jednak uznawał pokornie swoją małość — stawał się najprawdziwszą Opoką. Szansa na zbawienie leży w naszej pokorze.

Zgorszenie i zbawienie
Przemysław Fenrych

urodzony 6 stycznia 1951 r. w Poznaniu – absolwent historii UAM, nauczyciel i dziennikarz, bibliotekarz, redaktor i pracownik organizacji pozarządowych, zastępca dyrektora szczecińskiego Centrum Szkoleniowego Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej....