Niemiłosierny katechizm

Niemiłosierny katechizm

Niedawno miało miejsce takie zdarzenie. W drugiej klasie podstawówki w dużym mieście trwała lekcja religii. Dzieci przygotowywały się do Pierwszej Komunii świętej. Wkuwały Skład apostolski, łamiąc sobie język na „umęczon pod Ponckim Piłatem”, Dziesięcioro Bożych Przykazań, przenikając różnicę między „nie cudzołóż” a „nie pożądaj żony bliźniego swego”, Główne prawdy wiary, Siedem sakramentów i Grzechy główne. Ambitna grupa rodziców przewalczyła alby, już było po pierwszych przymiarkach i alby „się szyły”. Mamy głowiły się nad pamiątkami, które zadowolą wszystkich — rzecz absolutnie niemożliwa w naszym kraju. Nagle, w czasie lekcji, jeden chłopiec wybuchnął płaczem. Siostra podeszła do niego, pochyliła się — a chłopiec powiedział przez łzy: „Jezus mnie nienawidzi!”. Zapanowała konsternacja. Siostra nie umiała znaleźć odpowiednich słów. Dzieci były zgorszone — jak mógł się tak zachować, przecież za dwa miesiące Komunia!

Wychowawczyni powiadomiła o zajściu rodziców. Rodzice widzieli całą złożoność sytuacji. Chłopiec miał ostatnio kłopoty w szkole. Choć dużo pracował, nie mógł sprostać wysokim wymaganiom nauczycieli. Zaczął okropnie bać się spowiedzi. Pewnie ta zła samoocena nałożyła się na ów lęk — pomyśleli i poszukali w otoczeniu kogoś, kto mógłby mu pomóc. Przypomnieli sobie o dalekiej cioci — zakonnicy. Chłopiec został dostarczony do niej do klasztoru, wraz z wymiętoszoną kartką, z której od paru tygodni wkuwał katechizm i zaznaczał sobie, co jeszcze musi „zaliczyć”.

Siostra była mądrą kobietą, sama pamiętała, jak bała się pierwszej spowiedzi, i zaczęła mu opowiadać o miłosierdziu Bożym i o tym, czym miłość Pana Boga różni się od ludzkiej miłości. Mówiła o tym, co zrobił ojciec syna marnotrawnego, gdy ten do niego powrócił. Opowiadała, w jakich okolicznościach Pan Jezus ustanowił sakrament pojednania, jak przyszedł do apostołów po zmartwychwstaniu do wieczernika, mimo drzwi zamkniętych, i powiedział: „Pokój wam!”. Nie robił im wymówek, nie wypominał, że wszyscy poza Janem uciekli. Piotr nie usłyszał: „Mówiłem ci, że Mnie zdradzisz, jak mogłeś!”. Po zmartwychwstaniu Jezus miał dla nich wyłącznie słowa pokoju. Po tym krótkim wykładzie siostra zapytała chłopca, czy coś z tego, co powiedziała, do niego przemówiło. „Tak, odpowiedział, najbardziej podoba mi się to, że jak ktoś się spowiada, to Pan Jezus się na niego nie gniewa”.

Przeszli do drugiego punktu programu, czyli powtórki z katechizmu. Okazało się, że chłopiec już prawie wszystko umie i radzi sobie nawet z „nieumiarkowaniem w jedzeniu i piciu”. Teraz jednak w sercu siostry zrodziła się wątpliwość. Chodziło o rzecz niezwykle istotną, mianowicie o Główne prawdy wiary: „Jest jeden Bóg. Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze. Są trzy Osoby Boskie. Dusza ludzka jest nieśmiertelna. Łaska boska jest do zbawienia koniecznie potrzebna”. Czy naprawdę to musi być tak groźnie sformułowane? Czy zamiast „Bóg jest Sędzią sprawiedliwym” nie mogłoby być: „Pan Bóg jest miłosierny”? Właściwie to rozumowanie Pawełka jest dosyć logiczne: skoro ma wszystko, co do tej pory narozrabiał w całym swoim życiu, wyznać Komuś wszechmocnemu, kto za zło karze, to nic dziwnego, że się bardzo boi.

Siostra pomyślała: dużo teologii nie studiowałam, ale Dzienniczek siostry Faustyny znam na wyrywki; pamiętam tam takie zdanie Pana Jezusa: „Dobroć Boża jest największym przymiotem Boga” (§458), pamiętam inne: „Mów kapłanom o tym niepojętym miłosierdziu moim. Palą mnie płomienie miłosierdzia, chcę je wylewać na dusze, a nie chcą dusze wierzyć w moją dobroć” (§177), „Ile razy chcesz mi sprawić radość, to mów światu o moim wielkim i niezgłębionym miłosierdziu” (§164).

Czy na pewno w głównych prawdach wiary prezentujemy dzieciom prawdziwy obraz Boga? Dlaczego nie ma ani jednego słowa o tym, jaka jest Jego natura? Przecież część z tych dzieci kończy na Komunii swoją edukację religijną, a dla innych nigdy nie będzie ona tak intensywna, również emocjonalnie, jak w tym okresie. Czy właśnie wtedy nie powinien się ukształtować obraz Boga miłosiernego, by można się do niego odwołać później, gdy cały świat zaczyna się chwiać w wieku lat nastu? Papież kanonizował siostrę Faustynę, pomyślała zakonnica, więc chyba nie wymyślam herezji…

By ukryć własne zakłopotanie, zaczęła przeglądać podręcznik do religii malca. I dopiero wtedy włos jej się dosłownie zjeżył pod kornetem. Cóż bowiem przeczytała przy szóstym przykazaniu? „Pan Bóg chce, żeby każde dziecko miało mamę i tatę”. Och, pomyślała, a jeśli dziecko nie ma mamy albo taty, to co? To znaczy, że coś z nim i z Panem Bogiem jest nie w porządku, bo On pragnie, a ono nie ma.

Wiadomo, że dzieci bardzo łatwo, gdy coś dzieje się źle ze starszymi, biorą winę na siebie. Jakie straszne szkody można wyrządzić dziecku takim jednym niewłaściwym zdaniem. Jego podtekst ideologiczny jest jasny: samotne matki są nie po myśli Kościoła, ale po co mieszać dzieci do sporów dorosłych? Tylu mądrych ludzi zajmuje się katechizacją na szczeblu naukowym; uniwersytety, katedry, instytuty, doktoraty i habilitacje. Czy naprawdę gotowy produkt, który trafia do ręki dziecka, musi być tak kiepskiej jakości? Siostra była bardzo zmieszana. Na szczęście do rozmównicy zapukała gruba siostra Imelda od gości, niosąc dla Pawełka wielkie ciastko z owocami i bitą śmietaną, a za oknem pokazał się samochód taty.

Niemiłosierny katechizm
Dorota Szczerba

teolog, tłumaczka, autorka książek z zakresu duchowości....