Lektura przed olimpiadą

Lektura przed olimpiadą

Wojciech Lipoński, Olimpizm dla każdego. Popularny zarys wiedzy o historii, organizacji i filozofii ruchu olimpijskiego, Poznań 2000.

To było prawie jak sen. Dwa dni przed olimpiadą w Rzymie (1960 rok) pojawił się w naszym domu pierwszy telewizor. Kiedy przytaszczyłem go razem z ojcem z pobliskiego sklepu, nie mogłem wprost uwierzyć, że gigantyczny świat sportu, opromieniony sławą tylu wspaniałych gwiazd, skurczy się teraz do rozmiarów małego ekranu i znajdzie się tuż obok, na wyciągnięcie ręki. Ta nagła dostępność rzeczy wcześniej nieosiągalnej wcale nie zaburzyła mego, mocno wówczas zmitologizowanego, wyobrażenia o pięknie igrzysk, wywodzących się przecież — jak nieraz o tym czytałem — ze szlachetnej antycznej idei. Jej aktualność podkreślona została jeszcze przez romantyczną scenerię starożytnych zabytków, w jakiej rozgrywano niektóre zawody, zwłaszcza bieg maratoński wzdłuż wysadzanej cyprysami i piniami Via Appia.

Będąc szesnastoletnim chłopcem, patrzyłem na zmagania sportowców jak na walkę prawdziwych herosów i z wieloma z nich się utożsamiałem. Zwycięstwo Zdzisława Krzyszkowiaka w biegu na 3000 metrów z przeszkodami odbierałem jako swój własny tryumf, natomiast niesprawiedliwy werdykt sędziów po walce Tadeusza Walaska z czarnoskórym Amerykaninem uznałem za cios wymierzony mnie osobiście, mojemu krajowi i całemu ruchowi olimpijskiemu.

Przywołuję tamte, nieco zabawne, młodzieńcze przeżycia na krótko przed kolejnymi igrzyskami w Sydney również po to, by zwrócić uwagę, że tego rodzaju wydarzenia jak olimpiada, mające w naszej epoce zasięg i charakter globalny, nie pozostają bez wpływu na kształtowanie się ludzkiej osobowości. Oczywiście, wpływ ten może przybierać bardzo różnorodne formy. Znam człowieka, który odmierza swój czas już nie latami, lecz ilością obejrzanych i… czekających go olimpiad; często się zastanawia, ile mu jeszcze pozostało do końca.

Wydaje się jednak, że znacznie ważniejsze od wszelkich prywatnych doznań związanych z igrzyskami olimpijskimi są reperkusje, jakie zjawisko to wywołuje w życiu ludzkiej zbiorowości. Niestety, rzadko pobudza ono do głębszej refleksji. Stanowczo za mało mówi się i pisze o jego aspektach kulturowych, wychowawczych, filozoficznych, i chociaż istnieją bardzo wartościowe opracowania, jak np. Filozofia olimpizmu Józefa Lipca (wydana w 1999 roku), to ich rezonans społeczny jest raczej nikły.

Profesor Wojciech Lipoński, wykładowca Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza i Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu, były lekkoatleta, reprezentant Polski w latach 1963–66, od lat zajmujący się historią sportu oraz jego związkami z kulturą, wydał ostatnio ważną i pożyteczną książkę pt. Olimpizm dla każdego. Jest to z jednej strony znakomite kompendium wiedzy stricte sportowej o charakterze encyklopedycznym (miejscowości, daty, nazwiska, medale, struktura organizacyjna MKOl i narodowych Komitetów Olimpijskich, a także podstawowe informacje na temat historii i organizacji sportu paraolimpijskiego), z drugiej zaś — refleksja nad duchową i etyczną kondycją współczesnego sportu wyczynowego. W jasny, popularny sposób autor przedstawia narodziny i rozwój idei olimpijskiej w czasach nowożytnych, sporo miejsca poświęcając przede wszystkim jej twórcy, francuskiemu baronowi Pierre de Coubertin, którego osobowość kształtowała się pod wpływem metod wychowawczych paryskiego Kolegium św. Ignacego:

Księża jezuici znali dobrze psychikę młodzieży. Życiu szkolnemu nadali formę współzawodnictwa: o wyższe noty w nauce i gimnastyce, o zaszczyt służenia do Mszy św., a nawet o miejsce przy stole. Nauka w jezuickim Kolegium jest mało docenianym szczegółem w biografii Coubertina, a to dzięki jezuickiej szkole uwierzył on, że współzawodnictwo, umiejętność osiągania czegoś własnym wysiłkiem jest obiektywnym (…) czynnikiem w życiu człowieka. Stąd już tylko jeden krok dzielił go od przeświadczenia, że współzawodnictwo sportowe, jako forma aktywności najlepiej trafiająca do umysłów młodzieży, jest najskuteczniejszym środkiem wychowawczym.

Zatem stworzony przez Coubertina nowożytny olimpizm czerpie z ideałów chrześcijaństwa. Francuski baron nikomu ich nie narzucał, choć odwoływał się do nich w wielu swoich pracach. Świadczy o tym choćby jeden z cytatów przytoczonych w omawianej książce, wyraźnie nawiązujący do stylu biblijnego:

Raduj się w człowieczeństwie odradzającym się bez końca — doradza olimpizm. — Pokładaj w nim wiarę, buduj nim swą nadzieję. Egoistyczna radość jest jak przemijające światło słoneczne, altruistycznie traktowana staje się nieustającą jutrzenką.

Czy w zderzeniu z brutalną rzeczywistością dnia dzisiejszego (afery dopingowe, manipulacje, przekupstwa) program Coubertina nie wydaje się donkiszoterią? Czy jest jeszcze miejsce na tego rodzaju naiwny idealizm, gdy zjawiska patologiczne (np. bandyckie burdy na stadionie i poza nim) stają się niemal normą?

Sam przed kilkunastu laty zrezygnowałem definitywnie z chodzenia na pierwszoligowe mecze piłki nożnej, nie tylko dlatego, że nie chciałem już dłużej słuchać chóralnych wyzwisk. Po prostu pewnego razu, w czasie międzypaństwowego spotkania Polska — Bułgaria na stadionie GKS–u, zauważyłem, że naszych kibiców zupełnie nie interesuje to, co dzieje się na murawie, że nie obchodzi ich wcale gra polskiej reprezentacji. Oni w tym czasie, odwróceni tyłem do boiska, podzieleni na dwa wrogie obozy, rozgrywali swój własny, pełen zapiekłej nienawiści, mecz na obelgi i przekleństwa.

Choroby toczące współczesny sport nie omijają także olimpiad.

Krytycy Coubertina — czytamy w książce Wojciecha Lipońskiego — wielokrotnie ogłaszali klęskę jego olimpijskich ideałów wychowawczych. Tymczasem amerykański profesor John Lucas, po drobiazgowej analizie zarzutów wobec Coubertina, uznał, że z wyjątkiem poglądów na sport kobiecy jest to „filozofia XXI wieku”, poglądy wyprzedzające rozwój świadomości i stosunków społecznych.

Czy więc przyszłość sportu rysuje się w różowych, czy też ciemnych barwach? Autor Olimpizmu dla każdego zajmuje postawę realistyczną:

Ruch olimpijski nie jest częścią jakiegoś innego świata. Jest częścią naszej rzeczywistości, która jak dotąd jest dość daleka od oczekiwań idealistów. Mimo to igrzyska zachowują swoją humanistyczną wymowę, są nadal demonstracją pokoju, choć bywały wykorzystywane przez terrorystów w celu zakłócenia ich przebiegu. (…) Nie tylko w sporcie świat gubi dawne wartości, popada w rozprężenie moralne. Tym większa zatem potrzeba ocalenia tego, co jest dorobkiem ludzkiej kultury.

Z książki prof. Lipońskiego dowiedziałem się, że do stworzenia podstaw nowożytnego olimpizmu przyczyniły się również osoby duchowne, takie jak filolog klasyczny, dominikanin, Henri de Didon, czy biskup Pensylwanii, Ethelbert Talbot, autor znanej sentencji, że „najważniejsze na igrzyskach nie jest zwycięstwo, ale sam udział”. Czy nie jest to jakieś wyzwanie dla współczesnego Kościoła, by w swej teologicznej refleksji i duszpasterskiej posłudze znajdował więcej miejsca dla sportu?

Lektura przed olimpiadą
Andrzej Babuchowski

urodzony 13 lutego 1944 w Krasnem k. Chełma (woj. lubelskie) – absolwent filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, studiował także slawistykę, dziennikarz, krytyk literacki, tłumacz literatury czeskiej. Przetłuma...