Nie ma „aborcji terapeutycznej”

Nie ma „aborcji terapeutycznej”

Dlaczego niemal na całym obszarze Unii Europejskiej (z wyjątkiem Republiki Irlandii i Irlandii Północnej) parlamenty ustanowiły prawa, które doprowadziły do praktyki aborcji wywoływanej faktycznie na życzenie, zazwyczaj w trakcie pierwszych dwunastu tygodni ciąży, a w szczególnych okolicznościach aż po sam moment urodzin?

Aczkolwiek Wielka Brytania nie była pierwszym państwem, które zalegalizowało aborcję na szeroką skalę, jej prawo aborcyjne, przyjęte w 1967 roku, z pewnością miało największy wpływ na inne państwa. Autoreklama brytyjskich prywatnych klinik aborcyjnych spowodowała, że do Anglii w celu poddania się aborcji przyjeżdżały kobiety z Francji, Niemiec, Irlandii, Włoch, Hiszpanii i z innych krajów, nawet ze Stanów Zjednoczonych i z Afryki Południowej. W 1973 roku liczba kobiet przyjezdnych, które dokonały aborcji w Wielkiej Brytanii wzrosła do 53600.

Toteż prywatny przemysł aborcyjny w Wielkiej Brytanii był bezpośrednim narzędziem popierania aborcji wśród kobiet z innych państw europejskich. Ten stan rzeczy z kolei był wykorzystywany w tych państwach przez proaborcyjnych polityków i przedstawicieli mass mediów, którzy argumentowali, iż nie powinno być tak, aby kobiety musiały podróżować za morze w celu dokonania aborcji. Emocje dotyczące rzekomego położenia tych kobiet, nie zaś zagadnienia etyki czy dokładne badanie rzeczywistych kwestii natury medycznej, miały silny wpływ na przebieg społecznej i politycznej debaty — i na fali tych emocji w kolejnych krajach przyjmowano prawodawstwo proaborcyjne.

Polityka oparta na emocji, a nie na racji, jest niebezpieczna i może prowadzić do legalizacji na przestrzeni całej Europy innych postaci zła, bez brania pod uwagę etyki i bez dokładnego zbadania dowodów na istnienie tego zła. Dla przykładu, istnieje w Wielkiej Brytanii ważny ruch polityczny domagający się legalizacji sprzedaży konopii indyjskich. Do tego ruchu należy wielu członków parlamentu, a czołowa gazeta brytyjska prowadzi kampanię na jego rzecz. Jeśli sprzedaż konopii indyjskich zostanie w Wielkiej Brytanii zalegalizowana i młodzi ludzie zaczną przybywać z innych krajów do Wielkiej Brytanii w celu nabycia narkotyku, bądźcie pewni, że w innych krajach europejskich żołnierze tej sprawy zaczną zwracać uwagę na rzekomo niesprawiedliwe położenie tych młodych ludzi. Będą mówić: „Dlaczego młodzi ludzie w naszym kraju muszą oddalać się setki mil od domu, narażając się na niebezpieczeństwa, w celu zakupu narkotyków w Londynie czy w Manchesterze? Sprzedaż konopii należy zalegalizować tutaj — w Hiszpanii, czy we Włoszech, czy we Francji — abyśmy mieli kontrolę nad sytuacją”. Doświadczenie z brytyjskim prawem aborcyjnym stanowi nader nieszczęśliwy precedens.

Argumenty emocjonalne, silnie podtrzymywane przez mass media, nie zaś racja i fakt naukowy, były stosowane sukcesywnie na wszelkie sposoby przez proaborcyjne lobby w całej Europie. W kolejnych krajach odnosiła zwycięstwo ideologia przeciwna życiu — kosztem dzieci nie narodzonych i ich matek. Rzekome prawo kobiety do aborcji — prawo do zabicia dziecka rozwijającego się w jej łonie — odniosło triumf nad człowieczeństwem dziecka nie narodzonego i nad rzeczywistym dobrem, w zakresie zdrowia fizycznego i psychicznego, matki. Co więcej, w popieraniu prawa do aborcji fikcja odniosła w publicznej debacie triumf nad rzeczywistością; lobby proaborcyjne wydaje się w istocie działać w myśl zasady hitlerowskiego propagandzisty Josepha Goebbelsa: „Jeśli twoje kłamstwo będzie dostatecznie duże, ludzie w nie uwierzą”.

Spośród tych kłamstw największy sukces odniosły te, które dotyczą rzekomej liczby aborcji nielegalnych — czyli aborcji dokonywanych „w cichej uliczce”, jak nazywa się je w Wielkiej Brytanii. Pozwolę sobie podać trzy przykłady z obszaru Europy.

W Wielkiej Brytanii posłem do parlamentu, który w 1967 roku wniósł projekt ustawy legalizującej aborcję, był David Steel. Jest on obecnie lordem Steel. Twierdzi on nadal, pomimo oczywistych dowodów przeczących temu, że przed 1967 rokiem dokonywano 250000 nielegalnych aborcji rocznie, co stanowi liczbę o około 80000 większą od liczby aborcji przeprowadzanych obecnie, legalnie. Według nader obszernego przeglądu sporządzonego przez Royal College of Obstetricians and Gynaecologists, na podstawie danych dostarczonych przez administrację szpitali, roczna liczba nielegalnych aborcji przed 1967 rokiem wynosiła w tym regionie 15000. Raport, opublikowany w British Medical Journal 2 kwietnia 1966 roku, został przyjęty jednomyślnie przez Radę Royal College of Obstetricians and Gynaecologists — ciało, które w zasadzie z pewnością nie było przeciwne dokonywaniu aborcji, jak jasno wynika z tego raportu.

W 1975 roku przeprowadzono we Włoszech wielką kampanię na rzecz legalizacji aborcji. Gazety na całym świecie donosiły — za poparciem lobby proaborcyjnego — o trzech milionach aborcji rocznie dokonywanych we Włoszech nielegalnie. Jednakże Towarzystwo Obrony Dzieci Nie Narodzonych sprawdziło, ile kobiet w wieku między 15 a 45 rokiem życia — a więc w głównym wieku płodności — żyło we Włoszech w 1975 roku. Byliśmy w stanie udowodnić, że gdyby we Włoszech każdego roku przeprowadzano trzy miliony nielegalnych aborcji, każda bez wyjątku kobieta w tym kraju, włącznie z zakonnicami, w wieku między 15 a 45 rokiem życia, musiałaby dokonać osiem nielegalnych aborcji zanim zaczęłaby rodzić dzieci.

W 1982 roku utrzymywano, że w Portugalii nielegalne aborcje powodowały śmierć 2000 kobiet rocznie. Twierdzenie to opublikowano w poważnych serwisach informacyjnych prowadzonych przez BBC w audycjach krajowych i międzynarodowych, jak również w głównych gazetach, takich jak „The Times” z 9 listopada 1982 roku. Natomiast według danych statystycznych Światowej Organizacji Zdrowia zmarło w Portugalii w 1982 roku tylko 1887 kobiet w okresie płodności (w wieku od 14. do 44. lat). Zmarły z rozmaitych przyczyn, dla przykładu, z powodu ataku serca, raka, wypadków drogowych i tak dalej. Jest oczywiste, że liczba 2000 była czystą fantazją.

W kolejnych krajach politycy głosowali na rzecz legalizacji aborcji argumentując, że jest to konieczne dla zredukowania przypadków śmierci kobiet z powodu aborcji nielegalnej. Jednakże liczba tych domniemanych przypadków śmierci była bez zastanowienia przesadzona, jak w Portugalii. W rzeczywistości liczebność przypadków śmierci z powodu aborcji gwałtownie spadała we wszystkich krajach Europy w ciągu szeregu dziesięcioleci dzięki ogólnemu postępowi w zakresie nauk medycznych i opieki medycznej, osiągniętemu na przykład przez rozwój antybiotyków. Co więcej, tendencja ta miała charakter światowy.

Dane Światowej Organizacji Zdrowia wykazują, że ten ostry spadek liczebności przypadków śmierci z powodu aborcji w Wielkiej Brytanii, Francji i w Stanach Zjednoczonych wystąpił przed legalizacją aborcji w tych krajach w latach, odpowiednio 1967, 1975 i 1973. Podobny spadek wykazują dane dla Czechosłowacji, gdzie prawo dopuszczające aborcję zostało przyjęte w 1950 roku, a następnie zliberalizowane w 1957 roku, oraz dla Hiszpanii, gdzie aborcja była nielegalna (aż do lat 1983/4).

Doświadczenie minionych 50 lat, w którym to okresie odnotowano spadek liczebności przypadków śmierci z powodu aborcji niezależnie od prawodawstwa aborcyjnego, zadaje kłam twierdzeniu, że aborcję trzeba zalegalizować dla ochrony zdrowia kobiety.

W dodatku warto przyswoić sobie lekcję najbardziej pouczającą, jakiej dostarcza przykład zarówno Republiki Irlandii, jak i Irlandii Północnej. Republika Irlandii, w której istnieje konstytucyjny zakaz aborcji, ma najniższą stopę śmiertelności kobiet w połogu na świecie; zaś Północna Irlandia, gdzie zarówno protestanci, jak i katolicy sprzeciwiają się aborcji i gdzie nadal jest stosowane ostre prawo antyaborcyjne, ma stopę śmiertelności bezpośrednio z powodu połogu trzykrotnie niższą niż wynosi ta stopa w Anglii, Szkocji i Walii, gdzie faktyczna aborcja na żądanie jest dokonywana legalnie. Także Malta, gdzie aborcja nie jest legalnie dozwolona, ma stopę śmiertelności w połogu, podobnie jak Republika Irlandii, jedną z najniższych w świecie. (Ponadto Republika Irlandii i Irlandia Północna mają najniższą w świecie stopę dokonywania morderstw na dzieciach, podczas gdy Wielka Brytania w tej kwestii zajmuje czwarte miejsce w świecie wysoko rozwiniętym).

Mając w pamięci rekord pierwszej kategorii, jaki odniosła irlandzka zawodowa opieka medyczna w zakresie troski o matki i ich nie narodzone dzieci, trzeba odnotować oświadczenie czołowych położników irlandzkich w ich liście do „Irish Times” z 1992 roku: „Jako położnicy i ginekolodzy stwierdzamy, że nie istnieją żadne okoliczności medyczne usprawiedliwiające bezpośrednią aborcję, to znaczy — nie istnieją takie okoliczności, w których życie matki może być uratowane jedynie przez bezpośrednie przerwanie życia jej nie narodzonego dziecka” (List do „Irish Times”, 1 IV 1992).

Dlatego, kiedy dowiedzieliśmy się, że w Polsce 7 stycznia 1993 roku przyjęto zakaz dokonywania aborcji z powodów społecznych i gdy liczba aborcji w Polsce spadła tak gwałtownie, bynajmniej nie byliśmy zdziwieni, że nie zgłoszono ani jednego przypadku śmierci kobiety w następstwie aborcji, legalnej bądź nielegalnej.

Doświadczenie w skali europejskiej i światowej wykazuje, że ochrona prawna dzieci nie narodzonych nie wystawia życia kobiet na niebezpieczeństwo. W rzeczywistości istnieją poważne dowody wskazujące, że prawo to chroni zdrowie kobiet.

Jest prawdziwą tragedią, że liberalne prawo aborcyjne jest ustanawiane w kolejnych krajach na podstawie twierdzenia, że jest ono konieczne dla ochrony zdrowia kobiet i wbrew przytłaczającym dowodom tezy przeciwnej.

Jeden z głównych argumentów stosowanych w Wielkiej Brytanii przed 1967 rokiem głosił, że kobietom z problemami psychicznymi należy umożliwić dokonanie legalnej aborcji w celu uniknięcia możliwych samobójstw. Argumenty te całkowicie pomijały liczne dowody na rzecz przeciwnego stanowiska, już wówczas dostępne i opublikowane. Lekarz–psychiatra, Myre Sim prowadził od 1950 roku rozległe badania, których wyniki opublikował — w artykule Aborcja i psychiatra — w „British Medical Journal” w roku 1963. Wyniki te pokazały, że najlepszym źrodłem nadziei dla kobiety cierpiącej z powodu problemów psychicznych jest kontynuacja ciąży.

Z próby 311 kobiet, które utrzymały ciążę do czasu rozwiązania, 307 miało następnie dobre rokowania, a tylko dla czterech rokowania były złe. Dla porównania, spośród 56 kobiet, które ciążę przerwały, 28 miało dobre rokowania, a dla 28 rokowania były złe. Wyniki te znalazły poparcie w badaniach skandynawskiego psychiatry, M. Ekblada, który w grupie swoich 479 pacjentów odkrył, że „człowiekowi pod względem psychiatrycznym anormalnemu sprawia większą trudność aniżeli człowiekowi pod względem psychiatrycznym normalnemu stawienie czoła stresowi, jaki niesie z sobą legalna aborcja. Oznacza to, że im silniejszy jest sygnał, że wskazane byłoby dokonanie legalnej aborcji ze względów psychiatrycznych… tym większe jest… ryzyko wystąpienia po zabiegu niekorzystnych następstw psychiatrycznych”.

Ponadto na prośbę dr Myre Sima, coroner Birmingham zbadał 119 przypadków samobójczej śmierci kobiet przed ukończeniem 50 roku życia w okresie między rokiem 1950 a listopadem 1956 roku. Ustalił on, że „nie zanotowano żadnego przypadku samobójstwa kobiety, o której byłoby wiadomo, że była w ciąży”. Tym niemniej, proaborcyjne lobby w Wielkiej Brytanii, włącznie z lekarzami, nie zaprzestawało stosowania argumentu o „samobójstwie”, jako mającego usprawiedliwić aborcję — tak, jak robili to ponad trzydzieści lat później w Republice Irlandii (do kwestii tej wrócę później). W konsekwencji, przeprowadzono w Birmingham dalsze badania, którymi objęto kolejne sześć lat i stwierdzono, że w podobnej próbie tylko jedna kobieta ciężarna popełniła samobójstwo. Jednakże kobieta ta była pacjentką kliniki psychiatrycznej z powodu poważnej depresji i nigdy nie sygnalizowała, że chce dokonać aborcji. Tak więc, w okresie 12–13 lat w mieście liczącym 1,25 miliona mieszkańców tylko jedna kobieta ciężarna popełniła samobójstwo i — jak wskazuje dr Myre Sim — „jej śmierć samobójczą można przypisać raczej brakowi należytej opieki psychiatrycznej ze względu na jej depresję” aniżeli temu, że była w ciąży.

Wszelkie te dowody zostały zignorowane, kiedy brytyjski parlament przyjął Ustawę Aborcyjną w 1967 roku. W ostatnim czasie londyński lekarz — patolog dr Michael Jarmulowicz w swoim studium na temat samobójstw w Wielkiej Brytanii w latach 1973–1984 wykazał, że kobieta ciężarna jest 18 razy mniej podatna na popełnienie samobójstwa niż kobieta w głównym okresie płodności nie będąca w ciąży.

Co więcej, badania światowej literatury medycznej przeprowadzone przez wybitnego psychiatrę kanadyjskiego, profesora Philipa Neya, a opublikowane w „Psychiatric Journal of the University of Ottawa” w 1989 roku, wykazują, że jeśli kobieta o nastrojach samobójczych jest w ciąży, reaguje ona lepiej na właściwą opiekę psychiatryczną niż wówczas, gdy podda się aborcji, który to zabieg powiększa jej depresję oraz ryzyko wystąpienia poważnego syndromu poaborcyjnego.

W ostatnich latach szeroko informowano o przypadkach spraw sądowych w Republice Irlandii dotyczących domniemanych niepełnoletnich ofiar gwał-tu, które — jak mówiono — wymagały dokonania zabiegu aborcji z powodów psychiatrycznych. Przypadki te zostały wykorzystane przez proaborcyjnych polityków i media dla poparcia zmian w irlandzkiej konstytucji, która zabrania dokonywania aborcji. Wobec przytłaczających dowodów, jakich dostarcza światowa literatura medyczna na to, że aborcja nie tylko nie leczy psychiki, lecz raczej pogarsza jej stan, jest istotne, aby psychiatrzy znający wyniki tych badań byli powoływani przez prawników dla dostarczenia dowodów we wszystkich takich przypadkach w przyszłości.

Dlaczego zarówno media, jak i ci, którzy troszczą się o respektowanie praw kobiet w Europie nie publikują najbardziej aktualnych wyników badań odnośnie skutków aborcji dla zdrowia kobiet? Co więcej, dlaczego sama Unia Europejska świadomie usiłuje wstrzymać dostęp kobiet do informacji o zagrożeniu dla zdrowia, jakie niesie za sobą aborcja?

Na forum Światowej Konferencji Kobiet w Pekinie w 1995 roku, w której brałem udział, Unia Europejska nie tylko argumentowała na rzecz propozycji idących w kierunku popierania aborcji jako uniwersalnego prawa człowieka, lecz argumentowała również przeciwko prawu kobiet do informacji na temat związanego z aborcją ryzyka dla zdrowia.

Podczas jednej z debat przedstawiciele krajów rozwijających się walczyli o to, aby do końcowego porozumienia włączono klauzulę, że kobiety powinny być informowane o zwiększonym ryzyku rozwoju raka w rezultacie aborcji. Podczas tej sesji onkolog ze Słowacji biegle mówił o głównych niebezpieczeństwach związanych z aborcją w tym aspekcie.

Jednakże wstawienie takiej klauzuli zostało uniemożliwione przez Unię Europejską i Chiny, które — wbrew przytłaczającym świadectwom — domagały się usunięcia odniesień do aborcji w odpowiednim paragrafie. Mimo donośnej opozycji ze strony szeregu krajów rozwijających się, które poparły Słowację, przewodniczący obradom przedstawiciel Stanów Zjednoczonych rozstrzygnął je na korzyść Unii Europejskiej i Chin — i odniesienie zostało zablokowane.

Takie, obecne w Stanach Zjednoczonych, ideologiczne zaangażowanie na rzecz liberalnej polityki aborcyjnej po stronie Unii Europejskiej stanowi bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia kobiet, nie tylko w Europie, lecz na całym świecie. W imię „zdrowej rozrodczości”, które to wyrażenie w myśl definicji przyjętej przez Światową Organizację Zdrowia oznacza, między innymi, dostęp do aborcji na życzenie, najbardziej wpływowi światowi politycy po prostu ignorują związane z aborcją zagrożenia dla zdrowia milionów kobiet oraz śmierć dziesiątek millionów dzieci nie narodzonych.

Jest znamienne, że dwa miesiące przed Konferencją w Pekinie lekarskie pismo „Lancet” (którego żadną miarą nie można uznać ani za promujące życie, ani za prorodzinne) wyraziło poważne zaniepokojenie ekstremistycznym programem Europy i Stanów Zjednoczonych. W artykule wstępnym zatytułowanym Kobiety w świecie czasopismo stwierdzało: „Nowy kolonializm międzynarodowego programu zdrowia kobiet jest strategią niebezpieczną. Stawia on zachodni utopizm przed lokalnym pragmatyzmem… Równość oznacza daleko więcej niż zdobycie prawa do zdrowej rozrodczości” (22 lipca 1995).

Jest rzeczą niezbędną dla ludzi mieszkających we wszystkich częściach świata, zwłaszcza dla pracowników służby zdrowia i ustawodawców, aby mieli wiedzę o zagrożeniach dla zdrowia związanych z dokonywaniem aborcji. Według poważnego studium, jakie ukazało się 2 listopada 1994 roku w czołowym piśmie amerykańskim — „Journal of National Cancer Institute”, dokonanie aborcji zwiększa ryzyko zachorowania na raka piersi przed ukończeniem 45 lat o 50%, a w przypadku aborcji przeprowadzonej przed ukończeniem 18 lat ryzyko to wzrasta do 150%. Dr Janet Daling, uczona, która przeprowadziła to badanie, osobiście popiera aborcję, jednakże sądzi, że obiektywne wyniki badań powinny być brane pod uwagę.

W artykule redakcyjnym w „Los Angeles Daily News” zatytułowanym Odkrycie związku między rakiem a aborcją jest przytoczona następująca wypowiedź dr Daling: „Jeśli polityka zostanie wplątana w naukę, spowoduje ona prawdziwe wstrzymanie dokonywanego przez nas postępu. Mam trzy siostry cierpiące na raka piersi i jestem oburzona na ludzi wprowadzających nieład do danych naukowych dla podtrzymania swego własnego programu, obojętne: na rzecz wolności wyboru czy na rzecz życia. Pragnęłabym bardzo stwierdzić, że nie istnieje żaden związek między rakiem piersi a aborcją, jednakże badanie daje mocne oparcie i nasze dane są ścisłe. To nie jest kwestia wiary. To jest kwestia rzeczywistości.”

W marcu tego roku zespół francuskich lekarzy i badaczy opublikował wyniki obszernego studium, które przeprowadzili oni na grupie 1955 kobiet w dwóch regionach Francji w latach 1988–91. Ich badania, opublikowane w „American Journal of Public Health”, wykazały, że wśród kobiet, które poddały się aborcji, wzrasta o 50% ryzyko ciąży ektopicznej (lub jajowodowej), a jest ono jeszcze większe w przypadku tych kobiet, które dokonały wcześniej więcej niż jednej aborcji. Ciąża ektopiczna lub jajowodowa jest wynikiem sytuacji, gdy embrion zaszczepia się w jajowodzie lub w innym miejscu, zamiast w ściance macicy. W przypadku niewykrycia takiej ciąży, przewód może pęknąć w trakcie rozwoju dziecka (jajowód nie ma takiej rozszerzalności jak macica matki) powodując śmierć dziecka i stwarzając poważne zagrożenie dla życia matki. Obecnie około 1,5% ciąż są to ciąże ektopiczne. Autorzy wskazują, że pomimo postępu diagnostyki i leczenia ciąża ektopiczna jest nadal najczęstszą przyczyną śmierci połogowej w trakcie pierwszych trzech miesięcy ciąży.

Dlaczego — w sytuacji, gdy corocznie na całym świecie przeprowadza się miliony aborcji — odpowiedzialne rządy, politycy i media nie publikują doniosłych wyników badań i nie ostrzegają zarówno kobiet, jak i mężczyzn przed zagrożeniami dla życia i płodności, jakie niesie z sobą przeprowadzenie aborcji?

Patolog, dr Michael Jarmulowicz, wskazuje ważny trop dla znalezienia odpowiedzi na to pytanie, gdy pisze: „Nie jesteście zapewne świadomi tego, że zanim wprowadzono na szeroką skalę szczepienie, tylko w 0,1% przypadków zarażenia wirusem polio rozwijały się następnie niszczące symptomy choroby znanej jako choroba Heinego–Medina. Pozostali mieli chorobę podobną do grypy i w pełni powracali do zdrowia, nie zdawszy sobie nigdy sprawy, że byli zarażeni wirusem polio. Rządy na całym świecie wydatkowały miliony dolarów na programy szczepień dla zapobieżenia tej chorobie. Nikomu nie przyjdzie do głowy sugerować, że wydatki te są rozrzutne i niepotrzebne, ponieważ tylko 0,1% osób zarażonych nabawia się choroby. A jednak można wyprowadzić tu analogię z aborcją. Wiele kobiet pozornie nie doświadcza żadnych kłopotów po dokonaniu aborcji, jednakże istnieje znaczna ilość kobiet, których życie w następstwie aborcji ulega zniszczeniu. Ale wiele agend na całym świecie nadal otrzymuje fundusze [od rządów] na walkę o powszechną dostępność aborcji na życzenie.”

Dr Jarmulowicz następnie stwierdza, że jest oczywiste, iż popieranie aborcji nie ma nic wspólnego z prawdziwymi wartościami i ideałami medycyny, której naczelną zasadą jest: Primum non nocere — Po pierwsze, nie szkodzić. „Nie istnieje nic takiego, jak aborcja terapeutyczna” — pisze on.

Unia Europejska wraz z Wielką Brytanią — dalekie od promowania wiedzy i obiektywnych badań na temat skutków aborcji dla życia kobiet — są jednymi z najhojniejszych w świecie donatorów dla Międzynarodowej Federacji Planowego Rodzicielstwa, największej na świecie organizacji pozarządowej popierającej kontrolę zaludnienia, łacznie z aborcją na życzenie, i działającej w 140 krajach na całym świecie. Filia Międzynarodowej Federacji Planowego Rodzicielstwa, Chińskie Stowarzyszenie na rzecz Planowania Rodziny, otwarcie dopuszcza swój udział w prowadzonej przez ten kraj polityce aborcji przymusowej, mianowicie polityce zezwalającej na posiadanie co najwyżej jednego dziecka. Samo Chińskie Stowarzyszenie na rzecz Planowania Rodziny z dumą donosi, że jego lokalni aktywiści „monitorowali tworzenie i stosowanie projektów lokalnego zaludnienia, w sposób aktywny pilnowali, aby polityka kar i nagród odnośnie planowania rodziny była należycie wykonywana” — według Raportu Chińskiego Stowarzyszenia na rzecz Planowania Rodziny, upowszechnianego na Konferencji w Kairze we wrześniu 1994 roku.

Jednakże, w liście członka Komisji Europejskiej, posła do Parlamentu Europejskiego, dr Alana McCartneya, z 20 czerwca 1996 roku czytamy: „…fundusze, jakie Unia Europejska dostarcza Międzynarodowej Federacji Planowego Rodzicielstwa są wydatkowane wyłącznie w Europie, na obszarze państw arabskich i w regionie wokół Karaibów…”

Dla zrozumienia, na czym polega ten rodzaj działania, jakie podejmuje w Europie Międzynarodowa Federacja Planowego Rodzicielstwa, musimy, jak zaznaczyłem wcześniej, ponownie wrócić do Irlandii Północnej, części Wielkiej Brytanii, gdzie nadal jest stosowane ostre prawo antyaborcyjne, z powodu przytłaczającej opozycji wobec aborcji zarówno wśród protestantów, jak i katolików. W tej jednej sprawie podzielona społeczność Irlandii Północnej jest całkowicie zgodna.

Jednakże w 1994 roku Region Europejski Międzynarodowej Federacji Planowego Rodzicielstwa zorganizował w Irlandii Północnej konferencję dla poparcia nowego liberalnego prawodawstwa odnośnie aborcji i dla wezwania do aborcji na życzenie, zaś w 1995 roku działacze Federacji współ-pracowali w wydaniu książki, stosowanej następnie jako materiał propagandowy przez proaborcyjnych polityków i twórców polityki agitujących na rzecz tego samego celu.

Co więcej, według „Medical Bulletin MFPR” (t. 26, nr 1, luty 1992) Międzynarodowa Federacja Planowego Rodzicielstwa otwarcie zaleca swoim organizacjom członkowskim, aby „wnosiły do sądów sprawy o charakterze precedensowym dla wywierania presji na rzecz bardziej liberalnej interpretacji niektórych ustraw odnośnie aborcji”. Gdzie indziej radzi ona swoim członkowskim organizacjom na rzecz planowania rodziny, aby „nie posługiwały się nieobecnością prawa lub istnieniem niekorzystnego prawa jako usprawiedliwieniem bezczynności; działanie poza prawem, a nawet z pogwałceniem prawa, należy do procesu stymulującego zmianę”. Cytat ten pochodzi wprost z ich publikacji Prawo człowieka do planowania rodziny (paragraf 106) wydanej w 1984 roku.

Niekorzystny wpływ na kierunki polityki odnośnie zaludnienia i aborcji ze strony Międzynarodowej Federacji Planowego Rodzicielstwa, tak hojnie dotowanej przez Unię Europejską, dał się odczuć na całym świecie i Polska powinna utrzymywać stałą czujność wobec skutków tej polityki w jej własnych granicach. Tego rodzaju polityka, jak jasno wykazuje jej działanie w Chinach, nie ma nic zgoła wspólnego z prawami człowieka, a tym bardziej — z prawami kobiet.

Warto przy sposobności zauważyć, że proaborcyjni politycy w Wielkiej Brytanii w sposób widoczny czynią umizgi do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz do Trybunału Europejskiego w nadziei na uzyskanie rozstrzygnięć na rzecz zgubnego w skutkach osłabienia prawa odnośnie aborcji zarówno w Irlandii Północnej, jak i w Republice Irlandii. Zważywszy na to, że ci spośród nas, którzy są członkami ruchu na rzecz życia, wierzą, iż prawo europejskie nie może być interpretowane jako domagające się zmian w istniejącym ustawodawstwie aborcyjnym w Irlandii, jest to kolejna dziedzina, którą powinniśmy bacznie obserwować, zwłaszcza w świetle wspomnianych już kierunków polityki Międzynarodowej Federacji Planowego Rodzicielstwa. Aż nazbyt często sądy przekazują potomnym wyroki, które można określić tylko jako umyślnie fałszywe, i poszczególne państwa muszą być przygotowane na to, by nie odstąpić od swych etycznych i prawnych zasad, zwłaszcza tam, gdzie chodzi o świętość życia. (…)

Polska, jak nigdy wcześniej, jest potrzebna Europie i światu dla podtrzymania prawdziwie ludzkich wartości, które zostały zagubione: zwłaszcza szacunek dla życia ludzkiego od momentu poczęcia do naturalnej śmierci. Na bazie takiego szacunku świat może odbudować kulturę, która rzeczywiście troszczy się o dzieci i matki; oraz społeczeństwo, które chroni i podtrzymuje rodzinę jako podstawową instytucję państwa.

Nade wszystko, niechaj zarówno Polska, jak i Europa nie zapomną nigdy postanowień Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka z 1948 roku, obchodzącej w tym roku swoją 50. rocznicę, która odrzuca dyskryminację jakichkolwiek członków „rodziny ludzkiej”, i domaga się „uznania wewnętrznej godności oraz równych i niezbywalnych praw wszystkich członków rodziny ludzkiej”. Jeśli chodzi o osobową istotę człowieka, jest ona w Deklaracji podstawą dla wykluczenia wszelkiej dyskryminacji. Artykuł 2. stwierdza zdecydowanie, że „każdemu przysługuje tytuł do wszelkich praw i swobód przedstawionych w tej deklaracji, bez jakichkolwiek różnic…” a Artykuł 30. domaga się, aby „nic w tej Deklaracji nie mogło być interpretowane w duchu przyznania jakiemukolwiek państwu, grupie lub osobie jakiegokolwiek prawa do podejmowania jakichkolwiek działań, bądź do dokonywania jakiegokolwiek czynu w celu niszczenia jakichkolwiek praw i swobód przedstawionych w niniejszym dokumencie”. Artykuł 6. w sposób szczególny podejmuje sprawę podziału istot ludzkich na osoby i nie–osoby w następujący sposób: „Każdy ma prawo do tego, by wszędzie być uznanym wobec prawa za osobę”.

tłum. Jerzy Wocial

Jest to fragment referatu wygłoszonego podczas sympozjum „Polska w procesie integracji europejskiej” (Warszawa, 18–20 czerwca 1998 roku) przez Dyrektora Krajowego Towarzystwa Obrony Dzieci Nie Narodzonych SPUC w Londynie.

Nie ma „aborcji terapeutycznej”
John Smeaton

dyrektor generalny Towarzystwa Ochrony Dzieci Nienarodzonych i wiceprzewodniczący Międzynarodowej Federacji Prawa do Życia. Po raz pierwszy zaangażował się w SPUC, kiedy założył oddział w swoim rodzinnym regionie w połudn...