Zamyślenie nad krzyżem
fot. adam borkowski / UNSPLASH.COM

Zamyślenie nad krzyżem

Podwyższenie Krzyża świętego! Musimy na niego spojrzeć nie tylko w tym dniu. Krzyż na szczycie Golgoty „rzuca się” w oczy, nie może ujść naszej uwadze. Ludzie żyją — czy tego chcą, czy nie — w cieniu krzyża.

Żyjąc w cieniu krzyża ludzie muszą się z nim „zaaranżować”. Czynią to na trzy sposoby. Dla pierwszej grupy krzyż jest obrazą uczuć religijnych, symbolem budzącym strach i odrazę: jak można krzyż postawić w Oświęcimiu? Jak można krzyż umieszczać w szkołach i urzędach? Druga grupa „pogodziła się” z krzyżem, przyzwyczaiła się do jego widoku. Krzyż dla bardzo wielu wrósł w krajobraz i sposób myślenia do tego stponia, że nie budzi już żadnych emocji. Jedni kują go w złocie i obsypują diamentami — taki krzyż jest bezcenny; drudzy umieszczają go w uchu jako kolczyk — dla nich krzyż jest „znakiem mody”; jeszcze inni noszą olbrzymie krzyże na piersiach, choć wcale nie wiedzą, kto na tym krzyżu umarł. Tak, na tym krzyżu! Historia zachowała w pamięci tylko ten jeden jedyny krzyż, krzyż Jezusa Chrystusa. Dziesiątki tysięcy innych krzyży poszło w zapomnienie, są bez znaczenia. Wreszcie trzecia grupa, ona krzyż adoruje i wielbi, bo przez krzyż i mękę swoją Syn Boży świat odkupić raczył. Dzięki Jezusowi krzyż przeszedł w historii ludzkości ogromną „ewolucję”: z narzędzia śmierci stał się znakiem życia wiecznego, dlatego jest stawiany na grobach: śmierć, która na krzyżu zwyciężała, na krzyżu też została pokonana. Krzyż Jezusa zadał śmierć śmierci.

Ludzie żyją — czy tego chcą, czy nie — w cieniu krzyża. Na krzyż Jezusa można spojrzeć z dwóch perspektyw. Pierwszą nazywam zewnętrzną, wyznaczają ją pytania typu: dlaczego Jezus umarł na krzyżu? Jakie polityczne, społeczne, religijne, osobiste przyczyny złożyły się na to, że doszło do wydania i wykonania wyroku śmierci na Jezusie? Komu zależało na tym, kto miał jaki interes w tym, aby Jezus nie żył? W cieniu krzyża pojawiają się osoby znane z imienia: Piłat, Annasz, Kajfasz, Judasz, są faryzeusze i saduceusze, jest tłum i oczywiście sam Jezus. Najnowsze badania skłaniają się ku tezie, że to Piłat jest winny śmierci Jezusa, bo, jako namiestnik rzymski, dysponował władzą sądowniczą i wykonawczą. Według tradycyjnego stanowiska winni śmierci Jezusa są Żydzi: przywódcy polityczni i religijni, chcący zachować pozory niezależności politycznej i walczący o czystość wiary oraz prosty lud, jak każdy lud, pragnący „chleba i igrzysk”. Winny jest Judasz, który za trzydzieści srebrników zdradził Jezusa. Winny jest sam Jezus, ponieważ zmierzał ku konfrontacji. Występując przeciw tradycji, musiał liczyć się ze śmiercią.

Drugą płaszczyznę zamyślenia nazywam wewnętrzną. Przy całym respekcie dla płaszczyzny zewnętrznej (badań politycznych, społecznych, religijnych, psychologicznych itd.) to przecież płaszczyzna wewnętrzna, metafizyczno–teologiczna, decyduje o ciężarze krzyża Jezusa. Prowadzą do niej pytania typu: po co Jezus umarł na krzyżu? Jaki sens ma to wydarzenie i co ono daje ludzkości? W jaki sposób śmierć Jezusa na krzyżu sięga korzeni bycia człowiekiem i te korzenie przemienia? Przyjmuje się, że ludzkość po śmierci Jezusa nie jest ludzkością sprzed Jego śmierci, że ta właśnie śmierć zmienia status bytu człowieka. Tą właśnie płaszczyzną i problemami z nią związanymi zajmuje się najnowsza praca Klausa Bergera 1. Jest ona ważnym głosem w dyskusji o ogromnym zasięgu tematycznym, prowadzonej często na bazie uczuć, a nie rozumowych argumentów, dyskusji ciągnącej się od dwu tysięcy lat. Oto tylko niektóre z tematów–pytań: czy śmierć Jezusa można, a może nawet należy rozumieć w sensie starotestamentalnego kultu? Czy Jego śmierć była ofiarą, jeśli tak, to w jakim sensie? Jak należy rozumieć, że była ona zadośćuczynieniem za nasze grzechy? Że Jezus umarł za nas i dla nas, że nas odkupił? Za co? Od kogo? Jak ma się sprawa z „rzeczową konsekwencją” krzyża? Czy Bóg–Ojciec potrzebował śmierci Boga–Syna, ponieważ na innej drodze nie mógł przebaczyć ludzkości? Wielkość zbrodni musi odpowiadać wielkości odkupienia! Czy Ojciec „wydał” Syna w ręce ludzi? Czy raczej Syn „dobrowolnie się ofiarował” Ojcu? Czy Ojciec nie jest starotestamentalnym patriarchą najgorszego wschodniego charakteru, którego zagniewanie może uspokoić tylko krew i śmierć? Czy Synowi nie pozostało nic innego jak tylko pogodzić się z wolą Ojca, bo przecież w planach Bożych było, że Syn „musi” umrzeć? Czy przez śmierć może dokonać się coś dobrego?

Ludzie żyją od dwu tysięcy lat w cieniu krzyża. W tym czasie chrześcijanie znacznie oddalili się od Jeruzalem, ich myślenie jest bardzo dalekie od myślenia biblijnego, dlatego wielu staje przed prawie nieprzezwyciężalnymi trudnościami, nie potrafią „uzgodnić” rzeczywistości, w której żyją, z rzeczywistością, w którą wierzą. Oto tylko jeden przykład: konieczność. Czym innym jest konieczność zewnętrzna, a czym innym konieczność wewnętrzna. Konieczność zewnętrzna jest „sytuacją bez wyjścia” — tak się musi stać. Określone przyczyny muszą wywołać określone skutki. W przyrodzie panuje determinizm. Jeśli w duchu konieczności zewnętrznej analizujemy takie zdania, jak, że „Jezus musiał cierpieć i umrzeć na krzyżu”, że „Jego śmierć była w planach Bożych”, to rysuje się przed nami obraz Boga i człowieka, który ma wiele wspólnego z mitologią (zwłaszcza grecką) i bardzo niewiele z Biblią. W mitologii greckiej człowiek jest „w sytuacji bez wyjścia”, z „góry” została mu przydzielona rola do wypełnienia. Nikt i nic nie jest w stanie mu pomóc. Natomiast Bóg Biblii jest Partnerem człowieka, On pragnie jego życia i wszystko robi, aby człowieka wybawić z sytuacji nieszczęścia. W krzyżu objawia się, kim są ludzie i kim jest Bóg. Ludzie są po prostu mordercami i winni liczyć się — jeśli obowiązywałaby starotestamentalna zasada sprawiedliwości: oko za oko, ząb za ząb — ze śmiercią jako skutkiem swoich czynów. Jezus definiuje nowotestamentalną zasadę sprawiedliwości jako: miłość Boga i bliźniego. Bóg–Ojciec jest tym, który ją najpełniej wypełnia: On obdarza pełnią życia morderców swojego Syna! Ludzie dopuścili się zbrodni. W tym skandalu sądowniczym każdy ma na swój sposób udział, „nikt nie jest święty”. Jedyny Sprawiedliwy wobec Boga i ludzi został ukrzyżowany. Bóg nie znosi tego wydarzenia, lecz je podejmuje. Drzewo krzyża staje się drzewem życia, można mówić o „błogosławionej winie”. Ludzie pokazali się Bogu z najgorszej strony, Bóg objawił się ludziom z najlepszej. Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, Ojciec Jezusa Chrystusa nie jest Bogiem śmierci, lecz Bogiem życia. W krzyżu nastąpiło pojednanie ziemi z niebem. Krzyż jest wyjściem człowieka z sytuacji bez wyjścia.

Ludzie żyją — czy tego chcą, czy nie — w cieniu krzyża. Krzyż jest szczytowym momentem zbawczej działalności Jezusa, nie można go sztucznie izolować od Jego narodzenia, publicznego życia i zmartwychwstania. Bóg Ojciec nie znajduje upodobania w cierpieniu i śmierci Syna, lecz w jego bezgranicznym zawierzeniu. Krzyż nie jest dziełem Boga, lecz człowieka.

Książka, której pojawienie się tutaj jedynie sygnalizujemy, jest adresowana do wszystkich (świadomych) chrześcijan, winna stać się lekturą duszpasterzy, którzy sami żyją i innych wprowadzają w tajemnice krzyża.

1 Klaus Berger, Wozu ist Jesus am Kreuz gestorben, Quell Verlag — Struttgart 1998, s. 232.

Zamyślenie nad krzyżem
ks. Jerzy Machnacz

urodzony 10 stycznia 1949 r. we Wrocławiu – polski filozof i ksiądz katolicki, były salezjanin, profesor nauk teologicznych, przedstawiciel tomizmu fenomenologicznego. W 1968 roku ukończył naukę w Lotniczych Zakładach Nauk...